Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok – czyli możliwości zarobkowe freelancerów w czasie świątecznym

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok – czyli możliwości zarobkowe freelancerów w czasie świątecznym

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok – czyli możliwości zarobkowe freelancerów w czasie świątecznym

Okres przedświąteczny i świąteczny to doskonały czas na dodatkowy zarobek dla wszystkich freelancerów. Jakie zajęcia przyniosą najbardziej lukratywne zarobki? Gdzie szukać dodatkowej pracy? O tym przeczytacie w naszym artykule!

Grudzień to miesiąc, kiedy wydatki rosną w zastraszającym tempie. Przygotowania do świąt oraz zakup prezentów sprawiają, że wiele osób w tym okresie poszukuje nadprogramowej możliwości zarobku, aby spiąć miesięczny budżet. W tym czasie w wielu firmach rośnie zapotrzebowanie na dodatkowych pracowników, zwłaszcza w branży transportowej lub e-commerce. Przybywa także zleceń dla freelancerów.

Freelancer to osoba, która podejmuje się wykonania danego zlecenia, nie będąc jednocześnie zatrudniona w danej firmie. Taka współpraca jest źródłem wielu korzyści, zarówno dla pracownika, jak i dla firmy zlecającej. Zlecenia można traktować jako dodatkową formę zarobku, wykonując ją po godzinach swojej etatowej pracy. Dużą zaletą jest forma rozliczenia, ponieważ zapłata wpływa na konto w niedługim czasie po zakończeniu projektu, a nie jak w przypadku umowy o pracę – dopiero za miesiąc.

Kto może zostać freelancerem? 

Każda osoba może zostać freelancerem. Nie trzeba mieć żadnego wykształcenia ani dużego doświadczenia, przydatne są jednak pewne umiejętności takie jak łatwość pisania, wyczucie estetyki, znajomość programów graficznych i wiele innych. Nawet początkujący freelancerzy mają możliwość znalezienia pierwszych współprac. Z upływem czasu oraz większym doświadczeniem freelancer może dyktować wyższe stawki i wybierać tylko te zlecenia, których się podejmie. Aby zostać freelancerem, nie potrzeba niczego więcej oprócz komputera, dostępu do Internetu oraz trochę wolnego czasu. Zaletą pracy jest to, że nie trzeba wykonywać jej w wyznaczonych godzinach. Jako freelancer przyjmujesz zlecenie tylko wtedy, kiedy masz czas. Praca nie wymaga stałego zaangażowania, można ją traktować jako dodatkowy zastrzyk gotówki.

Gdzie szukać zleceń?

Wiele firm potrzebuje wsparcia przy pisaniu blogowych artykułów czy wprowadzaniu poprawek na stronie internetowej. Bardzo często poszukiwani są także tłumacze oraz graficy do wykonania projektów takich jak logotypy czy ulotki. Zlecenia można wyszukiwać na portalach społecznościowych, ale najlepszym miejscem są dedykowane platformy takie jak https://odfreelancera.pl/, które zrzeszają zleceniodawców i freelancerów.

Święta to gorący okres pełen wydatków. Wiele osób poszukuje w tym czasie dodatkowej pracy, dzięki której będą mogły „spiąć budżet”. Pracownicy, którzy dysponują dodatkowymi umiejętnościami takimi jak pisanie, projektowanie graficzne czy programowanie, będą mieli możliwość dorobić sobie jako freelancerzy, ponieważ w okresie świątecznym zapotrzebowanie na takie usługi rośnie. Ogromną zaletą jest możliwość pogodzenia dodatkowych zleceń z innymi obowiązkami oraz wykonywanie ich w domu. Pierwsze zlecenia można znaleźć już teraz, wchodząc na platformę https://odfreelancera.pl/.

Nowe obowiązki, które musi znać pracodawca – ustawa o sygnalistach

Pracodawców w Polsce już za chwilę czekają nowe obowiązki – do 17 grudnia mają zostać wdrożone przepisy unijnej dyrektywy dotyczące sygnalistów, czyli osób zgłaszających naruszenia prawa. Do tej daty Parlament powinien uchwalić ustawę o ochronie sygnalistów. Po jej uchwaleniu polscy pracodawcy będą mieli kilka tygodni na jej wdrożenie. Czasu jest zatem niewiele, aby dobrze przygotować się do zmian. Za ich brak przewidziane są sankcje karne.

Ustawa o ochronie sygnalistów, czyli osób zgłaszających naruszenia prawa, będzie kierowana do wszystkich pracodawców, zarówno prywatnych, jak i publicznych. Sygnalistą może zostać każdy mający wiedzę o naruszeniu prawa w swoim środowisku zawodowym. Jeżeli taka osoba dostrzega przekraczanie przepisów określonych obszarów prawa, może zgłosić wykroczenie, korzystając
z jednej z trzech możliwości (1) bezpośrednio informując pracodawcę (jest to tzw. zgłoszenie wewnętrzne) lub (2) w ramach tzw. zgłoszenia zewnętrznego skierowanego do organów publicznych, np. Rzecznika Praw Obywatelskich, lub (3) skorzystać z tzw. ujawnienia publicznego, czyli w dowolny sposób do nieoznaczonego kręgu odbiorców (np. poprzez mass media czy kanały społecznościowe). Celem ustawy jest ochrona osób zgłaszających naruszenie prawa.

Najważniejsze postanowienia i obowiązki

Ustawa będzie skierowana jest do wszystkich polskich pracodawców zatrudniających powyżej
249 pracowników, a po okresie przejściowym, czyli od 17 grudnia 2023 r. także do tych zatrudniających od 50 osób. W sektorze publicznym od razu skierowana będzie do pracodawców zatrudniających od 50 pracowników. Nakłada ona obowiązek przyjęcia regulaminu zgłoszeń naruszania prawa, utworzenie kanałów zgłoszeń, prowadzenie rejestru zgłoszeń i prowadzenia tzw. działań następczych poprzez uruchomienie procedur wyjaśniających i dochodzeń wewnętrznych. Naruszenia prawa mogą dotyczyć takich dziedzin, jak: bezpieczeństwo transportu, ochrona środowiska, ochrona danych osobowych, zdrowie publiczne, bezpieczeństwo żywności czy ochrona konsumentów. Pracodawca mogą też przyjąć w wewnętrznych regulacjach, że naruszenie prawa może dotyczyć innych dziedzin prawa, aniżeli te wymienione w ustawie, np. mobbingu, dyskryminacji czy łapówkarstwa.

Ustawa przewiduje trzy kanały zgłoszeń. Pierwszym jest ten wewnętrzny – donosimy do pracodawcy, gdzie jesteśmy zatrudnieni. Drugim jest kanał zewnętrzny, czyli informujemy organ publiczny, np. Komisję Nadzoru Finansowego, czy Rzecznika Praw Obywatelskich. Trzecim sposobem ujawnienia jest publiczne poinformowanie, np. na jakimś forum internetowym czy w wywiadzie radiowym. I ustawa,
i dyrektywa zachęcają, aby zgłoszenia w pierwszej kolejności odbywały się wewnętrznie. Obowiązkiem pracodawcy wynikającym z ustawy jest wcielenie w życie odpowiedniego kanału

zgłoszeń wewnętrznych. Samo zgłoszenie może być w formie ustnej, pisemnej (np. dedykowany
e-mail) czy za pomocą specjalnie przygotowanego formularza. W regulaminie musi być zawarte także to od kogo (kto może być sygnalistą) i przez kogo przyjmowane będą zawiadomienia
–informujemecenas Artur Rycak, Prawnik Zarządzający w Kancelarii Rycak.

Na czym polega ochrona sygnalistów?

Przede wszystkim pracodawca nie może podejmować tzw. działań odwetowych (np. zwolnić pracownika lub wstrzymać jego awans ze względu na to, że zgłosił naruszenie prawa). Ponadto pracodawca ma obowiązek zapewnić poufność danych osoby zgłaszającej.

Nie możemy np. zwolnić pracownika dlatego, że informuje o jakimś naruszeniu. Gdyby jednak do tego doszło, ma on prawo do odszkodowania. Ponadto sygnalista ma zapewnioną anonimowość, czyli pracodawca informację ma przetwarzać takim kanałem, aby nikt inny nie wiedział, kto zgłosił dane naruszenie. Osoby, które będą zajmowały się przyjmowaniem zgłoszeń, będą musiały mieć pisemne upoważnienia do obsługi takich zawiadomień – wyjaśnia mecenas Artur Rycak.

Sankcje za brak wdrożenia przepisów

Ustawodawca przewidział sankcje karne za niedostosowanie się do nowych przepisów. Za brak wdrożenia dyrektywy, w tym niewprowadzenie regulacji wewnętrznych (brak kanału komunikacji, czy regulaminu zgłoszeń) przewidziane są kary grzywny, a nawet pozbawienia wolności. Dotyczy to także działań odwetowych, uniemożliwienia przekazania informacji o naruszeniu prawa, czy ujawnieniu danych osoby zgłaszającej.

A co w sytuacji, gdy pracownik doniesie na pracodawcę w złej wierze? Ustawa i za to przewiduje sankcje karne. Jeśli pracownik obawiający się np. zwolnienia złoży fałszywe powiadomienie
o naruszeniu prawa, do którego nie doszło – poniesie odpowiedzialność karną –
wyjaśnia mecenas Artur Rycak.  

Pracodawcy oczekują obecnie na uchwalenie ustawy. Po jej opublikowaniu będą mieli bardzo mało czasu na jej wdrożenie, zatem już teraz działy compliance i działy prawne w spółkach powinny podjąć niezwłocznie działania przygotowujące organizację do wdrożenia nowych rozwiązań.

Czasu jest bardzo mało.

Rycak Kancelaria Prawa Pracy i HR prowadzi obsługę prawną podmiotów gospodarczych, w tym korporacji międzynarodowych oraz instytucji publicznych w zakresie prawa pracy, prawa ubezpieczeń społecznych, sporów sądowych
i różnych obszarów HR. Zatrudnia prawników specjalizujących się w prawie pracy i sporach sądowych oraz specjalistów HR.

Dowiedz się więcej: www.rycak.pl              

Kontakt dla mediów: Maja Święcka m.swiecka@agencjafaceit.pl / tel. +48 601 29 89 05

Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok – czyli możliwości zarobkowe freelancerów w czasie świątecznym

Okres przedświąteczny i świąteczny to doskonały czas na dodatkowy zarobek dla wszystkich freelancerów. Jakie zajęcia przyniosą najbardziej lukratywne zarobki? Gdzie szukać dodatkowej pracy? O tym przeczytacie w naszym artykule!

Grudzień to miesiąc, kiedy wydatki rosną w zastraszającym tempie. Przygotowania do świąt oraz zakup prezentów sprawiają, że wiele osób w tym okresie poszukuje nadprogramowej możliwości zarobku, aby spiąć miesięczny budżet. W tym czasie w wielu firmach rośnie zapotrzebowanie na dodatkowych pracowników, zwłaszcza w branży transportowej lub e-commerce. Przybywa także zleceń dla freelancerów.

Praca jako freelancer

Freelancer to osoba, która podejmuje się wykonania danego zlecenia, nie będąc jednocześnie zatrudniona w danej firmie. Taka współpraca jest źródłem wielu korzyści, zarówno dla pracownika, jak i dla firmy zlecającej. Zlecenia można traktować jako dodatkową formę zarobku, wykonując ją po godzinach swojej etatowej pracy. Dużą zaletą jest forma rozliczenia, ponieważ zapłata wpływa na konto w niedługim czasie po zakończeniu projektu, a nie jak w przypadku umowy o pracę – dopiero za miesiąc.

Kto może zostać freelancerem?

Każda osoba może zostać freelancerem. Nie trzeba mieć żadnego wykształcenia ani dużego doświadczenia, przydatne są jednak pewne umiejętności takie jak łatwość pisania, wyczucie estetyki, znajomość programów graficznych i wiele innych. Nawet początkujący freelancerzy mają możliwość znalezienia pierwszych współprac. Z upływem czasu oraz większym doświadczeniem freelancer może dyktować wyższe stawki i wybierać tylko te zlecenia, których się podejmie.

Zalety pracy jako freelancer

Aby zostać freelancerem, nie potrzeba niczego więcej oprócz komputera, dostępu do Internetu oraz trochę wolnego czasu. Zaletą pracy jest to, że nie trzeba wykonywać jej w wyznaczonych godzinach. Jako freelancer przyjmujesz zlecenie tylko wtedy, kiedy masz czas. Praca nie wymaga stałego zaangażowania, można ją traktować jako dodatkowy zastrzyk gotówki.

Gdzie szukać zleceń?

Wiele firm potrzebuje wsparcia przy pisaniu blogowych artykułów czy wprowadzaniu poprawek na stronie internetowej. Bardzo często poszukiwani są także tłumacze oraz graficy do wykonania projektów takich jak logotypy czy ulotki. Zlecenia można wyszukiwać na portalach społecznościowych, ale najlepszym miejscem są dedykowane platformy takie jak https://odfreelancera.pl/, które zrzeszają zleceniodawców i freelancerów.

Święta to gorący okres pełen wydatków. Wiele osób poszukuje w tym czasie dodatkowej pracy, dzięki której będą mogły „spiąć budżet”. Pracownicy, którzy dysponują dodatkowymi umiejętnościami takimi jak pisanie, projektowanie graficzne czy programowanie, będą mieli możliwość dorobić sobie jako freelancerzy, ponieważ w okresie świątecznym zapotrzebowanie na takie usługi rośnie. Ogromną zaletą jest możliwość pogodzenia dodatkowych zleceń z innymi obowiązkami oraz wykonywanie ich w domu. Pierwsze zlecenia można znaleźć już teraz, wchodząc na platformę https://odfreelancera.pl/.

Polegać jak na… żołnierzu!

Każdy z pracodawców chciałby, aby jego pracownik wykonywał powierzone mu obowiązki w sposób należyty, niemniej jednak czasem trudno znaleźć odpowiedniego kandydata. Z pomocą przychodzą ci, na których z pewnością można polegać – byli mundurowi. W ich krwi płynie odpowiedzialność za zlecone im zadania!

Mundurowi to ogromny potencjał i unikalne doświadczenie, które może zostać zaimplementowane do biznesu. Takie cechy, jak: umiejętność pracy w zespole, pod presją czasu, terminowość, szybkość podejmowania decyzji, łatwość komunikowania się oraz cechy dobrego lidera, są czymś naturalnym dla większości żołnierzy czy funkcjonariuszy służb mundurowych, głównie tych, posiadających doświadczenie w dowodzeniu czy zarządzaniu zespołem. Właśnie te cechy będą wartością dodaną dla biznesu. Przez lata służby mundurowi działali na wysokich obrotach, w dyscyplinie oraz zorganizowanej grupie. To bezcenne doświadczenie, które – już, jako byli mundurowi – mogą wykorzystać na rynku cywilnym w nowym miejscu pracy– podkreśla Mariusz Urbaniak – Dyrektor Generalny platformy Rekrut24.

Cechy charakteru nabyte w wojsku, których często pracownik bez doświadczenia wojskowego nie ma, i które pracodawca cywilny musi ukształtować poprzez różnego rodzaju szkolenia dodatkowe, w tym przypadku uzupełniają porządny wizerunek dobrego i lojalnego pracownika. Wyszkolenie zawodowego żołnierza to ogromny koszt i wielką nieroztropnością byłoby tego potencjału nie wykorzystać po zakończeniu służby profesjonalisty w średnim wieku. W służbach mundurowych pewnie uzbierałoby się ponad sto zawodów, więc emeryci tych służb mogliby, a nawet powinni, kontynuować pracę w swoich zawodach w firmach cywilnych – dodaje Maja Biesiekierska – Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu Rekrut24.

W wojsku są specjaliści od logistyki, medycyny, zarządzania kryzysowego, cyberbezpieczeństwa i wielu innych dziedzin, więc możliwości zatrudnienia byłych mundurowych w biznesie cywilnym jest bardzo wiele, a stereotyp, że takiego pracownika można zatrudnić tylko w ochronie –  kompletnie mija się z rzeczywistością.

Skoro jest to swoisty przepis na pracowniczy sukces, dlaczego wciąż coś sprawia, że byli mundurowi zostają bezczynnie w domu, a potencjalni pracodawcy nie zawalczą o solidnych kandydatów? Powodów jest kilka. Przede wszystkim pracodawcy cywilni nie mają świadomości corocznej skali wejścia na rynek pracy kilku tysięcy mundurowych profesjonalistów o tak wielu umiejętnościach uniwersalnych i nie wiedzą o możliwości zatrudnienia ich u siebie. A nawet, jeśli niektórzy znają statystyki, to nie za bardzo wiedzą, gdzie takich kandydatów szukać, ponieważ w Polsce do tej pory nie było powszechnie rozpoznawalnej firmy pośrednictwa pracy dla byłych mundurowych. I takie połączenie obu stron chcemy zapewnić w Rekrut24 – tłumaczy Maja Biesiekierska.

Misja Rekrut24 jest jedna – łączyć byłych ludzi służby z pracodawcami szukającymi pracowników godnych zaufania, odpowiedzialnych i świetnie przeszkolonych w różnych obszarach. Rekrut24 to platforma dla byłych mundurowych szukających pracy na emeryturze oraz firm, pragnących zatrudnić nowego naprawdę wartościowego członka zespołu. Potencjalnemu kandydatowi firma dobiera najlepsze miejsca pracy zgodne z kompetencjami nabytymi w służbie.

Wszystko, co robimy, jest ukierunkowane, aby pomóc osiągnąć idealną karierę cywilną byłym mundurowym. Pracodawcom zaś, niezależnie od tego, czy szukają jednego pracownika, czy większej liczby osób do nowego projektu, znajdujemy odpowiednich kandydatów. Mamy opracowany efektywny proces selekcji, który gwarantuje, że identyfikujemy tylko kandydatów najlepiej dopasowanych do konkretnego stanowiska. Nie zasypujemy firm profilami osób, które nie spełniają wymagań. Rekomendujemy wyłącznie kandydatów, których sami byśmy na dane stanowisko zatrudnili. Jedna platforma – wiele korzyści, czego chcieć więcej? – zapewnia Maja Biesiekierska.

Drogi Żołnierzu! Nie zwlekaj i wpisz się do bazy danych Rekrut24 nawet, jeśli aktualnie nie szukasz nowego zajęcia. Nigdy nie wiadomo, jaki nowy interesujący kontrakt uda się dla Ciebie pozyskać. 

Drogi Pracodawco! Dzięki tej platformie możesz pozyskać świetnie wyszkolonych profesjonalistów dla swojego biznesu.

Rekrut24 to unikalne połączenie doświadczenia z sektora wojskowego, komercyjnego oraz rekrutacyjnego. Taka mieszanka wiedzy i znajomości rynku pozwala nam zrozumieć, jakich kandydatów szukają pracodawcy. Prowadzimy doradztwo w zakresie rekrutacji dla służb mundurowych. Jesteśmy ekspertami w swojej dziedzinie. Znamy branżę, posiadamy rozległą wiedzę na temat procesów, systemów i wyzwań stojących przed pracodawcami oraz obiekcji, z jakimi mierzą się osoby rekrutujące. Zebraliśmy najważniejsze doświadczenia i relacje, aby stworzyć spójny system przygotowania kadr zawodowych do nowej pracy oraz umożliwić im bezpośrednie dotarcie do pracodawcy. Nasi kandydaci mogą mieć pewność, pomożemy im w dokonaniu najlepszego wyboru.

Więcej informacji: https://rekrut24.pl/

Biznes jest słodki, gdy naprawdę do tego dążysz

Biznes jest słodki, gdy naprawdę do tego dążysz

 

Przed 10 laty Urszula Stępniak zdecydowała się porzucić korporację i pójść na swoje. Słodki Muffin, cukierniczo-szkoleniowy biznes, rozwija się, a jego założycielka szkoli nowe pokolenia. I mówi, że przedsiębiorczość to przede wszystkim sztuka nawiązywania relacji. Zdrowych relacji.  

 

Urszula Stępniak podkreśla, że własny biznes nie jest dla każdego. Na pewno nie dla osób, które mają wątpliwości, czy to już. – Kiedyś myślałam inaczej, jednak doświadczenie nauczyło mnie, że trzeba mieć predyspozycje i umiejętności w różnych obszarach. Chodzi o mobilizację do organizowania się, zaplanowania dnia pracy, do realizacji celów. Bywa, że osoby kreatywne mają problem z dotrzymywaniem terminów, nie mają czasu na formalności. Księgowość jest dla nich abstrakcją – mówi.

 

W jej rodzinie nie było biznesowych tradycji. Zdecydował przypadek. Z korporacyjnej rutyny i pracy 12-14 godzin na dobę wyrwała ją choroba syna – bezobjawowe zapalenie płuc przez które wylądował w szpitalu na prawie miesiąc. Po chorobie stracił apetyt. Nie jadł prawie nic, żadnych warzyw, nawet owoców. Trzeba więc było go zachęcić. Pediatra zasugerował Urszuli, by przemycała warzywa i owoce w postaci babeczek. Swoimi wypiekami dzieliła się też z koleżankami i kolegami z pracy. Ci zachęcili ją, by zrobiła z tego dodatkowe źródło przychodów. I tak się narodził Słodki Muffin.

 

– Rodzice przestrzegali mnie przed rezygnacją z dobrze płatnego etatu. Kiedy jednak to zrobiłam, wspierali jak tylko mogli. Własny biznes daje satysfakcję. Ciągle odkrywam nowe obszary, gdzie mogę coś zrobić, stworzyć coś dodatkowego, nowego – dodaje Urszula Stępniak. I podkreśla, że w jej branży liczą się przede wszystkim relacje.

 

Prawda jest najważniejsza

 

Właścicielka Słodkiego Muffina w biznesie najbardziej ceni stawianie spraw jasno i uczciwie. – U ludzi cenię prawdomówność. Nie lubię kręcenia, kłamania. Wychodzę z założenia, że najgorsza prawda jest lepsza, niż najlepsze kłamstwo. Sama też tą zasadą się kieruję. Nie owijam w bawełnę. Czasem, kiedy sytuacja tego wymaga, trudne wiadomości ubieram w delikatne słowa. Dostosowuję formę do sytuacji, by kogoś nie zranić. Jednak prawda jest najważniejsza. Lojalność też ma ogromne znaczenie – cenię ją na równi z prawdomównością – mówi.

 

A pracowitość? Z tym Urszula Stępniak ma pewien problem: – Znam bardzo pracowite osoby, które osiągnęły sukces. Wiem jednak, że mają tendencję do przesady, robią sobie krzywdę, bo idą w kierunku pracoholizmu. Dążąc stale do „więcej i więcej”, nie doceniają tego co mają tu i teraz.

 

Siebie chwali za umiejętność wychodzenia z opresji. Mówi, że zaradność to jej drugie imię. Owszem, dodaje, że bywała panikarą, ale przy poważnych sytuacjach zawsze bierze się w garść. W minutę ma nowy plan działania i wdraża go w życie. Potrafi się ogarnąć w jednej chwili, gdy trzeba. – Organizacja czasu pracy to też moja mocna strona. Prywatnie nie jestem dobrze zorganizowana. W pracy jestem mega poukładana. Musiałam to wypracować w sobie, nie urodziłam się taka. Osiągnęłam to przez lata ciężkiej pracy. Nie przyszło łatwo, ale właśnie za tę przemianę mogłabym się pochwalić – dodaje.

 

Lider musi delegować

 

Urszula Stępniak przyznaje, że kiedyś miała ogromny problem z delegowaniem zadań. Uważała, że nikt nie zrobi lepiej. Owszem, dziś gdy deleguje nadal zdarza się jej pomyśleć „być może zrobiłabym to lepiej”. Ale już nie poprawia. – Nie przyszło mi to lekko. Jednak praca nad sobą to ciągłe doskonalenie swoich umiejętności i praca nad zmianą przekonań. Byłam perfekcjonistką, a teraz oduczam się tego. Prowadzenie swojej firmy to także praca z  własnymi przekonaniami. Kiedyś dla mnie było nie do pomyślenia, bym w wolnym czasie słuchała podkastów o tym, jak wyleczyć się z perfekcjonizmu – śmieje się.

 

Dziś też o wiele bardziej odnajduje się w roli partnerskiej niż w roli przywódczyni. I takie relacje są dla niej dużo cenniejsze. Pozwala swoim współpracownikom brać sprawy w swoje ręce. Wyjątki? Sytuacja kryzysowe. Jak pandemia. Wtedy wie, że potrzebny jest lider i taką się staje.

 

Epidemia bardzo mocno uderzyła w biznes gastronomiczny i pokrewne. Tradycyjne branże musiały się nauczyć działać w sieci i nawiązywać zdalne relacje. – Komunikacja się zmieniła. Spotkania degustacyjne były kiedyś normą, wiele szczegółów znałam z opowieści podczas spotkań z klientami twarzą w twarz, degustacji i prób. Lubiłam relacje z parami młodymi. Teraz uprościła się cała obsługa. Przez telefon następuje omówienie szczegółów, bez informacji zwrotnej. Czekam na powrót do normy, żebym mogła spotkać klientów osobiście, tak, jak kiedyś – mówi Urszula Stępniak.

 

Dla słodkiego biznesu epidemia była wielką próbą, której wiele podmiotów nie przerwało. Trzeba było się uelastycznić. Pusty kalendarz zmuszał do zdobywania klienta inaczej, niż do tej pory. Odnowienie więzi z klientami i zdobycie nowych nastąpiło dzięki temu, że Słodki Muffin pokazał się od innej strony, niż dotychczas. Dzięki Insta-stories bardzo mocno zaznaczył swoją obecność wśród klientów i zaprezentował kompetencje właścicielki. Klienci zobaczyli jak w Słodkim Muffinie się pracuje. Do 2020 r. znali Urszulę i firmę głownie od strony produktów.

 

Czego nie robić w biznesie…

 

Relacje w biznesie to podstawa. Nie tylko zewnętrzne. Przede wszystkim wewnątrz, bo to jest gra zespołowa. – Doświadczenie nauczyło mnie by swoją złość i frustrację rozładować w „ekologiczny sposób”. Raz przelałam te uczucia na pracownicę, niepotrzebnie podniosłam głos (to mi się raczej nie zdarza, rzadko krzyczę) zupełnie niepotrzebnie. Wybuchłam, bo wtedy nagromadziło się wkoło mnie dużo rzeczy. Każdemu zdarzają się takie momenty.  Wyciągnęłam wniosek – jako właścicielka muszę panować nad sobą. Nie dać się sprowokować. Relacje na tym cierpią. Kilka lat współpracy może się obrócić w niwecz w jednym momencie. Na szczęście moja pracownica podeszła ze zrozumieniem to tej sytuacji i do mojej reakcji. Wnioski pozwoliły mi na udoskonalenie swojego działania na przyszłość – mówi właścicielka Słodkiego Muffina.

 

Były też trudne lekcje. Jak nieuczciwość. Urszula Stępniak z natury ufa ludziom. Zdarzało jej się dać wmanewrować we współpracę, która była korzystna tylko dla tej drugiej strony. Dostała świetną propozycję współpracy – 5 tortów do degustacji za darmo. Uwierzyła w obietnice świetlanej przyszłości i została surowo ukarana za tę naiwność. Nawet kilka razy. To było na początku prowadzenia pracowni cukierniczej. Bardzo mocno podcięło jej to skrzydła. Nauczyło mnie to ostrożności i szukania drugiego dna. Teraz z dużym dystansem podchodzi do „lukrowanych propozycji” i sprawdza oferty po 50 razy. 

 

…i co można jeszcze zrobić

 

Epidemia bardzo mocno rozwinęła szkoleniową gałąź słodkiego biznesu Urszuli Stępniak. Jej biblioteka e-booków, w których dzieli się sposobami na prowadzenie słodkiego biznesu. Czy obawia się, że ktoś skopiuje jej model biznesowy?

 

– Nie podchodzę do tego w ten sposób. Kiedy sama zaczynałam nie było osoby, od której mogłabym czerpać inspirację. A potrzebowałam, by ktoś podzielił się ze mną wiedzą, jak unikać błędów w prowadzeniu pracowni na początku działania. Byłam gotowa zapłacić za tę wiedzę! To była mocna lekcja. Na tyle, że teraz moją misją jest wspieranie kobiet we wchodzeniu do słodkiego biznesu i uczenie jak to robić z głową i bez błędów. Wieloletnie doświadczenie, które mam, jest moim kapitałem. Nikt mi tego nie odbierze. Zatem nie mam się czego obawiać – odpowiada.

 

Urszula Stępniak podkreśla, że sukces w biznesie to satysfakcja z tego co robisz, zarabianie dobrych pieniędzy (mierzone wg swojej miary) i balans między pracą i życiem osobistym. To nie jest praca 24/7. Na pewno nie to jej chodziło, gdy szła na swoje. Równowaga – jej zdaniem – to spełnienie w życiu prywatnym i zawodowym. W tej kolejności. Owszem, jej także ciężko czasem wyrwać się z pracowni. Znaleźć czas, żeby jechać na wakacje. – Wiem jednak, że ciąg na pracę, bez odpoczynku może doprowadzić do wypalenia zawodowego. Kiedy przychodzi kryzys, nic już nie cieszy. Żaden piękny tort, ani zadowolony klient. A to jedna z gorszych rzeczy, jaka może zdarzyć się osobom kreatynym, takim jak ja – dodaje.

Ula Stępniak

Ula Stępniak

Pracodawca z Sercem czyli kto?

Pracodawca z Sercem czyli kto?

W pracy spędzamy mnóstwo czasu, chcemy więc, żeby spełniała nasze oczekiwania. Teraz, gdy formuła zdalna staje się coraz bardziej popularna, pojawia się ogromna szansa dla osób z niepełnosprawnościami na znalezienie swojego PRACODAWCY Z SERCEM.

Dla pracowników z orzeczeniem praca to nie tylko możliwość zarobienia na życie, ale też swoista terapia, dzięki której mogą nie tylko nauczyć się samodzielnie żyć z niepełnosprawnością, ale też mieć przyjaciół, satysfakcję z budowania swojej kariery zawodowej i możliwość spełniania marzeń.

Poza kwestiami materialnymi ważna jest również atmosfera między pracownikami. Zawsze mamy też jakąś wizję idealnego pracodawcy. Czy może nim być na przykład „pracodawca z sercem”?

Termin „pracodawca z sercem” powstał w związku z kampanią społeczną, która zachęca do zatrudniania osób z niepełnosprawnościami. W ramach trwającej od kilku miesięcy akcji www.pracodawcazsercem.pl wyróżniane są  firmy, które nie wahają się przyjąć do pracy osób
z orzeczeniem i w ten sposób zmieniają rynek pracy na bardziej otwarty i przyjazny wszystkim, którzy chcą być aktywni zawodowo. 

Jaki powinien być pracodawca z sercem? 

   Po prostu powinien być dobrym człowiekiem – mówi Joanna Olszewska, pomysłodawczyni kampanii i właścicielka firmy BPO Network, rekrutującej pracowników z niepełnosprawnościami. Nie musi być ideałem, wystarczy, że będzie empatyczny i wspierający. Jestem pewna, że ktoś, kto potrafi postawić się na miejscu drugiej osoby, jest również w stanie wyjść naprzeciw różnym potrzebom swoich pracowników. Taki pracodawca dba też o przyjazny klimat pracy, buduje relacje w firmie w taki sposób, by każdy czuł się potrzebny i zaangażowany. 

Atmosfera w jakiej pracujemy jest niezwykle ważna – wpływa nie tylko na nasz nastrój, ale także na efektywność czy jakość wykonywanej przez nas pracy. Jest to szczególnie istotne dla osób
z niepełnosprawnościami, bo
oni często traktują miejsce pracy jak swój drugi dom, są lojalni i oddani, nie planują szybkiej zmiany kontynuuje Joanna Olszewska. Możliwość rozwoju zawodowego w przyjaznym otoczeniu sprzyja nawiązywaniu przyjaźni, otwiera przestraszonych i nieufnych ludzi po tzw. przejściach na drugiego człowieka, umacnia ich wiarę w siebie. 

Pracodawca z sercem to zatem ktoś, kto daje innym szansę nie tylko na zarobienie pieniędzy
i samodzielność, ale też na satysfakcjonujące życie pomimo niepełnosprawności.
 

Wyobraźmy sobie pracownika, który był zdrowy, lecz uległ wypadkowi, w wyniku którego nie może już chodzić – mówi pomysłodawczyni akcji „Pracodawca z sercem”. Po pierwszym szoku, leczeniu
i rehabilitacji, postanawia wyjść z czterech ścian i wrócić do pracy – choćby wirtualnie. Teraz, w czasach, gdy praca zdalna staje się coraz bardzie popularna, kwestie barier architektonicznych przestają mieć znaczenie.
Jeśli więc taka osoba znajdzie swojego pracodawcę z sercem – może nie tylko nauczyć się w jakimś stopniu samodzielnie żyć z niepełnosprawnością, ale też znaleźć przyjaciół, czuć satysfakcję z budowania swojej kariery zawodowej i mieć możliwość spełniania marzeń. Wykonywanie pracy to też czerpanie radości z małych rzeczy, poczucie sprawczości w związku ze sprostaniem wyzwaniom zawodowym i wreszcie szansa na samodzielność i kontakty międzyludzkie, co na pewno jest ogromnym szczęściem i ulgą również dla bliskich osoby z niepełnosprawnością. 

Zatrudnienie osoby niepełnosprawnej jest zatem gestem w stronę człowieka w potrzebie – i trzeba to docenić.  To postawa ludzi nowoczesnych, którzy zatrudniają pracowników przez pryzmat ich kompetencji a nie niepełnosprawności i doskonale zdają sobie sprawę z tego, że trzeba się wzajemnie wspierać i dzień za dniem burzyć krzywdzące mity i stereotypy. 

Na szczęście coraz więcej przedsiębiorców to rozumie i wychodzi naprzeciw pracownikom bez względu na ich sprawność lub jej brak. Ludzie przestają się bać i coraz częściej kontaktują się z nami po to, byśmy mogli pomóc wdrożyć taką osobę do zespołu. Robimy to w ramach naszej firmy BPO Network od wielu lat a w ramach akcji „Pracodawca z sercem” wyróżniamy  pracodawców z sercem e-medalami, dziękując im za to, że po prostu są i zmieniają otwarty rynek pracy na dostępny dla wszystkich. 

Kampania społeczna „Pracodawca z sercem” ma na celu zwiększenie szans osób niepełnosprawnych na rynku pracy, poszerzenie świadomości w kwestii korzyści dla pracodawców wynikających z zatrudnienia niepełnosprawnych pracowników, a także burzenie stereotypów i barier społecznych związanych z dyskryminacją i sztucznymi podziałami w społeczeństwie. Akcja, której pomysłodawcą jest firma BPO Network, została objęta patronatem honorowym przez Panią Minister Rodziny i Polityki Społecznej Marlenę Maląg.
Dowiedz się więcej: www.pracodawcazsercem.pl

BPO Network to firma z misją, która wspiera biznes poprzez tworzenie procedur i zespołów zdalnych pracowników z niepełnosprawnościami. Rekrutuje kandydatów do pracy w telefonicznych biurach obsługi klienta, telesprzedaży, branży analizy danych, IT, czy w Social Mediach. Poza wsparciem osób niepełnosprawnych na otwartym rynku pracy, proponuje usługi w zagadnieniach dotyczących kwestii związanych z optymalizacją obowiązkowych wpłat do Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych, obszarach związanych z dofinansowaniami, dotacjami na stanowiska pracy czy na podnoszenie kwalifikacji poprzez refundowane szkolenia, kursy, warsztaty. W całościowym ujęciu działalności przeprowadza cały proces za przedsiębiorstwa, zaczynając od rekrutacji, weryfikacji i wyboru odpowiedniego pracownika, poprzez stworzenie i prowadzenie teczki osobowej i dokumentacji do PFRON, szkoleń i wdrożeń aż po realizację projektu i oczekiwany efekt. Dowiedz się więcej: www.bponetwork.pl

Joanna Olszewska

Joanna Olszewska

Jaka praca na pandemię?


Jaka praca na pandemię?

W trudnych czasach pandemii wiele osób traci pracę i zastanawia się, jak zarabiać w nowy sposób na swoje utrzymanie. Rośnie popularność sprzedaży on-line, która już od dłuższego czasu przyciąga coraz więcej osób
i staje się ich główną profesją. Wśród nich jest Monika Jabnouni – Polka mieszkająca w Wielkiej Brytanii, którą poprosiliśmy, by opowiedziała, jak zmieniła się praca związana ze sprzedażą w sieci w dobie pandemii
i jakie są korzyści z tego zajęcia.

Wiele firm w ciągu ostatniego roku całkowicie przeniosło swoją działalność do sieci. Ty działasz w ten sposób już nieco dłużej. Czy obserwujesz, że biznes on-line w jakimś stopniu zyskał na pandemii?

Zajmuję się sprzedażą w internecie od ponad dwóch lat. Na przestrzeni tego roku faktycznie na każdym kroku natrafiałam na przykłady przechodzenia biznesów na model e-commerce. Tym tematem byłam mocno zainteresowana, bo mnie także dotyczył, ale sam mechanizm jest teraz omawiany wszędzie w dyskusji publicznej. Świat i bez pandemii szedłby do przodu, ale to, co się zdarzyło, to był prawdziwy skok naprzód dla sprzedaży internetowej! Sama od marca 2020 r. zaobserwowałam podwojenie obrotów moich i mojego zespołu. Wcześniej też oczywiście korzystałam ze sklepów internetowych, ale teraz kupuję potrzebne rzeczy właściwie tylko w ten sposób. Tak robi prawie każdy, kto ma taką możliwość. Nasz biznes bardzo skorzystał na tym, że ludzie i tak poszukują odpowiednich produktów w internecie, więc częściej niż dotychczas natrafiają na nasze propozycje i wypróbowują je skuszeni nowością. Czemu mieliby wybrać coś popularnego gorszej jakości, skoro mają do wyboru wszystkie artykuły dostępne w sieci? Dodatkowo, w odniesieniu do nas – sprzedawców, zyskujemy nowe kontakty, a dzięki częstszej obecności w mediach społecznościowych, spotykamy się on-line
tyle, ile chcemy i potrzebujemy. Już nie ogranicza nas lokalizacja – możemy opowiedzieć o produktach i wysłać je z dowolnego miejsca na świecie.

Wciąż jednak pokutują stereotypy odnośnie sprzedaży w internecie, np. że to po prostu akwizycja, oferowanie ludziom rzeczy, których nie potrzebują… Czy oblicze tego biznesu się zmieniło od czasu obwoźnych sprzedawców garnków?

Oczywiście, że się zmieniło. To jest biznes jak każdy inny – mamy swoje spotkania networkingowe, mamy konkretne plany sprzedażowe i mamy z tego normalną pensję. Ja nie widzę szczególnej różnicy w samych założeniach, względem „tradycyjnej działalności gospodarczej”. Sama prowadziłam wcześniej parę firm, pochodzę też z rodziny, w której prawie każdy ma swój biznes. Praca on-line to jest dla mnie po prostu wygoda
i komfort. A skąd się biorą te stereotypy? Myślę, że ludzie nie wiedzą po prostu, o co w tym wszystkim chodzi – nigdy też nie próbowali się dowiedzieć. W ogóle najwięcej do powiedzenia mają zawsze ci, którzy nie mają
o naszej działalności pojęcia, ale model „nie znam się, a się wypowiem” działa w każdym obszarze życia. (śmiech). Tymczasem nieprawdą jest, że „zarabiają tylko ci na górze, a reszta traci pieniądze”, bo gdyby tak było, to by się tym nikt nie zajmował. W czasie pandemii do naszego zespołu dołączyło wiele osób, które zostały pozbawione dochodu i dzięki tej pracy udało im się utrzymać i jeszcze coś odłożyć. Dodatkowo ja zajmuję się  akurat sprzedażąć kosmetyków do włosów, a to są rzeczy, które przydają się praktycznie każdemu i stanowią rozwiązanie na wiele problemów skórnych – o ile oczywiście wybierzemy takie produkty, których skład będzie dopasowany do naszych potrzeb.

Jesteście też zatem konsultantkami, więc powinnyście naprawdę dobrze znać się na tym, co sprzedajecie. Czy macie odpowiednie wykształcenie lub ukończone specjalistyczne kursy?

Tak, ja na przykład mam skończony m. in. kurs trychologiczny i na tematy związane ze skórą głowy i włosów. wiem naprawdę sporo, chętnie dzieląc się tą wiedzą z klientami. Nie jestem jednak lekarzem, więc nie udaję, że mogę kogoś wyleczyć z problemów. Jestem jednak w stanie zaoferować konsultację podstawową, a po diagnozę odsyłam do trycholożki, z którą współpracujemy. Ani ja, ani dziewczyny z mojego zespołu sprzedażowego nie rościmy sobie prawa do tytułu specjalistek w dziedzinie, którą się zajmujemy, ale każda
z nas, która pracuje dłużej w biznesie, ma ukończony jakiś odpowiedni kurs i wystarczające kompetencje, by dobrze doradzić naszym klientom. 

Aby zacząć współpracę z nami nie trzeba jednak mieć jakiejś niesamowitej wiedzy, ani nie istnieje żadne odgórne zarządzenie, że każdy musi tę wiedzę zdobyć. Tak się jednak na ogół składa, że kobiety po prostu chcą się rozwijać i kształcić w dziedzinie, którą się zajmują. Jest to całkiem naturalne, zaczyna się od zainteresowania i zaangażowania, które przydaje się w każdej pracy, gdy chce się odnieść sukces. I ta chęć rozwoju to jest tak naprawdę jedyne wymaganie, które powinno się spełnić, by pójść dalej.

A co z kompetencjami społecznymi? Czy trzeba być kontaktowym człowiekiem, mieć jakąś żyłkę sprzedawcy?

Na pewno ta praca rozwija nas w takim kierunku, by raz na zawsze pozbyć się lęku, jeśli chodzi o kontakty
z ludźmi. Do mojego zespołu trafiają różne kobiety – w najróżniejszej sytuacji i każda ze swoją historią. Teraz
w dobie pandemii mnóstwo ludzi po prostu czuje presję by zarobić na swoje utrzymanie, bo np. właśnie ich firma przestała istnieć. Z jednej strony jest ten przymus zarabiania, a z drugiej lęk przed poznaniem nowych narzędzi, obcego środowiska pracy… Niektórzy na początku niespecjalnie mają ochotę np. robić live’y
w mediach społecznościowych – po prostu się wstydzą. Bywają osoby niepewne siebie, wycofane, takie, które trochę nie wierzą, że im się uda w tej pracy coś osiągnąć. Mija jednak tydzień na spotkaniach w życzliwej atmosferze, na rozmowach, szkoleniach i… nagle słyszę: „Monika, a może i ja bym przeprowadziła live’a? Chyba spróbuję, bo czuję, że jednak to nie jest takie trudne.” I zaczyna się akcja, działanie, poprzez które na pewno wielu odkryje w sobie żyłkę sprzedawcy – jakkolwiek tej roli nie zdefiniujemy.

Ja osobiście wcale nie uważam siebie za typowego sprzedawcę. Moje zajęcie polega na tym, że jedynie pokazuję innym, jak produkty, które oferuję, mogą im pomóc i jak mi pomogły. Tak naprawdę klienci sami muszą chcieć kupić dany produkt, zastosować go, a potem ewentualnie polecać innym. Działa tu zasada typowego marketingu szeptanego. 

Na pewno trzeba szukać sposobów na dotarcie do nowych klientów i nie zawsze jest to proste. Jednak kluczem do rozwoju zawsze jest gotowość do wychodzenia poza własną strefę komfortu. Ja wiem, że to brzmi sztampowo, ale jednak, jak się człowiek nie przełamie, to faktycznie niewiele osiągnie. O dziwo, jeśli atmosfera jest sprzyjająca, mało kto pozostaje „zablokowany”. Zwykle się otwiera i zaczyna działać i odczuwać satysfakcję
z pracy. U nas taka atmosfera wsparcia właśnie występuje, a współpracujący ze sobą fantastyczni ludzie to kolejny powód, by spróbować tej pracy. W biznesie on-line na pewno jest dobra okazja ku temu, by poznać ciekawe osobowości i wiele od siebie nawzajem się nauczyć. 

Na pewno warto spróbować i dać sobie szansę na zarobienie trochę pieniędzy poprzez sprzedaż w internecie – szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy żyjemy w wiecznym zagrożeniu w związku ze zmieniającą się wokół rzeczywistością. 

Monika Jabnouni zaprasza wszystkich chętnych do współpracy. 

Można się z nią skontaktować poprzez: https://www.bogata-kobieta.pl/kontakt/ lub https://monikajabnouni.com

Monika Jabnouni

Monika Jabnouni

Monika jest Polką, mieszkającą od kilku lat w Wielkiej Brytanii. Chce dzielić się swoim doświadczeniem i pokazywać wszystkimi, że BOGACTWO naprawdę jest na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba umieć po nie sięgnąć! Monika Jabnouni jest autorką e-booka „3 nawyki szczęśliwych ludzi” oraz liderką społeczności kobiet, które zajmują się marketingiem sieciowym.

strona Moniki

Monika Zamachowska zainteresowała się grą na giełdzie w USA

Monika Zamachowska zainteresowała się grą na giełdzie w USA

 

 

Monika Zamachowska, znana i lubiana dziennikarka, prezenterka, była gwiazda TVP zainteresowała się działalnością firmy Stoksoft, prowadzącej Program Rozwoju Inwestora i tworzącej społeczność inwestującą na giełdzie w USA. W efekcie współpracy powstały trzy spoty promocyjne. 

Stoksoft zapewnia niezbędne szkolenia i działania prowadzące do skutecznego inwestowania. Wskazuje też na własne i zewnętrzne rozwiązania softwarowe tak, aby każdy mógł świadomie 
i bezpiecznie inwestować swój kapitał na amerykańskiej giełdzie. Co istotne, nie potrzeba do tego wielkiej fortuny. Wystarczy już kilka tysięcy dolarów, którymi każdy zarządza według uznania i na swoim koncie.

– To co robimy jest taką ścieżką od A do Z dla człowieka, który zupełnie nie zajmuje się inwestowaniem. Po kilku miesiącach jest on już w stanie właściwie być samodzielny na rynku. Razem ze mną na co dzień w amerykańskie akcje inwestuje ponad 500 osób. Nasi klienci średnio osiągają zyski w okolicach kilkunastu procent rocznie, natomiast najskuteczniejsi potrafią przekroczyć próg 50% zysku  – mówi Paweł Zakrzewski, CEO Stoksoft.

Oferta firmy jest na tyle atrakcyjna, że osobiście przetestować ją postanowiła dziennikarka Monika Zamachowska, która otwarcie przyznaje, że do tej pory nie miała żadnego doświadczenia 
w inwestowaniu pieniędzy na giełdach. 

– Jestem kompletnym laikiem jeśli chodzi o inwestowanie. Myślałam, że to nie dla mnie. Jednak nadeszły niepewne czasy, gdy każdy grosz się liczy. Pomyślałam, że skorzystam z wiedzy Pawła, jak zacząć grać na giełdzie i nie żałuję – mówi Monika Zamachowska.

W ramach współpracy powstały trzy krótkie filmiki promocyjne z udziałem  dziennikarki, które będzie można obejrzeć na kanałach społecznościowych Stoksoft.

– Od lat dzielę się swoim doświadczeniem i wiedzą, ponieważ na świecie jest dużo, bardzo dużo pieniędzy. A to znaczy, że jest, co i między kogo dzielić – dodaje Zakrzewski.

Stoksoft – to społeczność założona 11 lat temu przez Pawła Zakrzewskiego, dzięki której na co dzień ponad 500 osób inwestuje własny kapitał w akcje amerykańskie, a newsletter dociera do prawie 30.000 osób.

 

 

 

 

Patronat Medialny Konferencja Droga do Miliona

Patronat Medialny Konferencja Droga do Miliona

Kochani, Imperium Relacji objęło patronatem medialnym ogólnopolskie wydarzenie, które w obecnych czasach może wielu osobom pomóc w mądrym inwestowaniu i zadbaniu o bezpieczeństwo finansowe. Zapraszam Państwa do zapoznania ze szczegółami poniższej konferencji.

Jak krok po kroku dojść do miliona?

Jak efektywnie zainwestować powyżej 100 tysięcy złotych? Jak szybko zarobić na sprzedaży wyremontowanego mieszkania? Czy inwestycja we flipy może odmienić twoje życie? Odpowiedzi między innymi na te pytania poznają uczestnicy całodniowej konferencji online „Droga do miliona, czyli obudź w sobie olbrzyma nieruchomości”. Imprezę organizuje Wojciech Orzechowski – lider na rynku filipów w Polsce, inwestor, deweloper, pomysłodawca projektu 100 Kamienic, twórca Maratonu WIWN®, książek nt. nieruchomości.

W obecnych czasach bardzo trudno o zaoszczędzenie pieniędzy. Wysoka inflacja, nieopłacalność lokat bankowych, niestabilność na rynkach finansowych czy kryzys gospodarczy, sprawiają, że wartość zarobionych pieniędzy topnieje w szybkim tempie. Niepewność jutra, brak stabilizacji, którą dziś odczuwają Polacy, może utrzymywać się jeszcze przez co najmniej kilka lat.

Ciekawym rozwiązaniem na pomnażanie zaoszczędzonych pieniędzy są inwestycje we flipy. Czym jest fliping? To zakup mieszkania do remontu, które po generalnym remoncie lub czasem szybkim odświeżeniu można sprzedać z dużym zyskiem. Jak to profesjonalnie zrobić opisuje Wojciech Orzechowski. Od 2016 r. prowadzi autorskie Warsztaty Inwestowania W Nieruchomości® – Warsztaty WIWN®. Dzięki jego wiedzy i prowadzeniu każdego uczestnika szkolenia przez cały proces inwestycyjny, już ponad 700 inwestorów zrealizowało projekty, które przyniosły średni zysk inwestycji w wysokości 42 tys. zł.

– Inwestowanie w nieruchomości może być piękne, fascynujące. Dzięki niemu możesz nie tylko dobrze zarabia, zmienić swoje życie, ale także być po prostu wolnym, szczęśliwym człowiekiem – uważa Wojciech Orzechowski.

Kolejną okazją do zdobycia wiedzy ze skutecznego inwestowania w nieruchomości będzie całodniowa konferencja online „Droga do miliona, czyli obudź w sobie olbrzyma nieruchomości”. W trakcie wydarzenia wystąpi na scenie kilkunastu doświadczonych inwestorów – Absolwentów Warsztatów WIWN®, którzy opowiedzą, jak efektywnie lokować pieniądze w nieruchomości. Konferencja odbędzie się w niedzielę 28.03.2021. 

Szczegóły są dostępne na stronie: https://drogadomiliona.com/

Krzysztof Gojdź Ufam ludziom, jestem otwarty, ale już nie każdego wpuszczam w swój świat.

Ufam ludziom, jestem otwarty, ale już nie każdego wpuszczam w swój świat.

Jakie relacje z dzieciństwa były dla Ciebie najważniejsze ? Kto miał największy wpływ na Twoje wychowanie ? 

Zdecydowanie największy wpływ na mój rozwój miała moja mama, z którą jestem bardzo związany. Ona mnie ukształtowała, nauczyła przede wszystkim szacunku do drugiego człowieka, do kobiet. Pokazała mi, jak ważna jest nierozerwalna, wieloletnia więź z osobą, którą się kocha. Nauczyła mnie także konsekwencji w działaniu, szacunku do pracy i wpłynęła na cały mój rozwój. Właśnie w tej chwili wracam z krótkiego obiadu w domu rodzinnym, choć jestem przed wylotem na Florydę a trasa to kilka godzin w jedną stronę. Chociaż godzina, dwie razem – zawsze są najcenniejsze w silnej relacji pomiędzy ludźmi.

Czy w szkole byłeś raczej osobą skupioną na nauce, samotnikiem z życiem w książkach czy duszą towarzystwa ?

Byłem mocno skoncentrowany na nauce. Zawsze jeden z najlepszych uczniów w klasie, troszkę kujon 🙂 Raczej nie imprezowałem, dużo się uczyłem, ale dawałem ściągać, byłem koleżeński, więc umiałem połączyć bycie towarzyskim kumplem z zamiłowaniem do nauki. Tu także mama miała wpływ na moją osobowość – pokazała mi wartość nauki, pracy, konsekwencji. Wiedziałem, że najważniejsze jest wykonywanie swoich obowiązków, co wbrew pozorom nie przeszkadza w byciu lubianym, uśmiechniętym, optymistycznym człowiekiem. Takie podejście pomogło mi także w dorosłym życiu w pracy w medycynie. Zawsze Pacjent, odpowiedzialność była dla mnie najważniejsza.

Czy w młodości marzyłeś o sukcesie ?

Wychowałem się w Dębnie, małej miejscowości w województwie zachodniopomorskim. To były czasy komuny, więc byliśmy wychowani z myśleniem najdalej kategoriami Szczecina w kwestii kariery, wyjazdu. Poznań wydawał się już trochę za daleki. Trzeba pamiętać, że w małych miejscowościach, w tamtych czasach ogromny wpływ na społeczność miał Kościół, szkoła. To były wyznaczniki ludzkich poglądów i działań. U mnie wszystko się zmieniło w wieku 17 lat. Zrozumiałem, że albo zostanę tutaj – w wygodnym życiu, ale bez dalszego rozwoju – albo spróbuje swoich sił w świecie. Kochałem rodziców i nasze życie w Dębnie, ale poczułem wtedy pociąg do wolności, freedom – to było wewnętrzne wezwanie w moim sercu. Chciałem spróbować, wyruszyć w życiową drogę i poczuć coś wyjątkowego – rozwój, marzenia. Postanowiłem dostać się na medycynę, co było ogromnym wyzwaniem. Czasami próbowało się kilka razy, żeby się udało. Czułem jednak, że stać mnie na to, że moją pracą i charakterem jestem w stanie to osiągnąć. Skupiałem się na nauce i osiągnąłem swój cel za pierwszym razem. Dostałem się na medycynę w dużym mieście. Liczyła się wtedy wolność, freedom, cel, nowe życie. Poczułem wiatr w żaglach i miałem świadomość, że ciężką pracą można osiągnąć swoje marzenia, że osoby z małego miasta nie mają mniejszych szans niż np. młodzież z Warszawy, choć było takie powszechne przekonanie. To był moment przełomowy – poszedłem za sercem.

Czy utrzymujesz relacje z ludźmi z młodości, z dawnych lat z twojego województwa ?

Tak, utrzymuje relacje i znajomości z ludźmi z mojej miejscowości, z dzieciństwa. To ważne i wartościowe dla mnie znajomości. Ostatnie lata w biznesie i show biznesie pokazały mi, że w tym świecie relacje są bardziej powierzchowne, nastawione bardziej na obecną chwilę, interes. Dzisiaj są, a jutro – zależy od sytuacji. Przyjaźnie, relacje z dawnych lat są mocniejsze, trwałe . Jestem osobą, która ma przyjaciół np.od 30 lat, więc relacje z ludźmi są dla mnie bardzo cenne i mam je głęboko w sercu.

Jakie cechy u siebie i u ludzi cenisz najbardziej ?

Otwartość, motywację do działania, taką wewnętrzną, dobrą energię. Obecnie chcę żeby ktoś mnie wspierał tak, jak ja wspieram innych. W swoim życiu wsparłem, zmotywowałem setki osób, a od niewielu dostałem takie samo popchnięcie w moją stronę. Często było to jednostronne. Nie mam już czasu na takie relacje. Nie nabieram się – dużo daję ludziom i chcę także dostawać. Cenię u ludzi i u siebie odwagę w podejmowaniu decyzji, poważnych, nowych kroków w życiu. Lepiej żałować, że się spróbowało i coś nie wyszło niż żałować, że się nie spróbowało. Zawsze trzeba iść do przodu. Miałem w Polsce wszystko, mogłem pławić się w sukcesie i luksusie, a podjąłem odważną decyzję, że zaczynam budować nowe życie, nowy projekt w Miami. Trzeba umieć podejmować w życiu ryzyko, mieć odwagę i samozaparcie. Jeżeli coś zaczynam – zawsze to kończę. U mnie zawsze w życiu ważna była konsekwencja. Wiele osób coś zaczyna, a później nie kończy. Zniechęcają się na pierwszych trudnościach. Ja jeżeli coś zaczynam – nie poddaje się. Doprowadzam projekt do końca.

Czy są błędy w relacjach, które popełniałeś i które Cię czegoś nauczyły ?

Obdarzałem zawsze ludzi ogromnym zaufaniem. Dawałem kredyt zaufania, podchodziłem do każdego tak jak do siebie. Nie zakładałem, że ktoś ma na celu wykorzystanie, że nie ma dobrych zamiarów. Zawsze wierzyłem, że każdy chce dobrze. Myślę, że warto jednak wiedzieć, że nie każdy jest taki jak my i nie każdemu należy od razu ufać i wpuszczać go do naszego życia. To dla mnie nauka i teraz staram się nie popełniać tego błędu. Ufam ludziom, jestem otwarty, ale już nie każdego wpuszczam w swój świat. Wybieram ludzi, z którymi chcę spędzać czas i życie. Bywam też apodyktyczny, narzucający swoje zdanie. Nie lubię sprzeciwu. Taki dosyć twardy charakter. Myślę, że to cecha, przez którą niektóre znajomości się zakończyły w moim życiu. Ta cecha jednak pomogła mi w karierze, pracy, sukcesie. Mam także zasadę, że nigdy nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki. Jeżeli coś nie wyszło – nie wracam. Idę w życiu dalej.

Jak oceniasz mentalność Polaków ?

Uważam, że zmieniła się na przestrzeni lat. 30 lat temu była bardziej nastawiona na relacje międzyludzkie. Ludzie, choć było im ciężko, byli ze sobą bliżej. Rozmawiali, wspierali się w swoim otoczeniu. Zawsze jednak była u nas obecna nasza polska zawiść i zazdrość. Ja się z tym zupełnie nie identyfikuje. Mnie kogoś sukces zawsze cieszył i inspirował. U nas zawsze jak ktoś osiągnął sukces – dostawał krytykę, hejt. Trzeba było mu dopisać, że na pewno ukradł, oszukał. Tak ludziom jest łatwiej, bo nie trzeba przyznać, że samemu się nie osiągnęło sukcesu przez brak działania, odwagi. W Polsce każdy jest specjalistą we wszystkim – w polityce, sporcie, medycynie. Jest to jednak raczej zarządzanie i ocenianie z pozycji z kanapy. Ciężko ludziom się ruszyć, ale bardzo łatwo krytykować. Ostatni rok to czas jeszcze bardziej wzmożonego hejtu. Na wszystko. Znam wiele kultur na świecie, mieszkałem na różnych kontynentach i takiego podejścia do sukcesów jak w Polsce – nie spotkałem. Zawsze ktoś coś musi skrytykować – choć ciężko budujemy swój sukces i dochodzimy do celu przez lata ciężką pracą i konsekwencją. Uczymy się latami, budujemy, poświęcamy czas. Pomimo tego – pierwszy milion w naszym kraju na pewno został ukradziony. Tak już tutaj jest.

A jaka jest widoczna różnica w mentalności Polaków i mieszkańców USA ?

W Polsce jak już są zbudowane silne relacje, np. z dzieciństwa, w rodzinie, naprawdę z bliskimi ludźmi – to są one na lata lub na całe życie. Są głębokie. Można na nich polegać. Wokoło jest hejt, wiele zawiści, ale jak mamy głębokie relacje – nie jest łatwo je zniszczyć. Wracamy do nich, wiemy, że mamy w sobie wzajemne wsparcie. W USA wszyscy pozornie się kochają, ale relacje są raczej płytkie, bardziej powierzchowne. Ludzie się inspirują, wspierają w drodze do sukcesu, nie ma obmowy, zawistnego fałszu, ale mniej jest też głębokich relacji. To wszystko oczywiście zależy od konkretnego człowieka, ale mówimy tutaj ogólnie o tym, co spotyka się najczęściej. W Miami mam ludzi, na których mogę zawsze liczyć, mam przyjaciół – bardzo to cenię. Mogę się wśród nich rozwijać, inspirować, iść do przodu. Gdybym jednak miał ocenić, czy są to tak głębokie relacje jak z bliskimi mi ludźmi właśnie z młodości, z Polski – na pewno w Polsce te relacje są głębsze, mocniejsze.

Dlaczego Miami ?

Zawsze byłem trochę amerykański. Lubiłem otwartość, optymizm, radość z życia. 10 lat mieszkałem na Manhattanie w Nowym Jorku, w pięknym apartamencie zaprojektowanym przez Armaniego. Europa to był dla mnie trochę skansen, choć ma przepiękne kraje, np. Grecję. Nie było to jednak miejsce, w którym chciałem się rozwijać, spróbować swoich sił. Los Angeles nie było w moim stylu – po prostu mi się nie podoba. Miami to ciepło, piękne krajobrazy, pozytywny nastrój, otwarci ludzie .Tutaj duży procent mieszkańców to pozytywni Latynosi z optymizmem, uśmiechem, zarażającą radością życia, cieszący się każdym dniem. Tutaj występuje mentalność optymizmu. Jest mało zazdrości i zawiści, ludzie się inspirują, otoczenie nas pcha do życia. Zawsze byłem pozytywny, uśmiechnięty a obecnie chcę też takich ludzi wokół siebie. Nie chcę już żyć w ponurym świecie smutnych ludzi, zawsze narzekających. Eliminuje toksycznych ludzi, którzy zabierają mi energię i to daje mi ogromną siłę do budowania nowych rzeczy.

Jaki jesteś w pracy, w firmie dla swoich pracowników ?

Nie jestem łatwym szefem, ale rozwijającym, motywującym. Uwielbiam uczyć innych. Oczekuję oddania swojej pracy, mojej klinice, identyfikowania się z nią, pasji. Jak ktoś nie chce się uczyć, nie szanuje tego, co robi, nie chce iść do przodu – po prostu musimy się pożegnać. Nie mam czasu na takie osoby. Byłem czasami twardym, apodyktycznym szefem ale Ci, których wykształciłem są po latach wdzięczni, doceniają to. Czasami było ciężko, ale było warto.

Najważniejsze w życiu dla Ciebie jest..

Na każdym etapie życia u człowieka liczy się coś innego. U mnie obecnie, na tym etapie życia najważniejszy jest spokój, pozytywne życie, inspiracja , otoczenie się radosnymi ludźmi, którzy nie ciągną w dół, nie szukają problemów a popychają do przodu. Nie chcę już marnować sił na zmienianie świata, a chce należeć do świata, który daje mi mnóstwo pozytywnej energii. Chce realizować nowe projekty z pasji, a nie dla pieniędzy. Nastawiam się w zdrowy sposób na realizację swojego życia, a już nie na zbawianie świata. Taki zdrowy, pozytywny egoizm. Chcę otaczać się ludźmi, którzy nie zabierają mi energii, a dają po prostu radość z wspólnego przebywania, inspirują mnie i sprawiają, że żyje się pozytywnie, radośnie i cieszy każdym dniem.

Bardzo dziękuje za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Zydroń

Fot. archiwum prywatne 

Krzysztof GojdźKrzysztof Gojdź

Krzysztof GojdźKrzysztof Gojdź