Nie szata zdobi człowieka, ale przecież bez niej nie możemy pokazać się światu…

Nie szata zdobi człowieka, ale przecież bez niej nie możemy pokazać się światu…

Nie szata zdobi człowieka, ale przecież bez niej nie możemy pokazać się światu…

Sama sukienka nie wykona za nas życiowej pracy, nie pokona wyzwań, nie rozwiąże stojących na naszej drodze życiowych wyzwań. Jednak w dobrze dobranym, wygodnym, wysokiej jakości ubraniu – możemy z dużo większym poczuciem pewności iść przez świat i skupiać się na ważnych kwestiach. Szczególnie kobiety, dla których piękno jest ważnym elementem codzienności – chcą czuć się i prezentować bardzo dobrze. Tak było od zawsze. Suknie, halki, koronki, kapelusze…Można uciekać od piękna i jakości, ale każdy musi przyznać – z nimi łatwiej i przyjemniej iść nam przez świat, przez słońce i burze. Żadna z nas nie będzie dobrze się czuła, jeżeli przyjdzie na przyjęcie lub galę i założy na siebie dres lub nieodpowiedni do okazji strój. Okazuje się więc, że jest to ważne. Świadczy o naszej klasie, ale i szacunku do otoczenia. Niesamowicie ważne jest, aby ubranie było dobrej jakości, ponieważ wówczas mamy pewność, że nie musimy robić kolejnych zakupów po kilku praniach.

     Miejsca, które rozumieją powyższe zasady są perełkami na mapie kobiecego życia. Dono da Scheggia  to salon w sercu Katowic. Piękny, przestronny, klimatyczny. Po wejściu czujemy atmosferę piękna, ale i dyskrecji. Możemy do woli oglądać, podziwiać, ale także zabrać do domu wybrane ubrania i w spokoju pomierzyć. Daje nam to przestrzeń, komfort i poczucie zaufania. Obecna wiosna jest inna, także w modzie. Tęsknimy za kolorami, lekkim szaleństwem, ponieważ ostatni rok był dla nas wszystkich zamknięciem możliwości i wolności. Obecnie marzymy, także w modzie, aby znów poczuć wiatr w naszych skrzydłach. To wiosna kolorów, wzorów i ich różnorodnych połączeń. Żółć, róż, błękit, kwiaty, paski, wzory. Wolność, lekkość, wybór… Marzymy, aby znów wykreować siebie na nowo. Ten sezon jest do tego doskonałą okazją. Korzystając z wizyty w salonie pozwoliłyśmy sobie porozmawiać o tym, co tworzy to wyjątkowe miejsce.

           „ Jeżeli chodzi o naszą pracę to przede wszystkim stawiamy na kontakt z klientem. Mamy bardzo duże grono stałych Klientek z którymi utrzymujemy bardzo dobre relacje. Współpracujemy ze światowymi partnerami biznesowymi z Włoch, Austrii, Anglii. Bierzemy udział w różnych pokazach mody organizowanych przez naszych partnerów . Najważniejszy dla nas jest komfort Klientek, aby czuły się w naszym salonie swobodnie. Nasze Panie obdarzają nas pełnym zaufaniem a my dyskrecją. Mamy do naszych Klientek pełne zaufanie. W dużej mierze naszymi Klientami są panie bizneswomen ,które prowadzą potężne interesy i firmy. Takie kobiety bardzo często są zajęte i nie mają czasu mierzyć kolekcji na miejscu. Możliwość zabrania ubrań do domu, zmierzenia u siebie w komforcie domowego zacisza – to jest dla nich duża wygoda.

     Okres pandemii to był trudny czas dla wszystkich ze względu na to że nie mogłyśmy się widywać osobiście, spotykać na żywo z naszymi Klientkami, ale utrzymywałyśmy z Paniami kontakt, ubrania były wysyłane, zakupy były u nas robione przez internet i nasze relacje nie zostały w żaden sposób osłabione. Stęskniłyśmy się za sobą na żywo i teraz mamy szansę z podwójną mocą tworzyć nasze wyjątkowe miejsce. Naszym celem jest tworzenie miejsca wyjątkowego, wciąż nadążającego za naszymi Paniami, które są naszymi stałymi Klientkami. Ich wymagania są wysokie, a naszym celem jest zapewnienie im komfortu i jakości. Najbardziej zależy nam na dalszej współpracy z naszymi partnerami biznesowymi i klientami aby budować naszą markę. “

    Klientkom odwiedzającym mój butik cały czas powtarzam, że gdy patrzą w lustro, muszą widzieć pewną siebie kobietę, a ubiór, to tylko dodatek, który ma w tym pomóc – mówi Beata Drzazga, właścicielka tego wyjątkowego miejsca.

     Bądź kobieca swoją kobiecością. Świeć, idź odważnie przez świat. Bądź pięknem i twórz piękno. Tego życzymy każdej z nas tej wiosny, a piękny i odpowiednio dobrany ubiór niech nam w tym po prostu pomoże.

Rozmawiała

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytet Jagielloński w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami ekologicznymi
oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Moda a męskie samopoczucie

Moda a męskie samopoczucie


Współczesne media bombardują nas obrazem „idealnego mężczyzny”, a środowisko, w którym przebywamy wytycza kierunki jego rozwoju. Bombardują i to dosłownie. W ciągu dnia cokolwiek robimy stykamy się z wzorami. To już nie tylko telewizja, magazyny czy prasa, ale Internet, social media, aplikacje. Gdy tylko wychodzimy z domu, widzimy wyświetlane reklamy z idealnym wizerunkiem. Niezależnie, gdzie jesteśmy i co robimy, mamy przed oczami obrazy z informacjami. Uniknięcie ich jest niemal niemożliwe. 

Taka kreacja sprawia, że coraz więcej mężczyzn porównuje się z medialnym obrazem i jest coraz bardziej świadomych, jak powinni być postrzegani. Nie od dziś wiadomo, że wygląd fizyczny jest bardzo ważny dla budowania obrazu własnej osoby oraz wyrażania siebie. Chyba każdy spotkał się ze znanym określeniem, że wygląd to wizytówka każdego człowieka. 

Prawda jest, że już pierwsze sekundy decydują o tym, jak określi nas nasz rozmówca. Dobrze dobrany strój, zadbana cera, nienaganne uczesanie, zadbane dłonie, zdrowa i wysportowana sylwetka, to standard w wizerunku nowoczesnego mężczyzny. Przy okazji te czynniki pozytywnie wpływające na indywidualną samoocenę. Elegancko ubrany czuję się bardziej komfortowo, jest pewny siebie. Profesjonalny wygląd również wzbudza zaufanie u innych osób poprzez wzmacnianie siły przekazu. Kiedy mężczyzna wygląda lepiej, od razu tak się czuje. Poprawia się jego nastrój, wzrastają pozytywna energia, siły do działania.  

Obecnie wzorów do naśladowania nie brakuje, a mężczyźni są coraz bardziej świadomi wagi wyglądu. To zasługa m.in. blogerów i znawców mody na rynku, z których to można bezpośrednio czerpać wzorce. To, że moda męska jest ważna zauważyli  też producenci wszelkiego rodzaju ubrań. Widać u nich pewną tendencje – swoje strony internetowe przekształcają w doradztwo ubraniowe, do tego pojawiają się na social mediach, gdzie proponują własne pomysły oraz wzorce do naśladowania. Wzrasta też ilość stylistów modowych, pracujących  z mężczyznami w celu poprawy ich wizerunku. 

Wraz ze wzrostem statusu społecznego rośnie świadomość wpływu wyglądu na środowisko i nas samych. Z jednej strony jest otoczenie, z drugiej sami dostarczamy sobie bodźców do własnego rozwoju. Tendencja ta będzie rosła, coraz więcej mężczyzn będzie zabiegać o dobry, elegancki wygląd. Oznacza to wzrost produkcji i sprzedaży ubrań. Zwiększy się też ilość wyrzucanych i niechcianych ubrań, co obecnie jest już mocno widoczne. Jakiś czas temu mężczyźnie wręcz nie wypadało skupiać się mocno na swoim wyglądzie. Miało być męsko, czyli w miarę schludnie i stosownie do okazji. Obecnie tendencja ta całkowicie się zmieniła. Moda męska to ogromy przemysł – tak marketingowy jak i produkcyjny. Mężczyźni chcą wyglądać modnie, a media pokazują mnóstwo możliwości, aby tak się stało. Dzisiaj mężczyzna ma być zadbany, elegancki, modny, wysportowany. Warto jednak pamiętać, że zawsze najważniejsze jest to, co jednak niewidoczne dla oczu. Posiadania tego życzymy każdemu mężczyźnie. 

Mariusz Makowski

szef firmy produkującej krawaty Maktie


Krawaty Maktie


Plan na zdrową i szczupłą sylwetkę

Plan na zdrowie i szczupłą sylwetkę

Zaczęła się wiosna – czas, by zadbać o sylwetkę. Po miesiącach lockdownu wiele osób narzeka na zbyt krągłe kształty i zastanawia, jak się pozbyć zbędnych kilogramów. W osiągnięciu celu może pomóc plan treningowy i regularne spotkania ze specjalistą ds. żywienia i trenerem personalnym.

Plan treningowy to krok ku zmianom, dzięki którym będziemy wyglądać pięknie i czuć się zdrowo. To połączenie właściwie dobranej diety i odpowiednich ćwiczeń, które sprawi, że zyskamy pełnię energii i chęć do aktywnego spędzania czasu. Wreszcie będzie nam się chciało tańczyć, biegać i spacerować, zyskamy też odporność i poprawimy kondycję.

Wiele placówek proponuje trenera personalnego, który ćwiczy z klientem i układa dietę. Są też jednak takie jak Drzazga Clinic, gdzie możemy przede wszystkim liczyć na stałą opiekę specjalisty. Każdy klient traktowany jest tu indywidualnie a ekspert wspiera go w rozpisaniu oraz osiągnięciu wyznaczonych celów w ramach tzw. „fit planu”. Pomagają w tym nie tylko ćwiczenie pod okiem trenera, ale też cotygodniowa konsultacja, pomiary i nieustająca motywacja. Celem projektu jest też wypracowanie nowych nawyków u pacjentów – po to, by za chwilę mogli już samodzielnie radzić sobie z wyznaczaniem celów związanych z dbaniem o własne zdrowie.

Spadek formy w czasie pandemii

Choć coraz bardziej o siebie dbamy, lepiej się odżywiamy i więcej ćwiczymy, w ostatnim czasie, gdy jesteśmy „uwięzieni” w domu w związku z pandemią – możemy niestety zaobserwować spadek formy – mówi Marta Bała-Tabor, specjalistka ds. żywienia, trenerka fitness oraz dietetyk w Drzazga Clinic. Zbędne kilogramy, które pojawiły się zimą, jeszcze bardziej wzrosły przez lockdown. Nie tylko nie chodzimy na zamknięte teraz siłownie, czy do klubów fitness, ale też po prostu w obawie przed zarażeniem mniej wychodzimy z domu. Poza tym wielu z nas pracuje zdalnie i może urządzać sobie regularne wycieczki do lodówki… No i waga rośnie…

Jak sobie w takim razie radzić?

Pomóc może zrobienie tzw. „fit planu” właśnie w konsultacji ze specjalistami z Drzazga Clinic – radzi ekspertka. Takie połączenie diety i treningów zagwarantuje efekt, o który nam chodzi.

Kilogramy spadną tylko dzięki wprowadzeniu zbilansowanej diety i odpowiednio dobranym treningom. Jeśli skorzystamy ze wsparcia profesjonalistów układających takie plany – zyskamy dodatkowo sporą dawkę edukacji żywieniowej oraz poczucie bezpieczeństwa dzięki indywidualnej opiece specjalisty.

Sami możemy sobie nie poradzić, bo zabraknie nam systematyczności i motywacji – stwierdza Marta Bała-Tabor. Radzę, by oddać się więc w ręce ekspertów i wraz z nami stworzyć „fit plan” dostosowany do potrzeb danej osoby. W naszej klinice możemy liczyć na regularne spotkania raz w tygodniu z dietetykiem, a do tego dwa razy w tygodniu godzinne ćwiczenia z trenerem.

Regularność – kluczem do sukcesu

Warto otworzyć się na pomoc z zewnątrz, gdyż kluczem do sukcesu jest regularność, z jaką wykonuje się ćwiczenia oraz kontrola nad wprowadzaniem zdrowych nawyków żywieniowych. Wsparcie specjalistów można nazwać terapią – śmieje się Pani Marta. Oczywiście wszystko zależy od tego, kto ma jaki problem i cel – to omawiamy na pierwszym spotkaniu. Dzięki stałym konsultacjom nie tylko mamy szansę wdrożyć w życie nasz „fit plan”, ale też nauczyć się samodzielnie go realizować w przyszłości. Dowiemy się też, jak uniknąć np. efektu jojo po spektakularnej utracie wagi oraz w jaki sposób ćwiczyć, by nie zrobić sobie krzywdy. To wbrew pozorom bardzo ważne – nieodpowiednio wykonywany trening może bardziej zaszkodzić zamiast pomóc.

Jeśli chcemy cieszyć się szczupłą sylwetką i fajną energią, musimy wziąć się za siebie w sposób kontrolowany. Fit plan w Drzazga Clinic na pewno w tym pomoże!

Drzazga Clinic – Klinika Laseroterapii i Medycyny Estetycznej w Chorzowie oferująca innowacyjne zabiegi dla ciała i twarzy. Oferuje usługi z zakresu laseroterapii, medycyny estetycznej i kosmetologii na najwyższym światowym poziomie. Wysoce wykwalifikowany personel korzystający z innowacyjnego i unikalnego sprzętu zapewnia bezpieczeństwo i najwyższą jakość usług oraz miłą atmosferę podczas zabiegu. Zespół Drzazga Clinic tworzą doświadczeni lekarze, których wspiera profesjonalna kadra kosmetologów, stale poszerzająca swoją wiedzę. Niezbędne certyfikaty i doświadczenie to tylko niektóre zalety personelu Drzazga Clinic.

Program Fit Plan w Drzaga Clinic obejmuje:

– opiekę dietetyczną, w tym cotygodniowe plany żywieniowe i konsultacje ze Specjalistą ds. Żywienia – indywidualny trening personalny dwa razy w tygodniu z Trenerem Personalnym

Do końca kwietnia – pierwsze spotkanie jest bezpłatne. Zapraszamy do Chorzowa!

Kobiecość kołem się toczy

Kobiecość kołem się toczy

1. Kiedy powstał u Pań pomysł na jednoczenie kobiet w tak innej energii i sposobie, niż szeroko propagowany model męski?

Anna Stępień-Kraska: Po raz pierwszy usłyszałam hasło „żeńska energia” w styczniu 2020 roku na webinarze Katarzyny Jagiełło „Zamówienia do wszechświata”. Od tamtej pory zaczęłam interesować się tematem, uczestniczyć w warsztatach i sprawdzać wszystkie koncepcje na sobie. Efekty były błyskawiczne. Gdy dołączyłam do Szkoły Liderek w listopadzie 2020 okazało się, że temat jest gorący i kobiety są głodne tej wiedzy. Pójście w tym kierunku i rozpoczęcie propagowania idei i promowanie dziewczyn, które się tym zajmują, było naturalną konsekwencję na napotkane zapotrzebowanie.

Monika Jaszczura-Synowiec: Tematyka żeńskiej i męskiej energii zawsze była dla mnie interesującym zagadnieniem. Obserwując siebie i kobiety w moim otoczeniu wiedziałam, że jestem 100% kobietą, ale czułam niedosyt w odkrywaniu Siebie. Jednakże z nazwaniem tego zagadnienia zetknęłam się pierwszy raz na Konferencji Woman Camp, na której byłam w roku 2019 i na warsztacie (on-line) u Natalii Jefimowej. 

Potem temat żeńskiej energii powrócił do mnie w Szkole Liderek i uznałam, że będąc kiedyś nieświadomą swojej mocy kobietą pragnę zagadnienie energii żeńskiej przybliżyć takim kobietom jaką ja kiedyś byłam. Kobietą, która budzi się i szuka odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące wykorzystania energii żeńskiej w życiu.

Monika Kaźmierczak: Muszę przyznać, że na długo przed pomysłem samej konferencji, ale było to jednoczenie poprzez wykorzystanie innych narzędzi. Związałam się z firmą kosmetyczną, której ideą – oprócz sprzedaży kosmetyków – jest wspieranie kobiet w rozwoju, wyłanianie liderek. Sprzedaż kosmetyków nie była dla mnie tak interesująca jak te nasze kobiece spotkania pełne rozmów o marzeniach, ale też o trudnościach; pełne śmiechu, a czasem także łez. Zawiązała się między nami nić porozumienia, która trwa do dziś. To było moje pierwsze zetknięcie z działaniem w kobiecej energii. Zmieniłam się dzięki temu i dojrzewałam być może do tego, co miało nadejść – do wyższego wymiaru dzielenia się kobiecą energią, jaką w moim rozumieniu była zorganizowana przez nas konferencja „Przebudzenie Kobiecości”. 

Beata Mendel: Z podejściem do kobiecości w takim ujęciu pierwszy raz spotkałam się w Szkole Liderek, zaczęłam się tej kwestii bardziej przyglądać i doszłam do wniosku, że to, w jaki sposób dużo kobiet funkcjonuje, to jest właśnie działanie z przewagą w męskiej energii. 

2. Czy w Waszym życiu wydarzyły się trudności, poprzez które zaczęłyście szukać siebie w innym miejscu (w kobiecości)?

AS-K: Chyba każdy ma jakieś momenty kryzysu. Jedni większe, drudzy mniejsze. W moim przypadku nie było żadnych większych traum. Mnie zawsze pchał głód wiedzy i poszukiwanie odpowiedzi na napotykane trudności. Zaimplementowanie wiedzy o żeńskiej energii było jednak jak paliwo rakietowe w moim życiu.

MJ-S: Moje życie to jedno wielkie pasmo trudności. Począwszy od dzieciństwa, aż przez małżeństwo. Gdyby nie pasmo tych nieszczęśliwych zdarzeń pewnie nie zaszłaby we mnie potrzeba odnalezienia siebie w roli świadomej swojego potencjału kobiety. Uważam, że wszystkie te wydarzenia ukształtowały mnie jako osobę/kobietę/matkę, ale moja droga do odkrywania kobiecości jest tematem na osobny wywiad 😊

M.K.: Trudności się pojawiały, ale nie sądzę, bym wtedy wiedziała, że szukam odpowiedzi na nie czy też uleczenia ich w zgłębieniu wiedzy o kobiecości. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że szukałam różnych sposobów na to, by uleczyć wiele ran, których – tak poza tym – chyba nikomu z nas nie oszczędzono. Jednak sposób polegający na odkrywaniu siebie, pozwalaniu na bycie sobą, również jako kobiety, wydaje się najbardziej skuteczny.  

BM: Trudności, jakie wydarzyły się w moim życiu, nie spowodowały szukania siebie w kobiecości. W ostatnim czasie moje większe problemy rozwiązały się, nie wiem czy same, pewnie same nie. Aczkolwiek powoli uświadamiam sobie, że to co mi doskwiera w życiu: ciągła gonitwa, mnóstwo zadań, obowiązków, pomoc innym za wszelką cenę, bo przecież i chcę i trzeba, brak wystarczającej ilości czasu dla siebie, ciągle nowe zadania, nowe pasje – z pewnością ma to swoje podłoże w tym, że funkcjonuję za bardzo w męskiej energii. Skończyłam studia prawnicze, od 8 lat jestem związana z korporacją, wcześniej pracowałam w małym urzędzie. Lata doświadczeń, obserwacji, wyciągniętych wniosków doprowadziły mnie do tego, że rozwijam obecnie według własnej koncepcji swój „biznes”. Mam zamiar stworzyć zespół marzeń☺, który będzie się wspierał, pracował z lekkością i z pożytkiem dla świata.

3. Czy budzenie kobiecości spotyka się z szerokim odzewem kobiet czy jednak jest to dopiero początek i masowy powrót do naszych kobiecych przebudzeń jeszcze przed nami?

AS-K: Ten pociąg wciąż się rozpędza. Coraz więcej kobiet, nawet tych, które jeszcze jakiś czas temu powiedziałyby, że urwałyśmy się z choinki i odprawiamy jakieś szamańskie rytuały, w końcu przychodzi na warsztaty widząc nasze efekty.

MJ-S: Wg. moich obserwacji kobiety szukają sposobu na przebudzenie swojej kobiecości. Wbrew temu co się może wydawać świadome kobiety, to nie te, które „wchodzą na traktory”, tylko te, które emanują kobiecością i mają zrównoważoną energię żeńską i męską. Kochają siebie, spełniają się w działaniach i potrafią cieszyć się relacją z ukochanym mężczyzną. 

M.K.: To tęsknota, która drzemie w nas już od dawna. Ale dopiero teraz pozwalamy jej dojść do głosu, wyjść na światło dzienne. I dobrze. Pocieszające jest także to, że w tym „przebudzeniu” mogą nam towarzyszyć przewodniczki, kobiety powołane do pracy z żeńską energią. Mam tu na myśli przede wszystkim zaproszone przez nas na konferencję prelegentki. Uważam, że to ich misja, którą czują całym sercem. 

BM: To wszystko zależy w jakich kręgach. Dziś kobiety się jednoczą, spotykają, pomagają sobie, wspierają się nawzajem, ale widzę, że wiele kobiet z zaciekawieniem słucha właśnie o budzeniu kobiecości. Moim zdaniem, jest to początek i masowy powrót do naszych kobiecych przebudzeń jeszcze przed nami. Jest na tej płaszczyźnie dużo do zrobienia. 

4. Co daje Paniom powrót do swojej kobiecości?

AS-K: Dla mnie to zdjęcie z siebie presji nadążania za rozszalałym i pędzącym na ślepo światem wokół mnie.

MJ-S: Dla mnie osobiście spokój.  Stereotypowo rzecz ujmując powrót do kobiecości to powrót do korzeni kobiecości  oraz w mojej opinii do pierwotnego podziału ról. Uważam, że wewnętrzny spokój i moc to coś co nas jako kobiety świadome i przebudzone definiuje. 

M.K.: U mnie ten „powrót” jeszcze trwa. To nie jest proces zakończony. W ogóle nie wiem, czy mogę mówić o powrocie, od kiedy pamiętam działałam bowiem w męskiej energii. Przesiąkłam nią tak bardzo, że nie zdawałam sobie sprawy, że można myśleć i działać inaczej. Odkrywanie w sobie kobiecości, tej prawdziwej, jest fascynujące, bo to przecież odkrywanie siebie i swojej siły. Czuję się bardziej zgodna z sobą, czuję przypływ obfitości i towarzyszy mi poczucie, że idę w dobrą stronę. I nie ważne już, czy to powrót (śmiech), czy odkrycie całkiem nowych obszarów. 

BM: Ja cały czas odkrywam kobiecość, rozwijam siebie i swoje zainteresowania. Ta droga jest bardzo ekscytująca, bo kobiecość to radość życia, nie polega ona tylko na uśmiechu przyklejonym do twarzy, ale wynika z umiejętności cieszenia się chwilą, która trwa i tym, co jest piękne w nas i naszym życiu. Odkrywanie kobiecości wiąże się z akceptacją siebie i swojego ciała – możemy założyć najpiękniejszą sukienkę, zrobić perfekcyjny makijaż, a od środka nadal czuć się źle ze sobą. Kobiecość odkrywamy więc przede wszystkim w sobie, a nie na zewnątrz. To drugie przyjdzie samo, gdy zajmiemy się na początku swoim wnętrzem, bo kobiecość objawia się radosnymi iskierkami w oczach, które błyszczą, kiedy się uśmiechasz.

5. Czy każda z Pań ma wsparcie męża, partnera, a także czy czują się Panie, że powrót do mocy kobiecości jest przez inne kobiety w Waszym otoczeniu wspierany i rozumiany?

AS-K: Jakakolwiek reakcja w wachlarzu ludzkich zachowań przyszłaby mi na myśl to znajdę jej przykład w moim otoczeniu: fascynacja, wsparcie, ciekawość, obojętność, podśmiewanie, krytyka… Mój małżonek przyjął taktykę tzw. wsparcia biernego: „Kochanie, jeżeli tego potrzebujesz to rób (tylko mnie w to nie mieszaj – hahahah)”.

MJ-S: Otrzymuję bardzo dużo wsparcia od bliskich mi osób i kobiet, z którymi spotykam się na zajęciach w Akademii Radosnego Życia czy na forach społecznościowych w grupach, do których przynależę. Mam wrażenie, że powrót do mocy kobiety jest naturalną konsekwencją procesu jaki zaszedł w nas kobietach, po tym jak zrzuciłyśmy sukienki i założyłyśmy spodnie. Teraz następuje czas powrotu do stanu kobiecości. Budzimy się z potrzeby bycia walecznymi i samowystarczalnymi i na nowo odkrywamy swoją eteryczną kobiecość.

M.K.: Zacznę od kobiet z mojego otoczenia. Czy wspierają i rozumieją? Niekoniecznie. Może próbują. Ale na pewno widzą i obserwują zmiany, jakie zachodzą we mnie. Obfitość zawsze jest widoczna i pociągająca. Narzeczony wspiera mnie nieustannie, ale muszę zaznaczyć, że pojawienie się w moim życiu tego wyjątkowego mężczyzny miało miejsce dokładnie wtedy, kiedy… To ja się zmieniłam. Hasła „najpierw pokochaj siebie”, „bądź zmianą, jaką chcesz widzieć

BM: Ja odnoszę wrażenie, że otoczenie obserwuje. Czy jestem zrozumiana? – nie wiem. Ale nie ma to dla mnie znaczenia – ja wiem, że musze zacząć od siebie, więc robię swoje, idę do przodu, dbam o własną przestrzeń. Inni kiedyś dołączą…

6. Czy prelegentki z konferencji są kontaktami, które Panie same sprawdziły (czy same korzystały Panie z ich wiedzy podczas swojego rozwoju i przebudzenia)?

AS-K: Moja przygoda zaczęła się od Kasi Jagiełło, która zarekomendowała Tatianę Pałucką oraz Natalię Jefimową. Leę natomiast poznałam na warsztatach u Natalii. Wszystkie są mi bliskie. Od każdej coś wyniosłam dla siebie. A to co do mnie trafiło najmocniej, to wzajemne wsparcie pomiędzy tymi Paniami, kompletny brak rywalizacji. Relacja ta była trochę jak objawienie, a trochę jak urealnienie najgłębszych życzeń i dowód na to, że tak się da. Ja byłam wykończona ciągłą rywalizacją w środowiskach, w których przebywałam.

MJ-S: Prelegentki, to Panie, które wcześniej sprawdzałyśmy i same korzystałyśmy i korzystamy z ich usług. Każda z nas jest w procesie i stawia na rozwój, także uczęszczamy na liczne szkolenia, czytamy fachową literaturę i śledzimy webinary czy wykłady naszych koleżanek, które podobnie jak my mają misję niesienia innym kobietą pomocy w przebudzeniu się.

Ja osobiście korzystam z warsztatów u Natalii Jefimowej, Tatiany Pałuckiej i przede wszystkim u Eli Dąbrowskiej – mojej mentorki ze Szkoły Liderek – współzałożycielki Akademii Radosnego Życia.  Jestem trenerką autorskiej metody Akademii Radosnego Życia Elżbiety Dąbrowskiej GOŚĆ Głos Oddech Śmiech Cisza. 

M.K.: Prelegentki konferencji „Przebudzenie kobiecości” to kobiety wybrane przez nas nie bez przyczyny. Książka Katarzyny Jagiełło Queen in flow była dla mnie niczym objawienie, a warsztaty Kasi zainspirowały mnie do wielu zmian. Medytacja z Tatianą Pałucką i ćwiczenia, jakie proponowała w ramach swoich warsztatów także pozostaną w mojej pamięci na długo. Aktualnie jestem zapisana na warsztaty Natalii Jefimowej i nie mogę się ich doczekać. Pozostałe Prelegentki to osoby, z których wiedzy i doświadczenia także chciałabym skorzystać w przyszłości. 

BM: Prelegentek nie dobierałyśmy przypadkowo, są to sprawdzone, najlepsze w tym co robią kobiety. Każda z nas ma własne doświadczenia na swojej drodze odkrywania kobiecości, chciałyśmy pokazać uczestniczkom konferencji spojrzenie na kobiecość w różnych aspektach, aby dać im inspirację do odkrywania siebie na różnych płaszczyznach. Dlatego zaoferowałyśmy tak dużą ilość prelegentek, żeby każda uczestniczka konferencji mogła coś dla siebie wynieść i zainspirować się czymś, o czym wcześniej może nie słyszała.

7.Co mogą Panie polecić kobietom, które są zmęczone ” noszeniem spodni” i dźwiganiem wszystkiego na swoich barkach?

AS-K: Oczywiście przyłączenie się do nas i warsztaty u Natalii Jefimowej

MJ-S: Polecam z serca, aby kobiety powoli zaczęły zdejmować ciężary samowystarczalności i zaczęły prosić o wsparcie swoich mężów, partnerów, rodzinę, dzieci i przyjaciółki. Sama ze swojego doświadczenia wiem, że nie da się na dłuższą „metę” robić wszystkiego samej czy samemu. Człowiek jest stworzony do życia w symbiozie z innymi i żeby być w dobrej formie musi się uzupełniać.  Czasem wystarczy tylko poprosić, powiedzieć – „potrzebuję pomocy”. Bez przekazania takiego komunikatu nie zostaniemy usłyszane.  Ja także zachęcam wszystkie Panie – kobiety, żeby przyłączyły się do grup na forach społecznościowych – takich jak nasza – Kobiecość kołem się toczy i nastawiły się na samorozwój i wzajemne wsparcie. Uważam, że spełniona kobieta emanuje szczęściem, które to przekłada się na ludzi w jej otoczeniu.

Drogie Panie dbajcie o Siebie, wspierajcie się i proście o wsparcie, bo to jest oznaką siły kobiecości 😊

M.K.: Możesz być sobą, żyć i działać z lekkością; możesz osiągać swoje cele i robić to, o czym marzysz, nie udając przy tym mężczyzny. Pamiętam, że podobnymi słowami posługuje się Magdalena Glistak. 

BM: Kobietom zmęczonym „noszeniem spodni” i dźwiganiem wszystkiego na swoich barkach polecam, aby zatrzymały się i odnalazły swój sposób na bycie w życiu kobietą. Mój apel do kobiet: zacznijcie żyć świadomie, bo kiedy nie mamy koncepcji na życie, mamy niezagospodarowaną przestrzeń, zawsze znajdzie się ktoś, kto nam ją zagospodaruje: rodzina, znajomi, szef. Ciągle będziemy zbaczać z drogi: a to serial, pogawędka, rundka po centrum handlowym, praca jakakolwiek, byle była. Dzisiaj mamy nieskończoność możliwości, dlatego też często jesteśmy zagubione. Nie zawsze potrafimy wybrać świadomie, a później zastanawiamy się, dlaczego nasze życie jest pozbawione sensu i treści. I zawsze tak będzie, dopóki nie dasz sobie szansy na samodzielne pokolorowanie kartki swojego życia. Nie możesz jej skserować.

Anna Stępień – Kraska 

Monika Jaszczura -Synowiec

Monika Kaźmierczak 

Beata mendel 

Rozmawiała Agnieszka Zydroń

Kobieta na zakręcie

Kobieta na zakręcie

Czasami jest w życiu tak, że wszystko wymyka się spod kontroli i nie widać już nadziei na tzw. „lepiej”. Dochodzimy do zakrętu, za którym nie wiemy, co nas czeka. Co zrobić, by wyjść z takiej sytuacji obronną ręką, a do tego odzyskać wiarę w siebie i niezależność finansową?

Jak to się mówi – nikt nie obiecywał, że będzie łatwo – więc nie ma o co kruszyć kopii, lecz odważnie iść naprzód i zadbać o to, by za zakrętem zobaczyć światełko w tunelu. Nikt tego za nas nie zrobi, musimy sami zorganizować sobie życie – jest przekonana Monika Jabnouni, która niejeden zakręt życiowy ma na swoim koncie. Potraktujmy to, co nas w życiu spotyka jako wyzwanie lub przygodę i starajmy się wyciągać z każdej sytuacji to, co dla nas najlepsze. Trudności też nas rozwijają i kształtują. Są po prostu częścią życia i musimy – chcemy, czy nie – to zaakceptować. Każdy z nas może się nauczyć zdystansowanego podejścia do kryzysu, nie ulegania nadmiernie emocjom i podejmowania takich decyzji, dzięki którym los wreszcie się do nas uśmiechnie.

Monika Jabnouni w poszukiwaniu lepszego świata wyjechała do Wielkiej Brytanii, gdzie ułożyła sobie życie na nowo po rozpadzie pierwszego małżeństwa, w którym spotkała się z przemocą i złym traktowaniem. Kiedy poznała swojego drugiego męża – również nie było łatwo – ponieważ Sayed jest z Tunezji – dosięgnął ich hejt związany ze stereotypowym krzywdzącym podejściem do mieszanych kulturowo związków. To wszystko było bardzo trudne, szczególnie, że mam syna z pierwszego małżeństwa, któremu zawsze pragnęłam zapewnić bezpieczeństwo i poczucie, że przebywa w przyjaznym środowisku. Wiedziałam jednak, że to „samo się nie zrobi” i stąd podjęłam decyzję o wyjeździe z Polski. I choć teraz również zdarza się, że spotykamy się z krzywdzącymi opiniami, nasze dni przebiegają w miłej, komfortowej atmosferze. Jesteśmy rodziną, kochamy się i tutaj w Wielkiej Brytanii na nikim nie robi wrażenia to, że wywodzimy się z różnych kultur. Wygląda na to, że emigracja była dla nas świetną decyzją.

W Wielkiej Brytanii Monika wraz z synem i Sayedem zaczęła wszystko od nowa – znalazła też sposób na odzyskanie niezależności finansowej. Podjęłam pracę w marketingu sieciowym i zaczęłam sprzedawać kosmetyki do włosów – mówi. I to okazał się strzał w dziesiątkę, bo dzięki pracy szybko stanęłam na nogi pod względem finansowym, a także poznałam mnóstwo fantastycznych osób, którzy dają sobie wzajemne wsparcie w zmianie nastawienia do siebie, do pracy, do codziennych spraw. Okazało się, że można mieć taką pracę, którą wykonuje się z radością, w której można poczuć się ważnym i potrzebnym i nie ustawać w samorozwoju.

Kobiece wsparcie ma ogromne znaczenie na tzw. życiowym zakręcie. Kiedyś ludzie byli bliżej siebie, częściej się kontaktowali, dawali sobie wskazówki, pomagali – stwierdza Monika. Teraz, szczególnie w pandemii, żyjemy osobno i wiele osób czuje się samotnie w tej izolacji. A przecież mamy wciąż takie same potrzeby jak wcześniej – każdy chce się czuć spełniony, niezależny i wolny. Razem możemy się inspirować do pozytywnych zmian, podpowiadać sobie, co robić, by osiągać stawiane sobie cele, doradzać, jak wyjść z kryzysu. To bardzo ważne, dlatego koniecznie powinniśmy nauczyć się korzystać z narzędzi, które daje nam wirtualny świat do tego, by się ze sobą jak najczęściej komunikować.

Tym bardziej, że internet aż huczy od propozycji udziału w różnych grupach wsparcia, webinarach, szkoleniach i konferencjach – z każdego wydarzenia można wiele wynieść dla siebie.

Tak naprawdę wiedza jest na wyciągnięcie ręki – trzeba tylko otworzyć komputer – nasze aktualne okno na świat i na życzliwych ludzi, którzy mogą stanowić dla nas nieocenione wsparcie – przekonuje Monika Jabnouni. Można też pracować i zarabiać przez internet, działać wtedy, gdy potrzebujemy i w takim zakresie, w jakim aktualnie jest to możliwe. Uwierzcie, że to się da zrobić i naprawdę wystarczy chcieć, by w krótkim czasie zmienić swoje życie na lepsze.

Monika dzięki swojej determinacji i zaangażowaniu w internetową sprzedaż produktów osiągnęła niezależność finansową w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy i teraz dzieli się chętnie swoim doświadczeniem z innymi kobietami, które chcą zarabiać w podobny sposób jak ona. Mój sukces był dla mnie niezwykle ważny i dał mi wielką siłę, której wcześniej bardzo mi brakowało – przyznaje Monika. Jeszcze dwa lata temu byłam osobą, która ciężko pracowała na tzw. etacie i której zawsze brakowało do pierwszego. I nagle – totalna zmiana – zarabiam, świetnie się przy tym bawię, a do tego przebywam wśród inspirujących ludzi i się rozwijam. Sama wciąż nie mogę uwierzyć, że to jest możliwe – a jednak jest – jestem na to najlepszym przykładem. I choć niektórym kobietom wydaje się, że istnieje zbyt wiele przeszkód, by mogły zawalczyć o finansową niezależność, ja Wam mówię – STOP – zmieńcie podejście – jesteście warte tego, by godnie zarabiać, by się rozwijać nie tylko rodzinnie ale też zawodowo i spełniać swoje marzenia!

Samo nic się nie zrobi, ale wszystko jest w naszych rękach – możemy wyjść zza zakrętu i ujrzeć szeroką drogę ku niezależności i samorealizacji, po której będzie nam się fajnie podróżować w towarzystwie życzliwych nam osób. Musimy jednak podjąć działania, bo marzenia się same nie spełniają, lecz marzenia się spełnia!

Monika Jabnouni zaprasza wszystkich chętnych do współpracy.

Można się z nią skontaktować poprzez: https://www.bogata-kobieta.pl/kontakt/ lub https://monikajabnouni.com
Monika jest Polką, mieszkającą od kilku lat w Wielkiej Brytanii. Chce dzielić się swoim doświadczeniem i pokazywać wszystkimi, że BOGACTWO naprawdę jest na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba umieć po nie sięgnąć! Monika Jabnouni jest autorką e-booka „3 nawyki szczęśliwych ludzi”, dostępnego pod linkiem” https://monikajabnouni.com/e-book/ oraz liderką społeczności kobiet, które zajmują się marketingiem sieciowym.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

ŚCIEMA PO POLSKU, CZYLI BORAT W POLSKIM SHOW-BIZNESIE

ŚCIEMA PO POLSKU, CZYLI BORAT W POLSKIM SHOW-BIZNESIE

Mariusz Pujszo – człowiek orkiestra. Jego film „Ściema po Polsku“ wchodzi niedługo do kin. Kilka dni po opublikowaniu plakatów, zapowiedzi – spotkał się z bardzo skrajnym odbiorem. Jak widzi to sam twórca i jaki miał cel tworząc taki film? 

Film „Ściema po Polsku“ jeszcze nie wszedł do kin, a już budzi kontrowersje…
Rzetelność dziennikarska, czyli taka „Ściema po Polsku”. Niektórzy dziennikarze „rzetelnie” podchodzą do swojego zawodu i piszą krytykę filmu, którego w ogóle jeszcze nie widzieli! To takie typowo polskie. To tak jakby jakiś mebel, który jeszcze nie istnieje, oceniać na podstawie jego architekta lub wyglądu fabryki.

Tak bywa…
…A że nie lubimy tego architekta i fasada fabryki nam się nie podoba, to już zawczasu, tak na wszelki wypadek, krytykujemy mebel, którego jeszcze nie widzieliśmy i piszemy, że jest bez sensu! Mamy skłonności negatywnie oceniać coś, czego nie rozumiemy albo nie lubimy. Podchodzimy z emocjami – często oceniamy kogoś nie na podstawie tego co stworzył, lecz na podstawie tego czy go lubimy czy nie. Na przykład ktoś jest zabawny, wesoły, towarzyski, a my smętni, zgryźliwi, nikt nas nigdzie nie zaprasza, nie mamy przyjaciół… i co, mamy go kochać? Oczywiście, że nie. Nienawidzimy i musimy go hejtować!

„Ściema po Polsku” to specyficzny rodzaj komedii, która podobnie jak wiele lat temu „Polisz kicz projekt” będzie miała wielu fanów i wielu krytyków.
Dokładnie tak. Lecz ludzie, którzy nie lubią tego typu filmów nie powinni ich oglądać, a już na pewno nie powinni wypowiadać się na ich temat. To przecież coś takiego, jakby osoba nie lubiąca wina, wypowiadała się o jego smaku, zapachu, kulturze picia i jego historii! Przecież ta osoba uwielbiając piwo zawsze skrytykuje, bo nawet najlepsze wino nie będzie jej smakowało. Na całym świecie są różne gatunki filmowe, dla każdego coś miłego, więc chodźmy do kina i oglądajmy to co lubimy, nie zmuszajmy się do niczego. Jak nie lubię horrorów, to ich nie oglądam. No chyba, że jestem dziennikarką, która nie lubi horrorów, ale specjalnie pójdzie do kina, żeby taki film zmasakrować… Czy nie lepiej zostać w domu, z przyjaciółmi, przy lampce wina i super romantycznej muzyce? Ta pewna dziennikarka napisała, że nie jest to ocena filmu, ale zapis trudnych emocji, które nią zawładnęły po obejrzeniu plakatu i zwiastuna. No brawo, zatem oceniamy film na podstawie plakatu… a że plakat jest lekko odjechany to…

Odjechany – dobre słowo. Aktualnie jest na topie robić coś odjechanego. Jesteś znany z niekonwencjonalnych pomysłów.
Zrobiłem kiedyś film, którym zwojowałem świat. Mowa o wspomnianym „Polisz kicz projekt“ – film w stylu „Borata“.

Tymczasem „Borat“ dostał Złotego Globa i ma szansę na Oscara…
Ha… z tym, że ja zrobiłem „Polisz kicz projekt“ wiele lat przed „Boratem“. Gdziekolwiek na świecie „Polisz kicz projekt“ był pokazywany to wywoływał niesamowite reakcje. Od dłuższego czasu nurtowało mnie, że może jest czas zrobić remake tego filmu, czyli coś co będzie w podobnym stylu.

I tak powstała „Ściema po Polsku“?
Tak. Sprzyjają temu dzisiejsze czasy, a żyjemy w czasach bez sentymentów. Dziś najważniejsze jest zaistnieć! I kto pierwszy ten lepszy! Nieważne z jakiego powodu. Ważne jest żeby ludzie o mnie słyszeli, żeby mnie podziwiali. Każdy podatny jest na wszelkie pochlebstwa, wyróżnienia, nagrody. Króluje show-biznes i portale społecznościowe typu Instagram, Facebook, Tik Tok. Ludzie lgną do różnorodnych programów telewizyjnych reality show. Chcą być znani i dla kariery zrobią wszystko.

Faktycznie, programów tego typu jest zatrzęsienie. Chętnych by wziąć udział cała rzesza. Nieważne czy to „Mam talent“, „Hotel Paradise“, czy „Rolnik szuka żony“.
To ciąg na szkło. Żeby być rozpoznawalnym, żeby media o mnie wiedziały i pisały. To też ciąg ku temu żeby mieć więcej obserwujących na Instagramie, więcej lajków na Facebooku. Robimy sobie selfie wszędzie. Każdy wie, że w tej chwili fajna fotka równa się tysiące followersów. A im więcej mam followersów tym jestem ciekawszy, fajniejszy, ważniejszy. Jest to nagminne i zauważalne na całym świecie. Obecnie ludzie już nie zastanawiają się kto dlaczego jest znany, tylko: znam tę osobę, bo jest znana. Pomyślałem, że to idealny temat na film i postanowiłem zrealizować „Ściema po Polsku“.

To na pewno coś oryginalnego i niespotykanego na polskim rynku.
To prawda. Chciałem stworzyć film niestandardowy. Posłużyłem się stylem mockumentary, co znaczy pomieszanie dokumentu z fabułą. Dzięki temu zabiegowi widz ma wrażenie, że od podszewki poznaje sekrety polskiego świata filmu i show-biznesu.

Oglądając film jest wrażenie, że ogląda się making off fikcyjnego filmu.
Zdjęcia filmowe niczym dokument są obrazem rzeczywistości. Częste zwracanie się wprost do kamery daje widzowi wrażenie oglądania making off’u jakiegoś innego filmu. Bardzo dużo scen w filmie jest kompletnie przypadkowych, które były improwizowane i przez to są ogromnie śmieszne. W filmie mamy osoby, które grają siebie albo są tak naturalne, że ludzie myślą, że są sobą. Zależało mi na wrażeniu, by widz – zresztą podobnie jak ja – był pogubiony, czyli że nie wie do końca co jest zagrane, a co spontaniczne i prawdziwe. Grają aktorzy, amatorzy, ludzie z biznesu. Jest kilka bardzo fajnych odkryć – to będą nowe twarze polskiego kina!

Mam wrażenie, że film jest jednak pewną prowokacją.
Film „Ściema po Polsku“ śmieje się z nas wszystkich, z tego co jesteśmy w stanie zrobić, by osiągnąć sukces, sławę, pieniądze. W obecnym świecie nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nie mamy autorytetów. Wszystko jest dozwolone. W każdą rzecz „połowa ludzi uwierzy, a połowa nie“. Ludzi można omamić, oczarować i wcisnąć im jakąkolwiek głupotę – na pewno znajdą się ci, co uwierzą.

Niepowtarzalny styl równa się tysiące zwolenników i wielu przeciwników. Jesteś na to gotowy?
Samo życie. Dla mnie najważniejsze jest to, że ludzie lubią tego typu komedie. Niech idą do kina ci, co lubią tego typu filmy. Już widzę te krytyki dziwnych ludzi: „Co to za film? Skandal!” itp. Ot takie polskie bajorko. Najlepszym dowodem na to, że ludzie kochają takie rzeczy jest scenka z naszego filmu wrzucona do Internetu pod tytułem „Nie ślin się gówniarzu”. Mieliśmy przeszło 10 mln wyświetleń! To daje dużo do myślenia. Jestem przekonany, że film ten będzie ciekawą alternatywą dla filmów powstających zgodnie z filmowymi standardami i przyciągnie przed ekrany kin tysiące fanów szukających w produkcjach innowacyjności, świeżości i nieszablonowego humoru.

Życzymy wielu sukcesów! 

Fundacja Spełnionych Marzeń

Fundacja Spełnionych Marzeń

1. Jak narodziła się fundacja i jakie są jej najważniejsze cele? Jak działacie?

18 lat temu syn naszego przyjaciela zmarł z powodu choroby nowotworowej. Wydarzenie to odcisnęło piętno na Tomku, który postanowił założyć Fundację Spełnionych Marzen i swój ból po stracie dziecka przekuł w pomoc innym potrzebującym dzieciom.  Od tego czasu celem fundacji jest aktywizacja sportowa dzieci poprzez wydarzenia takie jak: Onkoliga oraz Igrzyska Spełnionych Marzeń, pokazy mody z gwiazdami, wsparcie finansowe oddziałów onkologicznych. 

2. W jaki sposób budują Państwo relacje w tak trudnych momentach z rodzicami dzieci? Czy są to długie, osobiste rozmowy, spotkania, czy raczej staracie się Państwo działać bez rozgrzebywania ran, terapii itd.

Do każdej osoby podchodzimy indywidualnie – nie mamy „ustandaryzowanego” modelu działania w takich sytuacjach, każdy przypadek jest inny i wyjątkowy. Aktualnie dążymy do tego, aby wszyscy, którym pomagamy, jak najlepiej przebyli ten trudny czas. Z tego powodu organizujemy cykliczne szkolenia w formie online (webinary) z rozwoju osobistego – głównym aspektem, który poruszamy, jest inteligencja emocjonalna. 

3. W jaki sposób budują Państwo relacje z małymi pacjentami? 

Relacje z pacjentami budujemy poprzez szereg inicjatyw wymienionych wcześniej – staramy się w miarę możliwości odwiedzać dzieci na oddziałach, przynosząc im drobne upominki oraz szczery uśmiech. Organizujemy im koncerty muzyczne – w chwili obecnej docieramy do szerszego grona poprzez organizowanie takich imprez w formie online – jak również aktywizujemy dzieci sportowo i społecznie, poprzez organizowanie zawodów sportowych, w których biorą czynny udział. 

4. Jak staracie się zachować wobec dzieci, aby czuły się w tym dramatycznym momencie mimo wszystko dobrze? 

Nasza dewiza jest „Zamieniamy 1% na uśmiechy”, natomiast nie ograniczamy sie tylko do zamiany jednego procenta. Każdy pacjent jest przez nas traktowany indywidualnie, staramy sie poznać jego historię oraz potrzeby. 

5. Co jest obecnie największym wyzwaniem jeśli chodzi o prowadzenie Państwa fundacji, z czym się mierzycie?

Największym problemem obecnie jest pandemia COVID-19 – wszystkie nasze inicjatywy musieliśmy przenieść do sieci i nadać im zupełnie nową formę. Dodatkowo, powiązanym problemem jest zmniejszenie wpływów do fundacji, przez co wiele z naszych projektów jest zagrożonych. W obecnej chwili próbujemy jednocześnie prowadzić Fundację tak samo, jak przez ostatnich 18 lat, jak również pozyskać sponsorów, którzy umożliwią nam realizowanie tego celu. 

6. W jaki sposób czytelnicy mogą Wam pomóc i wesprzeć w działaniu?

Najprostsza forma pomocy to przekazanie nam swojego 1% podatku – to nic nie kosztuje, a może wywołać szereg uśmiechów na twarzach dzieci. 18 lat działań to MILIONY zaklęć na raka i jeszcze więcej uśmiechów! 18 lat to także wsparcie blisko 30 000 małych pacjentów onkologicznych, którym towarzyszymy od momentu diagnozy, aż po powrót do codziennej rzeczywistości!  Pomoc o takim zasięgu nie byłaby możliwa gdyby nie zaangażowanie darczyńców. Każde wsparcie jest dla nas motorem napędowym do dalszych działań! Razem możemy odczarować raka i wywołać kolejne tysiące uśmiechów na twarzach małych pacjentów! Zachęcamy do wspierania nas regularnymi wpłatami na nr konta: 16 1050 1025 1000 0022 6597 9068. 

Justyna Sypka – Prezes Fundacji Spełnionych Marzeń

Rechot mamony… czyli jak przyciągnąć stabilne pieniądze i przestać tracić energię na marzenia o fortunie, która wciąż ucieka

Rechot mamony… czyli jak przyciągnąć stabilne pieniądze i przestać tracić energię na marzenia o fortunie, która wciąż ucieka

  Stary człowiek podał mi dłoń. Zachwyciłam się jej pięknem, cudowną mapą krętych linii zgromadzonych  wiekiem i pracą. Opowiadał. Czułam się jakbym odkrywała kolejne zdania i strony prozy Wiesława Myśliwskiego. Opowieść wdzierała się w duszę, śmiałam się i płakałam nie puszczając tej magicznej dłoni. Mówił o miłości, pracy, zabawnych sytuacjach, wojnie, świecie, który widział i tego, którego nie zdążył zobaczyć.

  • Za dużo pracowałem, za mało żyłem – zakończył.

Po długiej chwili milczenia poprosił a może zażądał:

  • Teraz Ty opowiadaj, mów i niech Twoje słowa wzbogacą mnie o kolejne życie. Każda opowieść, każda książka, każda historia pozwala przeżyć wiele istnień. Żyjemy krótko, żyjemy chwilkę i tak mało wiemy, mało doświadczamy, tak mało się uczymy. Mów do mnie…
  • Dobrze, dziś opowiem Ci o sukience 

Rechot mamony

4,00 

Chcemy pieniędzy, szukamy ich, pragniemy i zazdrościmy… niewielu z nas
jednak wie, że skupianie się tylko na pieniądzach tworzy blokady i stres
– przychodzą one wówczas z wielkim trudem, okupione kosztami prywatnymi
a często nie przychodzą wcale pomimo naszych ogromnych starań…jaką mam relację z pieniędzmi, czy czuje, że na nie zasługuje ? Czy rodzice nauczyli mnie gotowości na bogactwo…? Czym jest mamona w życiu moim i innych ludzi? Czy warto sprzedać życie za kilka srebrników…?

Kategoria:

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Napisz pierwszą opinię o „Rechot mamony”

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytet Jagielloński w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami ekologicznymi
oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Kim jestem i dlaczego mam prawo do Ciebie mówić?

Kim jestem i dlaczego mam prawo do Ciebie mówić?

Jestem kobietą kompletną i spełnioną z doświadczeniem, które mnie uformowało i pozwoliło osiągnąć rzeczy, które rzadko idą w parach: rodzina i kariera, uroda i inteligencja, bogactwo i miłość. Jestem przykładem, że naprawdę jesteśmy w mocy osiągać wszystko we wszystkich dziedzinach życia. Chcąc zainspirować inne kobiety do zrobienia tego samego, napisałam książkę pt. „Świadoma Bogini. Jak zdobyć wszystko i być szczęśliwą”. Pokazuję w niej, że każda kobieta może osiągnąć, co zechce, pod warunkiem, że umiejętnie po to sięgnie. Dzielę się w niej nie tylko swoją drogą, ale też mapami, z których korzystałam. Chcę w ten sposób zmotywować inne kobiety do działania. Tylko działanie, a nie próbowanie czy mówienie o tym, gwarantuje skuteczną przemianę, której efektem będzie poczucie spełnienia w każdym obszarze życia. 

      Kluczem mojego sukcesu był i jest cel. Uważam, że jasno wyznaczony i dobrze wymarzony cel to podstawa. To on jest drogowskazem na ścieżce, którą podążamy. Nie pozwala nam zbaczać z raz obranego kierunku, pilnuje, abyśmy konsekwentnie i bez rozmieniania się na drobne do niego dążyli. Bardzo ważne jest, aby to było nasze pragnienie, nasza osobista intencja. Nie możemy realizować marzeń innych osób, działać według narzuconych nam schematów lub funkcjonować według określonych programów, które zostały nam narzucone w dzieciństwie.

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jesteśmy obciążeni szkodliwymi przekonaniami, które skutecznie nas blokują w sięganiu po więcej. Ja też tego nie wiedziałam, dopóki nie weszłam na ścieżkę rozwoju osobistego. Zdecydowałam się na ten krok w momencie, gdy pozornie mając wszystko, nie czułam się szczęśliwa. Teraz już mam świadomość, że wpadłam wówczas w jeden ze schematów, a dotykają nas różne. Ja doświadczałam poczucia pustki i ciągłego niespełnienia, próbując rekompensować je na różne, mniej lub bardziej udane sposoby. Bez względu na to, czego dokładnie dotyczy dana sytuacja, mechanizmy są podobne.

Jednak zawsze chciałam tego, co najlepsze i uważałam, że to, co chore, należy uleczyć. Od zawsze też starałam się słuchać mojej intuicji i tym razem mnie nie zawiodła. Spotkałam na swojej terapeutycznej drodze wspaniałe osoby, które pomogły mi odnaleźć prawdziwą siebie. Dlatego w książce przeczytasz wywiady z kobietami, przy których i dzięki którym stawałam się osobą kompletną.
Dla mnie kompletność to spełnienie i autentyczność w relacji z samą sobą. Poczucie, że mam wszystko – rodzinę, bogactwo, wiedzę, doświadczenie, sukcesy zawodowe, zadowolenie, szczęście, uznanie, spełnienie w kreatywności.
Słyszałaś pewnie, że nie można mieć wszystkiego. Z całej siły staram się obalić to krzywdzące i blokujące nas przekonanie, że zawsze musimy wybierać. Kariera albo dzieci, bogactwo albo duchowość, być albo mieć. Udowadniam, że można mieć wszystko i bez konieczności wybierania. Ja nie wybieram, cieszę się obfitością i spełnieniem w każdej dziedzinie życia i to jest czas, by podzielić się, jak do tego doszłam.
Sposoby, którymi się dzielę w swojej książce, zaprowadziły mnie tu, gdzie jestem. Wszystko, co ty robiłaś do tej pory, również doprowadziło cię do miejsca, w którym jesteś. Życie stało się dla mnie o wiele łatwiejsze, odkąd żyję świadomie i z uważnością. Jestem realistką i mocno stąpającą po ziemi kobietą biznesu, która cały czas chce więcej i więcej, i skutecznie po to sięgam. Świadomość okazała się kluczem do wszystkich drzwi, które chcę otworzyć. Już wiem, co jest dla mnie ważne, na czym powinnam się skupić, które sfery życia szczególnie pielęgnować, a które odpuścić. Każdy z nas jest inny, więc każdy musi wypracować sobie swój model.
Ja zdałam sobie sprawę, że moją największą siłą napędową jest rodzina. Moje szczęśliwe dzieciństwo, o które zadbali moi rodzice, stało się dla mnie fundamentem oraz zasobem, bez którego nie osiągnęłabym tego, co mam. Pielęgnuję wartości, które mi przekazali i dzięki temu bez większego wysiłku i z lekkością, wraz z mężem, tworzymy równie sprzyjające warunki naszym dzieciom. To przecież one będą kolejnym pokoleniem dorosłych, które będzie podejmować wiele odpowiedzialnych decyzji dotyczących często nas wszystkich. Dlatego nam wszystkim powinno zależeć, aby byli to ludzie świadomi, uważni i wspierający.
O wiele łatwiej jest osiągnąć zamierzony cel, gdy znamy swoje słabe i mocne strony. Z mojego punktu widzenia jest to bardzo ważne w kontekście układania relacji, zarówno biznesowych, jak i osobistych. W moim przypadku pomocnym narzędziem, które polecam każdemu, okazał się test Talentów Gallupa. To dzięki niemu wiem, dlaczego moje reakcje są często takie a nie inne, dlaczego niektóre sprawy załatwiam z taką lekkością, a kiedy nie powinnam brnąć dalej. Jest to wspaniały sposób na minimalizowanie konfliktów i koncentrowanie swojej siły tam, gdzie to będzie miało najlepszy efekt.
Każdy z nas ma prawo do najlepszej wersji swojego życia. Uważam też, że to nasz obowiązek, by w pełni wykorzystać swój potencjał i dzięki temu podziwiać rozkwit swojej autentycznej tożsamości.

„Rzucam ci wyzwanie. Niech twoje życie stanie się arcydziełem.” Tony Robbins

Lea Magdalena Pyć-Leszczuk

Lea Magdalena Pyć-Leszczuk

Spełniona rodzinnie, biznesowo i twórczo kobieta. Jest dumna z tego, że harmonijnie łączy życie prywatne i zawodowe. ‌ Na co dzień jest właścicielką firmy poligraficznej Best Factory. Świeżo upieczona autorka książki „Świadoma Bogini. Jak zdobyć wszystko i być szczęśliwą”. Mieszka i pracuje w Warszawie.

Wyrozumiałość dla swojego ciała – stań się swoją przyjaciółką

Wyrozumiałość dla swojego ciała - stań się swoją przyjaciółką

Chyba nie ma na świecie osoby, która chociaż raz w życiu nie spojrzałaby w lustro i nie była niezadowolona z tego, co widzi. Generalnie jest to wręcz normalna sprawa. Każdej z nas zdarzyło się zmieniać ubrania pięć razy przed wyjściem; albo tutaj boczek widać, albo gdzieś kość wystaje. Wszyscy znamy te sytuację, ponieważ ani my jako ludzie ani nasze ciała nie są idealne. A jak nasz stosunek do siebie samych i naszych ciał wpływa na nasze życie?

Jakim cudem supermodelki mają kompleksy? Na te pytania niestety nie odpowiem, ale za to opiszę nowy konstrukt, którym zajmują się psycholodzy. A jest to wyrozumiałość dla swojego ciała. Wyrozumiałość a właściwie jej brak do swojego ciała jest połączona z problemami związanymi z ciałem takimi jak kompulsywne objadanie się albo ekstramalne niezdowolenie ze swojego wyglądu*. Dosłownie nazywa się to współczucie dla swojego ciała (z ang body compassion). Nie jestem fanką dosłownych tłumaczeń, a słowo „ współczucie” sugeruje, że coś jest nie tak z naszym ciałem. Gdyby było fantastyczne – nikt by nie współczuł, prawda?  

   Nie współczujemy Billowi Gatesowi, współczujemy bezdomnym na ulicy. Dlatego na własną potrzebę wymyśliłam swoje tłumaczenie – według mnie lepiej odzwierciedla znaczenie całego pomysłu.
 Współczucie dla siebie to możliwość bycia życzliwym i wyrozumiałym dla siebie zamiast osądzania i przesadnej samokrytyki. Wyrozumiałość dla swojego ciała to mniej więcej to samo, ale odnosi się do ciała i składa się z trzech filarów. Pierwszy to pozytywne nastawienie, drugie to rozumienie, że niedoskonałości są częścią życia i trzecie to uznanie negatywnych emocji. Krótko mówiąc zamiast wyzywać albo nawet nienawidzić pewnych części swojego wyglądu – podchodzimy do nich pozytywnie. Zdajemy sobie sprawę, że nikt nie jest idealny i tak zbudowany jest świat. Rozumiemy także, że może mi być przykro z tego powodu, ale nie jest to koniec świata. 

  Tak wielu z nas dzisiaj uprawia sport – co jest oczywiście bardzo pozytywne. Jeżeli jednak przekracza to granice dobrego samopoczucia, a nawet zdrowia – należy zastanowić się, dla kogo to robimy i czy przypadkiem nie krzywdzimy siebie – choćby nieświadomie. Chcemy być lepsze, silniejsze, mieć ładniejsze mięśnie, udowodnić coś innym zapominając, że bez spokoju i akceptacji – żadna forma naszego ciała nas nie zadowoli. A co będzie, jeżeli z powodów zdrowotnych nie będziemy mogli ćwiczyć przez kilka miesięcy i nasze ciała się zmienią ? Czy to znaczy, że zaczniemy się nienawidzić ? A co , jeżeli staniemy się starsi i siła ciała stanie się inna – czy to będzie powód do depresji ? A co będzie, jeżeli ciąża na długo zmieni nasz wygląd zewnętrzny ale da wielkie spełnienie wewnętrzne ? Budowanie samooceny tylko na idealnym ciele najczęściej kończy się dramatem – to tylko kwestia czasu. Możemy się oszukiwać latami, ale przyjdzie dzień w którym trzeba będzie zadać sobie pytanie – co teraz ? Nie mam już idealnego ciała, ale mam wyjątkowe. Jedyne, niepowtarzalne, pozwalające mi żyć, uśmiechać się, pić kawę z przyjaciółmi, nosić wnuki na rękach. Ciało to opakowanie i choćby najpiękniejsze – potrzebuje szczęśliwego wnętrza, aby lśniło wyjątkowo, długo i zdrowo. 

Ważne też jest zdanie sobie sprawy, że wszyscy mają kompleksy, nikt nie jest w 100% idealny i w tych całych zmaganiach nie jesteśmy sami. Każda osoba mijana na ulicy pewnie przechodzi przez to samo. 
Na pewno większość z nas doświadczyła sytuacji gdy przyjaciółka lub przyjaciel żalili się na swój wygląd. A tu, że wąs rośnie, łydki krzywe, a uszy to już w ogóle niesymetryczne. Jak reagowaliśmy? „ Kaśka, głupoty opowiadasz. Piękna jesteś, nie przesadzaj”. W 80% nasza reakcja była szczera i naprawdę nie rozumieliśmy co nasi przyjaciele wymyślają na swój temat. Coś jest krzywe? Może troszeczkę, ale przecież nikt i tak nie zauważy, bo oczy są takie piękne, że garba na nosie kompletnie nie widać. I właśnie tak wyrozumiali powinniśmy być w stosunku do własnych ciał. Niektóre części zaakceptować tak, jak akceptuje się mniej lubianych krewnych, a niektóre celebrować jak Maryla Rodowicz Nowy Rok na Dwójce. Tak na spokojnie, z dystansem i najlepiej z dawką poczucia humoru.
 Są różne strategie zwiększenia wyrozumiałości dla swojego ciała – można prowadzić dziennik i codziennie pisać coś miłego, można mieć sesje z psychologiem albo codziennie powtarzać jak mantrę hasła mające nam pomóc w życzliwości do samego siebie. Bardzo to polecam, choć zapewne większości osobom może się po prostu nie chcieć albo mogą zwyczajnie zapomnieć. Jak stosunkowo łatwym kosztem sobie pomóc (niepoparte żadnymi badaniami, prywatna opinia autorki) ? Pamiętam kiedy jeszcze studiowałam i uczyliśmy się o podświadomym rasizmie podczas rekrutacji do pracy. Okazuje się, że nie zdając sobie z tego sprawy, ludzie dyskryminują ze względu na rasę. Jako pilna studentka zapytałam bardzo przystojnego Pana Doktora: skoro robimy to podświadomie – jak nie rekrutować rasistowsko? I Pan Doktor mi odpowiedział: jedyne, co możemy zrobić to uświadomić rekruterów, że taka tendencja występuje i oni mając o tym wiedzę – mogą świadomie uniknąć stronniczości. Myślę, że ta sama zasada może się tutaj sprawdzić. Jeśli wiemy, że mamy być wyrozumiali dla swoich ciał, jeśli zdajemy sobie sprawę, że czasami jesteśmy zbyt samokrytyczni w stosunku do siebie i chcemy to zmienić – możemy się złapać w trakcie negatywnych myśli i je przerwać. Przy odrobinie szczęścia tych myśli będzie coraz mniej.
 W czasie Instagrama, billboardów, reklam, kolorowych magazynów z photo shopem w tle – wyrozumiałość dla swojego ciała nie jest łatwa. Dlatego warto czasami się zatrzymać i tak jak dbamy o dom, rodzinę, przyjaciół, pracę, zadbać także o swój stosunek do siebie. Zostać przyjaciółką samej siebie i swojego ciała tak, jak przyjaciółką drugiego człowieka. Nie zatrudniać się tylko w roli osobistego krytyka i złośliwej koleżanki. Być wyrozumiałą i życzliwą przyjaciółką swoich nóg, nosa, oczu a przede wszystkim serca. 



Paula Felczak

Paula Felczak

Na stale mieszka w Wielkiej Brytanii. Absolwentka Aberystwyth
University, Coventry University i University of Hertfordshire. Magister
psychologii biznesu i badan w psychologii. Laureatka narodowej nagrody
literackiej im. Marka Hlasko. Interesuje sie nowinkami w psychologii
oraz kuchniami świata.