Nauczyciele z niepełnosprawnością udzielają zdalnie korepetycji

Nauczyciele z niepełnosprawnością udzielają zdalnie korepetycji

Coraz więcej uczniów korzysta z korepetycji. Poszukiwani są nauczyciele praktycznie od każdego przedmiotu a bywa i tak, że jeden uczeń ma nawet kilku korepetytorów z jednej dziedziny. Aktualnie rodzice coraz częściej zatrudniają nauczycieli w sposób zdalny, co umożliwia podejmowanie współpracy również z nauczycielami z orzeczeniami o niepełnosprawności, których zrzesza projekt „Belfer w sieci” prowadzony przez znaną z kampanii „Pracodawca z Sercem” Iwonę Lewandowską.

„Belfer w sieci” to projekt, który doskonale wpisuje się w założenia kampanii „Pracodawca z Sercem”, mającej na celu zachęcanie pracodawców do aktywizowania zawodowego osób z niepełnosprawnościami. Wychodzi naprzeciw oczekiwaniom pracowników, którzy z różnych powodów utracili sprawność i musieli odejść z pracy stacjonarnej a także wykorzystuje możliwości nowych czasów, w których spotkania online stają się coraz bardziej popularne. Pomysł jest prosty – łączy nauczycieli z niepełnosprawnościami z uczniami, którzy potrzebują korepetycji, proponując zajęcia w formule zdalnej i w dobrej cenie. Korzyść odnoszą wszyscy – nauczyciele mają pracę i zarabiają na swoje utrzymanie, a uczniowie mogą liczyć na nieocenione wsparcie w przygotowaniu do sprawdzianów i egzaminów. Dodatkowo „Belfer w sieci” szerzy tolerancję i burzy stereotypy związane z myśleniem o osobach niepełnosprawnych jako nieaktywnych i niezdolnych do podjęcia zatrudnienia. Pomysł przyniosło samo życie – mówi jego pomysłodawczyni Iwona Lewandowska. Pandemia pokazała, że formuła zdalna dobrze się sprawdza w relacjach uczeń-nauczyciel, choć oczywiście taki model nauki wymaga wiele samodzielności, samodyscypliny oraz zaangażowania. Z drugiej jednak strony taki kontakt indywidualny z nauczycielem podczas spotkań on-line sprzyja koncentracji skupieniu na wykonywanych zadaniach – wielu uczniów łatwiej w tej formie przyswaja wiedzę. Ze względu na lockdown przetestowano szeroko możliwości wspierania uczniów przez nauczycieli w sposób zdalny i dzięki temu otworzyła się szansa na powrót do zawodu osób, które np. uległy wypadkom lub zachorowały na choroby przewlekłe i musiały zrezygnować z uczenia w szkołach np. w związku z barierami architektonicznymi związanymi z przemieszczaniem się w zatłoczonej szkolnej przestrzeni. Niepełnosprawność nie znaczy jednak braku aktywności. Wiele osób chciałoby wrócić do wykonywania zawodu po to, by dalej uczyć i wspierać uczniów. I absolutnie nic, ale to nic nie stoi na przeszkodzie, by chętni nauczyciele z niepełnosprawnością zatrudniali się w roli korepetytorów – uważa Iwona Lewandowska. Tym bardziej, że jest ogromne zapotrzebowanie na rynku – rodzice i uczniowie wciąż nas pytają o wolne miejsca na zajęcia z różnych przedmiotów w ramach naszego projektu „Belfer w sieci”. Apeluję więc do nauczycieli – zgłaszajcie się do nas – do BPO Network, a na pewno zajdziecie pracę w zawodzie, który jest Waszą pasją.

Twórczyni „Belfra w sieci” zaobserwowała, że projekt cieszy się tak ogromnym powodzeniem nie tylko ze względu na fakt, iż coraz więcej uczniów potrzebuje wsparcia w przygotowaniu do egzaminów. Nasz projekt to też obalanie stereotypów związanych z tym, że osoby z niepełnosprawnościami są bierne i nieaktywne zawodowo. Absolutnie tak nie jest – większość osób niepełnosprawnych, które znam, stawia na samodoskonalenie, rozwój, jest wykształcona i kompetentna. W formule zdalnej niepełnosprawność w ogóle nie przeszkadza w podejmowaniu zatrudnienia. Rodzice upatrują też w tym projekcie szansę na rozwinięcie społecznej wrażliwości u swoich dzieci – kto wie, może kiedyś mały Jaś, który korzysta teraz z korepetycji z matematyki u Pani Tatiany – zostanie szefem firmy, przypomni sobie o swojej nauczycielce i podejmie decyzję  o zatrudnieniu pracowników z niepełnosprawnościami, zostając w ten sposób „Pracodawcą z Sercem”? Może kiedyś to będzie po prostu standard w naszym kraju?Nauczyciele z niepełnosprawnościami udzielają korepetycji on-line praktycznie ze wszystkich przedmiotów, m.in.: z języka polskiego, języków obcych (angielski, niemiecki i francuski), matematyki, fizyki, chemii, historii, wiedzy o społeczeństwie, czy informatyki, a także zapewniają naukę choćby gry na keyboardzie czy języka migowego. W ofercie są też warsztaty kreatywne, m. in.: zajęcia z podstaw grafiki komputerowej oraz tematyczne, np. z przedsiębiorczości czy podstaw prawa.

Wystarczy chcieć – jest przekonana Joanna Olszewska, prezes BPO Network i pomysłodawczyni kampanii „Pracodawca z Sercem”. Akcja „Belfer w sieci” jest takim przykładem – że chcieć to móc i doskonale wpisuje się w hasło naszej kampanii „Pracodawca z Sercem”, które brzmi: „Po prostu róbmy dobrze, czyńmy dobro”. Tym dobrem jest na pewno wychodzenie naprzeciw potrzebom różnych grup zawodowych, które z powodu swoich niepełnosprawności nie mogą wykonywać pracy w standardowy sposób. I to dobro na pewno wraca do wszystkich pracodawców, którzy decydują się na zatrudnienie kandydatów z naszej bazy.

Zachęcamy więc nauczycieli z niepełnosprawnościami do wchodzenia na stronę www.belferwsieci.pl lub www.bponetwork.pl i zgłaszanie się do pracy. Zapraszamy też uczniów do skorzystania z oferty korepetycji w wygodny i korzystny finansowo sposób.

Iwona Lewandowska

Iwona Lewandowska

Brak decyzji to także decyzja

Brak decyzji to także decyzja

Artykuły, książki, występy, konsultacje indywidualne w zakresie psychologii. W międzyczasie dwoje cudownych, dorastających dzieci. Wygląd, który można uznać za przygotowywany godzinami. Jak to wszystko pogodzić i czy warto?

    Warto, jeżeli tego wszystkiego naprawdę pragniesz. Nie ma sztywnych metod, sposobów, ram. Wszystko zależy od naszego wewnętrznego poczucia sensu tego, co robimy, po co, dla kogo. Jeżeli robię „ dla ludzi”, na pokaz, żeby zachować śliczny obrazek na instagramie – macierzyństwo, wygląd, kariera, związek na pewno mnie rozczarują. Jeżeli miałam dzieci, bo zegar biologiczny tykał, bo teściowa marzyła o wnukach, bo koleżanka urodziła – mogę być mocno rozczarowana. Jeżeli pracuje cały tydzień w wielkim biurowcu, choć wolałabym zajmować się pracą w domu – nie przyniesie mi to satysfakcji. Pogodzić można to, co jest zgodne z Twoimi prawdziwymi pragnieniami.

   A co, jeżeli popełnimy błąd, pomylimy się w poważnych decyzjach ?

    W moim odczuciu nie ma błędów, są lekcje i wyzwania. Czasami podejmiemy w życiu nietrafioną decyzję i przychodzi moment, w którym choć uciekamy – trzeba stanąć w twarz z poważnymi i przełomowymi decyzjami. Warto pamiętać, że brak decyzji to także decyzja. Jeżeli czuje, że chcę czegoś więcej, że nie jestem szczęśliwym człowiekiem, że coś mnie uwiera, nie widzę już perspektyw, dochodzę do ściany – mam dwa wyjścia. Albo przyjrzeć się temu dokładnie, przeanalizować, poczuć i podjąć decyzję o zmianie. To może być trudne, bo zmiana zawsze wiąże się z wyjściem poza sferę komfortu, ale jest jedyną drogą rozwoju. Jeżeli czujesz, że kręcisz się w kółko, niby wszystko jest poprawnie, ale masz większe marzenia, potencjał – trudno będzie Ci to uśpić. To albo jest w człowieku albo tego nie ma. Może on pójść odważnie do zmiany, albo podjąć decyzję o braku decyzji. I to jest także decyzja. Z pełnymi konsekwencjami. W takiej sytuacji nie narzekajmy na swoją niską energię, brak motywacji, ponieważ takiego dokonaliśmy wyboru. Zostaje w tej piaskownicy. Inni poszli do innej. Boję się, bo może tam jednak nie ma lepszych zabawek ? A jeżeli zostawię stare, to ktoś z jeszcze brzydszej przyjdzie i je zabierze. I nie będzie powrotu. Ale co będzie jak tam będą zabawki, które totalnie mnie rozwiną i będą cieszyły, a ja tam nie pójdę ze strachu ? Warto pamiętać, że to co zostawiasz, nie ma już znaczenia, jeżeli podejmujesz świadomą decyzję o zmianie. Odkładasz, szanujesz, nie psujesz. To już zabawki, które Cię nie rozwijają i niech służą innym. Ty idź i szukaj, aż znajdziesz przeznaczone dla Ciebie… Ta niewiadoma gdzie, kiedy i czy w ogóle jest tajemnicą życia, a wszystko, czego pragniemy zazwyczaj jest po drugiej stronie lęku. Czasami trzeba skoczyć w nieznane, żeby poczuć prawdziwe przeznaczenie i smak życia. To wybór każdego z nas.

   Jak upewnić się, że decyzja o zmianach nas nie skrzywdzi, nie czeka nas „ gorsza piaskownica”?

    Piękno życia polega na tym, że nie mamy żadnej pewności. Im szybciej to zrozumiemy – tym szybciej zaczniemy żyć. Jedyną pewną w życiu jest właśnie zmiana. Ludzie, którzy mają w sobie elastyczność, odwagę do podejmowania rękawicy życia – żyją pełnią, a przecież często przeszli bardzo trudne momenty. To trudności najszybciej nas uczą, a mózg najszybciej zapamiętuje to, co trudne, bo jest zmuszony do poszukiwania nowych ścieżek, rozwiązań. To co proste – rozleniwia i nie przynosi satysfakcji. Warto zapamiętać moje ulubione powiedzenie, które powtarzam także sama sobie. Stabilizacja motylka to szpilka. Czyli chcesz koniecznie stabilizacji ? Generalnie śmierć ciała na pewno Ci ją zapewni. Życie to ruch, przepływ. Przyroda płynie, życie także. Obrazy za oknem zmieniają się wraz z podróżą. Zapisujemy je, szanujemy, doceniamy, ale jedziemy dalej…To jest największa smakowitość i mądrość świata. Najczęściej  w pierwszym odruchu, z natury jako ludzie, chcielibyśmy pozostać na kanapie. Bezpiecznie, w stałym miejscu. I to jest dobre w pewnych momentach życia. Kiedy mamy małe dzieci i musimy być zawsze obecni, kiedy mamy do pokonania ogromne wyzwania np. zdrowotne. Problem w tym, że kiedy te sytuacje mijają – siedzenie w tym samym miejscu, bez nowych bodźców – często ogranicza nasz potencjał. Dzieci dorastają, a ja nadal w walce, żebyśmy wszyscy siedzieli przy wspólnej kotwicy. Oni chcą lecieć, żyć, smakować. I my także powinniśmy ruszyć do swoich gwiazd.

Czyli nie dążyć do poczucia bezpieczeństwa ?

   Poczucie bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb szczególnie nas, kobiet. I jak najbardziej go potrzebujemy. Warto pamiętać jednak, że poczucie bezpieczeństwa jest ważne, ale najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz…Masz strategię, plan, kalendarz i nagle coś wspaniałego wywraca Twoją codzienność do góry nogami. Taka rewolucja to wielki prezent od losu, ale tylko odważni podejmują rękawicę. Ja zawsze kiedy zaczynam kręcić się w kółko – znów zmuszam się do wysiłku, aby zacząć iść spiralą w górę. Nie zaśnij, bo akurat prześpisz okazję życia, a ono jest za krótkie, aby czekać na kolejną…

    Rozmawiam ze starszymi ludźmi, uczę się od każdego. Wniosek jest jeden : im dłużej planujesz zmiany, tym krócej później w nich żyjesz. Najwspanialej wspierają nas w tym mężczyźni. Oni są stworzeni do bycia strukturą i ramieniem dla kobiety. Z natury dają nam poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli chcemy mieć takich mężczyzn w naszym życiu – skupmy się na sobie. Nie egoistycznie, ale dla dobra obu stron i relacji. Obowiązkiem mężczyzn nie jest zapewnienie nam szczęścia. Nasze oczekiwania w tej kwestii spotykają się z bolesnym rozczarowaniem, ponieważ to my same powinnyśmy nauczyć się być szczęśliwymi i pełnymi. To nasz zasób, bogactwo. Dzieląc się tym ze światem – przyciągamy wspaniałych ludzi i wydarzenia. Mogę być z cudownym mężczyzną, którego szanuję, doceniam, ale nie muszę. Chcę. Pragnę. Potrzebuję. Ale nie muszę. Z wdzięcznością przyjmuje od niego wsparcie, bezpieczeństwo, ramię, obdarowanie, wspólny czas. Przyjmuję, bo chcę. To zmienia wszystko. Mogę powiedzieć : cudownie, że jesteś. Jestem z Tobą szczęśliwa i pragnę Ci dać wiele z siebie. Chcę być dla Ciebie darem i przyjąć od Ciebie męskie ramię, obecność.  Daruję Ci moją lekkość, podziw, szacunek bo jestem szczęśliwa i mam to wszystko w sobie. Tak możemy stworzyć coś niesamowitego i trwałego. Odkąd mam tą wiedzę – jestem spokojna o moją przyszłość. Przyjdzie to, co mi przeznaczone w najlepszym dla życia momencie.

  Jak sprawdzić, czy zmiany, które planuję nie są tylko moim zmęczeniem, chwilowym kryzysem ?

     Jestem zwolenniczką zjedzenia słonia po kawałku. Nie szalej, nie rzucaj szklankami, nie pakuj walizek w furii niszcząc to, co zbudowałaś. Wszystko minie… Usiądź. Daj sobie czas. Zacznij obserwować jak postronny widz. Zacznij być świadomy w swoim ciele, duszy. Co czuje będąc z tym człowiekiem, w tej sytuacji, w tym miejscu ? Czy nie opada mi chęć do działania, rozwijania się, smakowania świata ? Czy realizuję swoją misję na tej ziemi czy raczej idę utartym szlakiem jak większość, bo nie mam odwagi pójść niewydeptaną ścieżką. Jak będę wyglądała i czuła się za 10 lat, kiedy nie zmienię tego, co mnie męczy. Jeżeli podejmę decyzję o zmianie – czy mogę dokonać jej w sposób dojrzały, spokojny, odpowiedzialny, aby każdy, kogo ona dotyczy – mógł spokojnie ją zaakceptować. Z drugiej strony czy mam odwagę powiedzieć bliskim : taka jest moja przemyślana decyzja i przejdźmy przez nią wspólnie. Czego pragnę ? Nie w głowie, a w sercu. Jeżeli czegoś pragniemy w sercu, a rozum to zwalcza – i tak zawsze wygra serce. Jeżeli mu nie pozwolimy – zapłacimy brakiem szczęścia, coraz większym zgorzknieniem.  Czasami bardzo trudno przyznać się przed samym sobą, że popełniliśmy błąd lub wyczerpaliśmy jakiś etap w życiu. Bo to znów wymaga powstania ze znanej kanapy. Nikogo nie zmienimy, nie namówimy do zmian. Sama nigdy nie wzięłabym na siebie takiej odpowiedzialności. Człowiek sam musi dokonać dojrzałych wyborów w życiu. Każdy dorosły człowiek, kiedy sobie pozwoli słuchać a nie tylko słyszeć siebie – bez trudu rozpozna, co czuje. Trzeba jednak zatrzymać się, zamknąć w życiu na chwilę oczy, poczuć….i nie przerazić się tego, co zobaczymy. Czasami jest to wulkan, którego nie można już zignorować. Co się zobaczy to się nie odwidzi. Co się poczuje – tego się nie da zapomnieć. 

 

Kiedy wchodzisz – czuć niesamowitą energię. Uśmiech, ruch, a przecież przeszłaś bardzo dużo także trudnych momentów.

  Właśnie dzięki nim tak się cieszę, doceniam, smakuje. Dziękuje losowi za każdy przymusowy przystanek. Dzisiaj widzę, że każdy był potrzebny, abym przy moim temperamencie nie pojechała w euforii życia autostradą do piekła, a mogła jechać pięknymi, malowniczymi serpentynami do nieba spotykając cudownych podróżnych na moim szlaku.

Czy to prawda, że dokonałaś rewolucyjnej zmiany w swoim życiu prywatnym?

  Byłaby nieautentyczna, gdybym skłamała. Tak, dokonałam. Od zawsze jednak chronię mojego życia prywatnego i pragnę, aby takie pozostało. Nie interesują mnie skandale, romanse w świetle reflektorów, głośne śluby i rozwody, pięciokrotne przysięganie dozgonnej miłości w obliczu mediów. Dla mnie uczucia nie potrzebują tłumów, aby mogły zostać potwierdzone. W tej kwestii jestem bardzo wrażliwa i nie potrafię wszystkiego pokazywać. Robię publicznie swoje, bo kocham tą pracę, ale poza tym pragnę cieszyć się swoim spokojnym życiem osobistym jak każda kobieta na tym świecie. Nie jestem smakowitym kąskiem pod tym względem. Wierna zasadom zawdzięczam wszystko swojej pracy. Nie łączę życia zawodowego z osobistym. To dwa światy. To jest piękne i niech tak pozostanie.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytet Jagielloński w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami ekologicznymi
oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Nie prowokuj nowotworu skóry

Nie prowokuj nowotworu skóry

Trwa upalne lato, zatem w ramach cyklu: „Pytanie na lato”, zapytaliśmy ekspertów z Polskiego Związku Solaryjnego o to, jak unikać oparzeń podczas opalania na plaży.

   Światło słoneczne ma bardzo silne oddziaływanie, dlatego, aby skorzystać z jego zalet, musi być prawidłowo dozowane. Tymczasem często zdarzają się oparzenia, czyli efekty negatywnego oddziaływania słońca, wynikające z niewłaściwego dawkowania lub przedawkowania promieni UV. Pamiętajmy, że nie możemy prosto z biura jechać na plażę i leżeć tam plackiem przez cały dzień! To błąd, który popełnia wiele osób stęsknionych za urlopem – mówi Dominik Wrzos, prezes Polskiego Związku Solaryjnego.

    W sytuacji, gdy nie mamy czasu na przygotowania do opalania, Dominik Wrzos radzi, byśmy dawkowali sobie słońce powoli, zaczęli urlop od krótkiego pobytu na plaży i zaaplikowania sobie bardzo małej porcji promieni słonecznych. Pierwszego dnia wyjdźmy na plażę jedynie na 10-15 minut i przez ten czas delektujmy się kąpielą słoneczną bez użycia kremów z filtrem – mówi ekspert PZS. Dzięki temu w naturalny sposób wzbogacimy nasz organizm w witaminę D, która chroni nas między innymi przed osteoporozą i rakiem. W przypadku natychmiastowego użycia kremów, nie będziemy mieć możliwości pozyskania odpowiedniej ilości tej ważnej witaminy. Wiele osób o tym nie wie i smaruje się kremami jeszcze przed wyjściem na plażę. Z mojej wiedzy wynika jednak jasno, że to błąd! Ze względu na klimat, w jakim żyjemy i niedobory witaminy D – warto zrobić wszystko, by dostarczyć jej do swoich organizmów jak najwięcej  i jak najszybciej. Pamiętajmy jednak, że maksymalnie po kwadransie, konieczne jest posmarowanie się kremem z filtrem odpowiednim dla naszego fototypu skóry lub najlepiej znalezienia zacienionego miejsca – szczególnie, jeśli jest to nasz pierwszy dzień na urlopie. Paweł Grabowski z Polskiego Związku Solaryjnego podkreśla, że najważniejsze w unikaniu oparzeń jest po prostu zachowanie umiaru. Wiele osób o tym zapomina – stwierdza Grabowski. Chcąc nasycić się słońcem podczas wypoczynku, smażymy się na plaży niczym placki na patelni, pomimo, że doskonale sobie zdajemy sobie sprawę z tego, co się dzieje ze smażonym pożywieniem w porę nie przewróconym na drugą stronę lub nie zdjętym z patelni…

W szczególny sposób należy przed słońcem chronić dzieci, ponieważ każde oparzenie słoneczne  w wieku dziecięcym i młodzieńczym zwiększa późniejsze ryzyko raka skóry. Na szczęście dzieci nie przepadają za leżeniem na plaży. Wolą biegać i lepić zamki z piasku, co na pewno zabezpiecza je w pewnym stopniu przed oparzeniami. Ważne jednak, by dzieci na plaży bawiły się w odpowiednim ubraniu (np. w jasnych, cienkich koszulkach) oraz nosiły obowiązkowo czapkę z daszkiem lub kapelusz na głowie – radzi Grabowski. Pamiętajmy, że leżenie na słońcu to ryzykowna sprawa i jeśli nie wprowadzimy żadnych ograniczeń – na pewno narażamy się na poparzenia. Warto więc podczas kąpieli słonecznych korzystać z budzika lub timera – będziemy kontrolować czas i unikniemy zaśnięcia, które grozi poważnymi konsekwencjami – podkreśla przedstawiciel PZS. Nie polecam też brania prysznica bezpośrednio przed i po kąpieli słonecznej. Jeśli jednak zdecydujemy się na kąpiel przed plażą, przynajmniej nie stosujmy środków do mycia czy szamponów, ponieważ mogą one wypłukać rozpuszczalne w tłuszczach prohormony, zanim te zdążą dostać się do krwioobiegu.

Opalajmy się z umiarem a będzie dobrze!

Dominik Wrzos

Opalać się czy nie ? Mity na temat kąpieli słonecznych.

Opalać się czy nie ? Mity na temat kąpieli słonecznych.

Mity dotyczące opalania

Opalać się, czy nie? Korzystać z kąpieli słonecznych, czy raczej za wszelką cenę unikać słońca? Paweł Grabowski i Dominik Wrzos z Polskiego Związku Solaryjnego, którzy z racji prowadzonej działalności, o opalaniu wiedzą wszystko, wymieniają i wyjaśniają mity, jakie narosły wokół tego tematu.

Mit 1. Słońce nam szkodzi

Słońce jest nam potrzebne, by żyć, a nasz organizm potrzebuje wszystkich korzyści, które słońce nam daje: witaminy D, która pozwala lepiej przyswajać wapń, zwiększa efektywność działania układu krążenia i reguluje pracę układu nerwowego, poprawia działanie układu odpornościowego; tlenku azotu, zmniejszającego ryzyko chorób sercowo-naczyniowych; endorfin, obniżających poziom stresu, serotoniny, czyli poprawiacza nastroju.

Mit 2. Witaminę D lepiej przyjmować w postaci suplementów.

Witamina D jest niezbędna dla naszego zdrowia. Możemy ją pozyskać w różny sposób, ale sama dieta i suplementy nie wystarczą. W celu utrzymania odpowiedniego poziomu tego ważnego dla naszego organizmu składnika, potrzebujemy umiarkowanego natężenia promieniowania UV, czyli po prostu słońca!  Ludzie ewoluowali, w sposób naturalny syntezując witaminę D, poprzez wystawianie się na światło słoneczne. Działanie światła dziennego (naturalnego lub sztucznego) sprawia, że organizm wytwarza dokładnie tyle witaminy D, ile potrzebuje. Suplementy przyjmowane doustnie są znacznie mniej „naturalnym” sposobem na zapewnienie odpowiedniego poziomu witaminy D. Ludzie mogą przyjmować jej za dużo lub za mało, a w zależności od diety i innych suplementów lub leków, które zażywają, może to powodować niepożądane efekty.

Mit 3. Gdy już zadbamy o filtry, możemy smażyć się na plaży cały dzień. 

Należy robić sobie przerwy w ekspozycji na słońce – co jakiś czas chować się w cieniu, pić dużo płynów, najlepiej nie bardzo zimnych, bo nie powinniśmy „szokować” organizmu nagłą zmianą temperatury.Badania opublikowane w „Photodermatology, Photoimmunology & Photomedicine” wykazują, że dwutygodniowe wakacje na słońcu, bez oparzeń słonecznych na skórze chronionej filtrami przeciwsłonecznymi, mogą spowodować większe skumulowanie UV niż 10 typowych seansów w solarium. Nadmierne korzystanie z plaży może być więc ryzykowne i powodować oparzenia.

Mit 4. Przed wyjściem na plażę należy posmarować się kremem z jak najwyższym filtrem ochronnym.

Kremy z filtrem są wskazane, ale trzeba pamiętać, że blokują syntezę naturalnej witaminy D. Warto więc ich użyć po kilku minutach od rozpoczęcia kąpieli słonecznej na plaży, lub założyć odpowiednią odzież. Pamiętajmy, że nawet najlepszy krem nie ochrania nas w 100%, więc zawsze powinniśmy zachowywać zdrowy rozsądek.

Mit 5. Podczas opalania należy chronić tylko skórę.

Trzeba zadbać nie tylko o skórę, ale też o ochronę oczu. Okulary przeciwsłoneczne muszą osłaniać oko nie tylko przed nadmierną ekspozycją na ostre światło, ale także być wyposażone w filtr UV 400 (ochronę  przed pełnym zakresem promieniowania UV-A i UV-B). W zapobieganiu udarowi słonecznemu kluczowe jest właściwe nakrycie głowy.  Pamiętajmy, że żyjemy w klimacie, w którym przez większość roku słońce jest słabe. W sezonie letnim trzeba więc szczególnie uważać na takie objawy, jak np. bóle i zawroty głowy, osłabienie, nudności, wymioty, dreszcze, zaburzenia widzenia i mowy, chwiejny chód, przyśpieszone tętno, czy problemy z oddychaniem – to może być właśnie udar…

Mit 6. Gdy niebo jest zachmurzone, to nie musimy obawiać się słońca.

Co prawda chmury blokują dużą część promieniowania ultrafioletowego, ale nie blokują go w całości. Podczas pochmurnego dnia, szczególnie w okolicy przesilenia słonecznego, wciąż warto zadbać o odpowiednią ochronę oczu i skóry. Mniejsza ilość światła widzialnego daje nam jedynie złudzenie bezpieczeństwa – to pozorny komfort dla naszego oka, bo nasze źrenice rozszerzając się, wpuszczają jednocześnie więcej promieni UV. Warto więc zawsze w letnie dni, gdy słońce jest najwyżej na niebie (nawet za chmurami), założyć okulary z filtrem UV 400, nosić nakrycia głowy i po prostu zachować ostrożność przy ekspozycji na słońce. Niech nas chmury nie zmylą.

Mit 7. Do sezonu słonecznego nie trzeba się przygotowywać.

Skóra potrzebuje tego, by o nią zadbać. Po długich miesiącach zimna trzeba więc się przygotować również do opalania, by nie przeżyć „szoku”. Jak to zrobić?

Dominik Wrzos

Dominik Wrzos

Nie szata zdobi człowieka, ale przecież bez niej nie możemy pokazać się światu…

Nie szata zdobi człowieka, ale przecież bez niej nie możemy pokazać się światu…

Nie szata zdobi człowieka, ale przecież bez niej nie możemy pokazać się światu…

Sama sukienka nie wykona za nas życiowej pracy, nie pokona wyzwań, nie rozwiąże stojących na naszej drodze życiowych wyzwań. Jednak w dobrze dobranym, wygodnym, wysokiej jakości ubraniu – możemy z dużo większym poczuciem pewności iść przez świat i skupiać się na ważnych kwestiach. Szczególnie kobiety, dla których piękno jest ważnym elementem codzienności – chcą czuć się i prezentować bardzo dobrze. Tak było od zawsze. Suknie, halki, koronki, kapelusze…Można uciekać od piękna i jakości, ale każdy musi przyznać – z nimi łatwiej i przyjemniej iść nam przez świat, przez słońce i burze. Żadna z nas nie będzie dobrze się czuła, jeżeli przyjdzie na przyjęcie lub galę i założy na siebie dres lub nieodpowiedni do okazji strój. Okazuje się więc, że jest to ważne. Świadczy o naszej klasie, ale i szacunku do otoczenia. Niesamowicie ważne jest, aby ubranie było dobrej jakości, ponieważ wówczas mamy pewność, że nie musimy robić kolejnych zakupów po kilku praniach.

     Miejsca, które rozumieją powyższe zasady są perełkami na mapie kobiecego życia. Dono da Scheggia  to salon w sercu Katowic. Piękny, przestronny, klimatyczny. Po wejściu czujemy atmosferę piękna, ale i dyskrecji. Możemy do woli oglądać, podziwiać, ale także zabrać do domu wybrane ubrania i w spokoju pomierzyć. Daje nam to przestrzeń, komfort i poczucie zaufania. Obecna wiosna jest inna, także w modzie. Tęsknimy za kolorami, lekkim szaleństwem, ponieważ ostatni rok był dla nas wszystkich zamknięciem możliwości i wolności. Obecnie marzymy, także w modzie, aby znów poczuć wiatr w naszych skrzydłach. To wiosna kolorów, wzorów i ich różnorodnych połączeń. Żółć, róż, błękit, kwiaty, paski, wzory. Wolność, lekkość, wybór… Marzymy, aby znów wykreować siebie na nowo. Ten sezon jest do tego doskonałą okazją. Korzystając z wizyty w salonie pozwoliłyśmy sobie porozmawiać o tym, co tworzy to wyjątkowe miejsce.

           „ Jeżeli chodzi o naszą pracę to przede wszystkim stawiamy na kontakt z klientem. Mamy bardzo duże grono stałych Klientek z którymi utrzymujemy bardzo dobre relacje. Współpracujemy ze światowymi partnerami biznesowymi z Włoch, Austrii, Anglii. Bierzemy udział w różnych pokazach mody organizowanych przez naszych partnerów . Najważniejszy dla nas jest komfort Klientek, aby czuły się w naszym salonie swobodnie. Nasze Panie obdarzają nas pełnym zaufaniem a my dyskrecją. Mamy do naszych Klientek pełne zaufanie. W dużej mierze naszymi Klientami są panie bizneswomen ,które prowadzą potężne interesy i firmy. Takie kobiety bardzo często są zajęte i nie mają czasu mierzyć kolekcji na miejscu. Możliwość zabrania ubrań do domu, zmierzenia u siebie w komforcie domowego zacisza – to jest dla nich duża wygoda.

     Okres pandemii to był trudny czas dla wszystkich ze względu na to że nie mogłyśmy się widywać osobiście, spotykać na żywo z naszymi Klientkami, ale utrzymywałyśmy z Paniami kontakt, ubrania były wysyłane, zakupy były u nas robione przez internet i nasze relacje nie zostały w żaden sposób osłabione. Stęskniłyśmy się za sobą na żywo i teraz mamy szansę z podwójną mocą tworzyć nasze wyjątkowe miejsce. Naszym celem jest tworzenie miejsca wyjątkowego, wciąż nadążającego za naszymi Paniami, które są naszymi stałymi Klientkami. Ich wymagania są wysokie, a naszym celem jest zapewnienie im komfortu i jakości. Najbardziej zależy nam na dalszej współpracy z naszymi partnerami biznesowymi i klientami aby budować naszą markę. “

    Klientkom odwiedzającym mój butik cały czas powtarzam, że gdy patrzą w lustro, muszą widzieć pewną siebie kobietę, a ubiór, to tylko dodatek, który ma w tym pomóc – mówi Beata Drzazga, właścicielka tego wyjątkowego miejsca.

     Bądź kobieca swoją kobiecością. Świeć, idź odważnie przez świat. Bądź pięknem i twórz piękno. Tego życzymy każdej z nas tej wiosny, a piękny i odpowiednio dobrany ubiór niech nam w tym po prostu pomoże.

Rozmawiała

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytet Jagielloński w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami ekologicznymi
oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Moda a męskie samopoczucie

Moda a męskie samopoczucie


Współczesne media bombardują nas obrazem „idealnego mężczyzny”, a środowisko, w którym przebywamy wytycza kierunki jego rozwoju. Bombardują i to dosłownie. W ciągu dnia cokolwiek robimy stykamy się z wzorami. To już nie tylko telewizja, magazyny czy prasa, ale Internet, social media, aplikacje. Gdy tylko wychodzimy z domu, widzimy wyświetlane reklamy z idealnym wizerunkiem. Niezależnie, gdzie jesteśmy i co robimy, mamy przed oczami obrazy z informacjami. Uniknięcie ich jest niemal niemożliwe. 

Taka kreacja sprawia, że coraz więcej mężczyzn porównuje się z medialnym obrazem i jest coraz bardziej świadomych, jak powinni być postrzegani. Nie od dziś wiadomo, że wygląd fizyczny jest bardzo ważny dla budowania obrazu własnej osoby oraz wyrażania siebie. Chyba każdy spotkał się ze znanym określeniem, że wygląd to wizytówka każdego człowieka. 

Prawda jest, że już pierwsze sekundy decydują o tym, jak określi nas nasz rozmówca. Dobrze dobrany strój, zadbana cera, nienaganne uczesanie, zadbane dłonie, zdrowa i wysportowana sylwetka, to standard w wizerunku nowoczesnego mężczyzny. Przy okazji te czynniki pozytywnie wpływające na indywidualną samoocenę. Elegancko ubrany czuję się bardziej komfortowo, jest pewny siebie. Profesjonalny wygląd również wzbudza zaufanie u innych osób poprzez wzmacnianie siły przekazu. Kiedy mężczyzna wygląda lepiej, od razu tak się czuje. Poprawia się jego nastrój, wzrastają pozytywna energia, siły do działania.  

Obecnie wzorów do naśladowania nie brakuje, a mężczyźni są coraz bardziej świadomi wagi wyglądu. To zasługa m.in. blogerów i znawców mody na rynku, z których to można bezpośrednio czerpać wzorce. To, że moda męska jest ważna zauważyli  też producenci wszelkiego rodzaju ubrań. Widać u nich pewną tendencje – swoje strony internetowe przekształcają w doradztwo ubraniowe, do tego pojawiają się na social mediach, gdzie proponują własne pomysły oraz wzorce do naśladowania. Wzrasta też ilość stylistów modowych, pracujących  z mężczyznami w celu poprawy ich wizerunku. 

Wraz ze wzrostem statusu społecznego rośnie świadomość wpływu wyglądu na środowisko i nas samych. Z jednej strony jest otoczenie, z drugiej sami dostarczamy sobie bodźców do własnego rozwoju. Tendencja ta będzie rosła, coraz więcej mężczyzn będzie zabiegać o dobry, elegancki wygląd. Oznacza to wzrost produkcji i sprzedaży ubrań. Zwiększy się też ilość wyrzucanych i niechcianych ubrań, co obecnie jest już mocno widoczne. Jakiś czas temu mężczyźnie wręcz nie wypadało skupiać się mocno na swoim wyglądzie. Miało być męsko, czyli w miarę schludnie i stosownie do okazji. Obecnie tendencja ta całkowicie się zmieniła. Moda męska to ogromy przemysł – tak marketingowy jak i produkcyjny. Mężczyźni chcą wyglądać modnie, a media pokazują mnóstwo możliwości, aby tak się stało. Dzisiaj mężczyzna ma być zadbany, elegancki, modny, wysportowany. Warto jednak pamiętać, że zawsze najważniejsze jest to, co jednak niewidoczne dla oczu. Posiadania tego życzymy każdemu mężczyźnie. 

Mariusz Makowski

szef firmy produkującej krawaty Maktie


Krawaty Maktie


Plan na zdrową i szczupłą sylwetkę

Plan na zdrowie i szczupłą sylwetkę

Zaczęła się wiosna – czas, by zadbać o sylwetkę. Po miesiącach lockdownu wiele osób narzeka na zbyt krągłe kształty i zastanawia, jak się pozbyć zbędnych kilogramów. W osiągnięciu celu może pomóc plan treningowy i regularne spotkania ze specjalistą ds. żywienia i trenerem personalnym.

Plan treningowy to krok ku zmianom, dzięki którym będziemy wyglądać pięknie i czuć się zdrowo. To połączenie właściwie dobranej diety i odpowiednich ćwiczeń, które sprawi, że zyskamy pełnię energii i chęć do aktywnego spędzania czasu. Wreszcie będzie nam się chciało tańczyć, biegać i spacerować, zyskamy też odporność i poprawimy kondycję.

Wiele placówek proponuje trenera personalnego, który ćwiczy z klientem i układa dietę. Są też jednak takie jak Drzazga Clinic, gdzie możemy przede wszystkim liczyć na stałą opiekę specjalisty. Każdy klient traktowany jest tu indywidualnie a ekspert wspiera go w rozpisaniu oraz osiągnięciu wyznaczonych celów w ramach tzw. „fit planu”. Pomagają w tym nie tylko ćwiczenie pod okiem trenera, ale też cotygodniowa konsultacja, pomiary i nieustająca motywacja. Celem projektu jest też wypracowanie nowych nawyków u pacjentów – po to, by za chwilę mogli już samodzielnie radzić sobie z wyznaczaniem celów związanych z dbaniem o własne zdrowie.

Spadek formy w czasie pandemii

Choć coraz bardziej o siebie dbamy, lepiej się odżywiamy i więcej ćwiczymy, w ostatnim czasie, gdy jesteśmy „uwięzieni” w domu w związku z pandemią – możemy niestety zaobserwować spadek formy – mówi Marta Bała-Tabor, specjalistka ds. żywienia, trenerka fitness oraz dietetyk w Drzazga Clinic. Zbędne kilogramy, które pojawiły się zimą, jeszcze bardziej wzrosły przez lockdown. Nie tylko nie chodzimy na zamknięte teraz siłownie, czy do klubów fitness, ale też po prostu w obawie przed zarażeniem mniej wychodzimy z domu. Poza tym wielu z nas pracuje zdalnie i może urządzać sobie regularne wycieczki do lodówki… No i waga rośnie…

Jak sobie w takim razie radzić?

Pomóc może zrobienie tzw. „fit planu” właśnie w konsultacji ze specjalistami z Drzazga Clinic – radzi ekspertka. Takie połączenie diety i treningów zagwarantuje efekt, o który nam chodzi.

Kilogramy spadną tylko dzięki wprowadzeniu zbilansowanej diety i odpowiednio dobranym treningom. Jeśli skorzystamy ze wsparcia profesjonalistów układających takie plany – zyskamy dodatkowo sporą dawkę edukacji żywieniowej oraz poczucie bezpieczeństwa dzięki indywidualnej opiece specjalisty.

Sami możemy sobie nie poradzić, bo zabraknie nam systematyczności i motywacji – stwierdza Marta Bała-Tabor. Radzę, by oddać się więc w ręce ekspertów i wraz z nami stworzyć „fit plan” dostosowany do potrzeb danej osoby. W naszej klinice możemy liczyć na regularne spotkania raz w tygodniu z dietetykiem, a do tego dwa razy w tygodniu godzinne ćwiczenia z trenerem.

Regularność – kluczem do sukcesu

Warto otworzyć się na pomoc z zewnątrz, gdyż kluczem do sukcesu jest regularność, z jaką wykonuje się ćwiczenia oraz kontrola nad wprowadzaniem zdrowych nawyków żywieniowych. Wsparcie specjalistów można nazwać terapią – śmieje się Pani Marta. Oczywiście wszystko zależy od tego, kto ma jaki problem i cel – to omawiamy na pierwszym spotkaniu. Dzięki stałym konsultacjom nie tylko mamy szansę wdrożyć w życie nasz „fit plan”, ale też nauczyć się samodzielnie go realizować w przyszłości. Dowiemy się też, jak uniknąć np. efektu jojo po spektakularnej utracie wagi oraz w jaki sposób ćwiczyć, by nie zrobić sobie krzywdy. To wbrew pozorom bardzo ważne – nieodpowiednio wykonywany trening może bardziej zaszkodzić zamiast pomóc.

Jeśli chcemy cieszyć się szczupłą sylwetką i fajną energią, musimy wziąć się za siebie w sposób kontrolowany. Fit plan w Drzazga Clinic na pewno w tym pomoże!

Drzazga Clinic – Klinika Laseroterapii i Medycyny Estetycznej w Chorzowie oferująca innowacyjne zabiegi dla ciała i twarzy. Oferuje usługi z zakresu laseroterapii, medycyny estetycznej i kosmetologii na najwyższym światowym poziomie. Wysoce wykwalifikowany personel korzystający z innowacyjnego i unikalnego sprzętu zapewnia bezpieczeństwo i najwyższą jakość usług oraz miłą atmosferę podczas zabiegu. Zespół Drzazga Clinic tworzą doświadczeni lekarze, których wspiera profesjonalna kadra kosmetologów, stale poszerzająca swoją wiedzę. Niezbędne certyfikaty i doświadczenie to tylko niektóre zalety personelu Drzazga Clinic.

Program Fit Plan w Drzaga Clinic obejmuje:

– opiekę dietetyczną, w tym cotygodniowe plany żywieniowe i konsultacje ze Specjalistą ds. Żywienia – indywidualny trening personalny dwa razy w tygodniu z Trenerem Personalnym

Do końca kwietnia – pierwsze spotkanie jest bezpłatne. Zapraszamy do Chorzowa!

Kobiecość kołem się toczy

Kobiecość kołem się toczy

1. Kiedy powstał u Pań pomysł na jednoczenie kobiet w tak innej energii i sposobie, niż szeroko propagowany model męski?

Anna Stępień-Kraska: Po raz pierwszy usłyszałam hasło „żeńska energia” w styczniu 2020 roku na webinarze Katarzyny Jagiełło „Zamówienia do wszechświata”. Od tamtej pory zaczęłam interesować się tematem, uczestniczyć w warsztatach i sprawdzać wszystkie koncepcje na sobie. Efekty były błyskawiczne. Gdy dołączyłam do Szkoły Liderek w listopadzie 2020 okazało się, że temat jest gorący i kobiety są głodne tej wiedzy. Pójście w tym kierunku i rozpoczęcie propagowania idei i promowanie dziewczyn, które się tym zajmują, było naturalną konsekwencję na napotkane zapotrzebowanie.

Monika Jaszczura-Synowiec: Tematyka żeńskiej i męskiej energii zawsze była dla mnie interesującym zagadnieniem. Obserwując siebie i kobiety w moim otoczeniu wiedziałam, że jestem 100% kobietą, ale czułam niedosyt w odkrywaniu Siebie. Jednakże z nazwaniem tego zagadnienia zetknęłam się pierwszy raz na Konferencji Woman Camp, na której byłam w roku 2019 i na warsztacie (on-line) u Natalii Jefimowej. 

Potem temat żeńskiej energii powrócił do mnie w Szkole Liderek i uznałam, że będąc kiedyś nieświadomą swojej mocy kobietą pragnę zagadnienie energii żeńskiej przybliżyć takim kobietom jaką ja kiedyś byłam. Kobietą, która budzi się i szuka odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące wykorzystania energii żeńskiej w życiu.

Monika Kaźmierczak: Muszę przyznać, że na długo przed pomysłem samej konferencji, ale było to jednoczenie poprzez wykorzystanie innych narzędzi. Związałam się z firmą kosmetyczną, której ideą – oprócz sprzedaży kosmetyków – jest wspieranie kobiet w rozwoju, wyłanianie liderek. Sprzedaż kosmetyków nie była dla mnie tak interesująca jak te nasze kobiece spotkania pełne rozmów o marzeniach, ale też o trudnościach; pełne śmiechu, a czasem także łez. Zawiązała się między nami nić porozumienia, która trwa do dziś. To było moje pierwsze zetknięcie z działaniem w kobiecej energii. Zmieniłam się dzięki temu i dojrzewałam być może do tego, co miało nadejść – do wyższego wymiaru dzielenia się kobiecą energią, jaką w moim rozumieniu była zorganizowana przez nas konferencja „Przebudzenie Kobiecości”. 

Beata Mendel: Z podejściem do kobiecości w takim ujęciu pierwszy raz spotkałam się w Szkole Liderek, zaczęłam się tej kwestii bardziej przyglądać i doszłam do wniosku, że to, w jaki sposób dużo kobiet funkcjonuje, to jest właśnie działanie z przewagą w męskiej energii. 

2. Czy w Waszym życiu wydarzyły się trudności, poprzez które zaczęłyście szukać siebie w innym miejscu (w kobiecości)?

AS-K: Chyba każdy ma jakieś momenty kryzysu. Jedni większe, drudzy mniejsze. W moim przypadku nie było żadnych większych traum. Mnie zawsze pchał głód wiedzy i poszukiwanie odpowiedzi na napotykane trudności. Zaimplementowanie wiedzy o żeńskiej energii było jednak jak paliwo rakietowe w moim życiu.

MJ-S: Moje życie to jedno wielkie pasmo trudności. Począwszy od dzieciństwa, aż przez małżeństwo. Gdyby nie pasmo tych nieszczęśliwych zdarzeń pewnie nie zaszłaby we mnie potrzeba odnalezienia siebie w roli świadomej swojego potencjału kobiety. Uważam, że wszystkie te wydarzenia ukształtowały mnie jako osobę/kobietę/matkę, ale moja droga do odkrywania kobiecości jest tematem na osobny wywiad 😊

M.K.: Trudności się pojawiały, ale nie sądzę, bym wtedy wiedziała, że szukam odpowiedzi na nie czy też uleczenia ich w zgłębieniu wiedzy o kobiecości. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że szukałam różnych sposobów na to, by uleczyć wiele ran, których – tak poza tym – chyba nikomu z nas nie oszczędzono. Jednak sposób polegający na odkrywaniu siebie, pozwalaniu na bycie sobą, również jako kobiety, wydaje się najbardziej skuteczny.  

BM: Trudności, jakie wydarzyły się w moim życiu, nie spowodowały szukania siebie w kobiecości. W ostatnim czasie moje większe problemy rozwiązały się, nie wiem czy same, pewnie same nie. Aczkolwiek powoli uświadamiam sobie, że to co mi doskwiera w życiu: ciągła gonitwa, mnóstwo zadań, obowiązków, pomoc innym za wszelką cenę, bo przecież i chcę i trzeba, brak wystarczającej ilości czasu dla siebie, ciągle nowe zadania, nowe pasje – z pewnością ma to swoje podłoże w tym, że funkcjonuję za bardzo w męskiej energii. Skończyłam studia prawnicze, od 8 lat jestem związana z korporacją, wcześniej pracowałam w małym urzędzie. Lata doświadczeń, obserwacji, wyciągniętych wniosków doprowadziły mnie do tego, że rozwijam obecnie według własnej koncepcji swój „biznes”. Mam zamiar stworzyć zespół marzeń☺, który będzie się wspierał, pracował z lekkością i z pożytkiem dla świata.

3. Czy budzenie kobiecości spotyka się z szerokim odzewem kobiet czy jednak jest to dopiero początek i masowy powrót do naszych kobiecych przebudzeń jeszcze przed nami?

AS-K: Ten pociąg wciąż się rozpędza. Coraz więcej kobiet, nawet tych, które jeszcze jakiś czas temu powiedziałyby, że urwałyśmy się z choinki i odprawiamy jakieś szamańskie rytuały, w końcu przychodzi na warsztaty widząc nasze efekty.

MJ-S: Wg. moich obserwacji kobiety szukają sposobu na przebudzenie swojej kobiecości. Wbrew temu co się może wydawać świadome kobiety, to nie te, które „wchodzą na traktory”, tylko te, które emanują kobiecością i mają zrównoważoną energię żeńską i męską. Kochają siebie, spełniają się w działaniach i potrafią cieszyć się relacją z ukochanym mężczyzną. 

M.K.: To tęsknota, która drzemie w nas już od dawna. Ale dopiero teraz pozwalamy jej dojść do głosu, wyjść na światło dzienne. I dobrze. Pocieszające jest także to, że w tym „przebudzeniu” mogą nam towarzyszyć przewodniczki, kobiety powołane do pracy z żeńską energią. Mam tu na myśli przede wszystkim zaproszone przez nas na konferencję prelegentki. Uważam, że to ich misja, którą czują całym sercem. 

BM: To wszystko zależy w jakich kręgach. Dziś kobiety się jednoczą, spotykają, pomagają sobie, wspierają się nawzajem, ale widzę, że wiele kobiet z zaciekawieniem słucha właśnie o budzeniu kobiecości. Moim zdaniem, jest to początek i masowy powrót do naszych kobiecych przebudzeń jeszcze przed nami. Jest na tej płaszczyźnie dużo do zrobienia. 

4. Co daje Paniom powrót do swojej kobiecości?

AS-K: Dla mnie to zdjęcie z siebie presji nadążania za rozszalałym i pędzącym na ślepo światem wokół mnie.

MJ-S: Dla mnie osobiście spokój.  Stereotypowo rzecz ujmując powrót do kobiecości to powrót do korzeni kobiecości  oraz w mojej opinii do pierwotnego podziału ról. Uważam, że wewnętrzny spokój i moc to coś co nas jako kobiety świadome i przebudzone definiuje. 

M.K.: U mnie ten „powrót” jeszcze trwa. To nie jest proces zakończony. W ogóle nie wiem, czy mogę mówić o powrocie, od kiedy pamiętam działałam bowiem w męskiej energii. Przesiąkłam nią tak bardzo, że nie zdawałam sobie sprawy, że można myśleć i działać inaczej. Odkrywanie w sobie kobiecości, tej prawdziwej, jest fascynujące, bo to przecież odkrywanie siebie i swojej siły. Czuję się bardziej zgodna z sobą, czuję przypływ obfitości i towarzyszy mi poczucie, że idę w dobrą stronę. I nie ważne już, czy to powrót (śmiech), czy odkrycie całkiem nowych obszarów. 

BM: Ja cały czas odkrywam kobiecość, rozwijam siebie i swoje zainteresowania. Ta droga jest bardzo ekscytująca, bo kobiecość to radość życia, nie polega ona tylko na uśmiechu przyklejonym do twarzy, ale wynika z umiejętności cieszenia się chwilą, która trwa i tym, co jest piękne w nas i naszym życiu. Odkrywanie kobiecości wiąże się z akceptacją siebie i swojego ciała – możemy założyć najpiękniejszą sukienkę, zrobić perfekcyjny makijaż, a od środka nadal czuć się źle ze sobą. Kobiecość odkrywamy więc przede wszystkim w sobie, a nie na zewnątrz. To drugie przyjdzie samo, gdy zajmiemy się na początku swoim wnętrzem, bo kobiecość objawia się radosnymi iskierkami w oczach, które błyszczą, kiedy się uśmiechasz.

5. Czy każda z Pań ma wsparcie męża, partnera, a także czy czują się Panie, że powrót do mocy kobiecości jest przez inne kobiety w Waszym otoczeniu wspierany i rozumiany?

AS-K: Jakakolwiek reakcja w wachlarzu ludzkich zachowań przyszłaby mi na myśl to znajdę jej przykład w moim otoczeniu: fascynacja, wsparcie, ciekawość, obojętność, podśmiewanie, krytyka… Mój małżonek przyjął taktykę tzw. wsparcia biernego: „Kochanie, jeżeli tego potrzebujesz to rób (tylko mnie w to nie mieszaj – hahahah)”.

MJ-S: Otrzymuję bardzo dużo wsparcia od bliskich mi osób i kobiet, z którymi spotykam się na zajęciach w Akademii Radosnego Życia czy na forach społecznościowych w grupach, do których przynależę. Mam wrażenie, że powrót do mocy kobiety jest naturalną konsekwencją procesu jaki zaszedł w nas kobietach, po tym jak zrzuciłyśmy sukienki i założyłyśmy spodnie. Teraz następuje czas powrotu do stanu kobiecości. Budzimy się z potrzeby bycia walecznymi i samowystarczalnymi i na nowo odkrywamy swoją eteryczną kobiecość.

M.K.: Zacznę od kobiet z mojego otoczenia. Czy wspierają i rozumieją? Niekoniecznie. Może próbują. Ale na pewno widzą i obserwują zmiany, jakie zachodzą we mnie. Obfitość zawsze jest widoczna i pociągająca. Narzeczony wspiera mnie nieustannie, ale muszę zaznaczyć, że pojawienie się w moim życiu tego wyjątkowego mężczyzny miało miejsce dokładnie wtedy, kiedy… To ja się zmieniłam. Hasła „najpierw pokochaj siebie”, „bądź zmianą, jaką chcesz widzieć

BM: Ja odnoszę wrażenie, że otoczenie obserwuje. Czy jestem zrozumiana? – nie wiem. Ale nie ma to dla mnie znaczenia – ja wiem, że musze zacząć od siebie, więc robię swoje, idę do przodu, dbam o własną przestrzeń. Inni kiedyś dołączą…

6. Czy prelegentki z konferencji są kontaktami, które Panie same sprawdziły (czy same korzystały Panie z ich wiedzy podczas swojego rozwoju i przebudzenia)?

AS-K: Moja przygoda zaczęła się od Kasi Jagiełło, która zarekomendowała Tatianę Pałucką oraz Natalię Jefimową. Leę natomiast poznałam na warsztatach u Natalii. Wszystkie są mi bliskie. Od każdej coś wyniosłam dla siebie. A to co do mnie trafiło najmocniej, to wzajemne wsparcie pomiędzy tymi Paniami, kompletny brak rywalizacji. Relacja ta była trochę jak objawienie, a trochę jak urealnienie najgłębszych życzeń i dowód na to, że tak się da. Ja byłam wykończona ciągłą rywalizacją w środowiskach, w których przebywałam.

MJ-S: Prelegentki, to Panie, które wcześniej sprawdzałyśmy i same korzystałyśmy i korzystamy z ich usług. Każda z nas jest w procesie i stawia na rozwój, także uczęszczamy na liczne szkolenia, czytamy fachową literaturę i śledzimy webinary czy wykłady naszych koleżanek, które podobnie jak my mają misję niesienia innym kobietą pomocy w przebudzeniu się.

Ja osobiście korzystam z warsztatów u Natalii Jefimowej, Tatiany Pałuckiej i przede wszystkim u Eli Dąbrowskiej – mojej mentorki ze Szkoły Liderek – współzałożycielki Akademii Radosnego Życia.  Jestem trenerką autorskiej metody Akademii Radosnego Życia Elżbiety Dąbrowskiej GOŚĆ Głos Oddech Śmiech Cisza. 

M.K.: Prelegentki konferencji „Przebudzenie kobiecości” to kobiety wybrane przez nas nie bez przyczyny. Książka Katarzyny Jagiełło Queen in flow była dla mnie niczym objawienie, a warsztaty Kasi zainspirowały mnie do wielu zmian. Medytacja z Tatianą Pałucką i ćwiczenia, jakie proponowała w ramach swoich warsztatów także pozostaną w mojej pamięci na długo. Aktualnie jestem zapisana na warsztaty Natalii Jefimowej i nie mogę się ich doczekać. Pozostałe Prelegentki to osoby, z których wiedzy i doświadczenia także chciałabym skorzystać w przyszłości. 

BM: Prelegentek nie dobierałyśmy przypadkowo, są to sprawdzone, najlepsze w tym co robią kobiety. Każda z nas ma własne doświadczenia na swojej drodze odkrywania kobiecości, chciałyśmy pokazać uczestniczkom konferencji spojrzenie na kobiecość w różnych aspektach, aby dać im inspirację do odkrywania siebie na różnych płaszczyznach. Dlatego zaoferowałyśmy tak dużą ilość prelegentek, żeby każda uczestniczka konferencji mogła coś dla siebie wynieść i zainspirować się czymś, o czym wcześniej może nie słyszała.

7.Co mogą Panie polecić kobietom, które są zmęczone ” noszeniem spodni” i dźwiganiem wszystkiego na swoich barkach?

AS-K: Oczywiście przyłączenie się do nas i warsztaty u Natalii Jefimowej

MJ-S: Polecam z serca, aby kobiety powoli zaczęły zdejmować ciężary samowystarczalności i zaczęły prosić o wsparcie swoich mężów, partnerów, rodzinę, dzieci i przyjaciółki. Sama ze swojego doświadczenia wiem, że nie da się na dłuższą „metę” robić wszystkiego samej czy samemu. Człowiek jest stworzony do życia w symbiozie z innymi i żeby być w dobrej formie musi się uzupełniać.  Czasem wystarczy tylko poprosić, powiedzieć – „potrzebuję pomocy”. Bez przekazania takiego komunikatu nie zostaniemy usłyszane.  Ja także zachęcam wszystkie Panie – kobiety, żeby przyłączyły się do grup na forach społecznościowych – takich jak nasza – Kobiecość kołem się toczy i nastawiły się na samorozwój i wzajemne wsparcie. Uważam, że spełniona kobieta emanuje szczęściem, które to przekłada się na ludzi w jej otoczeniu.

Drogie Panie dbajcie o Siebie, wspierajcie się i proście o wsparcie, bo to jest oznaką siły kobiecości 😊

M.K.: Możesz być sobą, żyć i działać z lekkością; możesz osiągać swoje cele i robić to, o czym marzysz, nie udając przy tym mężczyzny. Pamiętam, że podobnymi słowami posługuje się Magdalena Glistak. 

BM: Kobietom zmęczonym „noszeniem spodni” i dźwiganiem wszystkiego na swoich barkach polecam, aby zatrzymały się i odnalazły swój sposób na bycie w życiu kobietą. Mój apel do kobiet: zacznijcie żyć świadomie, bo kiedy nie mamy koncepcji na życie, mamy niezagospodarowaną przestrzeń, zawsze znajdzie się ktoś, kto nam ją zagospodaruje: rodzina, znajomi, szef. Ciągle będziemy zbaczać z drogi: a to serial, pogawędka, rundka po centrum handlowym, praca jakakolwiek, byle była. Dzisiaj mamy nieskończoność możliwości, dlatego też często jesteśmy zagubione. Nie zawsze potrafimy wybrać świadomie, a później zastanawiamy się, dlaczego nasze życie jest pozbawione sensu i treści. I zawsze tak będzie, dopóki nie dasz sobie szansy na samodzielne pokolorowanie kartki swojego życia. Nie możesz jej skserować.

Anna Stępień – Kraska 

Monika Jaszczura -Synowiec

Monika Kaźmierczak 

Beata mendel 

Rozmawiała Agnieszka Zydroń

Kobieta na zakręcie

Kobieta na zakręcie

Czasami jest w życiu tak, że wszystko wymyka się spod kontroli i nie widać już nadziei na tzw. „lepiej”. Dochodzimy do zakrętu, za którym nie wiemy, co nas czeka. Co zrobić, by wyjść z takiej sytuacji obronną ręką, a do tego odzyskać wiarę w siebie i niezależność finansową?

Jak to się mówi – nikt nie obiecywał, że będzie łatwo – więc nie ma o co kruszyć kopii, lecz odważnie iść naprzód i zadbać o to, by za zakrętem zobaczyć światełko w tunelu. Nikt tego za nas nie zrobi, musimy sami zorganizować sobie życie – jest przekonana Monika Jabnouni, która niejeden zakręt życiowy ma na swoim koncie. Potraktujmy to, co nas w życiu spotyka jako wyzwanie lub przygodę i starajmy się wyciągać z każdej sytuacji to, co dla nas najlepsze. Trudności też nas rozwijają i kształtują. Są po prostu częścią życia i musimy – chcemy, czy nie – to zaakceptować. Każdy z nas może się nauczyć zdystansowanego podejścia do kryzysu, nie ulegania nadmiernie emocjom i podejmowania takich decyzji, dzięki którym los wreszcie się do nas uśmiechnie.

Monika Jabnouni w poszukiwaniu lepszego świata wyjechała do Wielkiej Brytanii, gdzie ułożyła sobie życie na nowo po rozpadzie pierwszego małżeństwa, w którym spotkała się z przemocą i złym traktowaniem. Kiedy poznała swojego drugiego męża – również nie było łatwo – ponieważ Sayed jest z Tunezji – dosięgnął ich hejt związany ze stereotypowym krzywdzącym podejściem do mieszanych kulturowo związków. To wszystko było bardzo trudne, szczególnie, że mam syna z pierwszego małżeństwa, któremu zawsze pragnęłam zapewnić bezpieczeństwo i poczucie, że przebywa w przyjaznym środowisku. Wiedziałam jednak, że to „samo się nie zrobi” i stąd podjęłam decyzję o wyjeździe z Polski. I choć teraz również zdarza się, że spotykamy się z krzywdzącymi opiniami, nasze dni przebiegają w miłej, komfortowej atmosferze. Jesteśmy rodziną, kochamy się i tutaj w Wielkiej Brytanii na nikim nie robi wrażenia to, że wywodzimy się z różnych kultur. Wygląda na to, że emigracja była dla nas świetną decyzją.

W Wielkiej Brytanii Monika wraz z synem i Sayedem zaczęła wszystko od nowa – znalazła też sposób na odzyskanie niezależności finansowej. Podjęłam pracę w marketingu sieciowym i zaczęłam sprzedawać kosmetyki do włosów – mówi. I to okazał się strzał w dziesiątkę, bo dzięki pracy szybko stanęłam na nogi pod względem finansowym, a także poznałam mnóstwo fantastycznych osób, którzy dają sobie wzajemne wsparcie w zmianie nastawienia do siebie, do pracy, do codziennych spraw. Okazało się, że można mieć taką pracę, którą wykonuje się z radością, w której można poczuć się ważnym i potrzebnym i nie ustawać w samorozwoju.

Kobiece wsparcie ma ogromne znaczenie na tzw. życiowym zakręcie. Kiedyś ludzie byli bliżej siebie, częściej się kontaktowali, dawali sobie wskazówki, pomagali – stwierdza Monika. Teraz, szczególnie w pandemii, żyjemy osobno i wiele osób czuje się samotnie w tej izolacji. A przecież mamy wciąż takie same potrzeby jak wcześniej – każdy chce się czuć spełniony, niezależny i wolny. Razem możemy się inspirować do pozytywnych zmian, podpowiadać sobie, co robić, by osiągać stawiane sobie cele, doradzać, jak wyjść z kryzysu. To bardzo ważne, dlatego koniecznie powinniśmy nauczyć się korzystać z narzędzi, które daje nam wirtualny świat do tego, by się ze sobą jak najczęściej komunikować.

Tym bardziej, że internet aż huczy od propozycji udziału w różnych grupach wsparcia, webinarach, szkoleniach i konferencjach – z każdego wydarzenia można wiele wynieść dla siebie.

Tak naprawdę wiedza jest na wyciągnięcie ręki – trzeba tylko otworzyć komputer – nasze aktualne okno na świat i na życzliwych ludzi, którzy mogą stanowić dla nas nieocenione wsparcie – przekonuje Monika Jabnouni. Można też pracować i zarabiać przez internet, działać wtedy, gdy potrzebujemy i w takim zakresie, w jakim aktualnie jest to możliwe. Uwierzcie, że to się da zrobić i naprawdę wystarczy chcieć, by w krótkim czasie zmienić swoje życie na lepsze.

Monika dzięki swojej determinacji i zaangażowaniu w internetową sprzedaż produktów osiągnęła niezależność finansową w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy i teraz dzieli się chętnie swoim doświadczeniem z innymi kobietami, które chcą zarabiać w podobny sposób jak ona. Mój sukces był dla mnie niezwykle ważny i dał mi wielką siłę, której wcześniej bardzo mi brakowało – przyznaje Monika. Jeszcze dwa lata temu byłam osobą, która ciężko pracowała na tzw. etacie i której zawsze brakowało do pierwszego. I nagle – totalna zmiana – zarabiam, świetnie się przy tym bawię, a do tego przebywam wśród inspirujących ludzi i się rozwijam. Sama wciąż nie mogę uwierzyć, że to jest możliwe – a jednak jest – jestem na to najlepszym przykładem. I choć niektórym kobietom wydaje się, że istnieje zbyt wiele przeszkód, by mogły zawalczyć o finansową niezależność, ja Wam mówię – STOP – zmieńcie podejście – jesteście warte tego, by godnie zarabiać, by się rozwijać nie tylko rodzinnie ale też zawodowo i spełniać swoje marzenia!

Samo nic się nie zrobi, ale wszystko jest w naszych rękach – możemy wyjść zza zakrętu i ujrzeć szeroką drogę ku niezależności i samorealizacji, po której będzie nam się fajnie podróżować w towarzystwie życzliwych nam osób. Musimy jednak podjąć działania, bo marzenia się same nie spełniają, lecz marzenia się spełnia!

Monika Jabnouni zaprasza wszystkich chętnych do współpracy.

Można się z nią skontaktować poprzez: https://www.bogata-kobieta.pl/kontakt/ lub https://monikajabnouni.com
Monika jest Polką, mieszkającą od kilku lat w Wielkiej Brytanii. Chce dzielić się swoim doświadczeniem i pokazywać wszystkimi, że BOGACTWO naprawdę jest na wyciągnięcie ręki – tylko trzeba umieć po nie sięgnąć! Monika Jabnouni jest autorką e-booka „3 nawyki szczęśliwych ludzi”, dostępnego pod linkiem” https://monikajabnouni.com/e-book/ oraz liderką społeczności kobiet, które zajmują się marketingiem sieciowym.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

ŚCIEMA PO POLSKU, CZYLI BORAT W POLSKIM SHOW-BIZNESIE

ŚCIEMA PO POLSKU, CZYLI BORAT W POLSKIM SHOW-BIZNESIE

Mariusz Pujszo – człowiek orkiestra. Jego film „Ściema po Polsku“ wchodzi niedługo do kin. Kilka dni po opublikowaniu plakatów, zapowiedzi – spotkał się z bardzo skrajnym odbiorem. Jak widzi to sam twórca i jaki miał cel tworząc taki film? 

Film „Ściema po Polsku“ jeszcze nie wszedł do kin, a już budzi kontrowersje…
Rzetelność dziennikarska, czyli taka „Ściema po Polsku”. Niektórzy dziennikarze „rzetelnie” podchodzą do swojego zawodu i piszą krytykę filmu, którego w ogóle jeszcze nie widzieli! To takie typowo polskie. To tak jakby jakiś mebel, który jeszcze nie istnieje, oceniać na podstawie jego architekta lub wyglądu fabryki.

Tak bywa…
…A że nie lubimy tego architekta i fasada fabryki nam się nie podoba, to już zawczasu, tak na wszelki wypadek, krytykujemy mebel, którego jeszcze nie widzieliśmy i piszemy, że jest bez sensu! Mamy skłonności negatywnie oceniać coś, czego nie rozumiemy albo nie lubimy. Podchodzimy z emocjami – często oceniamy kogoś nie na podstawie tego co stworzył, lecz na podstawie tego czy go lubimy czy nie. Na przykład ktoś jest zabawny, wesoły, towarzyski, a my smętni, zgryźliwi, nikt nas nigdzie nie zaprasza, nie mamy przyjaciół… i co, mamy go kochać? Oczywiście, że nie. Nienawidzimy i musimy go hejtować!

„Ściema po Polsku” to specyficzny rodzaj komedii, która podobnie jak wiele lat temu „Polisz kicz projekt” będzie miała wielu fanów i wielu krytyków.
Dokładnie tak. Lecz ludzie, którzy nie lubią tego typu filmów nie powinni ich oglądać, a już na pewno nie powinni wypowiadać się na ich temat. To przecież coś takiego, jakby osoba nie lubiąca wina, wypowiadała się o jego smaku, zapachu, kulturze picia i jego historii! Przecież ta osoba uwielbiając piwo zawsze skrytykuje, bo nawet najlepsze wino nie będzie jej smakowało. Na całym świecie są różne gatunki filmowe, dla każdego coś miłego, więc chodźmy do kina i oglądajmy to co lubimy, nie zmuszajmy się do niczego. Jak nie lubię horrorów, to ich nie oglądam. No chyba, że jestem dziennikarką, która nie lubi horrorów, ale specjalnie pójdzie do kina, żeby taki film zmasakrować… Czy nie lepiej zostać w domu, z przyjaciółmi, przy lampce wina i super romantycznej muzyce? Ta pewna dziennikarka napisała, że nie jest to ocena filmu, ale zapis trudnych emocji, które nią zawładnęły po obejrzeniu plakatu i zwiastuna. No brawo, zatem oceniamy film na podstawie plakatu… a że plakat jest lekko odjechany to…

Odjechany – dobre słowo. Aktualnie jest na topie robić coś odjechanego. Jesteś znany z niekonwencjonalnych pomysłów.
Zrobiłem kiedyś film, którym zwojowałem świat. Mowa o wspomnianym „Polisz kicz projekt“ – film w stylu „Borata“.

Tymczasem „Borat“ dostał Złotego Globa i ma szansę na Oscara…
Ha… z tym, że ja zrobiłem „Polisz kicz projekt“ wiele lat przed „Boratem“. Gdziekolwiek na świecie „Polisz kicz projekt“ był pokazywany to wywoływał niesamowite reakcje. Od dłuższego czasu nurtowało mnie, że może jest czas zrobić remake tego filmu, czyli coś co będzie w podobnym stylu.

I tak powstała „Ściema po Polsku“?
Tak. Sprzyjają temu dzisiejsze czasy, a żyjemy w czasach bez sentymentów. Dziś najważniejsze jest zaistnieć! I kto pierwszy ten lepszy! Nieważne z jakiego powodu. Ważne jest żeby ludzie o mnie słyszeli, żeby mnie podziwiali. Każdy podatny jest na wszelkie pochlebstwa, wyróżnienia, nagrody. Króluje show-biznes i portale społecznościowe typu Instagram, Facebook, Tik Tok. Ludzie lgną do różnorodnych programów telewizyjnych reality show. Chcą być znani i dla kariery zrobią wszystko.

Faktycznie, programów tego typu jest zatrzęsienie. Chętnych by wziąć udział cała rzesza. Nieważne czy to „Mam talent“, „Hotel Paradise“, czy „Rolnik szuka żony“.
To ciąg na szkło. Żeby być rozpoznawalnym, żeby media o mnie wiedziały i pisały. To też ciąg ku temu żeby mieć więcej obserwujących na Instagramie, więcej lajków na Facebooku. Robimy sobie selfie wszędzie. Każdy wie, że w tej chwili fajna fotka równa się tysiące followersów. A im więcej mam followersów tym jestem ciekawszy, fajniejszy, ważniejszy. Jest to nagminne i zauważalne na całym świecie. Obecnie ludzie już nie zastanawiają się kto dlaczego jest znany, tylko: znam tę osobę, bo jest znana. Pomyślałem, że to idealny temat na film i postanowiłem zrealizować „Ściema po Polsku“.

To na pewno coś oryginalnego i niespotykanego na polskim rynku.
To prawda. Chciałem stworzyć film niestandardowy. Posłużyłem się stylem mockumentary, co znaczy pomieszanie dokumentu z fabułą. Dzięki temu zabiegowi widz ma wrażenie, że od podszewki poznaje sekrety polskiego świata filmu i show-biznesu.

Oglądając film jest wrażenie, że ogląda się making off fikcyjnego filmu.
Zdjęcia filmowe niczym dokument są obrazem rzeczywistości. Częste zwracanie się wprost do kamery daje widzowi wrażenie oglądania making off’u jakiegoś innego filmu. Bardzo dużo scen w filmie jest kompletnie przypadkowych, które były improwizowane i przez to są ogromnie śmieszne. W filmie mamy osoby, które grają siebie albo są tak naturalne, że ludzie myślą, że są sobą. Zależało mi na wrażeniu, by widz – zresztą podobnie jak ja – był pogubiony, czyli że nie wie do końca co jest zagrane, a co spontaniczne i prawdziwe. Grają aktorzy, amatorzy, ludzie z biznesu. Jest kilka bardzo fajnych odkryć – to będą nowe twarze polskiego kina!

Mam wrażenie, że film jest jednak pewną prowokacją.
Film „Ściema po Polsku“ śmieje się z nas wszystkich, z tego co jesteśmy w stanie zrobić, by osiągnąć sukces, sławę, pieniądze. W obecnym świecie nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nie mamy autorytetów. Wszystko jest dozwolone. W każdą rzecz „połowa ludzi uwierzy, a połowa nie“. Ludzi można omamić, oczarować i wcisnąć im jakąkolwiek głupotę – na pewno znajdą się ci, co uwierzą.

Niepowtarzalny styl równa się tysiące zwolenników i wielu przeciwników. Jesteś na to gotowy?
Samo życie. Dla mnie najważniejsze jest to, że ludzie lubią tego typu komedie. Niech idą do kina ci, co lubią tego typu filmy. Już widzę te krytyki dziwnych ludzi: „Co to za film? Skandal!” itp. Ot takie polskie bajorko. Najlepszym dowodem na to, że ludzie kochają takie rzeczy jest scenka z naszego filmu wrzucona do Internetu pod tytułem „Nie ślin się gówniarzu”. Mieliśmy przeszło 10 mln wyświetleń! To daje dużo do myślenia. Jestem przekonany, że film ten będzie ciekawą alternatywą dla filmów powstających zgodnie z filmowymi standardami i przyciągnie przed ekrany kin tysiące fanów szukających w produkcjach innowacyjności, świeżości i nieszablonowego humoru.

Życzymy wielu sukcesów!