Pracodawca z Sercem czyli kto?

Pracodawca z Sercem czyli kto?

W pracy spędzamy mnóstwo czasu, chcemy więc, żeby spełniała nasze oczekiwania. Teraz, gdy formuła zdalna staje się coraz bardziej popularna, pojawia się ogromna szansa dla osób z niepełnosprawnościami na znalezienie swojego PRACODAWCY Z SERCEM.

Dla pracowników z orzeczeniem praca to nie tylko możliwość zarobienia na życie, ale też swoista terapia, dzięki której mogą nie tylko nauczyć się samodzielnie żyć z niepełnosprawnością, ale też mieć przyjaciół, satysfakcję z budowania swojej kariery zawodowej i możliwość spełniania marzeń.

Poza kwestiami materialnymi ważna jest również atmosfera między pracownikami. Zawsze mamy też jakąś wizję idealnego pracodawcy. Czy może nim być na przykład „pracodawca z sercem”?

Termin „pracodawca z sercem” powstał w związku z kampanią społeczną, która zachęca do zatrudniania osób z niepełnosprawnościami. W ramach trwającej od kilku miesięcy akcji www.pracodawcazsercem.pl wyróżniane są  firmy, które nie wahają się przyjąć do pracy osób
z orzeczeniem i w ten sposób zmieniają rynek pracy na bardziej otwarty i przyjazny wszystkim, którzy chcą być aktywni zawodowo. 

Jaki powinien być pracodawca z sercem? 

   Po prostu powinien być dobrym człowiekiem – mówi Joanna Olszewska, pomysłodawczyni kampanii i właścicielka firmy BPO Network, rekrutującej pracowników z niepełnosprawnościami. Nie musi być ideałem, wystarczy, że będzie empatyczny i wspierający. Jestem pewna, że ktoś, kto potrafi postawić się na miejscu drugiej osoby, jest również w stanie wyjść naprzeciw różnym potrzebom swoich pracowników. Taki pracodawca dba też o przyjazny klimat pracy, buduje relacje w firmie w taki sposób, by każdy czuł się potrzebny i zaangażowany. 

Atmosfera w jakiej pracujemy jest niezwykle ważna – wpływa nie tylko na nasz nastrój, ale także na efektywność czy jakość wykonywanej przez nas pracy. Jest to szczególnie istotne dla osób
z niepełnosprawnościami, bo
oni często traktują miejsce pracy jak swój drugi dom, są lojalni i oddani, nie planują szybkiej zmiany kontynuuje Joanna Olszewska. Możliwość rozwoju zawodowego w przyjaznym otoczeniu sprzyja nawiązywaniu przyjaźni, otwiera przestraszonych i nieufnych ludzi po tzw. przejściach na drugiego człowieka, umacnia ich wiarę w siebie. 

Pracodawca z sercem to zatem ktoś, kto daje innym szansę nie tylko na zarobienie pieniędzy
i samodzielność, ale też na satysfakcjonujące życie pomimo niepełnosprawności.
 

Wyobraźmy sobie pracownika, który był zdrowy, lecz uległ wypadkowi, w wyniku którego nie może już chodzić – mówi pomysłodawczyni akcji „Pracodawca z sercem”. Po pierwszym szoku, leczeniu
i rehabilitacji, postanawia wyjść z czterech ścian i wrócić do pracy – choćby wirtualnie. Teraz, w czasach, gdy praca zdalna staje się coraz bardzie popularna, kwestie barier architektonicznych przestają mieć znaczenie.
Jeśli więc taka osoba znajdzie swojego pracodawcę z sercem – może nie tylko nauczyć się w jakimś stopniu samodzielnie żyć z niepełnosprawnością, ale też znaleźć przyjaciół, czuć satysfakcję z budowania swojej kariery zawodowej i mieć możliwość spełniania marzeń. Wykonywanie pracy to też czerpanie radości z małych rzeczy, poczucie sprawczości w związku ze sprostaniem wyzwaniom zawodowym i wreszcie szansa na samodzielność i kontakty międzyludzkie, co na pewno jest ogromnym szczęściem i ulgą również dla bliskich osoby z niepełnosprawnością. 

Zatrudnienie osoby niepełnosprawnej jest zatem gestem w stronę człowieka w potrzebie – i trzeba to docenić.  To postawa ludzi nowoczesnych, którzy zatrudniają pracowników przez pryzmat ich kompetencji a nie niepełnosprawności i doskonale zdają sobie sprawę z tego, że trzeba się wzajemnie wspierać i dzień za dniem burzyć krzywdzące mity i stereotypy. 

Na szczęście coraz więcej przedsiębiorców to rozumie i wychodzi naprzeciw pracownikom bez względu na ich sprawność lub jej brak. Ludzie przestają się bać i coraz częściej kontaktują się z nami po to, byśmy mogli pomóc wdrożyć taką osobę do zespołu. Robimy to w ramach naszej firmy BPO Network od wielu lat a w ramach akcji „Pracodawca z sercem” wyróżniamy  pracodawców z sercem e-medalami, dziękując im za to, że po prostu są i zmieniają otwarty rynek pracy na dostępny dla wszystkich. 

Kampania społeczna „Pracodawca z sercem” ma na celu zwiększenie szans osób niepełnosprawnych na rynku pracy, poszerzenie świadomości w kwestii korzyści dla pracodawców wynikających z zatrudnienia niepełnosprawnych pracowników, a także burzenie stereotypów i barier społecznych związanych z dyskryminacją i sztucznymi podziałami w społeczeństwie. Akcja, której pomysłodawcą jest firma BPO Network, została objęta patronatem honorowym przez Panią Minister Rodziny i Polityki Społecznej Marlenę Maląg.
Dowiedz się więcej: www.pracodawcazsercem.pl

BPO Network to firma z misją, która wspiera biznes poprzez tworzenie procedur i zespołów zdalnych pracowników z niepełnosprawnościami. Rekrutuje kandydatów do pracy w telefonicznych biurach obsługi klienta, telesprzedaży, branży analizy danych, IT, czy w Social Mediach. Poza wsparciem osób niepełnosprawnych na otwartym rynku pracy, proponuje usługi w zagadnieniach dotyczących kwestii związanych z optymalizacją obowiązkowych wpłat do Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych, obszarach związanych z dofinansowaniami, dotacjami na stanowiska pracy czy na podnoszenie kwalifikacji poprzez refundowane szkolenia, kursy, warsztaty. W całościowym ujęciu działalności przeprowadza cały proces za przedsiębiorstwa, zaczynając od rekrutacji, weryfikacji i wyboru odpowiedniego pracownika, poprzez stworzenie i prowadzenie teczki osobowej i dokumentacji do PFRON, szkoleń i wdrożeń aż po realizację projektu i oczekiwany efekt. Dowiedz się więcej: www.bponetwork.pl

Joanna Olszewska

Joanna Olszewska

Jaka praca na pandemię?


Jaka praca na pandemię?

W trudnych czasach pandemii wiele osób traci pracę i zastanawia się, jak zarabiać w nowy sposób na swoje utrzymanie. Rośnie popularność sprzedaży on-line, która już od dłuższego czasu przyciąga coraz więcej osób
i staje się ich główną profesją. Wśród nich jest Monika Jabnouni – Polka mieszkająca w Wielkiej Brytanii, którą poprosiliśmy, by opowiedziała, jak zmieniła się praca związana ze sprzedażą w sieci w dobie pandemii
i jakie są korzyści z tego zajęcia.

Wiele firm w ciągu ostatniego roku całkowicie przeniosło swoją działalność do sieci. Ty działasz w ten sposób już nieco dłużej. Czy obserwujesz, że biznes on-line w jakimś stopniu zyskał na pandemii?

Zajmuję się sprzedażą w internecie od ponad dwóch lat. Na przestrzeni tego roku faktycznie na każdym kroku natrafiałam na przykłady przechodzenia biznesów na model e-commerce. Tym tematem byłam mocno zainteresowana, bo mnie także dotyczył, ale sam mechanizm jest teraz omawiany wszędzie w dyskusji publicznej. Świat i bez pandemii szedłby do przodu, ale to, co się zdarzyło, to był prawdziwy skok naprzód dla sprzedaży internetowej! Sama od marca 2020 r. zaobserwowałam podwojenie obrotów moich i mojego zespołu. Wcześniej też oczywiście korzystałam ze sklepów internetowych, ale teraz kupuję potrzebne rzeczy właściwie tylko w ten sposób. Tak robi prawie każdy, kto ma taką możliwość. Nasz biznes bardzo skorzystał na tym, że ludzie i tak poszukują odpowiednich produktów w internecie, więc częściej niż dotychczas natrafiają na nasze propozycje i wypróbowują je skuszeni nowością. Czemu mieliby wybrać coś popularnego gorszej jakości, skoro mają do wyboru wszystkie artykuły dostępne w sieci? Dodatkowo, w odniesieniu do nas – sprzedawców, zyskujemy nowe kontakty, a dzięki częstszej obecności w mediach społecznościowych, spotykamy się on-line
tyle, ile chcemy i potrzebujemy. Już nie ogranicza nas lokalizacja – możemy opowiedzieć o produktach i wysłać je z dowolnego miejsca na świecie.

Wciąż jednak pokutują stereotypy odnośnie sprzedaży w internecie, np. że to po prostu akwizycja, oferowanie ludziom rzeczy, których nie potrzebują… Czy oblicze tego biznesu się zmieniło od czasu obwoźnych sprzedawców garnków?

Oczywiście, że się zmieniło. To jest biznes jak każdy inny – mamy swoje spotkania networkingowe, mamy konkretne plany sprzedażowe i mamy z tego normalną pensję. Ja nie widzę szczególnej różnicy w samych założeniach, względem „tradycyjnej działalności gospodarczej”. Sama prowadziłam wcześniej parę firm, pochodzę też z rodziny, w której prawie każdy ma swój biznes. Praca on-line to jest dla mnie po prostu wygoda
i komfort. A skąd się biorą te stereotypy? Myślę, że ludzie nie wiedzą po prostu, o co w tym wszystkim chodzi – nigdy też nie próbowali się dowiedzieć. W ogóle najwięcej do powiedzenia mają zawsze ci, którzy nie mają
o naszej działalności pojęcia, ale model „nie znam się, a się wypowiem” działa w każdym obszarze życia. (śmiech). Tymczasem nieprawdą jest, że „zarabiają tylko ci na górze, a reszta traci pieniądze”, bo gdyby tak było, to by się tym nikt nie zajmował. W czasie pandemii do naszego zespołu dołączyło wiele osób, które zostały pozbawione dochodu i dzięki tej pracy udało im się utrzymać i jeszcze coś odłożyć. Dodatkowo ja zajmuję się  akurat sprzedażąć kosmetyków do włosów, a to są rzeczy, które przydają się praktycznie każdemu i stanowią rozwiązanie na wiele problemów skórnych – o ile oczywiście wybierzemy takie produkty, których skład będzie dopasowany do naszych potrzeb.

Jesteście też zatem konsultantkami, więc powinnyście naprawdę dobrze znać się na tym, co sprzedajecie. Czy macie odpowiednie wykształcenie lub ukończone specjalistyczne kursy?

Tak, ja na przykład mam skończony m. in. kurs trychologiczny i na tematy związane ze skórą głowy i włosów. wiem naprawdę sporo, chętnie dzieląc się tą wiedzą z klientami. Nie jestem jednak lekarzem, więc nie udaję, że mogę kogoś wyleczyć z problemów. Jestem jednak w stanie zaoferować konsultację podstawową, a po diagnozę odsyłam do trycholożki, z którą współpracujemy. Ani ja, ani dziewczyny z mojego zespołu sprzedażowego nie rościmy sobie prawa do tytułu specjalistek w dziedzinie, którą się zajmujemy, ale każda
z nas, która pracuje dłużej w biznesie, ma ukończony jakiś odpowiedni kurs i wystarczające kompetencje, by dobrze doradzić naszym klientom. 

Aby zacząć współpracę z nami nie trzeba jednak mieć jakiejś niesamowitej wiedzy, ani nie istnieje żadne odgórne zarządzenie, że każdy musi tę wiedzę zdobyć. Tak się jednak na ogół składa, że kobiety po prostu chcą się rozwijać i kształcić w dziedzinie, którą się zajmują. Jest to całkiem naturalne, zaczyna się od zainteresowania i zaangażowania, które przydaje się w każdej pracy, gdy chce się odnieść sukces. I ta chęć rozwoju to jest tak naprawdę jedyne wymaganie, które powinno się spełnić, by pójść dalej.

A co z kompetencjami społecznymi? Czy trzeba być kontaktowym człowiekiem, mieć jakąś żyłkę sprzedawcy?

Na pewno ta praca rozwija nas w takim kierunku, by raz na zawsze pozbyć się lęku, jeśli chodzi o kontakty
z ludźmi. Do mojego zespołu trafiają różne kobiety – w najróżniejszej sytuacji i każda ze swoją historią. Teraz
w dobie pandemii mnóstwo ludzi po prostu czuje presję by zarobić na swoje utrzymanie, bo np. właśnie ich firma przestała istnieć. Z jednej strony jest ten przymus zarabiania, a z drugiej lęk przed poznaniem nowych narzędzi, obcego środowiska pracy… Niektórzy na początku niespecjalnie mają ochotę np. robić live’y
w mediach społecznościowych – po prostu się wstydzą. Bywają osoby niepewne siebie, wycofane, takie, które trochę nie wierzą, że im się uda w tej pracy coś osiągnąć. Mija jednak tydzień na spotkaniach w życzliwej atmosferze, na rozmowach, szkoleniach i… nagle słyszę: „Monika, a może i ja bym przeprowadziła live’a? Chyba spróbuję, bo czuję, że jednak to nie jest takie trudne.” I zaczyna się akcja, działanie, poprzez które na pewno wielu odkryje w sobie żyłkę sprzedawcy – jakkolwiek tej roli nie zdefiniujemy.

Ja osobiście wcale nie uważam siebie za typowego sprzedawcę. Moje zajęcie polega na tym, że jedynie pokazuję innym, jak produkty, które oferuję, mogą im pomóc i jak mi pomogły. Tak naprawdę klienci sami muszą chcieć kupić dany produkt, zastosować go, a potem ewentualnie polecać innym. Działa tu zasada typowego marketingu szeptanego. 

Na pewno trzeba szukać sposobów na dotarcie do nowych klientów i nie zawsze jest to proste. Jednak kluczem do rozwoju zawsze jest gotowość do wychodzenia poza własną strefę komfortu. Ja wiem, że to brzmi sztampowo, ale jednak, jak się człowiek nie przełamie, to faktycznie niewiele osiągnie. O dziwo, jeśli atmosfera jest sprzyjająca, mało kto pozostaje „zablokowany”. Zwykle się otwiera i zaczyna działać i odczuwać satysfakcję
z pracy. U nas taka atmosfera wsparcia właśnie występuje, a współpracujący ze sobą fantastyczni ludzie to kolejny powód, by spróbować tej pracy. W biznesie on-line na pewno jest dobra okazja ku temu, by poznać ciekawe osobowości i wiele od siebie nawzajem się nauczyć. 

Na pewno warto spróbować i dać sobie szansę na zarobienie trochę pieniędzy poprzez sprzedaż w internecie – szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy żyjemy w wiecznym zagrożeniu w związku ze zmieniającą się wokół rzeczywistością. 

Monika Jabnouni zaprasza wszystkich chętnych do współpracy. 

Można się z nią skontaktować poprzez: https://www.bogata-kobieta.pl/kontakt/ lub https://monikajabnouni.com

Monika Jabnouni

Monika Jabnouni

Monika jest Polką, mieszkającą od kilku lat w Wielkiej Brytanii. Chce dzielić się swoim doświadczeniem i pokazywać wszystkimi, że BOGACTWO naprawdę jest na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba umieć po nie sięgnąć! Monika Jabnouni jest autorką e-booka „3 nawyki szczęśliwych ludzi” oraz liderką społeczności kobiet, które zajmują się marketingiem sieciowym.

strona Moniki

Monika Zamachowska zainteresowała się grą na giełdzie w USA

Monika Zamachowska zainteresowała się grą na giełdzie w USA

 

 

Monika Zamachowska, znana i lubiana dziennikarka, prezenterka, była gwiazda TVP zainteresowała się działalnością firmy Stoksoft, prowadzącej Program Rozwoju Inwestora i tworzącej społeczność inwestującą na giełdzie w USA. W efekcie współpracy powstały trzy spoty promocyjne. 

Stoksoft zapewnia niezbędne szkolenia i działania prowadzące do skutecznego inwestowania. Wskazuje też na własne i zewnętrzne rozwiązania softwarowe tak, aby każdy mógł świadomie 
i bezpiecznie inwestować swój kapitał na amerykańskiej giełdzie. Co istotne, nie potrzeba do tego wielkiej fortuny. Wystarczy już kilka tysięcy dolarów, którymi każdy zarządza według uznania i na swoim koncie.

– To co robimy jest taką ścieżką od A do Z dla człowieka, który zupełnie nie zajmuje się inwestowaniem. Po kilku miesiącach jest on już w stanie właściwie być samodzielny na rynku. Razem ze mną na co dzień w amerykańskie akcje inwestuje ponad 500 osób. Nasi klienci średnio osiągają zyski w okolicach kilkunastu procent rocznie, natomiast najskuteczniejsi potrafią przekroczyć próg 50% zysku  – mówi Paweł Zakrzewski, CEO Stoksoft.

Oferta firmy jest na tyle atrakcyjna, że osobiście przetestować ją postanowiła dziennikarka Monika Zamachowska, która otwarcie przyznaje, że do tej pory nie miała żadnego doświadczenia 
w inwestowaniu pieniędzy na giełdach. 

– Jestem kompletnym laikiem jeśli chodzi o inwestowanie. Myślałam, że to nie dla mnie. Jednak nadeszły niepewne czasy, gdy każdy grosz się liczy. Pomyślałam, że skorzystam z wiedzy Pawła, jak zacząć grać na giełdzie i nie żałuję – mówi Monika Zamachowska.

W ramach współpracy powstały trzy krótkie filmiki promocyjne z udziałem  dziennikarki, które będzie można obejrzeć na kanałach społecznościowych Stoksoft.

– Od lat dzielę się swoim doświadczeniem i wiedzą, ponieważ na świecie jest dużo, bardzo dużo pieniędzy. A to znaczy, że jest, co i między kogo dzielić – dodaje Zakrzewski.

Stoksoft – to społeczność założona 11 lat temu przez Pawła Zakrzewskiego, dzięki której na co dzień ponad 500 osób inwestuje własny kapitał w akcje amerykańskie, a newsletter dociera do prawie 30.000 osób.

 

 

 

 

Patronat Medialny Konferencja Droga do Miliona

Patronat Medialny Konferencja Droga do Miliona

Kochani, Imperium Relacji objęło patronatem medialnym ogólnopolskie wydarzenie, które w obecnych czasach może wielu osobom pomóc w mądrym inwestowaniu i zadbaniu o bezpieczeństwo finansowe. Zapraszam Państwa do zapoznania ze szczegółami poniższej konferencji.

Jak krok po kroku dojść do miliona?

Jak efektywnie zainwestować powyżej 100 tysięcy złotych? Jak szybko zarobić na sprzedaży wyremontowanego mieszkania? Czy inwestycja we flipy może odmienić twoje życie? Odpowiedzi między innymi na te pytania poznają uczestnicy całodniowej konferencji online „Droga do miliona, czyli obudź w sobie olbrzyma nieruchomości”. Imprezę organizuje Wojciech Orzechowski – lider na rynku filipów w Polsce, inwestor, deweloper, pomysłodawca projektu 100 Kamienic, twórca Maratonu WIWN®, książek nt. nieruchomości.

W obecnych czasach bardzo trudno o zaoszczędzenie pieniędzy. Wysoka inflacja, nieopłacalność lokat bankowych, niestabilność na rynkach finansowych czy kryzys gospodarczy, sprawiają, że wartość zarobionych pieniędzy topnieje w szybkim tempie. Niepewność jutra, brak stabilizacji, którą dziś odczuwają Polacy, może utrzymywać się jeszcze przez co najmniej kilka lat.

Ciekawym rozwiązaniem na pomnażanie zaoszczędzonych pieniędzy są inwestycje we flipy. Czym jest fliping? To zakup mieszkania do remontu, które po generalnym remoncie lub czasem szybkim odświeżeniu można sprzedać z dużym zyskiem. Jak to profesjonalnie zrobić opisuje Wojciech Orzechowski. Od 2016 r. prowadzi autorskie Warsztaty Inwestowania W Nieruchomości® – Warsztaty WIWN®. Dzięki jego wiedzy i prowadzeniu każdego uczestnika szkolenia przez cały proces inwestycyjny, już ponad 700 inwestorów zrealizowało projekty, które przyniosły średni zysk inwestycji w wysokości 42 tys. zł.

– Inwestowanie w nieruchomości może być piękne, fascynujące. Dzięki niemu możesz nie tylko dobrze zarabia, zmienić swoje życie, ale także być po prostu wolnym, szczęśliwym człowiekiem – uważa Wojciech Orzechowski.

Kolejną okazją do zdobycia wiedzy ze skutecznego inwestowania w nieruchomości będzie całodniowa konferencja online „Droga do miliona, czyli obudź w sobie olbrzyma nieruchomości”. W trakcie wydarzenia wystąpi na scenie kilkunastu doświadczonych inwestorów – Absolwentów Warsztatów WIWN®, którzy opowiedzą, jak efektywnie lokować pieniądze w nieruchomości. Konferencja odbędzie się w niedzielę 28.03.2021. 

Szczegóły są dostępne na stronie: https://drogadomiliona.com/

Krzysztof Gojdź Ufam ludziom, jestem otwarty, ale już nie każdego wpuszczam w swój świat.

Ufam ludziom, jestem otwarty, ale już nie każdego wpuszczam w swój świat.

Jakie relacje z dzieciństwa były dla Ciebie najważniejsze ? Kto miał największy wpływ na Twoje wychowanie ? 

Zdecydowanie największy wpływ na mój rozwój miała moja mama, z którą jestem bardzo związany. Ona mnie ukształtowała, nauczyła przede wszystkim szacunku do drugiego człowieka, do kobiet. Pokazała mi, jak ważna jest nierozerwalna, wieloletnia więź z osobą, którą się kocha. Nauczyła mnie także konsekwencji w działaniu, szacunku do pracy i wpłynęła na cały mój rozwój. Właśnie w tej chwili wracam z krótkiego obiadu w domu rodzinnym, choć jestem przed wylotem na Florydę a trasa to kilka godzin w jedną stronę. Chociaż godzina, dwie razem – zawsze są najcenniejsze w silnej relacji pomiędzy ludźmi.

Czy w szkole byłeś raczej osobą skupioną na nauce, samotnikiem z życiem w książkach czy duszą towarzystwa ?

Byłem mocno skoncentrowany na nauce. Zawsze jeden z najlepszych uczniów w klasie, troszkę kujon 🙂 Raczej nie imprezowałem, dużo się uczyłem, ale dawałem ściągać, byłem koleżeński, więc umiałem połączyć bycie towarzyskim kumplem z zamiłowaniem do nauki. Tu także mama miała wpływ na moją osobowość – pokazała mi wartość nauki, pracy, konsekwencji. Wiedziałem, że najważniejsze jest wykonywanie swoich obowiązków, co wbrew pozorom nie przeszkadza w byciu lubianym, uśmiechniętym, optymistycznym człowiekiem. Takie podejście pomogło mi także w dorosłym życiu w pracy w medycynie. Zawsze Pacjent, odpowiedzialność była dla mnie najważniejsza.

Czy w młodości marzyłeś o sukcesie ?

Wychowałem się w Dębnie, małej miejscowości w województwie zachodniopomorskim. To były czasy komuny, więc byliśmy wychowani z myśleniem najdalej kategoriami Szczecina w kwestii kariery, wyjazdu. Poznań wydawał się już trochę za daleki. Trzeba pamiętać, że w małych miejscowościach, w tamtych czasach ogromny wpływ na społeczność miał Kościół, szkoła. To były wyznaczniki ludzkich poglądów i działań. U mnie wszystko się zmieniło w wieku 17 lat. Zrozumiałem, że albo zostanę tutaj – w wygodnym życiu, ale bez dalszego rozwoju – albo spróbuje swoich sił w świecie. Kochałem rodziców i nasze życie w Dębnie, ale poczułem wtedy pociąg do wolności, freedom – to było wewnętrzne wezwanie w moim sercu. Chciałem spróbować, wyruszyć w życiową drogę i poczuć coś wyjątkowego – rozwój, marzenia. Postanowiłem dostać się na medycynę, co było ogromnym wyzwaniem. Czasami próbowało się kilka razy, żeby się udało. Czułem jednak, że stać mnie na to, że moją pracą i charakterem jestem w stanie to osiągnąć. Skupiałem się na nauce i osiągnąłem swój cel za pierwszym razem. Dostałem się na medycynę w dużym mieście. Liczyła się wtedy wolność, freedom, cel, nowe życie. Poczułem wiatr w żaglach i miałem świadomość, że ciężką pracą można osiągnąć swoje marzenia, że osoby z małego miasta nie mają mniejszych szans niż np. młodzież z Warszawy, choć było takie powszechne przekonanie. To był moment przełomowy – poszedłem za sercem.

Czy utrzymujesz relacje z ludźmi z młodości, z dawnych lat z twojego województwa ?

Tak, utrzymuje relacje i znajomości z ludźmi z mojej miejscowości, z dzieciństwa. To ważne i wartościowe dla mnie znajomości. Ostatnie lata w biznesie i show biznesie pokazały mi, że w tym świecie relacje są bardziej powierzchowne, nastawione bardziej na obecną chwilę, interes. Dzisiaj są, a jutro – zależy od sytuacji. Przyjaźnie, relacje z dawnych lat są mocniejsze, trwałe . Jestem osobą, która ma przyjaciół np.od 30 lat, więc relacje z ludźmi są dla mnie bardzo cenne i mam je głęboko w sercu.

Jakie cechy u siebie i u ludzi cenisz najbardziej ?

Otwartość, motywację do działania, taką wewnętrzną, dobrą energię. Obecnie chcę żeby ktoś mnie wspierał tak, jak ja wspieram innych. W swoim życiu wsparłem, zmotywowałem setki osób, a od niewielu dostałem takie samo popchnięcie w moją stronę. Często było to jednostronne. Nie mam już czasu na takie relacje. Nie nabieram się – dużo daję ludziom i chcę także dostawać. Cenię u ludzi i u siebie odwagę w podejmowaniu decyzji, poważnych, nowych kroków w życiu. Lepiej żałować, że się spróbowało i coś nie wyszło niż żałować, że się nie spróbowało. Zawsze trzeba iść do przodu. Miałem w Polsce wszystko, mogłem pławić się w sukcesie i luksusie, a podjąłem odważną decyzję, że zaczynam budować nowe życie, nowy projekt w Miami. Trzeba umieć podejmować w życiu ryzyko, mieć odwagę i samozaparcie. Jeżeli coś zaczynam – zawsze to kończę. U mnie zawsze w życiu ważna była konsekwencja. Wiele osób coś zaczyna, a później nie kończy. Zniechęcają się na pierwszych trudnościach. Ja jeżeli coś zaczynam – nie poddaje się. Doprowadzam projekt do końca.

Czy są błędy w relacjach, które popełniałeś i które Cię czegoś nauczyły ?

Obdarzałem zawsze ludzi ogromnym zaufaniem. Dawałem kredyt zaufania, podchodziłem do każdego tak jak do siebie. Nie zakładałem, że ktoś ma na celu wykorzystanie, że nie ma dobrych zamiarów. Zawsze wierzyłem, że każdy chce dobrze. Myślę, że warto jednak wiedzieć, że nie każdy jest taki jak my i nie każdemu należy od razu ufać i wpuszczać go do naszego życia. To dla mnie nauka i teraz staram się nie popełniać tego błędu. Ufam ludziom, jestem otwarty, ale już nie każdego wpuszczam w swój świat. Wybieram ludzi, z którymi chcę spędzać czas i życie. Bywam też apodyktyczny, narzucający swoje zdanie. Nie lubię sprzeciwu. Taki dosyć twardy charakter. Myślę, że to cecha, przez którą niektóre znajomości się zakończyły w moim życiu. Ta cecha jednak pomogła mi w karierze, pracy, sukcesie. Mam także zasadę, że nigdy nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki. Jeżeli coś nie wyszło – nie wracam. Idę w życiu dalej.

Jak oceniasz mentalność Polaków ?

Uważam, że zmieniła się na przestrzeni lat. 30 lat temu była bardziej nastawiona na relacje międzyludzkie. Ludzie, choć było im ciężko, byli ze sobą bliżej. Rozmawiali, wspierali się w swoim otoczeniu. Zawsze jednak była u nas obecna nasza polska zawiść i zazdrość. Ja się z tym zupełnie nie identyfikuje. Mnie kogoś sukces zawsze cieszył i inspirował. U nas zawsze jak ktoś osiągnął sukces – dostawał krytykę, hejt. Trzeba było mu dopisać, że na pewno ukradł, oszukał. Tak ludziom jest łatwiej, bo nie trzeba przyznać, że samemu się nie osiągnęło sukcesu przez brak działania, odwagi. W Polsce każdy jest specjalistą we wszystkim – w polityce, sporcie, medycynie. Jest to jednak raczej zarządzanie i ocenianie z pozycji z kanapy. Ciężko ludziom się ruszyć, ale bardzo łatwo krytykować. Ostatni rok to czas jeszcze bardziej wzmożonego hejtu. Na wszystko. Znam wiele kultur na świecie, mieszkałem na różnych kontynentach i takiego podejścia do sukcesów jak w Polsce – nie spotkałem. Zawsze ktoś coś musi skrytykować – choć ciężko budujemy swój sukces i dochodzimy do celu przez lata ciężką pracą i konsekwencją. Uczymy się latami, budujemy, poświęcamy czas. Pomimo tego – pierwszy milion w naszym kraju na pewno został ukradziony. Tak już tutaj jest.

A jaka jest widoczna różnica w mentalności Polaków i mieszkańców USA ?

W Polsce jak już są zbudowane silne relacje, np. z dzieciństwa, w rodzinie, naprawdę z bliskimi ludźmi – to są one na lata lub na całe życie. Są głębokie. Można na nich polegać. Wokoło jest hejt, wiele zawiści, ale jak mamy głębokie relacje – nie jest łatwo je zniszczyć. Wracamy do nich, wiemy, że mamy w sobie wzajemne wsparcie. W USA wszyscy pozornie się kochają, ale relacje są raczej płytkie, bardziej powierzchowne. Ludzie się inspirują, wspierają w drodze do sukcesu, nie ma obmowy, zawistnego fałszu, ale mniej jest też głębokich relacji. To wszystko oczywiście zależy od konkretnego człowieka, ale mówimy tutaj ogólnie o tym, co spotyka się najczęściej. W Miami mam ludzi, na których mogę zawsze liczyć, mam przyjaciół – bardzo to cenię. Mogę się wśród nich rozwijać, inspirować, iść do przodu. Gdybym jednak miał ocenić, czy są to tak głębokie relacje jak z bliskimi mi ludźmi właśnie z młodości, z Polski – na pewno w Polsce te relacje są głębsze, mocniejsze.

Dlaczego Miami ?

Zawsze byłem trochę amerykański. Lubiłem otwartość, optymizm, radość z życia. 10 lat mieszkałem na Manhattanie w Nowym Jorku, w pięknym apartamencie zaprojektowanym przez Armaniego. Europa to był dla mnie trochę skansen, choć ma przepiękne kraje, np. Grecję. Nie było to jednak miejsce, w którym chciałem się rozwijać, spróbować swoich sił. Los Angeles nie było w moim stylu – po prostu mi się nie podoba. Miami to ciepło, piękne krajobrazy, pozytywny nastrój, otwarci ludzie .Tutaj duży procent mieszkańców to pozytywni Latynosi z optymizmem, uśmiechem, zarażającą radością życia, cieszący się każdym dniem. Tutaj występuje mentalność optymizmu. Jest mało zazdrości i zawiści, ludzie się inspirują, otoczenie nas pcha do życia. Zawsze byłem pozytywny, uśmiechnięty a obecnie chcę też takich ludzi wokół siebie. Nie chcę już żyć w ponurym świecie smutnych ludzi, zawsze narzekających. Eliminuje toksycznych ludzi, którzy zabierają mi energię i to daje mi ogromną siłę do budowania nowych rzeczy.

Jaki jesteś w pracy, w firmie dla swoich pracowników ?

Nie jestem łatwym szefem, ale rozwijającym, motywującym. Uwielbiam uczyć innych. Oczekuję oddania swojej pracy, mojej klinice, identyfikowania się z nią, pasji. Jak ktoś nie chce się uczyć, nie szanuje tego, co robi, nie chce iść do przodu – po prostu musimy się pożegnać. Nie mam czasu na takie osoby. Byłem czasami twardym, apodyktycznym szefem ale Ci, których wykształciłem są po latach wdzięczni, doceniają to. Czasami było ciężko, ale było warto.

Najważniejsze w życiu dla Ciebie jest..

Na każdym etapie życia u człowieka liczy się coś innego. U mnie obecnie, na tym etapie życia najważniejszy jest spokój, pozytywne życie, inspiracja , otoczenie się radosnymi ludźmi, którzy nie ciągną w dół, nie szukają problemów a popychają do przodu. Nie chcę już marnować sił na zmienianie świata, a chce należeć do świata, który daje mi mnóstwo pozytywnej energii. Chce realizować nowe projekty z pasji, a nie dla pieniędzy. Nastawiam się w zdrowy sposób na realizację swojego życia, a już nie na zbawianie świata. Taki zdrowy, pozytywny egoizm. Chcę otaczać się ludźmi, którzy nie zabierają mi energii, a dają po prostu radość z wspólnego przebywania, inspirują mnie i sprawiają, że żyje się pozytywnie, radośnie i cieszy każdym dniem.

Bardzo dziękuje za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Zydroń

Fot. archiwum prywatne 

Krzysztof GojdźKrzysztof Gojdź

Krzysztof GojdźKrzysztof Gojdź

Cykl – WSPIERAMY LOKALNIE – Wywiad Mona Lisa​

Cykl – WSPIERAMY LOKALNIE – Wywiad gabinet Mona Lisa

Czy dbanie o swój wygląd nawet w czasach, gdy głównie przebywamy w domu jest nadal ważne?

Pandemia sprawiła, że nasze codzienne życie wygląda zupełnie inaczej. Grono moich klientek zmieniło sposób wykonywania pracy na zdalną. Część z tych Pań jest bardzo zadowolona z tego powodu, ponieważ mogą zaoszczędzić czas jak i często pieniądze np. na dojazdach do pracy. Przyznaję, że początek pandemii utwierdził je w przekonaniu, że nie muszą dbać o swój wygląd, bo przecież nigdzie nie wychodzą. To takie błędne koło, niby mamy więcej czasu, ale przecież nigdzie nie można wyjść, a przynajmniej nie powinno się, po co więc dbać o siebie. Dobre wieści są takie, że to było tylko chwilowe. Pandemia z nami już jakiś czas jest i wiele osób się do tego przyzwyczaiło, albo po prostu musiało się przyzwyczaić. W związku z tym Panie mają już dość siedzenia w domu, chcą wyjść, zadbać o siebie i dzięki temu lepiej się poczuć. Muszę stwierdzić, że teraz dbanie o swój wygląd ma większe znaczenie, ponieważ Panie robią to głównie dla siebie. To, że przebywamy w domu, nie znaczy, że mamy być zaniedbane. Spotykamy się przecież online, widzimy się z domownikami i przede wszystkim widzimy siebie w lustrze. Warto więc starać się wyglądać reprezentatywnie także dla siebie, to jest najważniejsze.

Jakie zabiegi wykonują klientki najczęściej i jakie też Pani poleca do regularnego wykonywania? W jaki sposób dbanie o wygląd wpływa na nasze zachowanie?

Dbanie o swój wygląd wpływa na wiele spraw w życiu człowieka. I tutaj nie ma podziału na płeć. Wszyscy chcemy dbać o siebie i zdajemy sobie sprawę, że ma to ogromny wpływ na życie osobiste czy zawodowe. Oczywiście jest to istotne w odbiorze drugiej osoby i wszyscy o tym doskonale wiemy, ale moim zdaniem ważniejsze jest to jak już wspominałam dla nas samych. Inaczej załatwimy daną sprawę, kontrakt, umowę będąc „zrobionym” (odnoszę się do hasła moich cudownych klientek tuż po zabiegu, „ufff nareszcie jestem zrobiona, czuję się rewelacyjnie”), ponieważ czujemy się wtedy silniejsi i pewniejsi siebie. Moim zdaniem inaczej wygląda dzień gdy ułożymy włosy tak jak lubimy, zrobimy sobie make-up i ubierzemy lepsze ubrania, niż wstaniemy do pracy 5 min przed jej rozpoczęciem i będziemy pracować w piżamie. Zabiegi które wykonują klientki muszę podzielić ze względu na sezonowość. Jesienią i zimą popularnością cieszą się zabiegi laserowe oraz peelingi chemiczne, latem i wiosną zabiegi pielęgnacyjne. Manicure i pedicure są całoroczne. Warto podkreślić, że obecnie robimy dużo zabiegów oczyszczania twarzy i peelingów chemicznych ale nie tylko ze względu na sezonowość ale przez noszenie maseczek. Ich wpływ na skórę niestety nie jest korzystny. Do regularnego wykonywania polecam jak zawsze manicure i pedicure, które sprawiają, że czujemy się lepiej. Serię zabiegów z użyciem peelingów chemicznych powinno się wykonać raz lub dwa razy do roku. Ważnym elementem jest zadbanie o nasze ciało. Przynajmniej dwa razy do roku powinniśmy zrobić profesjonalny peeling całego ciała (wiosną i jesienią), można to jak najbardziej połączyć z masażem, czyli przyjemne z pożytecznym. Oczywiście polecam również depilację woskiem, dla Pań/Panów bojących się lub mających przeciwwskazania do depilacji laserowej. Znacznie dłuższy efekt sprawia, że czujemy się bardziej komfortowo i oszczędzamy czas. 

Jak zmieniła się Państwa sytuacja podczas lockdownu?

Sytuacja podczas lockdownu i całej pandemii dotychczas była bardzo ciężka. Raz nas zamknięto, później otworzono, ale z różnymi obostrzeniami, które niestety wystraszyły klientów. Nasz salon dodatkowo był chwilowo zamknięty z mojej decyzji. Powiem szczerze, że były momenty, gdy myślałam o zamknięciu biznesu. Miałam chwilę załamania, tak jak wielu przedsiębiorców. Mam rodzinę, którą bardzo kocham, nie chciałabym zrobić im krzywdy (tzn. zarazić koronawirusem). Mam również dwie cudowne pracownice, których nie chciałam zostawić bez pracy i bez środków do życia. Kiedy mój mąż puścił mi teledysk Bon Jovi – Do What You Can, to w tym momencie wszystkie złe myśli odnośnie biznesu ode mnie odeszły. Jak zobaczyłam ludzi pracujących w tak ciężkich warunkach, rodziny które nie mogą się zobaczyć to stwierdziłam, że moje problemy biznesowe są do przezwyciężenia. Oczywiście byłoby mi przykro, bo to jednak tyle lat pracy, ale zaznaczam co do mnie wtedy tak naprawdę dotarło – ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE. Do chwili obecnej jest bardzo trudno i nie wiadomo kiedy to się skończy, ale robię co mogę, byśmy dali sobie radę.

Na co stawiają Państwo w pracy jeśli chodzi o relację z pracownikami oraz klientami? Co jest dla Państwa najważniejsze?

Śmiało mogę powiedzieć, że mam cudownych, najwspanialszych klientów i każdemu tego życzę, aby miał taką klientelę. O tym mogłabym napisać książkę. Misją mojego gabinetu jest stworzenie warunków komfortowych dla klientów oraz sprawienie aby poczuli się jak w domu, czyli swobodnie. Z osobami nas odwiedzającymi nawiązałam nawet przyjaźnie. Chociaż, wiemy o sobie wszystko, mimo szczerego podejścia do siebie nawzajem, zachowany jest pełen profesjonalizm związany z wykonywanymi usługami. Klienci wiedzą doskonale, że doradzę im najlepsze rozwiązanie i nie zrobię zabiegu „na siłę” i np. mimo że są przeciwwskazania, aby tylko zarobić. Za to właśnie się „kochamy”. Uważam, że każdy klient powinien znaleźć sobie salon w którym będzie taka właśnie „chemia”, a osoby pracujące tam będą nadawać na tych samych falach, bo przecież musi być przyjemnie i profesjonalnie. Jeżeli chodzi o moje pracownice, to są one bardzo towarzyskie, miłe i mają profesjonalne podejście do wykonywanych obowiązków. Dobieram taki zespół, żeby wszystkim dobrze się pracowało i jestem zdania, że kontakt z klientem oraz współpracownikami jest ważnym elementem pracy na najwyższym poziomie. Zawsze staramy się znaleźć czas na rozmowę oraz na zrobieniu jakiegoś zabiegu dla siebie.

Dlaczego wspieranie rodzimych salonów i lokalnych firm jest tak istotne? Czy odczuwa Pani, że klienci pamiętają o Państwu nawet w tych trudnych czasach?

Jeszcze raz muszę zaznaczyć, że mam cudownych klientów, jestem tu gdzie jestem i istniejemy dzięki nim. Niejednokrotnie dostawałam wiadomości od nich z informacją, że są ze mną, że może wykupią bony podarunkowe żeby pomóc nam finansowo. Ja oczywiście nie mogłam z ich propozycji skorzystać, ponieważ mogło być to nieuczciwe, nie wiedziałam co będzie za chwilę i co się stanie z ich pieniędzmi. Na pewno doceniam ich propozycje, jest mi niezmiernie miło i czuję, że jestem na właściwym miejscu. Jestem dla nich, dlatego walczę i robię co się da. Zachęcam do wspierania i pomagania naszej branży, bo wszystko zależy od ludzi – od Was kochani. My opieramy się na usługach „na żywo”, więc nie jesteśmy w stanie zrobić usługi online. A większość innych branż jest w stanie chociażby wysłać kwiaty, ubrania kurierem czy zamówić jedzenie online. Wiem, że wszyscy jesteśmy pokrzywdzeni, szczególnie branże które obecnie są zamknięte. Grono ludzi nie zdaje sobie sprawy, że my nie mamy innej możliwości niż wykonać usługę w cztery oczy. Dlatego proszę wszystkich, żeby o nas nie zapominali. Jeżeli chodzi o reżim sanitarny w naszym salonie, a podejrzewam, że w XXI w. już w większości salonów, jest na najwyższym poziomie. Dlaczego? Dlatego, że u nas jedyne, co się zmieniło, to jeszcze częstsza dezynfekcja klamek, krzeseł, włączników tzw. punktów styku. Od zawsze u nas jest autoklaw, tzn., że każda klientka ma narzędzia wysterylizowane pod ciśnieniem i w 134 stopniach Celsjusza. Maski przy niektórych zabiegach zawsze były obowiązkowe, a rękawiczki praktycznie przy każdym zabiegu. Poza tym większość produktów do zabiegów jest jednorazowych. Proszę również zwrócić uwagę na to, ile my w branży beauty zużywamy rękawiczek, masek i płynów, a niestety ceny niektórych produktów wzrosły nawet 4-krotnie. Jestem przekonana, że u nas jest naprawdę bezpiecznie w porównaniu do innych miejsc, jak np. sklep spożywczy, ponieważ większość czynności jest z nami od zawsze i wszystko po każdym kliencie jest wyrzucane, dezynfekowane bądź sterylizowane. Więc reżim sanitarny, nie jest dla nas żadną nowością.

Jakie są Państwa propozycje i pomysły dla klientek na nadchodzące miesiące?

Jesteśmy obecnie ostrożni w swoich planach i zanim podejmiemy jakieś decyzje, musimy 10 razy to przemyśleć i obliczyć. Dla klientów robimy promocję na usługi, które są obecnie im potrzebne oraz nie zwalniamy tempa i wprowadzamy nowe usługi (także szkolimy się). Nową usługą w naszym gabinecie jest makijaż permanentny, który będzie wkrótce w specjalnych cenach. Od marca wprowadzamy karty stałego klienta, ponieważ chcemy nagradzać klientów, którzy są z nami od dawna i mino wszystko. Chcemy również jeszcze bardziej rozszerzyć naszą ofertę, ale jak mówiłam, jesteśmy ostrożni w naszych planach, więc robimy to stopniowo. Każdy klient boryka się z innym problemem, nasze podejście musi być więc indywidualne, dlatego zachęcamy do umówienia się na bezpłatną konsultację. Zostanie wówczas przeprowadzony szczegółowy wywiad i zaproponujemy to, co dla danej osoby jest najlepsze oraz podpowiemy, jaką pielęgnację stosować w domu, bo muszę zaznaczyć że to jest bardzo ważna kwestia.

Zachęcam wszystkich aby pamiętali o swoich salonach, manikiurzystkach, fryzjerach w tych ciężkich czasach. 

Monika Tukałło
Gabinet kosmetyczny Mona Lisa
ul. Stradomska 7/LU3,
Kraków
Zapraszam serdecznie.

Monika Tukałło

Monika Tukałło

Gabinet kosmetyczny Mona Lisa
ul. Stradomska 7/LU3,
Kraków

Cykl – WSPIERAMY LOKALNIE – wywiad z Moniką Lubieńską – Sobieraj managerką krakowskiej Kliniki Medycyny Estetycznej Sekrety Piękna.

Cykl – WSPIERAMY LOKALNIE – wywiad z Moniką Lubieńską - Sobieraj managerką krakowskiej Kliniki Medycyny Estetycznej Sekrety Piękna.

Jak zmieniła się Państwa sytuacja podczas lockdownu?

Na początku, zapewne jak większość firm, ogarnęła nas panika. Klienci bali się wszystkiego, personel również. Po wiosnennym lockdownie wszyscy byli jednak ogromnie spragnieni usług fryzjerskich, kosmetologicznych i właściwie zaraz po otwarciu nasz grafik zaczął pękać w szwach. Oczywiście wszystko we właściwym reżimie sanitarnym.

Wszyscy musieliśmy się nauczyć pracować w nowych warunkach – brak możliwości przychodzenia z osobami towarzyszącymi, a nawet taki drobiazg jak zakaz podawania napojów, korzystania z telefonów komórkowych, sprawił, że przez pewien czas było dziwnie i obawialiśmy się, że ten wypracowany przez lata dobry klimat kliniki, może zaniknąć. Na szczęście dzielna i odważna postawa kosmetologów i fryzjerów ani na chwilę nie odpuszczających spowodowała, że przez cały ten okres nasi Klienci, Pacjenci mogli cieszyć się z zabiegów i czuć się bezpiecznie. Dzisiaj już nikogo nie dziwi karta “covid” z pytaniami, których jeszcze rok temu nie śmialibyśmy zadać lub mierzenie temperatury, która czasami pokazuje 37,2 i może być wywołana innymi czynnikami niż infekcja. Z perspektywy już prawie roku nabraliśmy dystansu, personel szczęśliwie przechorował wirusa, nadal stosujemy wszelkie środki bezpieczeństwa, które w takich miejscach jak nasze tak naprawdę stosuje się od zawsze. Rękawiczki, maski, jednorazowe fartuchy, dezynfekcja to dla nas zawsze była normalność. Dla bezpieczeństwa wstawiliśmy specjalistyczne urządzenia filtrujące i dezynfekujące powietrze a maseczki nosimy nie tylko na zabiegach ale również przebywając poza gabinetami.

Czy dbanie o swój wygląd nawet w czasach, gdy głównie przebywamy w domu jest nadal ważne i czy pomaga nam radzić sobie z trudnymi momentami w życiu?

Dbamy o siebie nie tylko dla innych ale przede wszystkim dla siebie i dla swojego lepszego samopoczucia. Nawet pracując zdalnie lubimy dobrze się czuć, zadbane z pięknym manicure czy depilacją 🙂 W pielęgnacji ciała niezwykle ważna jest systematyczność. Dlatego nie wolno o niej zapominać nawet jeśli nie wychodzimy z domu. Tym bardziej powinniśmy odrywać się od obowiązków, zdalnej pracy i zatroszczyć się o swoje ciało. Aktywność fizyczna i dobry zdrowy wygląd znacznie poprawiają nasze samopoczucie, dodają nam pewności siebie i pobudzają do działania.

Na co stawiają Państwo w pracy jeśli chodzi o relację z pracownikami oraz klientkami? Co jest dla Państwa najważniejsze?

Dla nas zawsze najważniejsze jest to, żeby Klient czuł się u nas bezpiecznie, wiedział, że jest w najlepszych rękach i może liczyć na fachową opiekę i poradę. Profesjonalna obsługa, przyjazna atmosfera oraz budowana, często przez lata dobra relacja z Klientem sprawia, że  często poza skorzystaniem z zabiegu, wizytę w Klinice traktują oni nie tylko jako miejsce odprężenia i poprawy wyglądu, ale również spotkanie z drugim człowiekiem.  Znajdują oni u nas przestrzeń do nawiązania relacji, czują się tu dobrze. Przyjazna atmosfera wynika z dobrych relacji w zespole. W naszej Klinice stawiamy na wykwalifikowanych pracowników, starannie dobranych, doświadczonych kosmetologów i lekarzy. Nie zapominamy jak ważne jest docenianie ich pracy, dbanie o poszerzanie kompetencji, wsparcie w różnych życiowych sytuacjach, również w czasach pandemii COVID-19. Poczucie bezpieczeństwa naszych pracowników jest najważniejsze, dlatego dbamy o ich zdrowie poprzez różnego rodzaju środki oraz fundując testy na koronawirusa. Zespół to mocna strona naszej Kliniki.

Dlaczego wspieranie rodzimych salonów i lokalnych firm jest tak istotne? Czy odczuwa Pani, że klienci pamiętają o Państwu nawet w tych trudnych czasach?

W czasach kryzysu w kraju istotne jest, by wspierać swoje najbliższe środowisko. Niezwykle ważna jest lokalna solidarność. Jako manager kliniki zachęcałam nasze stałe Klientki do zostawienia ulotek swojej firmy, a nasz personel motywowałam aby korzystał z usług naszych Klientów, chociażby poprzez zakup ciastka w lokalnej cukierni czy zamówienie posiłku w sąsiadującej restauracji. Po takich gestach widzimy, że nasi Klienci wiedzą, że jesteśmy z nimi na dobre i złe.

Jakie zabiegi wykonują klientki najczęściej i jakie też Pani poleca do regularnego wykonywania?

Najczęściej są to zabiegi na twarz, nie tylko relaksacyjne ale również z zakresu bardziej zaawansowanych technologii oraz kosmetyków. W ofercie mamy ponad 200 zabiegów i trudno wybrać ten jeden. Zawsze staramy się dobrać zabieg indywidualnie do potrzeb naszych Klientów.
Dużą popularnością cieszą się u nas zabiegi z zakresu medycyny estetycznej, ale jak w każdej kwestii mają one swoich zwolenników i przeciwników. Część Pacjentów chce zrobić zabiegi, które przynoszą natychmiastowe rezultaty, inni wolą pielęgnacyjne serie.
W czasach izolacji dużą popularność zyskały również zabiegi wyszczuplające i masaże ciała oraz twarzy.

Jakie są Państwa propozycje i pomysły dla klientek na nadchodzące miesiące?

Nieustannie poszerzamy ofertę Kliniki o zabiegi na urządzeniach wykorzystujących najnowocześniejsze osiągnięcia w kosmetologii oraz o luksusowe marki profesjonalnych kosmetyków. Nasz plan na nadchodzące miesiące to zakup kolejnych kilku urządzeń kosmetologicznych. Chcemy położyć duży nacisk na rozwój medycyny estetycznej, nie zapominając oczywiście o podstawowej pielęgnacji twarzy i ciała. Klientki zachęcamy do systematycznego dbania o swoje zdrowie i ciało dlatego zapraszamy do oddania się w nasze ręce ☺

Monika Lubieńska-Sobieraj

Monika Lubieńska-Sobieraj

Manager Kliniki Medycyny Estetycznej Sekrety Piękna od blisko 10 lat. Posiada duże doświadczenie w zarządzaniu i ogromną wiedzę z zakresu zdrowia oraz urody. Prywatnie żona i mama dwójki dzieci. Lubi podróże i spotkania z przyjaciółmi.
www.sekretypiekna.net

Każdy z nas jest CZŁOWIEKIEM. Mechanizmy działające pośród ludzi – sami stworzyliśmy.

Każdy z nas jest CZŁOWIEKIEM. Mechanizmy działające pośród ludzi - sami stworzyliśmy. 


Zaskoczył wszystkich spowolniony czas. Można także powiedzieć – ostre wyhamowanie codziennego biegu ze zwróconym wzrokiem tylko na zewnątrz. Od kilku miesięcy, ten sam wzrok, został przekierowany do wewnątrz, aby nareszcie ujrzeć siebie.

Wyszły na wierzch stosunki i relacje międzyludzkie. Są nagie, obnażone. W rodzinach, w zakładach pracy, firmach i bezpośrednio na ulicy, czy na zakupach w sklepach. Nowe sytuacje ukazują autentycznych ludzi, w biznesie także.
Biznes biznesem, ale biznes nie jest ponad ludźmi. Żyje pośród nich. Dlatego, że tworzą go ludzie. Korzystają z jego usług i wytworzonych produktów. Interes żyje i funkcjonuje tylko wtedy, gdy ludzie chodzą wokół niego. Nie kto inny, jak LUDZIE.

 Pośrednio, oni cały czas go tworzą. Podsycają wydawanymi w nim środkami. Bez nich – biznes sam może manatki spakować i z torbami iść. Najlepiej w pole. Czyli wystąpi drugi raz wyraz na literę „B”, lecz teraz w słowie BANKRUT, nie BIZNES.

 Na przestrzeni ostatnich miesięcy, dla miliardów nadeszły totalne zmiany. Zadziały się, jak dotąd na niespotykaną skalę. Zamykanie wszystkiego w szaleńczym tempie pokazało, jak mocno odbiło się to na ruchu ludzkim. Urwał się swobodny przepływ pieniądza. Został przyduszony. Przyniósł za sobą spadek obrotów w dziesiątkach milionów firm. Wszyscy się duszą! Brak świeżego powietrza u osób i w firmach.

 Przy zmniejszonych obrotach, wiele z nich, zmieniło swoją politykę handlu, czyli kontaktu. Zrozumieli, że aby przeżyć należy podjąć innego rodzaju współpracę, nie z kim innym, jak tylko z ludźmi. Bystrzy i przedsiębiorczy uaktywnili się na innych polach. Przedmiotowe traktowanie ludzi skończyło się lub jest w fazie dużych zmian. Niektórzy przypomnieli sobie o zepchniętym do przydrożnego rowu, magicznym sformułowaniu „szacunek dla człowieka”.

 Firmy od jakich ludzie się odwracają, bankrutują. Nie pomagają wielkie subwencje i dofinansowania. To jest proste. Upadają, bo nie ma przepływu środków. Ludzie u nich, swoich pieniędzy już nie wydają. Ruch w nich ustał. 

Dopiero od teraz, powoli z kolan podnoszą się, szumnie i kiedyś z przesadą używane hasła. Słyszano je na zjazdach i kongresach wielu firm, po wyłączeniu reflektorów scenicznych, gasły i one.

  „Bez człowieka nic nie istnieje” lub podobne
 „Człowiek w naszej firmie, jest i będzie zawsze w centrum uwagi” itd. 

Dopiero teraz, powoli, zaczynają nabierać wartości.

 Człowiek = Biznes.

 Dlatego też drogi biznesmenie, lata 90-te na szczęście już nie powrócą. Oszukiwanie i wykorzystywanie innych, odeszło wraz z poprzednią epoką.

 Sięgnij głębiej w swych rozmyślaniach. Zastanawiasz się
- jak ulepszyć coś, co się rozkręca?
 Jakimi sposobami, utrzymać to, co od lat dobrze prosperuje?
  

   Wiesz o tym, że już dawno przestała liczyć się jednorazowa sprzedaż. Skończył się czas wykonania pojedynczej usługi-fuszery. Nie stać Cię na to. Mówisz, że cały czas za małe obroty robisz, więc czy po przyjęciu przelewu od człowieka, który do tej pory był Twoim klientem, możesz sobie pozwolić na zapomnienie o nim, kiedy odejdzie od kasy?

Jeżeli tak myślisz, to z czasem odejdą od Ciebie detaliczni dawcy. Dawcy Twej pensji. Przy kolejnej transakcji, pójdą w te miejsca, gdzie są szanowani. Oni tak jak i Ty lubią z przyjemnością wydawać swoje pieniądze.

 Prawda, pojedynczych transakcji nie odczujesz, i już teraz możesz podśmiewać się z tych słów, ale Twoje kiepskie działanie przy widzeniu swego krótkiego nosa, w niedługim czasie odczujesz. Wody w Wiśle zbyt wiele nie upłynie.

 Bo jeśli z jednym człowiekiem-klientem tak postąpiłeś, innych w taki sam sposób traktujesz.
 Może przyjrzysz się, a potem rozumiesz, jak myślą i działają LUDZIE? Źle oceniasz. Oni są bardziej podobni do Ciebie niż sądzisz.

   Większość średniego i wyższego szczebla pracowników w Twej firmie nie są biznesmenami. Oni wykonują polecenia i swe obowiązki, ale bez wizji. W swej firmie, to Ty jesteś wizjonerem! Oni nie zdają sobie sprawy lub nie dopuszczają do siebie myśli, że wydający środki w Twoich punktach detalicznych – spółkach córkach, cały czas składają się na pensje ich wszystkich. Każda wydana przez klientów złotówka, euro czy dolar tak działają.

 Jeśli nastąpi taki czas, że z braku obrotów zlikwidujesz jakiś dział lub przetasujesz o połowę stan załogi, może wówczas odrobinę zrozumieją.

 Przy takich wstrząśnięciach, temperowane jest ego. Człowiek bez pracy, ma więcej czasu na przemyślenia, wręcz zostaje do nich zmuszony. Poza tym, będąc na bruku, znajduje się na tym samym poziomie z innymi ludźmi, jakich do tej pory nie zauważał.

 Nie znaczy, że oni wszyscy są bezrobotnymi, mam na myśli to, że będąc w stanie wstrząsu – zwolnieni zaczynają widzieć więcej zależności oraz połączeń pomiędzy ludźmi.

   Każdy z nas jest CZŁOWIEKIEM. Mechanizmy działające pośród ludzi – sami stworzyliśmy .

Prędzej, czy później odrzucamy to, co jest niezgodne z nimi. Firmy, które działają przeciw LUDZIOM, bankrutują.

 Myślą identycznie. Ty, właściciel, czy udziałowiec w spółce, menadżer jakiego zatrudniasz, pani sprzątaczka dbająca o czystość korytarza w biurowcu, anonimowy człowiek, jaki właśnie przechodzi obok Ciebie na przejściu dla pieszych, kiedy czytasz tego posta w telefonie.

 Ma na imię Marek. Ma trzy śliczne córeczki, tak jak i Ty. Pięć minut wcześniej wydał pieniądze w Twej kawiarni. Kupił kawę na wynos. Ty lubisz taki sam zestaw. Porządne espresso.

 Myślałeś, w jaki sposób zmniejszyć dystans w patrzeniu na otaczających Cię LUDZI-KLIENTÓW? Oni wydają u Ciebie środki, których cały czas z rynku wyszukujesz.

 Jesteś uczciwy wobec nich, czy nie? Sam oceń. Masz przecież sumienie, ono w ciszy do Ciebie przychodzi. Dziś wszyscy działamy będąc w pełni zaskoczonymi. W trudniejszym czasie, przy stresie, można zaobserwować, jak reaguje się na innych, ale także i siebie. Nie ma czasu na zastanawianie się „w jaki sposób reagować? „co powiedzieć? „co teraz uczynić?”. Nauczone odruchy „wychowania”, nagle zostały wyłączone. Dlatego jest się autentycznym, tym- kim się jest w rzeczywistości.

Irek Gralik

Irek Gralik

Cierpliwość i pokora to droga do sukcesu

Marcin Miller – Cierpliwość i pokora to droga do sukcesu

Popularność, fani, brak prywatności, relacje z rodziną, przyjaciółmi, Polakami, brak czasu, trasy koncertowe, to wszystko i wiele więcej składa się na tak zwany „sukces”. Dla każdego jest to coś innego. Dla mnie oznacza to w tej chwili spokój, na jaki mogę sobie pozwolić mimo panującej na świecie trudnej sytuacji. Pracowałem ciężko przez 30 lat aby teraz to zaprocentowało.

Popularność ma dwie strony, jak zostanę odebrany zależy od człowieka na którego trafię. Najprostszy przykład policjantów na drodze podczas kontroli, każdy mnie rozpoznaje, ale nie każdy musi być od razu przyjazny. Czasami słyszę, że nie lubi disco-polo i tyle. Więc to nie jest tak, że popularność można zawsze wykorzystać na plus. Kiedyś myślałem, że popularność pomaga, ale w miarę rozwoju swojej kariery i nabierania życiowego doświadczenia i dystansu, wiem, że nie chcę nigdy wykorzystywać swojej rozpoznawalności do prywatnych celów. Oczywiście, że są sytuacje, gdy to, kim jestem utrudnia mi relacje z nowymi osobami. Nawet przy tak prozaicznej czynności jak kupno auta, musiałem poprosić kolegę aby pojechał do komisu za mnie. Gdy ja się pojawiam w takich miejscach, dealerzy często chcą sprzedać mi samochód o wiele drożej, bo przecież według prasy, wiedzą, że mnie stać… Niestety, ludzie znają nas takimi, jakimi przedstawieni jesteśmy w plotkarskich mediach, nie zastanawiają się, że większość jest wyssana z palca, a już w szczególności te niebotyczne kwoty za koncerty.
Czy ta popularność mi przeszkadza? Oczywiście, że wyjazd z rodziną w Polsce jest bardzo trudny, bo wszędzie mnie rozpoznają. Zagranicą jestem anonimowy, więc urlopy spędzamy poza krajem, robimy to dla siebie, każdy zasługuje na odpoczynek. Ostatnio na cmentarzu zostałem rozpoznany mimo maseczki, chyba mam charakterystyczne oczy!
Mimo tych niedogodności, nie zamieniłbym swojego życia za nic, nie chciałbym być kimś innym. Bardzo lubię śpiewać, bardzo lubię komponować i bardzo lubię tę swoja twórczość potem fizycznie przekazywać na koncertach z fanami, bo jednak jest to przyjemne. I to jest najważniejsze.

W drodze do sukcesu zwłaszcza w disco polo, naprawdę nie jest łatwo. Wiemy, że część kraju ten gatunek uwielbia, reszta nienawidzi. I tak jest z nami, artystami dosco polo. Polacy to specyficzny naród, mamy w sobie jeszcze wiele zazdrości. Relacje z ludźmi, którzy najpierw się śmieją, nie wierzą w nas, umniejszają pracę, są bardzo trudne. Bo z mojego doświadczenia wiem, że nawet po odniesieniu tego przysłowiowego sukcesu, te osoby nie potrafiły go przełknąć. Po prostu, nawet jak się komuś uda, to nie potrafimy po prostu się z tego cieszyć, czerpać wiedzę, jak to zrobił, może wykorzystać w swojej dziedzinie, wolimy krytykować. Nie wiemy często ile pracy trzeba włożyć zanim pokażą nas w telewizji. Zespół Boys gościł w TV od 1997 roku i to był szok, to było coś tak dużego, że wręcz niewyobrażalnego. Wielki sukces. Ale nikt nie wie ile pracy nas kosztowały wcześniejsze lata. Początki były tragiczne, jeździłem żukiem, a zimą trzeba było czekać, aż ktoś nas po prostu podwiezie, więc się stało i marzło. Nic nie dzieje się nagle i samo, nic nie spada z nieba. To jest bardzo duża rzecz do zmiany w mentalności Polaków i tego bym sobie życzył, aby nie zazdrościć, ale po prostu szanować, nawet jeśli się kogoś lub czegoś nie lubi, nie słucha.

Jestem w tym biznesie już tak długo, że nauczyłem się rozmawiać z ludźmi, nawet gdy na początku nie są mi przychylni, bo nie lubią disco polo, zawsze dzieje się jakoś tak, że ze mną jednak potrafią się dogadać. Bo w relacjach zawsze trzeba mieć do siebie wzajemny szacunek. I po prostu robić swoje. Po 30-stu latach na scenie, byciu we wszelkich programach telewizji publicznej i prywatnej, tysiącach koncertów, wiem, że dzięki temu co robię, zamykam buzie wszystkim hejterom. Ja się z mojej pracy utrzymuję, uwielbiam ją, i nawet jeśli ktoś we mnie te 30 lat temu wątpił, wie, że się mylił. I ja też to wiem.
W relacjach z ludźmi jestem dość otwarty i chyba mam dobre serce, bo od razu jest zawsze jakaś chemia. Ale z drugiej strony jestem też szczery do bólu, jeśli ktoś mi nie pasuje, nie ma tej szczerości, to po prostu mówię „dziękuję do widzenia”. Bardzo często ludzie i tak do mnie przychodzą, więc może jednak chcą mnie poznać i to jest miłe. Przez lata zbudowałem niesamowitą relację z fanami, nie do podrobienia. Teraz ktoś może zaistnieć w sekundę, kiedyś telewizja to była utopia, nie była ona dla każdego. Występowali tam ludzie wybitnie znani. Nigdy nie spodziewałem się, ze jakakolwiek telewizja będzie chciała ze mną porozmawiać czy wyemitować teledysk! Teraz jest to już inna rzeczywistość, a kiedyś tak nie było, wszystkie relacje, także te zawodowe budowało się dużo wolniej.

W budowaniu kariery nie można zapomnieć o tym, że najważniejsza jest w tym rodzina. Moi rodzice nauczyli mnie, że należy cieszyć się z najmniejszych rzeczy i doceniać je. To mi bardzo pomogło. Jednak sukces artystyczny jaki odniosłem wcale nie ma tylko jasnych stron, i niestety jeśli chodzi o rodzinę, to wiele przegapiłem. Po prostu mnie nie było tygodniami, a gdy wracałem to odsypiałem. Moja żona zajmowała się domem, wychowywała dzieci, wiec była wszystkim, ojcem i matka i kucharka, po prostu wszystkim. Niestety wiem, że pewne rzeczy przespałem, zwłaszcza w dorastaniu dzieci, ale taka jest cena tego zawodu. Wielki szacunek należy się mojej żonie. Nie lubię się dzielić tą sferą życia, bo jest po prostu trudna. Jednak bez uzgodnienia, że taki sposób życia obu stronom pasuje, to nie miałoby szans na przetrwanie, a jednak nam się udało. Na pewno trzeba się dogadać i zrozumieć. Ja mam to szczęście, że trafiłem na bardzo wyrozumiałą kobietę, która zawsze mnie wspierała i wspiera po dziś dzień. I co ciekawe, wcale nie przepada za disco polo! Mam to szczęście, że się dogadujemy. Moja żona nie jeździ ze mną na koncerty nie chce pokazywać się na ściankach. Mam do niej wielki szacunek, że chce zachować swoja prywatność. I absolutnie nie zmusiłbym jej do tego. Nie udostępniam z nią zdjęć, tak sam jak z rodziną czy wnukiem. Rodzinę zachowujemy dla siebie, to bardzo ważne. Tak się umówiliśmy i u nas to działa.

Rodzina jest zawsze najważniejsza. Ważni są też inni ludzie, jednak znając świat show biznesu, nie szukałem tam nigdy przyjaciół. Mam ich niewielu. Mój najstarszy przyjaciel, był przy mnie od 30 lat, zanim jeszcze zrobiłem karierę i takie właśnie relacje się dla mnie liczą, na dobre i na złe. Nie zabiegam o sztuczne przyjaźnie i ludzie z branży to wiedzą.

Wiem też, że marzenia się spełniają. Najważniejsza jest cierpliwość i pokora. Nieważne, czy to będzie trwało godzinę, tydzień, 30 lat ale kiedyś to wyjdzie i to się spełnia w moim życiu. Słuchając kiedyś Modern Talking, Bad boys blue, kto by się spodziewał, że po 20 latach spotkam ich w garderobie. Przywitam się, porozmawiam z managerem, wypijemy drinka. Ale teraz wiem, że marzenia się spełniają, trzeba tylko czasami trochę poczekać.

Moja siostra niedawno stwierdziła, że ja to już w zasadzie wszystko osiągnąłem i nic więcej nie potrzebuję. Zastanowiłem się nad tym i muszę się zgodzić. Faktycznie, ja już nic nie muszę, wiele osiągnąłem i wiele widziałem, przeżyłem. Nie mam wygórowanych zachcianek. Zawsze wolałem jeść życie małą łyżeczką, systematycznie i po kolei. Pandemia dała się we znaki całej branży, nie mamy koncertów, ale zdałem sobie sprawę, że to siedzenie w domu dla mnie jest spełnieniem marzeń. W końcu mam na to czas. Wszelkie moje inwestycje na przestrzeni lat zbierają żniwo, nie martwię się o finanse, ale musiałem sobie na to ciężko zapracować. Więc teraz zasłużenie mogę odpocząć, zwolnić. Bo to jest ważne dla samego siebie.

Jestem szczęśliwym człowiekiem i spełnionym artystą. 

Marcin Miller

Marcin Miller

piosenkarz, kompozytor i autor tekstów, lider i wokalista zespołu disco
polo Boys. Na scenie od ponad 30 lat.

Czy praca z mężem to dobry pomysł ? Nasz sposób na sukces w firmie rodzinnej

Czy praca z mężem to dobry pomysł ? Nasz sposób na sukces w firmie rodzinnej.

Firma rodzinna dla niektórych może wydawać się błogosławieństwem, inni z kolei za żadne skarby nie zrezygnowaliby z wygody odcięcia się od pracy i powrotu do domu, w którym nikt nie dopytuje, czy zrobiliśmy już raporty, czy będą musieli na nie poczekać do jutra. Podobnie jak biznes to przede wszystkim kontakt ludzi, i to od ich wzajemnych relacji zależy powodzenie operacji, tak samo jest w rodzinie.

Nieważne, co robimy – ważne, z kim. Prowadzenie biznesu z małżonkiem to duże wyzwanie i wielu to się nie udaje, niemniej jeżeli się powiedzie – jest to ogromny sukces. Nie można tego polecić każdemu – wszystko zależy od charakterów, ambicji, sposobów komunikacji zawodowej, aby nie wpłynęła negatywnie na prywatną sferę życia. Wraz z Markiem, moim mężem, zdecydowaliśmy się na prowadzenie firmy rodzinnej, a więc spędzanie ze sobą 24 godzin na dobę. Czy była to dobra decyzja? W naszym przypadku – najlepsza. 

    16 lat temu skierowałam moją karierę na rozwijanie AMB Technic. Zamiast pracować w bardzo obciążającym systemie dla niemieckiego pracodawcy postanowiłam poświęcić swój czas i umiejętności na rozwijanie czegoś, co zaczęło się skromnie – od biurka stojącego w naszej sypialni i planów na prowadzenie czegoś swojego w branży, którą lubimy. Stuosobowy zespół zamieniłam na trzykrotnie mniejszy, stworzyłam swoje stanowisko pracy i zaczęłam działać. Poniekąd ominął mnie pierwszy etap, czyli 9 lat rozwoju firmy, która zaczęła się tak naprawdę od działalności szkoleniowej mojego męża. Poniekąd, ponieważ odcięcie się od jego pracy było oczywiście nieuniknione i dotykało mnie w tym samym stopniu.
Doskonale orientowałam się w branży, która jeszcze nie istniała w Polsce i nikt nie wierzył, że jest dla niej miejsce i perspektywy. Mówimy w końcu o wysoce wyspecjalizowanych systemach i maszynach, które znajdują się w naszym laboratorium. W 2020 roku widzimy to inaczej – nie dziwi nas, że polski producent odnosi światowy sukces ze swoimi drogimi i unikatowymi produktami, ani to, że absolwenci szkół w młodym wieku potrafią bez problemów poruszać się w zaawansowanym świecie technologii. Ale 25 lat temu, kiedy powstało AMB Technic, Polska nie była postrzegana jako potentat, a wchodzenie we współpracę z firmą z kraju nad Wisłą mogło skończyć się różnie. Musieliśmy znaleźć swoje miejsce w rodzącym się polskim kapitalizmie i zmierzyć się z firmami, które miały już ugruntowaną pozycję na rynku. Nie obyło się bez potknięć i nieprzespanych ze stresu nocy. Firma w domu, dom w firmie.

      Nie wierzę w oddzielenie firmy od życia domowego, brak rozmów o pracy po przekroczeniu progu domu. Nigdy też nie stawialiśmy sobie takiego wyzwania. Firma stanowi ogromną część naszego życia i jest wynikiem naszej wieloletniej pracy. Dlaczego więc mielibyśmy udawać, że nie spędziliśmy w niej właśnie 8 godzin? Jesteśmy tym samym człowiekiem w domu, w pracy, w społeczeństwie. Pracujemy z ludźmi, których spotykamy na ulicy, z którymi spędzamy weekendy, a nasze kontakty zdecydowanie wykraczają poza bramę zakładu. Ale czy znaczy to, że całe życie poświęcamy jedynie pracy? Oczywiście, że nie. Co więcej, również nasi współpracownicy mogą pozwolić sobie na swobodę zarządzania swoim czasem tak, aby nie ucierpiało na tym ich życie rodzinne. Potrzebny opiekun, który zajmie się dzieckiem? Żaden problem. Nie ma spotkania, którego nie da się przełożyć. Takie rodzinne podejście do budowania Zespołu sprawdziło się w naszym przypadku. Mamy grono współpracowników, którzy są z nami od wielu lat i którzy wzajemnie sobie ufają, ale też kontrolują, czy nikt nie nadużywa zaufania reszty Zespołu. Dzięki temu nigdy nie musieliśmy się pożegnać z osobą, która nie odnalazła się w naszym modelu. Myślę, że niewiele firm może się pochwalić takim sukcesem. Aby mieć spokój w firmie, trzeba mieć spokój w domu. Myślenie o problemach rodzinnych odbija się na jakości pracy, ale przede wszystkim na stanie psychicznym. Jeżeli wpadniemy w krąg zrzucania złego samopoczucia na pracę, kiedy jesteśmy w domu, a na problemy domowe, kiedy jesteśmy w pracy, to wypalimy się. Jeżeli natomiast mamy zdrowe podejście do naszych obowiązków w pracy i w domu – nie powinno nam przeszkadzać połączenie ich pod hasłem firma rodzinna. Oczywiście wymaga to pracy nad sobą, nie każdy również odnajdzie się w takim układzie. Chcieliśmy pomóc naszym współpracownikom i ich rodzinom w zdobyciu zaufania do nas jako pracodawcy, ale również do pozostałych członków Zespołu. I tak narodził się pomysł corocznego balu jak i pikniku rodzinnego…

Dzień Szyldu, czyli czy można celebrować pracę?

Naszym pomysłem na zacieśnienie więzi było stworzenie dorocznego spotkania, ale nie w formie integracji Zespołu, a… ich rodzin. Przez pierwsze lata, kiedy pracowaliśmy w mniejszym gronie, zwykle było to wyjście na galę, na którą współpracownicy byli zapraszani ze swoimi drugimi połówkami. Wraz z rozrastaniem się firmy zaczęliśmy organizację własnego balu, który połączyliśmy z rocznicą odsłonięcia naszego szyldu przed siedzibą firmy. I tak zorganizowaliśmy pierwszy bal z okazji Dnia Szyldu w Kole. Późną jesienią panie mają okazję założyć piękne suknie, panowie jak prawdziwi gentelmani pochwalić się dobrymi manierami. Ale co najważniejsze, nasi goście mogą poznać współpracowników swoich mężów i żon. Przestają oni być przypadkowymi imionami z anegdot przyniesionych z pracy do domu, a stają się wspomnieniami o wieczorze przegadanym nad kieliszkiem koniaku lub autentycznymi ludźmi pamiętanymi z dyskusji o wspólnym hobby. Ten brak anonimowości jest dla nas bardzo ważny. A żeby jeszcze bardziej zacieśnić więzy, w cieplejsze miesiące spotykamy się na rodzinnym grillu, na którym towarzyszą nam również dzieci. 

     W ostatnich latach coraz popularniejszy jest trend podkreślania przez pracodawców przyjaznej atmosfery w biurze, wsparcia nowych pracowników przez doświadczonych kolegów. My mamy na to swój własny, sprawdzony sposób, z czego jesteśmy dumni. AMB Technic to nie tylko firma rodzinna – to firma rodzin, a rodzina każdego z naszych pracowników jest dla nas równie ważna jak on sam. To wymaga wiele zaufania i przejrzystych zasad współpracy, ale zwraca się wielokrotnie. W naszym życiu sprawdziło się wiele małych kroków do celu. W biznesie jak i w życiu rodzinnym niezbędna jest refleksja i przyjrzenie się, co z perspektywy czasu było dobrym posunięciem, a co w przyszłości będzie wymagać zmian. AMB Technic stało się częścią mojego życia i będzie mi towarzyszyć już zawsze – nawet jeśli sama zrezygnuję z pracy zawodowej, w firmie pozostanie mój syn mający swoje pomysły na rozwój, w których wdrażaniu będę go wspierać. Mogę natomiast podzielić się z innymi osobami moimi doświadczeniami i powiedzieć, od czego warto zacząć, aby zmaksymalizować wydajność firmy, a tym samym naszą satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać z pierwszej części wypowiedzi, ufam procedurom i standardom. Gdybym miała zbudować firmę od nowa, rozpoczęłabym właśnie od rozpisania konstrukcji całej organizacji, spisania procesów i ich przebiegu i rozdzielenia ich na role. Pomaga to nie tylko zachować porządek i kontrolę, ale też daje czas do zastanowienia się, jak postrzegamy naszą firmę. Czy widzimy ją jako dużą, międzynarodową organizację, czy raczej wolimy mieć ją na miejscu i móc w każdej chwili skontrolować, co się w niej dzieje. Postawienie barier w głowie przekłada się na nieświadome sabotowanie biznesu, a więc też swoich wysiłków. Tego błędu nie unikną zarówno osoby dopiero zaczynające swoją przygodę ze światem biznesu, jak i doświadczeni menedżerowie przechodzący „na swoje”. A żaden człowiek nie zasługuje na niedocenienie efektów jego pracy, nawet jeśli negatywnym komentatorem jest on sam.

   Czy możliwe jest zachowanie naszego nieoficjalnego statusu firmy rodzin przy jednoczesnym zrezygnowaniu z prowadzenia firmy w jednym miejscu i rozszerzenie działalności na inne regiony? To jeszcze przed nami. Wybór pracy osobno lub z małżonkiem należy do każdego z nas. Nie można narzucić nikomu tak ważnej kwestii, niemniej praktyka w naszym życiu pokazuje, że można to wykonać, jeżeli mamy dobrą organizację, rozpisane konkretnie role i zadania, a jednocześnie zaufanie i wzajemne wsparcie pomagają nam rozwijać skrzydła.

Agnieszka Bernaciak, AMB Technic

Agnieszka Bernaciak, AMB Technic