Agnieszka Rylik Chcesz być szczęśliwa czy podziwiana jako trup człowieka i cień samej siebie… czyli odpuść i pozwól sobie na zwykłą słabość.

Agnieszka Rylik Chcesz być szczęśliwa czy podziwiana jako trup człowieka i cień samej siebie… czyli odpuść i pozwól sobie na zwykłą słabość.

Ludzie podziwiają sportowców z pierwszych stron gazet, ale także są najlepszymi trenerami za ekranami telewizorów. Wiedzą, jak słabo ktoś się przygotował, jak stał się leniwy, jak gwiazdorzy – skoro nie udała mu się tak łatwa akcja na boisku, na ringu… myślą, że sport wyczynowy to codzienna, standardowa aktywność człowieka, podczas gdy jest dokładnie odwrotnie. Podobnie jest z wszystkim, co przestaje być składową życia, a staje się całym powietrzem, którym oddychamy…Ludzie poświęcają czemuś całe życie, aby osiągnąć szczyty. Tak łatwo ocenia się wielkie pieniądze zapominając, ile lat człowiek na to pracował, ile zaryzykował, ile poświęcił.

Wyczynowy sport to horror. Myślę, że nie ma sportowca, który nigdy nie miał doła. Wielu przeżywało depresję. Nie radziło sobie z ciężką kontuzją czy niespodziewaną porażką. Zachęcam do sportu. Bawcie się nim, ruszajcie się. Nie zachęcam natomiast do sportu wyczynowego.Kiedy mam spotkania z dziećmi, mówię im, że sport to nie wszystko. Myślcie o nauce, o zainteresowaniach innych niż sport. Zawodowy sport to mordowanie organizmu, męczarnia, poświęcenie. 

A przecież sport ma być przyjemnością, ma być zdrowiem. Należy słuchać organizmu. Nie masz ochoty dzisiaj trenować i czujesz to całym sobą, to tego nie rób. Nie walcz z tym. To zawodowiec musi iść się katować i przesuwać granice swoich możliwości. A jeśli nie jesteś zawodowcem, odpuść sobie. Pobaw się z dzieckiem, poczytaj sobie coś, idź na spacer, do kina. To zawodowcy muszą się dręczyć, nie ty. To ich zawód, nie twój. Cieszę się, że ludzie biegają, jeżdżą na rowerze, dbają o siebie. Ale trzeba znać granice. Niestety, dominuje tendencja do zadręczania się. Wpadł mi ostatnio w ręce wywiad ze mną sprzed kilku lat. Skarżę się w nim, że kiedy biegnę, słyszę jak ludzie i ironicznie krzyczą: „Hop, hop, hop, hop!”. Czy teraz ktoś krzyczy podobnie? Nie, bo wszyscy biegają. Powiedziałam wtedy, że mam nadzieję, iż przyjdzie moda na sport i poranny widok biegaczy będzie normalnym, powszechnym zjawiskiem.

Okazałam się prorokiem, zresztą nie tylko ja o tym mówiłam. Tyle że teraz poszło to w drugą, tę złą stronę. Nie ma umiaru. Moja była sąsiadka biegała dużo, nawet maratony. Pytam ją, dlaczego nie biega po pięknej Puszczy Kampinoskiej? Odpowiedziała, że się boi. Biegała po chodniku, przy drodze, po betonie. Czy to jest zdrowe? Czy to jest przyjemne? Kolega (o dość znanej twarzy i równie znanym nazwisku) skończył Iron Mana. Jestem pełna szacunku dla niego, ale na zdjęciu po zawodach widzę trupa. Nie człowieka z żelaza, tylko wycieńczonego do granic możliwości skazańca. Dwa miesiące będzie dochodził do siebie. Rozumiem satysfakcję, że dokonał czegoś wielkiego. Ale ja chcę widzieć, jak na mecie staje z zaciśniętą pięścią i mówi: „Tak, to ja. Ja to zrobiłem”. Fotografia przedstawia jednak całkiem inną rzeczywistość. Zastanawiam się wtedy, po co to wszystko. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że tracą w ten sposób zdrowie. Pokazałam koledze reportaż o biegaczach, którzy pokonali cztery pustynie. Jeden zmarł, inny ma odmrożone nogi. Kolega mówi: „Zajebiste”. Ostrzegłam go, że jeśli wpadnie na podobny pomysł, to poproszę kogoś, by przetrącił mu kolano. Nie udało się. Zaczął starty w biegach dwudziestoczterogodzinnych. Dzięki temu brakuje mu czasu na wszystko, również na spotkania ze znajomymi. Kiedyś nie przyszedł, bo zasnął. Nic dziwnego – przebiegł kilkadziesiąt kilometrów, to zasnął. Tu się kończy zdrowy sport, a zaczyna przesada. 

  Kolejne niebezpieczeństwo rodzi się wraz z rodzicielstwem. Rozmawiałam kiedyś o tym z Krzysztofem Hołowczycem. Gdy zostaje się rodzicem, zmienia się nieco podejście do życia i sportu. Krzysztof mówił: „Przycisnąć pedał gazu na zakręcie czy nie ryzykować? Jest zagrożenie: trójka dzieci zostaje bez ojca. Ale nie można tak myśleć, bo to koniec sportowca”.Ja z kolei nie wyobrażałam sobie siebie w walce, gdybym była matką. Psychicznie bym sobie nie poradziła. Wystarczyło, że wyobraziłam sobie, że moje dziecko akurat ma gorączkę i musi pójść do szpitala. A ja właśnie mam wtedy walkę (pojedynki mistrzowskie toczy się średnio raz na pół roku), do której się ciężko przygotowywałam i pracował na nią sztab ludzi. Nie da rady. U mnie zawsze wszystko musiało być w porządku, spokojnie, bym mogła walczyć. Rodzina musi być blisko, wszystko musi być poukładane. Zawsze otaczałam się grupą ludzi, zawsze chciałam mieć się do kogo przytulić i zawsze miałam priorytety. Najważniejsza jest rodzina i normalne życie – sport jest tylko dodatkiem. Wciąż powtarzam, że nie można mu poświęcić wszystkiego, bo to może się źle skończyć. Ciężka kontuzja i koniec marzeń. Pociąg odjeżdża i zostaje normalne życie. Trzeba sobie z nim poradzić, wcześniej nie zaniedbując jego układania. Szkoła, wykształcenie – to niezbędne zaplecze. Dlatego zawsze twierdziłam, że na dziecko przyjdzie czas po zakończeniu kariery sportowej.

Sport wyczynowy to poświęcenie na granicy wytrzymałości – takie ma założenie. Mamy pokonywać siebie. I jest to piękne. Kiedy jednak zaczynamy tracić zdrowie – warto zastanowić się nad priorytetami. To nie jest dla każdego. Sport powinien służyć zdrowiu, samopoczuciu, a nie katowaniu organizmu. Każdy, kto nie jest zawodowym sportowcem – powinien korzystać z ruchu dla przyjemności pamiętając, że pokonywanie swoich rekordów nie posłuży niczemu oprócz wycieńczenia. Przyniesie to odwrotny skutek i zamiast poprawiać zdrowie – zaczniemy je tracić. Czy można przesadzić ze sportem nie będąc sportowcem? Naprawdę jest wiele przykładów, że jak najbardziej. Mądry ruch to najwspanialsza aktywność i przy niej pozostańmy.

Agnieszka Rylik

Agnieszka Rylik

najbardziej utytułowana polska bokserka, mistrzyni świata w boksie zawodowym, posiadaczka dwóch pasów federacji WIBF i WIBO, wielokrotna mistrzyni świata i Europy w kick-boxingu, reporterka i prezenterka telewizyjna, aktorka, pisarka i osobowość medialna.

Iwona Guzowska Pokochaj zmiany

Iwona Guzowska Pokochaj zmiany

  Usiadłam na skrawku pustej podłogi, wyczerpana, bliska płaczu. Ze zmęczenia, z bezsilności ale chyba głównie z powodu chaosu, który mnie otaczał. Wszystko wyglądało jak pobojowisko, w które ktoś jeszcze wrzucił granat. Kartony piętrzyły się wokół mnie, a na niebieskie, plastikowe torby zerkałam z obrzydzeniem. I jak ja mam to wszystko ogarnąć? Po co mi to całe zamieszanie? Zachciało mi się przeprowadzki, chociaż obiecałam sobie , że już nigdzie się nie ruszę z mojego ukochanego gniazda. A już na pewno nie do Warszawy!

Bo jak miałabym zamienić cudowne lasy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego , zieloną przestrzeń pełną dźwięków wydawanych przez rozśpiewane ptaki, świerszcze i żaby na betonową dżunglę spowitą smogiem?
Na te zmiany zapowiadało się od pewnego czasu. Tym razem jednak, powodem były nie moje ambicje, ale marzenia mojego męża. Skoro miał okazję je spełnić powiedziałam – zrób to, pojadę z Tobą. Trzynaście przeprowadzek…no cóż, przeżyję i kolejną – myślałam. Ale kiedy sama, wykończona, obolała, brudna, głodna (bo kiedy wpadam w amok roboty, nie myślę o takich przyziemnym sprawach, jak picie czy jedzenie – szkoda mi czasu),siedziałam w samu środku potwornego bałaganu – miałam ochotę teleportować się na najodleglejszy koniec świata – byle daleko od miejsca w którym się znalazłam.
Zamiast się rozpłakać stwierdziłam, że na to też szkoda mi czasu. Niewiele mi to da, zabierze czas i siły, których tak teraz potrzebowałam. No i wstałam, żeby rozprawić się z zawartością otaczających mnie toreb, torebeczek, kartonów i pudełek. Przestrzeń wokół mnie zmieniała się z godziny na godzinę, by wreszcie po czterech dniach być wystarczająco przyjazna. Rano liźnięciem po nosie obudził mnie kot, który chyba jeszcze bardziej przeżył szok związany ze zmianą. Wstałam, przeszłam się po wynajętym mieszkaniu i uśmiechnęłam się. Wreszcie zobaczyłam zmiany. Przyjemne dla oka, efekt mojej kilkudniowej pracy (ze względu na tą swoją wymarzoną pracę, mąż nie mógł mi pomóc w całej przeprawie i dlatego musiałam ogarnąć to sama). Byłam z siebie naprawdę dumna.

Dlaczego o tym piszę? Bo zmiany są nieodłączną częścią życia. I nie należy się ich bać. Tak, przyznaję było mi dobrze i wygodnie w moim domu, wśród bliskich i przyjaciół. Powtarzałam, że to jest moja przystań, której nie mam zamiaru zamieniać na nic innego. Wyprowadzka w ogóle nie wchodziła w rachubę, ale kiedy jednak pojawiło się jej widmo – mogłam zrobić dwie lub trzy rzeczy. Odwodzić męża od zmiany pracy, albo zaproponować życie na odległość. Trzecia – mogłam postawić ultimatum – albo ja, albo praca. Żadna opcja nie jest dobra, bo każda z nich godzi w podstawowe wartości, którymi się kieruję. Pierwsza to wolność. Odbieranie jej komukolwiek bez względu na to, czego dotyczy jest niedopuszczalne w moim kodeksie. W związku z tym musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu , wynająć swoje ukochane mieszkanie i zamieszkać w obcym, również wynajętym – mieście, którego nie wybrałabym na miejsce swojego życia. Życiowe zmiany? O tak. Spory wstrząs. Zwłaszcza, kiedy kręcący głową syn smutno powiedział „Nie wierzę, mama się wyprowadza.”

Wyprowadza – owszem. Ale nie opuszcza tych, których kocha. To ważne. Całe moje życie to ciągłe zmiany i to najczęściej wstrząsające całym moim światem w posadach. Jednak z perspektywy czasu każda z nich była ważna i dobra. Na początku, niektóre zmiany wydają nam się końcem świata. Wywołują ból, łzy, żal, a nawet rozpacz. Ale to mija. Czas płynie a my odkrywamy siebie w nowej rzeczywistości, którą przecież sami kreujemy. Zmiany są potrzebne chociażby po to, żeby przewietrzyć swoje życie, pozwolić poczuć mocny podmuch wiatru, który uniesie nasz latawiec wysoko pod niebo. Czego się spodziewam? Niczego. Skupiam się na tym, by to co mam do zrobienia robić jak najlepiej. Nieustannie. I po tym, kiedy najpierw zmagałam się z żalem opuszczenia swojego gniazda, złością że zabieram swoje życie z wybranego przez siebie miejsca i wreszcie totalnym wyczerpaniem i bałaganem związanym z przeprowadzką – przyszedł spokój. I pojawiło się radosne wyczekiwanie na to, co przyniesie kolejny dzień w nowym miejscu. Cieszę się z każdego drobiazgu, który odkrywam wokół. Wczoraj wieczorem, kiedy tylko na chwilę wyszłam wynieść śmieci – zamiast od razu wrócić do mieszkania – pociągnięta zapachem kwitnących drzew, przespacerowałam się po okolicy. I odkryłam że jest cicha, ładna i przyjemna. Nie mogę jej porównać do tego, co miałam w Gdańsku, ale też jest dobrze. Z radością czekam na powrót męża. A przecież to będzie kolejna zmiana.

Czekają Cie zmiany, których nie planowałaś ? Których nie chcesz? Zwłaszcza teraz dzieje się mnóstwo dziwnych rzeczy, pandemia strachu opanowała tak wielu ludzi. Tracą z dnia na dzień poczucie kontroli, bezpieczeństwa. Kolejny raz musimy żyć w narzuconej przez kogoś odległości od siebie, nie możemy robić tego, co kochamy, kiedy i jak chcemy. To są zmiany, które nikomu z nas nie pasują – a i tak przychodzą. Jednak to od Ciebie zależy, jak je wykorzystasz. A co, jeżeli od dawna zastanawiasz się nad jakąś konkretną zmianą, a nawet czujesz ogromną potrzebę coś zmienić – po prostu zrób to. Nie bój się i nie zastanawiaj, jak to będzie. Nigdy nie będziesz musiała rozmyślać o tym, że żałujesz, ponieważ czegoś nie zrobiłaś. Zmiany przynoszą świeżość, dają nową perspektywę. Zmieniasz dietę? Zmieniasz styl życia na zdrowszy? A może warto zmienić coś więcej? I nie martw się tym, co powiedzą, albo pomyślą inni. To nie twój problem. Otwórz się i odkrywaj siebie na nowo. Twórz swoje życie jak artysta , który został natchnięty dawno wyczekiwaną weną.
Pokochaj zmiany a one przyniosą Tobie to co najlepsze!

Iwona Guzowska

Iwona Guzowska

Trenerka biznesowa i mentorka rozwoju, certyfikowana terapeutka metody TimeLineTherapy®, autorka książki „Najważniejsza decyzja”, była posłanka na sejm (VI i VII kadencji). Najbardziej znana jako mistrzyni świata i Europy w boksie zawodowym i kick-boxingu. Zorientowana na dążenie do celu, ale zawsze trzymająca się zasad fair play i budowania dobrych relacji z otoczeniem. Kobieta, żona, matka, teściowa i zachwycona babcia.

Iwona Guzowska MOC, która jest w Tobie

MOC, która jest w Tobie

Na początek zadam Tobie pytanie : Czy kiedykolwiek widziałaś kreskówkę o trzech niezwykłych i walecznych dziewczynkach pt. „Atomówki”? Ja je uwielbiam ! Mam nawet t-shirt z tymi słodko-niebezpiecznymi maleństwami.

Bójka (w oryginale Blossom ), odziana w różową sukienusię super mądrala (nawet nieco zarozumiała), rozwiązuje wszelkie problemy używając przede wszystkim myślenia. Jeśli jednak logika nie dociera do przeciwników ,rozwala ich koncertowo podczas walki . Jest świetnym taktykiem i do tego potrafi zamrozić oddechem. 

Bajka (Bubbles), najsłodsza z całej trójki, dziewczynka w niebieskiej sukience. Jest dziecinna i bardzo wrażliwa, dlatego łatwo ją zranić. Potrafi się cieszyć najmniejszymi drobiazgami co sprawia, że to właśnie ona czerpie najwięcej radości z życia. Jest wrażliwą artystką , kocha rysować zwierzaczki. Zresztą rozumie je wszystkie bo potrafi porozumiewać się w każdym języku. Jako jedyna potrafi rozwiązywać problemy bez użycia siły. Ale jak już wpadnie w złość (a zdarza się jej to niezwykle rzadko) jest brutalna i cyniczna jak mało kto.

I trzecia z tej kolorowej bandy Brawurka (Buttercup) . Dziewczynka w zielonej sukience to istny szatan. Nie interesują jej żadne dziewczęce zabawy, o nie! Kręci ją tylko to, co jest pełne akcji np. doskonalenie walki. Przy tym jest złośliwa i sarkastyczna, jej jedyną umiejętnością jest zwijanie języka w trąbkę. W przeciwieństwie do swoich sióstr -specjalnej mocy nie posiada a wszystkie problemy rozwiązuje siłą.

Dlaczego o tym napisałam? Nie dlatego że dziecinnieję na starość (chociaż… tej opcji wykluczyć nie mogę 😉 ).

Otóż, okazuje się , że każda z nas może być taką super dziewczyną! Jak to ? No tak, zwyczajnie! Kiedy czytałaś opisy każdej z nich znalazłaś trochę z siebie? Bo ja owszem! I po głębszym zastanowieniu odkryłam , że jestem jak te szalone superbohaterki! Mam wszystkie moce, które mają one. No dobrze, może poza jedną rzeczą – lodowym oddechem. Przyznaję, nie posiadam tej super mocy i podejrzewam, że Ty również jej nie posiadasz. Jednak cała reszta to cała Ja! To cała TY!
I już słyszę twój głos : No tak, ale ty Iwona to jesteś mistrzynią świata w boksie, kick-boxingu. Potrafisz przywalić. Faceci się ciebie boją i żaden ci nie podskoczy. W ogóle jesteś silna, więc tobie łatwo mówić.
Nie masz pojęcia ile razy to słyszałam. Tak, jestem silna, potrafię przywalić i to solidnie . Ale nikt mi tego nie dał. Wszystko sobie sama wypracowałam. I charakter i sprawne ciało. I nic nie stoi na przeszkodzie, byś Ty mogła zrobić to, co tylko wymyślisz.
Nie, no teraz to już Iwona przesadziłaś! A właśnie że nie. Teraz będę bardzo poważna i zadam kilka pytań.
Twoja wiedza i umiejętności pozwalają Tobie być samodzielną, przebojową dziewczyną? Skończyłaś szkołę jedną, drugą a nawet trzecią? Masz pięć dyplomów? Zarabiasz pieniądze? Pracujesz po czym lecisz do domu zadbać o tych, których kochasz? Wymyślasz i przyrządzasz dania jak prawdziwa artystka? Nadal potrafisz się śmiać i bawić jak dziecko? Masz głowę pełną marzeń? A kiedy dzwoni zapłakana przyjaciółka lecisz z pomocą? I rozumiesz ją jak siebie samą? Kiedy patrzysz w oczy swojego pupila masz wrażenie, że wiesz o czym myśli? Że potrafisz się z nim porozumieć chociaż nie miauczysz lub nie szczekasz? Po cholernie ciężkim dniu w pracy idziesz na fitness, machasz kończynami do utraty tchu albo biegniesz przed siebie, chociaż jeszcze godzinę wcześniej nie miałaś siły żeby wstać z fotela?
A kiedy w twoim życiu zdarzyło się coś złego? Potrafiłaś przetrwać największe życiowe zawieruchy? Miałaś siłę podnieść się z kolan i iść dalej, chociaż jeszcze przed chwilą leżałaś na dnie najgłębszego i najczarniejszego dołu?
Oczywiście, że na każde pytanie możesz odpowiedzieć TAK. Zaskoczona? Jedziemy dalej.
Jestem pewna, że tak samo odpowiesz na mniej wygodne pytania np. o to czy zdarzyło się Tobie obgadywać Ankę z księgowości albo Milenę, swoją szwagierkę. Czy bywasz złośliwa i wredna? A ile razy ciskałaś piorunami na każdą „ladacznicę”, która kręciła się jak bączek przy twoim facecie. I doskonale wiesz, że gdybyś tylko sama spuściła się ze smyczy przyzwoitości i rozsądku, rozszarpałabyś ją bez zastanowienia.
No więc czego Tobie brakuje do tego, żeby być superbohaterką? Sama widzisz, NICZEGO! A jeżeli nie umiesz walczyć pójdziesz na judo, boks, karate albo kick-boxing, i tak jak ja będziesz umiała fachowo przywalić komuś w kły. Tylko… to wcale nie jest konieczne.
Teraz spójrz na siebie inaczej – spójrz na siebie jak na kogoś wyjątkowego bo masz MOC. Prawdziwą. I tylko od Ciebie zależy co z nią zrobisz, jak ją rozwiniesz i ukierunkujesz. Możesz ją schować w kredensie za szmatami, ale tak samo możesz ją wyjąć i zacząć szlifować jak diament.
Co to znaczy? Na początek wystarczy jeśli zaczniesz eliminować złość, frustrację a wzmacniać swoje talenty. Naucz się kochać, szanować i doceniać siebie.
Zanim się spostrzeżesz będziesz kochać, szanować i doceniać cały świat, a on odpłaci Tobie tym samym. Jak to zrobić? Myślę, że już to wiesz, ale chętnie wrócę do tego tematu, żebyśmy wspólnie mogły odkrywać i wzmacniać swoje super moce. Pokażę Tobie proste narzędzia, które krok po kroku zmienią twoje życie. To się bardzo przyda, zwłaszcza w tych dziwnych i niepewnych czasach w jakich przyszło nam żyć od marca 2020 roku.

 

Iwona Guzowska

Iwona Guzowska

Trenerka biznesowa i mentorka rozwoju, certyfikowana terapeutka metody TimeLineTherapy®, autorka książki „Najważniejsza decyzja”, była posłanka na sejm (VI i VII kadencji). Najbardziej znana jako mistrzyni świata i Europy w boksie zawodowym i kick-boxingu. Zorientowana na dążenie do celu, ale zawsze trzymająca się zasad fair play i budowania dobrych relacji z otoczeniem. Kobieta, żona, matka, teściowa i zachwycona babcia.

Relacje z samym sobą jak… wpływają na innych.

Relacje z samym sobą jak... wpływają na innych.

Temat relacji jest obszerny, trudny, satysfakcjonujący, stresujący. Dotyka i miesza się z życiem prywatnym, czasem nie daje spać. Siła oddziaływania jest często wprost proporcjonalna do siły zaangażowania. Dochodzę do wniosku, że relacja jest dokładnie taka sama w drugą stronę, czyli nasze relacje w życiu prywatnym odbijają się na relacjach w biznesie. Postanowiłem więc zamieścić zlepek historii, wydarzeń, cytatów i postaci, które wpłynęły u mnie na większe zrozumienie przede wszystkim samego siebie. To jest klucz do zdrowych, co nie znaczy, że łatwych, relacji z innymi ludźmi i tym zlepkiem różnych osobowości, którymi jesteśmy.

Nie jesteś odpowiedzialny za emocje innych ludzi

Można by nawet powiedzieć, że powyższe zdanie trąci egoizmem. Pewnie trochę tak jest. Niemniej działa to w dwie strony, a to już zupełnie inna bajka. Niezależnie od naszych intencji, jest bardzo długa droga od tego, jak wszystkie nabyte przez nas doświadczenia wpłynęły na to, jaki komunikat wyjdzie od nas, przejdzie kolejno przez wszystkie filtry i nieznane nam interpretacje naszego rozmówcy i jak zostanie odebrany. Tym bardziej w sytuacji, w której jesteśmy oceniani lub nasz rozmówca może czuć się oceniany przez nas, co w sytuacjach biznesowych występuje dosyć często. Żeby jednak nie dać się ponieść własnej interpretacji czyichś słów, powinniśmy trenować zdolność do obserwacji własnych emocji

Jaki charakter ma moja myśl? Czemu ona służy?

Kilka lat temu miałem styczność z kilkoma tybetańskimi mnichami, których misją była promocja na zachodzie swojej kultury. Na marginesie dodam, że jeden z nich zapytany o to, co najbardziej podoba mu się w Polsce wskazał na dwa elementy. Odpowiedź pozostawiam Państwa domyślności i podpowiadam, że obydwie te rzeczy zupełnie nie kojarzą się z tym, z czym mogliby kojarzyć się mnisi. Wracając do sedna, spotkanie to było jednym z moich pierwszych doświadczeń związanych z ćwiczeniami na koncentrację, które rozszerzyłem o takie elementy, jak liczenie sekund przy wdechach i wydechach. Proste i bardzo skuteczne narzędzie do używania codziennie. Dzięki temu nabieramy dystansu. Jest takie porównanie, że emocje są jak fale, na których się unosimy. Dzięki zwiększeniu koncentracji, jesteśmy w stanie zanurzyć się i obserwować fale z dystansu. One nie zniknął, ale nie muszą decydować o naszym zachowaniu. Idąc dalej jesteśmy w stanie zacząć się przyglądać naszym reakcjom a przede wszystkim myślom. Umiejętne odpowiedzenie sobie na pytanie, czemu służą nam nasze aktualne myśli i jaki mają charakter jest jak strażnik przepuszczający tylko wartościowych gości.

Potrzebuję, żebyś Ty…

Kolejnym elementem, który jest kluczowy w relacjach z innymi i z samym sobą jest zrozumienie potrzeb. Największe odkrycie w tym temacie dostarczył mi Marshall Rosenberg i opracowana przez niego metoda Nonviolent Communication. Ma to ciekawy związek z podstawową zasadą zarządzania, która mówi, że jeśli komuś zlecamy cokolwiek do zrobienia, należy wyjaśnić, dlaczego jest to ważne. Szczególnie w biznesie potrzebny jest do tego jeden element. Zaufanie. Dużo łatwiej będzie nam rozmawiać, czy to z dostawcą, z klientem, z współpracownikami, jeśli będziemy w stanie określić i przekazać czego nam potrzeba oraz wysłuchać i zrozumieć, czego potrzebuje druga strona. Możemy użyć parafrazy, czyli powiedzieć „czy dobrze rozumiem, że potrzebujecie…”. A w drugą stronę dobrym pytaniem pomocniczym jest „co zrozumiałeś z tego co powiedziałem”? Dużo lepsze niż „czy zrozumiałeś”. Bo odpowiedź na to drugie, może brzmieć „tak” i w dalszym ciągu pewności nie ma. W ten sposób, często sami w trakcie rozmowy dochodzimy do faktycznych potrzeb i jesteśmy w stanie wspólnie wypracować z drugą osobą satysfakcjonujące rozwiązanie. Jednak rozmówca może mieć zupełnie inny styl komunikacji. Na drugim biegunie może być zaproszenie do gry handlowej, czyli jak zrobić, żeby jedna strona miała więcej kosztem drugiej. W takim układzie można do gry dołączyć, traktować ją nawet jak pewnego rodzaju rozrywkę i czerpać z tego przyjemność. Kluczem jednak jest szybkie zdanie sobie sprawy, czy gramy w otwarte karty potrzeb, czy prowadzimy walkę o teren. Wtedy jesteśmy w stanie zareagować i finalnie wybrać, czy taką relację chcemy kontynuować.

Dlaczego łatwiej pomóc innym, niż samemu sobie

Nie wiem. Ale tak jest. Dlatego szczególnie przemówiło do mnie zdanie Jordana B. Petersona, żeby „potraktować siebie jak kogoś, komu chcemy pomóc i na kim nam zależy”. To zmienia trochę perspektywę. Stajemy się bardziej wyrozumiali względem własnego zachowania, łatwiej nam zaakceptować to, kim jesteśmy, szczególnie w trudnych sytuacjach.

Ale co to ma właściwie wspólnego z biznesem

Właśnie. Duży nacisk w powyższych tekstach przyłożyłem do poznania siebie, swoich emocji, potrzeb. Nie wiem jak Ty się dziś czujesz. Być może jesteś w ciągłym pędzie, w wymagającej pracy, która daje dużo satysfakcji, łowiąc jednocześnie chwilę spokoju z bliskimi. Może mierzysz się z wieloma problemami, a jednocześnie chcesz pomóc innym i chcesz przekazywać pozytywną energię do działania. Może zaczynasz dzień z myślą, że zadań jest tyle, że nie jesteś w stanie ich zrealizować, a po dwóch godzinach nawet nie zacząłeś, bo gasisz kolejny pożar. Być może chcesz, żeby ekipa, z którą pracujesz wiedziała, że doceniasz ich wysiłki i zaangażowanie, że bez nich realizacja celu nie byłaby możliwa, ale nie jesteś pewien, czy poświęcasz im wystarczająco dużo uwagi. Może często musisz wybierać między niedoskonałymi scenariuszami ze świadomością, że po drugiej stronie stoi człowiek, który zarywa weekend, żeby dowieźć temat. Być może znajdujesz się w sytuacji, w której starasz się zrozumieć czyjąś motywację, a potem okazuje się, że rzeczywistość była zaskakująco inna. A może masz szereg wyczerpujących zadań w pracy, po których na koniec tygodnia masz wątpliwości, czy pozostało coś z Ciebie dla Twojej rodziny. Być może w tym wszystkim odnajdujesz wiele radości, śmiechu i pozytywnego szaleństwa, znajdując jeszcze czas, dla znajomych i przyjaciół. A może życie nie pisze kolorowych scenariuszy i masz do rozwiązania poważne problemy zdrowotne lub rodzinne, przy których praca schodzi na dalszy plan. Może czasem czujesz się bezsilny i zrezygnowany rzeczami, na które nie masz wpływu a chciałbyś, żeby wyglądały inaczej. Jakby nie było, jest to tylko cząstka tego, co możesz przeżywać. Dlatego właśnie zdolność do zrozumienia samego siebie sprawia, że – pomimo natłoku zdarzeń i impulsów – jesteśmy w stanie skutecznie i z dystansem funkcjonować w świecie biznesu niezależnie od okoliczności i z otwartością budować długotrwałe relacje oparte na zaufaniu. A przy tym znaleźć czas, żeby zatrzymać się na chwilę. Odetchnąć. I powiedzieć sobie, że jest ok.

Mikołaj Dramowicz – prezes zarządu DATAPAX

Mikołaj Dramowicz – prezes zarządu DATAPAX

Jak powstać po porażce i jeszcze raz wygrać nowe życie?

Jak powstać po porażce i jeszcze raz wygrać nowe życie?

Czuje się wewnętrznie poturbowany. Nie wiem, czy to moja wina,  czy po prostu trafiałem na złych ludzi, miałem pecha, nie jest mi pisane  szczęście i dobrobyt – tak wielu z nas codziennie opisuje swoje życie.  Czy można, pomimo trudnych doświadczeń na nowo zbudować swoje życie,  zaufać ludziom i światu i kolejny raz powstać nie bojąc się, że znów  utracimy nadzieje ? Nie mam już sił.

Najtrudniejsza w życiu jest umiejętność przepracowania porażek, własnych błędów, upadków, zawiedzionych nadziei. Najczęściej nie chcemy się przyznać przed samym sobą, że czujemy wstyd, poczucie winy, wyrzucamy sobie głupotę, naiwność, słabość. Dlaczego znów dałam się tak wciągnąć drugiemu człowiekowi? Dlaczego nie byłam uważna ? Dlaczego nie postawiłam granic? Dlaczego uległam pokusie ? Skutki pojedynczych wyborów czasami rzutują na całe nasze życie. Wybrałam męża wbrew całemu światu. Po latach płakałam wyrzucając sobie, dlaczego nie posłuchałam najbliższych. Odrzuciłam wymarzoną pracę, ponieważ rodzina mi odradzała. Żałuje do dziś, bo pozostałam w miejscu, które nigdy nie dało mi szczęścia. Zrezygnowałam z posiadania dzieci dla partnera. Nie mogę zrozumieć, jak mogłam być tak głupia. Wzięłam kredyt na wielkie mieszkanie, żeby pokazać się ciociom, które we mnie nie wierzyły. Żyję jak w kołowrotku, żeby dać sobie z tym radę.

 Tak wiele marzeń, planów i tak wiele rozczarowań. Czy miałam na to wpływ ? Czy to moja wina ? Czy nie nadaje się do niczego ? Czy nie ma już uczciwych ludzi na świecie ? Czy jestem totalnym dnem a inni są ode mnie po prostu lepsi?

Prawda jest jedna. Mamy wpływ na nasze życie i wybory, ale nie mamy kontroli nad wieloma czynnikami, które przy okazji się pojawią. Bo życie to zlepek wyborów, przypadków, sytuacji lokalnych i światowych, czynników, na które wpływu nie mamy i mieć nie możemy. Jak więc układać swoją egzystencję jeszcze raz po porażkach ? Czujemy, że już nie mamy siły płakać kolejny raz, jak znów się nie uda. Nie mamy już energii, aby znów wszystko oddać, aby pozostać z niczym. Nie mamy chęci znów zostać poranieni. Może lepiej pozostać w skorupie bezpiecznego żalu, smutki i stagnacji ? Może faktycznie jest to bezpieczne i optymalne rozwiązanie ? Tylko, że życie idzie na przód, ludzie zapominają, świat się zmienia a my się rozwijamy po każdym upadku.  Czy nie szkoda każdego dnia na życie przeszłością, która za kilka lat nie będzie przez nikogo pamiętana lub pozostanie niczym wiatr – w jednym powiewie, wspomnieniu i na tym koniec. Czy pamiętasz i żyjesz porażką lub rozwodem przyjaciółki, która od lat ma nowego męża i jest szczęśliwa ? Czy nadal patrzysz na nią, jak na zapłakaną Anię, której w życiu się nie powiodło ? A może od dawna spotykacie się i jej przeżycia są dawno zamknięte w dzienniczku wspomnień, do którego nikt nie wraca. Może umiała zawalczyć o siebie i choć przeżyła osobiste chwile grozy – dzisiaj jest wygrana. Bo upada każdy, a powstają Ci, którzy postanowią nie leżeć na łopatkach w pozycji ofiary.

Mówi się, że przez lata budowana reputacja może zostać zniszczona w jednej chwili. Pytanie jest tylko jedno : czy żyjesz jako REPUTACJA czy jako CZŁOWIEK ? Nie zawsze idealny, nie zawsze pod krawatem, nie zawsze z uśmiechem białych zębów i błyskiem sukcesu w oku. Wszystko, co widzisz w mediach – jest częścią prawdy, światem stworzonym niczym artystyczny obraz. Za nim kryje się pełnia zwykłego życia : łez, rozczarowań, zmęczenia, rozstań. Wzięcie cząstki życia za całość – totalnie zubaża. Jedyną i najważniejszą kwestią jest to, abyś mógł spojrzeć sobie rano w lustro i przyznać, że nawet jeżeli żałujesz pewnych decyzji i wyborów, to wyciągnąłeś wnioski i chcesz jeszcze raz zaryzykować i iść dalej. Twój sąsiad, Twoi przyjaciele, Twoi partnerzy w pracy, Twój mąż i Twoja teściowa – wszyscy mają w swoich życiorysach czarne karty. Każdy z nas. Bo to jest całość życia. Wszystkie barwy. Powstać jeszcze raz – to początek nowej drogi.

Zawsze byłam świetną uczennicą i praktycznie idealną córką. Taką mnie stworzyli – ja po prostu nie sprawiałam problemów. Lubiłam się uczyć, stroniłam od używek, wyskoków – opowiada Ilona. Myślę, że to dało fundament do mojego wielkiego cierpienia w życiu, bo nie umiałam zrozumieć, że porażki to także część życia. Kiedy dostałam tróję – natychmiast szłam oprawiać i nawet nie mówiłam o tej ocenie. Szybko chciałam zapomnieć, wyprzeć, jakby dostateczny był porażką życia. Nie spotykałam się z chłopakami, bo rodzice chwalili się znajomym, że takie tematy mnie nie interesują, że jestem ambitna i zajmuję się tylko nauką. Chciałam sprostać, więc oglądałam się za kilkoma kolegami, ale zawsze nieoficjalnie i ukradkiem. Kiedy pojechałam na studia – poczułam wręcz odurzenie wolnością. Z jednej strony trzymało mnie, że jestem przecież tą grzeczną dziewczyną, która nie ma żadnych grzechów na sumieniu, z drugiej miałam wrażenie, jakbym nie do końca umiała żyć. Na pierwszym roku prawa poznałam chłopaka. Arek był całkowitym przeciwieństwem tej cząstki życia, którą przesiąkłam w domu. Z tatuażem, zbuntowany, nie
lubił ograniczeń i zakazów. Mechanik samochodowy. Ktoś, kogo takie dziewczyny jak ja nie wybierają na swoich chłopaków. W jakimś stopniu mnie to bardzo pociągało. Był jakby częścią, której mi zabrakło, z której byłam wykastrowana. Odważnie mówił co myśli, nie bał się konfrontacji. Ja zawsze grzeczna, kulturalna, ułożona – nawet jeżeli ktoś sprawił mi przykrość. Nie umiałam się zdenerwować, krzyknąć, powiedzieć stanowczo NIE. On umiał za nas dwoje. Nigdy nie zabrałabym go do domu rodzinnego wiedząc, jak bardzo zraniłabym takim wyborem moich rodziców. Nie zrozumieliby mojego uczucia i dołożyłabym im wielu nieprzespanych nocy. Z drugiej strony nie umiałam już z niego zrezygnować dla zachowania dawnego JA. Zaczęłam mieć dwa życia : dawne idealnej studentki i drugie : dziewczyny zbuntowanego chłopaka po technikum

Świat mógłby tak istnieć na dwóch biegunach gdyby nie pewien czerwcowy dzień, kiedy na teście ciążowym pokazały się dwie kreski. To były linie, które zabijały moje pierwsze JA. Zniszczyły wszystko. Nadzieje na spokojne życie studentki, praktyki za granicą, karierę w świetnej kancelarii, znalezienie męża z dobrego domu…to były linie, które zabiły całe moje istnienie. Z drugiej strony nie potrafiłam zgodzić się na to, co zaproponował mi ojciec mojego dziecka – na aborcję. Kochałam tą cząstkę, która we mnie rośnie, choć jednocześnie nienawidziłam samej siebie. Upadłam, zniszczyłam sobie życie, nie byłam godna zaufania, rodzice mieli rację pilnując mnie całe dzieciństwo, jestem totalnie do niczego, co ja teraz zrobię….Nie spałam, nie jadłam. Zostałam z poczuciem, że obudziłam się w piekle. Nie chciałam wstawać z łóżka i organizować nowej rzeczywistości. Bez poczucia bezpieczeństwa, z totalnym dołem emocjonalnym i życiowym. Kim byłam i kim się stałam w zaledwie rok po wyjeździe z domu ? Nikim. Dnem. Tak wówczas o sobie myślałam. Opisywanie mojej drogi zajęłoby osobny rozdział książki. Gdyby nie fakt, że trafiłam na wspaniałą fundację, świetnych psychologów i ludzi, którzy nadal we mnie wierzyli – nie byłoby mnie dzisiaj w tym miejscu życia. Jestem prawnikiem. Moja córka Hela ma 17 lat. Mój mąż jest adwokatem. Poznaliśmy się na studiach. Przeszliśmy wiele pięknych i trudnych momentów, ale każdy był już tylko cieniem tego, co przeszłam uwalniając się z poczucia winy w młodości.

Za chęć bycia idealną zapłaciłam depresją poporodową, zerwanymi stosunkami z rodziną, nocami łez i samotności, suchymi kanapkami i liczeniem każdego grosza.Przecież mogłam od razu zrozumieć, że popełniłam błędy jak każdy i starać się tworzyć nową rzeczywistość. Ja jednak latami obwiniałam się, wstydziłam, traciłam zdrowie, czas i energię na ból i samotność. Ale wyszłam. Spotkałam na swojej drodze kobiety, które rozwodziły się z poczuciem, że nie są już nic warte, że sobie nie poradzą. W mojej praktyce spotykam kobiety, które mają za sobą próby samobójcze, bo partner namówił je na podejrzane interesy, w których straciły wszystko. Spotykam kobiety, które wstydzą się swojego odbicia w lustrze. Zawsze powtarzam, że doskonale je rozumiem. Jestem dzisiaj bardzo szczęśliwa. Znalazłam siłę, aby powstać, choć przeżyłam osobistą drogę krzyżową. Kobietom mówię, że dadzą radę, trzeba tylko sobie wybaczyć i zrozumieć, że każdy z nas ma w historii ciemne momenty. Często jednak nie chcemy o tym mówić, rozdrapywać ran – opowiada Ilona.

Kiedy świat się wali – czujesz, że jesteś sam. Że jako jedyny nawaliłeś, a reszta ludzi żyje idealnie. Że to Twoja wina, bo przecież tak wiele można było zrobić inaczej. To prawda. Można było, ale widocznie przy tych wszystkich okolicznościach musiało się tak wydarzyć. To lekcja, która może być najcenniejsza w życiu, choć trudna. Silny jest ten kto upada i powstaje, a nie ten, kto nigdy nie upada. Każdy kto wstaje z kanapy – kiedyś trafi na burzę. One nas nie ominą. Chodzi o to, żeby nauczyć się przez nie przejść, wysuszyć się, odpocząć i iść dalej.

Życie nie jest idealne. Ludzie nie są idealni. Świat nie jest idealny. Ty i ja nie jesteśmy idealni. Jeżeli pozwolimy sobie na popełnianie błędów i wyciąganie wniosków – wygramy autentyczność, prawdę i siebie. Jeżeli będziemy żyli za szybą i próbowali stworzyć swój idealny obraz do podziwiania – uschniemy z dala od prawdziwego życia. Zawsze, kiedy przechodzisz trudny czas – szukaj wsparcia, innych ludzi, nie zamykaj się. Każdy coś przeszedł, każdy przecierpiał. Mówimy jednak otwarcie najczęściej wtedy, kiedy ktoś otworzy się przed nami pierwszy. Zaufać sobie, drugiemu człowiekowi i światu jeszcze raz. Kolejny. Zaryzykować. I jeszcze ten raz powstać na nowo- mądrzejszym i silniejszym.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Mariusz Budrowski Jak dzięki kilku zmianom w diecie można bardzo poprawić nastrój, efekty w pracy i nauce?

Jak dzięki kilku zmianom w diecie można bardzo poprawić nastrój, efekty w pracy i nauce?

Po wakacjach wracamy do codziennych obowiązków i już się boimy, jak będzie z naszą energią…  Co i kiedy jeść, by nasza energia nie znikała?

Przede wszystkim powinniśmy jeść mniej, lecz bardziej odżywczo. Trzeba mieć świadomość, że każda zamiana pokarmu z naturalnego na przetworzony – czy to w kuchni na wysokim ogniu, czy w sposób przemysłowy – zmniejsza ilość lub niszczy składniki odżywcze w pokarmie. Jeśli nasze posiłki składają się z tzw. „fast foodów”, gotowych pokarmów do mikrofalówki, czy „złapanego” jedzenia ot tak na mieście … możemy być pewni, że będziemy wiecznie odczuwać głód. Przy takim trybie życia – utrata energii jest murowana!

W dzisiejszych czasach większość z nas odżywia się w myśl zasady: martwy pokarm = martwe ciało. Aby to zrozumieć, wystarczy zaobserwować, że po każdym mało wartościowym (choć też często smacznym) posiłku, wciąż czujemy łaknienie i najczęściej szukamy ratunku w słodyczach, kawie czy napojach energetycznych.

Ale czy na pewno po to jemy? Czy jemy po to, aby czuć się ociężałym, bez energii? Czy oby na pewno natura chce, abyśmy żywili się dzień w dzień swoistymi „dopalaczami”, powodującymi kiepskie samopoczucie i tzw. „wypalenie” tuż po trzydziestce … no może czterdziestce?  

My z moją partnerką Agnieszką Juncewicz i setkami tysięcy osób w Polsce, którzy nam zaufali, jemy w myśl zasady: żywy pokarm = żywe ciało. Nasze posiłki są tak skonstruowane, aby bilans energetyczny po jedzeniu był dodatni i abyśmy nie musieli jeść co dwie godziny, ciągle odczuwając głód.

W mojej ocenie mitem jest to, że mamy jeść 5-6 posiłków dziennie. Mit został wymyślony przez producentów przemysłowego jedzenia, aby mieć zbyt zarówno na te produkty, a przy okazji też na „dopalacze” typu kawa czy napoje energetyczne.

Kanapki do szkoły? A może coś innego? Co dawać dzieciom, by chciało im się uczyć?

Kanapka to łatwy i w miarę szybki sposób na coś do jedzenia – niestety w dzisiejszej rzeczywistości nie ma to nic wspólnego z pożywnym pokarmem. Chleb niestety przestał być chlebem już wiele lat temu … jedyne co pozostało to podobny wygląd i zbyt dużo zapachu, którego za wszelką cenę dodaje się po to, aby nas kusić. We współczesnym pieczywie znajdziemy kilkanaście a może nawet kilkadziesiąt składników chemicznych: spulchniaczy, ulepszaczy, barwników … Jest to cała tablica Mendelejewa, która nie powinna znaleźć się nigdy w naszym układzie pokarmowym. A wędliny … toż to bomba z opóźnionym zapłonem! Nie dość, że zwierzęta karmione przemysłowo w zamkniętych obozach, nie otrzymują pokarmów, które mogłyby im dać zdrowy rozwój, to jeszcze, aby nie umierały podczas tuczenia, karmi się je szczepionkami i antybiotykami, które stają się ich częścią a później lądują w naszych organizmach…. Każdy z nas słyszał hasło „jesteś tym co jesz” No właśnie … jemy coś, co kiedyś było pokarmem, ale dzisiaj już nie powinno się tak nazywać…

70 tysięcy jadalnych roślin. Co zatem warto by było wprowadzić w zamian? Warzywa i owoce –  jeśli chodzi o energię, jest to wspaniałe pożywienie – mnóstwo dodatkowej energii po warzywno-owocowym posiłku! Jeśli chodzi o wartości odżywcze– surowe warzywa i owoce dostarczają nam wszystko, co jest potrzebne do życia. Można z nich zrobić wspaniały posiłek – jeśli szukasz pomysłów – znajdziesz je na blogi www.odmladzanienasurowo.com lub w książce z przepisami: „Na Surowo – 100 przepisów”. A jeśli zapragniesz jakiegoś większego urozmaicenia … nasiona strączkowe można pięknie zamienić na humus lub różnego rodzaju przepyszne pasty i smarowidła, którymi można posmarować sałatę, paprykę czy ogórka.

Według naukowców człowiek ma dostęp do ponad 70 000 jadalnych roślin na świecie, które są smaczne, soczyste i bardzo energetyczne. Warto je poznać i wyjść z monotonii kanapek, czy gotowych przemysłowych pokarmów dla dzieci.       

Tymczasem jesteśmy przyzwyczajeni do co najmniej trzech posiłków dziennie – śniadania, dwudaniowego obiadu z mięsem w roli głównej i kolacji tuż przed pójściem spać, często z lampką wina lub kufelkiem piwa. W międzyczasie zajadamy się niezdrowymi przekąskami i raczymy napojami gazowanymi…  I właśnie ta „tradycyjna” dieta może niestety wpływać na to, że nic nam się nie chce…  Naszą energię całkowicie wypalamy na przetwarzanie pokarmów nieprzystosowanych do naszego gatunku. Połączenie węglowodanów z białkiem czy tłuszczu z cukrem to prawdziwy zabójca dla naszego ciała. W wyniku przetwarzania, następuje glikacja białek, która wpływa na przyspieszone procesy starzenia. Przetwarzania jedzenia jest więc jedną  z najgorszych rzeczy, jakie możemy robić sobie każdego dnia. Posiłki, w których dominują węglowodany: pieczywo, ziemniaki … hamburgery czy pączki będą zawsze utrzymywać nasz organizm w nadwadze i ociężałości.

Od czego zacząć zmiany nawyków żywieniowych? Owszem, zdaję sobie sprawę, że zmiana stylu życia nie jest prosta – nie tylko dlatego, że nie mamy silnej woli, ale też dlatego, że pewne związki zawarte w tych produktach są ekstremalnie mocno uzależniające. Zbyt wielu z nas nie rozumie swojego organizmu, nie wiemy co można, a czego nie można jeść. Nikt nas tego nie uczy –  więc lądujemy z jedzeniem, który jemy dla zaledwie trzech sekund przyjemności! Po te trzy sekundy przyjemności sięgamy non stop, nie znając niestety skali zniszczenia w naszych organizmach. Robimy to każdego dnia i choć nie od razu umieramy od zjedzenia jednego hamburgera z frytkami, popijanego słodzonym napojem, to należy zdać sobie sprawę, że już kumulacja tych produktów w naszym ciele przez dłuższy czas, zaczyna powodować objawy cukrzycy, niedoczynności tarczycy, otyłości czy zmian nowotworowych. 

Wprowadźmy więc czym prędzej zmiany do naszych jadłospisów! Zacznijmy od dodawania warzyw
i owoców oraz zwiększania ich porcji na talerzu. Najłatwiej jest zamienić śniadanie i kolacje na te zdrowsze, czyli wybierać jak najmniej przetworzone produkty. Warto wyposażyć swoją kuchnię w wyciskarkę do soków i dostarczać pokarm jak najczęściej w formie soku po to, aby wchłaniał się jak najlepiej i nie odbierał nam energii na trawienie. Warto też wprowadzić formę czasowego jedzenia (tzw. czasową głodówkę), czyli zmniejszyć ilości jedzenia i przesunąć posiłki w taki sposób, aby nie zjadać śniadań zaraz po przebudzeniu,
a kolacji jak najwcześniej przed snem. Chodzi o to, aby zamiast trawić, dać szansę organizmom na odpoczynek.       

Jakie warzywa i owoce wpływają na koncentrację? Praktycznie każde warzywo i owoc wpływa na polepszenie koncentracji – musi być jednak podany w formie surowej (czyli soku, szejka czy sałatki). Trzeba jednak pamiętać, że jeśli zaczniemy gotować warzywa z dużą ilością skrobi, za duża ilość węglowodanów zamienianych na glukozę w naszej krwi może spowodować spadek energii w naszym ciele. Spadek energii pociągnie za sobą spadek koncentracji i możliwości korzystania w pełni z naszego życia.

Koncentracji na pewno nie poprawią też węglowodany ze zbóż: pieczywo, makaron, pizza, ziemniaki, napoje wysoko słodzone czy zwykły cukier. Insulina w naszym organizmie, walcząc o nasze życie, obniża poziom cukru we krwi. Powoduje to, że nasz organizm nie jest w trakcie koncentrować się na wielu innych elementach – zamiast tego walczy o życie.

Trzeba zwrócić jednak uwagę na fakt, że w razie problemów z cukrem, czyli tzw. insulinooporności czy cukrzycy, również soki owocowe mogą początkowo powodować spadki energii. Dopóki nie oczyścimy swojego organizmu, warto więc skupić się na warzywach na surowo, gdyż te nie powodują takich problemów.

Praca fizyczna wymaga siły – co jeść, by ją mieć?  Podstawowe pytanie, które powinniśmy sobie zadać to – jak powstaje siła? Co jest potrzebne, aby ta siła była? A co nam ją odbiera? Myślę, że nawet najmniejsze dziecko wie, że siła powstaje z ćwiczeń? Im więcej ćwiczysz … pracujesz, tym bardziej wypracowują się mięśnie i tym większe ciężary czy cięższą pracę jesteśmy w stanie wykonywać. To nie ma nic wspólnego z jedzeniem, chyba, że całkowicie zaniedbujemy dietę i jemy tylko śmieciowe przetworzone jedzenie. Nasze ciało potrzebuje energii i najszybciej pozyskuje ją po zjedzeniu owoców. Potrzebuje też składników budulcowych i równie wspaniale adaptuje wszelkie rośliny, aby sobie ich dostarczyć. Człowiek nie jest przecież najsilniejszym zwierzęciem na świecie… powiem więcej, jesteśmy daleko w tyle za takimi zwierzętami, jak: koń, byk, słoń czy nosorożec … a te, no cóż, one zjadają wyłącznie rośliny i to na szczęście surowe! Wystarczy więc, aby człowiek wrócił do natury i natychmiast odzyska siłę, energię i wspaniałe samopoczucie.  

Na szczęście coraz więcej restauracji wprowadza do swojej diety potrawy bezmięsne – zwiększa się świadomość ludzi odnośnie tego, co jedzą.  I to jest na pewno wspaniały kierunek!  Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że nawet 60% upraw rolnych idzie na wykarmienie trzody chlewnej a mogłoby być pokarmem dla głodujących ludzi na świecie. Tzw. luksus jedzenia zwierząt spowodował dewastację zasobów naturalnych na gigantyczną skalę, niektórzy mówią, że wręcz nieodwracalną i pod tym kątem zmiana pożywienia na tzw. wegańskie jest wspaniałym krokiem dla naszej jedynej ziemi. Natomiast zamiana jedynie tego, z czego powstaje kotlet, nie do końca pozwala wydobyć z nas zasoby energii i życia, o których większość z nas nie ma zielonego pojęcia.

Gotowanie to zabijanie pokarmu – osłabianie koncentracji, energii i nadal przetworzone węglowodany w postaci chleba, makaronów czy pizzy mogą niekorzystnie wpłynąć na stan naszego zdrowia. Wspaniały krok dla ziemi, dobry kierunek dla człowieka. Jeśli takie posiłki zawierałyby minimum 60% surowych warzyw czy owoców to już stawiamy milowy krok w kierunku zdrowia, gdyż nagle ożywiamy pokarm. Takie posiłki są dużo lepszym rozwiązaniem, jeśli pragniemy być energiczni i zdrowi.

Mariusz Budrowski

Mariusz Budrowski

Mariusz Budrowski to współautor projektu „Odmładzanie na Surowo” –
bloga obserwowanego przez ponad 265 tys. osób na Facebooku, mającego
199 tys. subskrypcji na YT oraz 24 tys. na Instagramie. Jest autorem
książki dla dzieci „Wierszykowo na Surowo”, bestsellera:„Surowe
Zdrowie” oraz książki kulinarnej: „Na Surowo Przepisy”. Poza tym
Mariusz Budrowski to pomysłodawca programówna odchudzanie oraz
festiwalu Witariada i konferencji Surowe Życie. Zacznij zmiany od
dziś! Dowiedz się więcej: https://www.odmladzanienasurowo.com