Jak powstać po porażce i jeszcze raz wygrać nowe życie?

Jak powstać po porażce i jeszcze raz wygrać nowe życie?

Czuje się wewnętrznie poturbowany. Nie wiem, czy to moja wina,  czy po prostu trafiałem na złych ludzi, miałem pecha, nie jest mi pisane  szczęście i dobrobyt – tak wielu z nas codziennie opisuje swoje życie.  Czy można, pomimo trudnych doświadczeń na nowo zbudować swoje życie,  zaufać ludziom i światu i kolejny raz powstać nie bojąc się, że znów  utracimy nadzieje ? Nie mam już sił.

Najtrudniejsza w życiu jest umiejętność przepracowania porażek, własnych błędów, upadków, zawiedzionych nadziei. Najczęściej nie chcemy się przyznać przed samym sobą, że czujemy wstyd, poczucie winy, wyrzucamy sobie głupotę, naiwność, słabość. Dlaczego znów dałam się tak wciągnąć drugiemu człowiekowi? Dlaczego nie byłam uważna ? Dlaczego nie postawiłam granic? Dlaczego uległam pokusie ? Skutki pojedynczych wyborów czasami rzutują na całe nasze życie. Wybrałam męża wbrew całemu światu. Po latach płakałam wyrzucając sobie, dlaczego nie posłuchałam najbliższych. Odrzuciłam wymarzoną pracę, ponieważ rodzina mi odradzała. Żałuje do dziś, bo pozostałam w miejscu, które nigdy nie dało mi szczęścia. Zrezygnowałam z posiadania dzieci dla partnera. Nie mogę zrozumieć, jak mogłam być tak głupia. Wzięłam kredyt na wielkie mieszkanie, żeby pokazać się ciociom, które we mnie nie wierzyły. Żyję jak w kołowrotku, żeby dać sobie z tym radę.

 Tak wiele marzeń, planów i tak wiele rozczarowań. Czy miałam na to wpływ ? Czy to moja wina ? Czy nie nadaje się do niczego ? Czy nie ma już uczciwych ludzi na świecie ? Czy jestem totalnym dnem a inni są ode mnie po prostu lepsi?

Prawda jest jedna. Mamy wpływ na nasze życie i wybory, ale nie mamy kontroli nad wieloma czynnikami, które przy okazji się pojawią. Bo życie to zlepek wyborów, przypadków, sytuacji lokalnych i światowych, czynników, na które wpływu nie mamy i mieć nie możemy. Jak więc układać swoją egzystencję jeszcze raz po porażkach ? Czujemy, że już nie mamy siły płakać kolejny raz, jak znów się nie uda. Nie mamy już energii, aby znów wszystko oddać, aby pozostać z niczym. Nie mamy chęci znów zostać poranieni. Może lepiej pozostać w skorupie bezpiecznego żalu, smutki i stagnacji ? Może faktycznie jest to bezpieczne i optymalne rozwiązanie ? Tylko, że życie idzie na przód, ludzie zapominają, świat się zmienia a my się rozwijamy po każdym upadku.  Czy nie szkoda każdego dnia na życie przeszłością, która za kilka lat nie będzie przez nikogo pamiętana lub pozostanie niczym wiatr – w jednym powiewie, wspomnieniu i na tym koniec. Czy pamiętasz i żyjesz porażką lub rozwodem przyjaciółki, która od lat ma nowego męża i jest szczęśliwa ? Czy nadal patrzysz na nią, jak na zapłakaną Anię, której w życiu się nie powiodło ? A może od dawna spotykacie się i jej przeżycia są dawno zamknięte w dzienniczku wspomnień, do którego nikt nie wraca. Może umiała zawalczyć o siebie i choć przeżyła osobiste chwile grozy – dzisiaj jest wygrana. Bo upada każdy, a powstają Ci, którzy postanowią nie leżeć na łopatkach w pozycji ofiary.

Mówi się, że przez lata budowana reputacja może zostać zniszczona w jednej chwili. Pytanie jest tylko jedno : czy żyjesz jako REPUTACJA czy jako CZŁOWIEK ? Nie zawsze idealny, nie zawsze pod krawatem, nie zawsze z uśmiechem białych zębów i błyskiem sukcesu w oku. Wszystko, co widzisz w mediach – jest częścią prawdy, światem stworzonym niczym artystyczny obraz. Za nim kryje się pełnia zwykłego życia : łez, rozczarowań, zmęczenia, rozstań. Wzięcie cząstki życia za całość – totalnie zubaża. Jedyną i najważniejszą kwestią jest to, abyś mógł spojrzeć sobie rano w lustro i przyznać, że nawet jeżeli żałujesz pewnych decyzji i wyborów, to wyciągnąłeś wnioski i chcesz jeszcze raz zaryzykować i iść dalej. Twój sąsiad, Twoi przyjaciele, Twoi partnerzy w pracy, Twój mąż i Twoja teściowa – wszyscy mają w swoich życiorysach czarne karty. Każdy z nas. Bo to jest całość życia. Wszystkie barwy. Powstać jeszcze raz – to początek nowej drogi.

Zawsze byłam świetną uczennicą i praktycznie idealną córką. Taką mnie stworzyli – ja po prostu nie sprawiałam problemów. Lubiłam się uczyć, stroniłam od używek, wyskoków – opowiada Ilona. Myślę, że to dało fundament do mojego wielkiego cierpienia w życiu, bo nie umiałam zrozumieć, że porażki to także część życia. Kiedy dostałam tróję – natychmiast szłam oprawiać i nawet nie mówiłam o tej ocenie. Szybko chciałam zapomnieć, wyprzeć, jakby dostateczny był porażką życia. Nie spotykałam się z chłopakami, bo rodzice chwalili się znajomym, że takie tematy mnie nie interesują, że jestem ambitna i zajmuję się tylko nauką. Chciałam sprostać, więc oglądałam się za kilkoma kolegami, ale zawsze nieoficjalnie i ukradkiem. Kiedy pojechałam na studia – poczułam wręcz odurzenie wolnością. Z jednej strony trzymało mnie, że jestem przecież tą grzeczną dziewczyną, która nie ma żadnych grzechów na sumieniu, z drugiej miałam wrażenie, jakbym nie do końca umiała żyć. Na pierwszym roku prawa poznałam chłopaka. Arek był całkowitym przeciwieństwem tej cząstki życia, którą przesiąkłam w domu. Z tatuażem, zbuntowany, nie
lubił ograniczeń i zakazów. Mechanik samochodowy. Ktoś, kogo takie dziewczyny jak ja nie wybierają na swoich chłopaków. W jakimś stopniu mnie to bardzo pociągało. Był jakby częścią, której mi zabrakło, z której byłam wykastrowana. Odważnie mówił co myśli, nie bał się konfrontacji. Ja zawsze grzeczna, kulturalna, ułożona – nawet jeżeli ktoś sprawił mi przykrość. Nie umiałam się zdenerwować, krzyknąć, powiedzieć stanowczo NIE. On umiał za nas dwoje. Nigdy nie zabrałabym go do domu rodzinnego wiedząc, jak bardzo zraniłabym takim wyborem moich rodziców. Nie zrozumieliby mojego uczucia i dołożyłabym im wielu nieprzespanych nocy. Z drugiej strony nie umiałam już z niego zrezygnować dla zachowania dawnego JA. Zaczęłam mieć dwa życia : dawne idealnej studentki i drugie : dziewczyny zbuntowanego chłopaka po technikum

Świat mógłby tak istnieć na dwóch biegunach gdyby nie pewien czerwcowy dzień, kiedy na teście ciążowym pokazały się dwie kreski. To były linie, które zabijały moje pierwsze JA. Zniszczyły wszystko. Nadzieje na spokojne życie studentki, praktyki za granicą, karierę w świetnej kancelarii, znalezienie męża z dobrego domu…to były linie, które zabiły całe moje istnienie. Z drugiej strony nie potrafiłam zgodzić się na to, co zaproponował mi ojciec mojego dziecka – na aborcję. Kochałam tą cząstkę, która we mnie rośnie, choć jednocześnie nienawidziłam samej siebie. Upadłam, zniszczyłam sobie życie, nie byłam godna zaufania, rodzice mieli rację pilnując mnie całe dzieciństwo, jestem totalnie do niczego, co ja teraz zrobię….Nie spałam, nie jadłam. Zostałam z poczuciem, że obudziłam się w piekle. Nie chciałam wstawać z łóżka i organizować nowej rzeczywistości. Bez poczucia bezpieczeństwa, z totalnym dołem emocjonalnym i życiowym. Kim byłam i kim się stałam w zaledwie rok po wyjeździe z domu ? Nikim. Dnem. Tak wówczas o sobie myślałam. Opisywanie mojej drogi zajęłoby osobny rozdział książki. Gdyby nie fakt, że trafiłam na wspaniałą fundację, świetnych psychologów i ludzi, którzy nadal we mnie wierzyli – nie byłoby mnie dzisiaj w tym miejscu życia. Jestem prawnikiem. Moja córka Hela ma 17 lat. Mój mąż jest adwokatem. Poznaliśmy się na studiach. Przeszliśmy wiele pięknych i trudnych momentów, ale każdy był już tylko cieniem tego, co przeszłam uwalniając się z poczucia winy w młodości.

Za chęć bycia idealną zapłaciłam depresją poporodową, zerwanymi stosunkami z rodziną, nocami łez i samotności, suchymi kanapkami i liczeniem każdego grosza.Przecież mogłam od razu zrozumieć, że popełniłam błędy jak każdy i starać się tworzyć nową rzeczywistość. Ja jednak latami obwiniałam się, wstydziłam, traciłam zdrowie, czas i energię na ból i samotność. Ale wyszłam. Spotkałam na swojej drodze kobiety, które rozwodziły się z poczuciem, że nie są już nic warte, że sobie nie poradzą. W mojej praktyce spotykam kobiety, które mają za sobą próby samobójcze, bo partner namówił je na podejrzane interesy, w których straciły wszystko. Spotykam kobiety, które wstydzą się swojego odbicia w lustrze. Zawsze powtarzam, że doskonale je rozumiem. Jestem dzisiaj bardzo szczęśliwa. Znalazłam siłę, aby powstać, choć przeżyłam osobistą drogę krzyżową. Kobietom mówię, że dadzą radę, trzeba tylko sobie wybaczyć i zrozumieć, że każdy z nas ma w historii ciemne momenty. Często jednak nie chcemy o tym mówić, rozdrapywać ran – opowiada Ilona.

Kiedy świat się wali – czujesz, że jesteś sam. Że jako jedyny nawaliłeś, a reszta ludzi żyje idealnie. Że to Twoja wina, bo przecież tak wiele można było zrobić inaczej. To prawda. Można było, ale widocznie przy tych wszystkich okolicznościach musiało się tak wydarzyć. To lekcja, która może być najcenniejsza w życiu, choć trudna. Silny jest ten kto upada i powstaje, a nie ten, kto nigdy nie upada. Każdy kto wstaje z kanapy – kiedyś trafi na burzę. One nas nie ominą. Chodzi o to, żeby nauczyć się przez nie przejść, wysuszyć się, odpocząć i iść dalej.

Życie nie jest idealne. Ludzie nie są idealni. Świat nie jest idealny. Ty i ja nie jesteśmy idealni. Jeżeli pozwolimy sobie na popełnianie błędów i wyciąganie wniosków – wygramy autentyczność, prawdę i siebie. Jeżeli będziemy żyli za szybą i próbowali stworzyć swój idealny obraz do podziwiania – uschniemy z dala od prawdziwego życia. Zawsze, kiedy przechodzisz trudny czas – szukaj wsparcia, innych ludzi, nie zamykaj się. Każdy coś przeszedł, każdy przecierpiał. Mówimy jednak otwarcie najczęściej wtedy, kiedy ktoś otworzy się przed nami pierwszy. Zaufać sobie, drugiemu człowiekowi i światu jeszcze raz. Kolejny. Zaryzykować. I jeszcze ten raz powstać na nowo- mądrzejszym i silniejszym.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Mariusz Budrowski Jak dzięki kilku zmianom w diecie można bardzo poprawić nastrój, efekty w pracy i nauce?

Jak dzięki kilku zmianom w diecie można bardzo poprawić nastrój, efekty w pracy i nauce?

Po wakacjach wracamy do codziennych obowiązków i już się boimy, jak będzie z naszą energią…  Co i kiedy jeść, by nasza energia nie znikała?

Przede wszystkim powinniśmy jeść mniej, lecz bardziej odżywczo. Trzeba mieć świadomość, że każda zamiana pokarmu z naturalnego na przetworzony – czy to w kuchni na wysokim ogniu, czy w sposób przemysłowy – zmniejsza ilość lub niszczy składniki odżywcze w pokarmie. Jeśli nasze posiłki składają się z tzw. „fast foodów”, gotowych pokarmów do mikrofalówki, czy „złapanego” jedzenia ot tak na mieście … możemy być pewni, że będziemy wiecznie odczuwać głód. Przy takim trybie życia – utrata energii jest murowana!

W dzisiejszych czasach większość z nas odżywia się w myśl zasady: martwy pokarm = martwe ciało. Aby to zrozumieć, wystarczy zaobserwować, że po każdym mało wartościowym (choć też często smacznym) posiłku, wciąż czujemy łaknienie i najczęściej szukamy ratunku w słodyczach, kawie czy napojach energetycznych.

Ale czy na pewno po to jemy? Czy jemy po to, aby czuć się ociężałym, bez energii? Czy oby na pewno natura chce, abyśmy żywili się dzień w dzień swoistymi „dopalaczami”, powodującymi kiepskie samopoczucie i tzw. „wypalenie” tuż po trzydziestce … no może czterdziestce?  

My z moją partnerką Agnieszką Juncewicz i setkami tysięcy osób w Polsce, którzy nam zaufali, jemy w myśl zasady: żywy pokarm = żywe ciało. Nasze posiłki są tak skonstruowane, aby bilans energetyczny po jedzeniu był dodatni i abyśmy nie musieli jeść co dwie godziny, ciągle odczuwając głód.

W mojej ocenie mitem jest to, że mamy jeść 5-6 posiłków dziennie. Mit został wymyślony przez producentów przemysłowego jedzenia, aby mieć zbyt zarówno na te produkty, a przy okazji też na „dopalacze” typu kawa czy napoje energetyczne.

Kanapki do szkoły? A może coś innego? Co dawać dzieciom, by chciało im się uczyć?

Kanapka to łatwy i w miarę szybki sposób na coś do jedzenia – niestety w dzisiejszej rzeczywistości nie ma to nic wspólnego z pożywnym pokarmem. Chleb niestety przestał być chlebem już wiele lat temu … jedyne co pozostało to podobny wygląd i zbyt dużo zapachu, którego za wszelką cenę dodaje się po to, aby nas kusić. We współczesnym pieczywie znajdziemy kilkanaście a może nawet kilkadziesiąt składników chemicznych: spulchniaczy, ulepszaczy, barwników … Jest to cała tablica Mendelejewa, która nie powinna znaleźć się nigdy w naszym układzie pokarmowym. A wędliny … toż to bomba z opóźnionym zapłonem! Nie dość, że zwierzęta karmione przemysłowo w zamkniętych obozach, nie otrzymują pokarmów, które mogłyby im dać zdrowy rozwój, to jeszcze, aby nie umierały podczas tuczenia, karmi się je szczepionkami i antybiotykami, które stają się ich częścią a później lądują w naszych organizmach…. Każdy z nas słyszał hasło „jesteś tym co jesz” No właśnie … jemy coś, co kiedyś było pokarmem, ale dzisiaj już nie powinno się tak nazywać…

70 tysięcy jadalnych roślin. Co zatem warto by było wprowadzić w zamian? Warzywa i owoce –  jeśli chodzi o energię, jest to wspaniałe pożywienie – mnóstwo dodatkowej energii po warzywno-owocowym posiłku! Jeśli chodzi o wartości odżywcze– surowe warzywa i owoce dostarczają nam wszystko, co jest potrzebne do życia. Można z nich zrobić wspaniały posiłek – jeśli szukasz pomysłów – znajdziesz je na blogi www.odmladzanienasurowo.com lub w książce z przepisami: „Na Surowo – 100 przepisów”. A jeśli zapragniesz jakiegoś większego urozmaicenia … nasiona strączkowe można pięknie zamienić na humus lub różnego rodzaju przepyszne pasty i smarowidła, którymi można posmarować sałatę, paprykę czy ogórka.

Według naukowców człowiek ma dostęp do ponad 70 000 jadalnych roślin na świecie, które są smaczne, soczyste i bardzo energetyczne. Warto je poznać i wyjść z monotonii kanapek, czy gotowych przemysłowych pokarmów dla dzieci.       

Tymczasem jesteśmy przyzwyczajeni do co najmniej trzech posiłków dziennie – śniadania, dwudaniowego obiadu z mięsem w roli głównej i kolacji tuż przed pójściem spać, często z lampką wina lub kufelkiem piwa. W międzyczasie zajadamy się niezdrowymi przekąskami i raczymy napojami gazowanymi…  I właśnie ta „tradycyjna” dieta może niestety wpływać na to, że nic nam się nie chce…  Naszą energię całkowicie wypalamy na przetwarzanie pokarmów nieprzystosowanych do naszego gatunku. Połączenie węglowodanów z białkiem czy tłuszczu z cukrem to prawdziwy zabójca dla naszego ciała. W wyniku przetwarzania, następuje glikacja białek, która wpływa na przyspieszone procesy starzenia. Przetwarzania jedzenia jest więc jedną  z najgorszych rzeczy, jakie możemy robić sobie każdego dnia. Posiłki, w których dominują węglowodany: pieczywo, ziemniaki … hamburgery czy pączki będą zawsze utrzymywać nasz organizm w nadwadze i ociężałości.

Od czego zacząć zmiany nawyków żywieniowych? Owszem, zdaję sobie sprawę, że zmiana stylu życia nie jest prosta – nie tylko dlatego, że nie mamy silnej woli, ale też dlatego, że pewne związki zawarte w tych produktach są ekstremalnie mocno uzależniające. Zbyt wielu z nas nie rozumie swojego organizmu, nie wiemy co można, a czego nie można jeść. Nikt nas tego nie uczy –  więc lądujemy z jedzeniem, który jemy dla zaledwie trzech sekund przyjemności! Po te trzy sekundy przyjemności sięgamy non stop, nie znając niestety skali zniszczenia w naszych organizmach. Robimy to każdego dnia i choć nie od razu umieramy od zjedzenia jednego hamburgera z frytkami, popijanego słodzonym napojem, to należy zdać sobie sprawę, że już kumulacja tych produktów w naszym ciele przez dłuższy czas, zaczyna powodować objawy cukrzycy, niedoczynności tarczycy, otyłości czy zmian nowotworowych. 

Wprowadźmy więc czym prędzej zmiany do naszych jadłospisów! Zacznijmy od dodawania warzyw
i owoców oraz zwiększania ich porcji na talerzu. Najłatwiej jest zamienić śniadanie i kolacje na te zdrowsze, czyli wybierać jak najmniej przetworzone produkty. Warto wyposażyć swoją kuchnię w wyciskarkę do soków i dostarczać pokarm jak najczęściej w formie soku po to, aby wchłaniał się jak najlepiej i nie odbierał nam energii na trawienie. Warto też wprowadzić formę czasowego jedzenia (tzw. czasową głodówkę), czyli zmniejszyć ilości jedzenia i przesunąć posiłki w taki sposób, aby nie zjadać śniadań zaraz po przebudzeniu,
a kolacji jak najwcześniej przed snem. Chodzi o to, aby zamiast trawić, dać szansę organizmom na odpoczynek.       

Jakie warzywa i owoce wpływają na koncentrację? Praktycznie każde warzywo i owoc wpływa na polepszenie koncentracji – musi być jednak podany w formie surowej (czyli soku, szejka czy sałatki). Trzeba jednak pamiętać, że jeśli zaczniemy gotować warzywa z dużą ilością skrobi, za duża ilość węglowodanów zamienianych na glukozę w naszej krwi może spowodować spadek energii w naszym ciele. Spadek energii pociągnie za sobą spadek koncentracji i możliwości korzystania w pełni z naszego życia.

Koncentracji na pewno nie poprawią też węglowodany ze zbóż: pieczywo, makaron, pizza, ziemniaki, napoje wysoko słodzone czy zwykły cukier. Insulina w naszym organizmie, walcząc o nasze życie, obniża poziom cukru we krwi. Powoduje to, że nasz organizm nie jest w trakcie koncentrować się na wielu innych elementach – zamiast tego walczy o życie.

Trzeba zwrócić jednak uwagę na fakt, że w razie problemów z cukrem, czyli tzw. insulinooporności czy cukrzycy, również soki owocowe mogą początkowo powodować spadki energii. Dopóki nie oczyścimy swojego organizmu, warto więc skupić się na warzywach na surowo, gdyż te nie powodują takich problemów.

Praca fizyczna wymaga siły – co jeść, by ją mieć?  Podstawowe pytanie, które powinniśmy sobie zadać to – jak powstaje siła? Co jest potrzebne, aby ta siła była? A co nam ją odbiera? Myślę, że nawet najmniejsze dziecko wie, że siła powstaje z ćwiczeń? Im więcej ćwiczysz … pracujesz, tym bardziej wypracowują się mięśnie i tym większe ciężary czy cięższą pracę jesteśmy w stanie wykonywać. To nie ma nic wspólnego z jedzeniem, chyba, że całkowicie zaniedbujemy dietę i jemy tylko śmieciowe przetworzone jedzenie. Nasze ciało potrzebuje energii i najszybciej pozyskuje ją po zjedzeniu owoców. Potrzebuje też składników budulcowych i równie wspaniale adaptuje wszelkie rośliny, aby sobie ich dostarczyć. Człowiek nie jest przecież najsilniejszym zwierzęciem na świecie… powiem więcej, jesteśmy daleko w tyle za takimi zwierzętami, jak: koń, byk, słoń czy nosorożec … a te, no cóż, one zjadają wyłącznie rośliny i to na szczęście surowe! Wystarczy więc, aby człowiek wrócił do natury i natychmiast odzyska siłę, energię i wspaniałe samopoczucie.  

Na szczęście coraz więcej restauracji wprowadza do swojej diety potrawy bezmięsne – zwiększa się świadomość ludzi odnośnie tego, co jedzą.  I to jest na pewno wspaniały kierunek!  Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, że nawet 60% upraw rolnych idzie na wykarmienie trzody chlewnej a mogłoby być pokarmem dla głodujących ludzi na świecie. Tzw. luksus jedzenia zwierząt spowodował dewastację zasobów naturalnych na gigantyczną skalę, niektórzy mówią, że wręcz nieodwracalną i pod tym kątem zmiana pożywienia na tzw. wegańskie jest wspaniałym krokiem dla naszej jedynej ziemi. Natomiast zamiana jedynie tego, z czego powstaje kotlet, nie do końca pozwala wydobyć z nas zasoby energii i życia, o których większość z nas nie ma zielonego pojęcia.

Gotowanie to zabijanie pokarmu – osłabianie koncentracji, energii i nadal przetworzone węglowodany w postaci chleba, makaronów czy pizzy mogą niekorzystnie wpłynąć na stan naszego zdrowia. Wspaniały krok dla ziemi, dobry kierunek dla człowieka. Jeśli takie posiłki zawierałyby minimum 60% surowych warzyw czy owoców to już stawiamy milowy krok w kierunku zdrowia, gdyż nagle ożywiamy pokarm. Takie posiłki są dużo lepszym rozwiązaniem, jeśli pragniemy być energiczni i zdrowi.

Mariusz Budrowski

Mariusz Budrowski

Mariusz Budrowski to współautor projektu „Odmładzanie na Surowo” –
bloga obserwowanego przez ponad 265 tys. osób na Facebooku, mającego
199 tys. subskrypcji na YT oraz 24 tys. na Instagramie. Jest autorem
książki dla dzieci „Wierszykowo na Surowo”, bestsellera:„Surowe
Zdrowie” oraz książki kulinarnej: „Na Surowo Przepisy”. Poza tym
Mariusz Budrowski to pomysłodawca programówna odchudzanie oraz
festiwalu Witariada i konferencji Surowe Życie. Zacznij zmiany od
dziś! Dowiedz się więcej: https://www.odmladzanienasurowo.com