Kiedy umiera dziecko, brakuje słów

Kiedy umiera dziecko, brakuje słów. Brakuje też poczucia jakiegokolwiek sensu, może brakować wiary, wsparcia otoczenia. Zamiera nadzieja. I nie ma znaczenia czy dziecko jest zdrowe, czy zmaga się z przewlekłą chorobą, choć pewnie w tym drugim przypadku możliwą śmierć bardziej się wyczuwa i może czasem o niej rozmawia. Nie zmienia to faktu, że gdy już śmierć zabiera dziecko, dla rodziców i rodzeństwa to szok, z którym muszą mierzyć się już zawsze. W tym przypadku czas nie goi ran po stracie.

W sierpniu synka Jasia straciła Agnieszka – był najmłodszy z trójki jej dzieci, miał 14 lat i od urodzenia chorował na galaktozemię, przez lata funkcjonując z pomocą respiratora podtrzymującego oddech. Agnieszka na swoim blogu Troje Dzieci opisywała historię choroby Jasia i jego rodzeństwa – Frankai Ewy, którzy również cierpią na przewlekłe choroby. Nagłaśniały ją też media w całym kraju, gdyż rodzin z trójką niepełnosprawnych dzieci nie ma w Polsce zbyt wiele. Wokół rodziny utworzyła się wierna grupa wsparcia, społeczność, która pomagała w corocznych zbiórkach na leczenie i na co dzień karmiła dobrym słowem, zwykłą rozmową, uściskiem dłoni. Dzięki troskliwej opiece rodziców
i pieniądzom od darczyńców Jaś żył, korzystał ze stałej rehabilitacji, uśmiechał się.

Umarł nagle, pozostawiając po sobie otwartą zbiórkę na siepomaga.pl oraz pustkę trudną do opisania.

Wiedzieliśmy, że Jaś kiedyś może od nas odejść, ale nie byliśmy przygotowani, że stanie się to tak szybko – mówi Agnieszka Oczkowska. Świat kręcił się wokół niego, wokół łóżka, na którym leżał, wokół zajęć, dzięki którym żył, wyznaczany był kalendarzem jego posiłków i zabiegów. Szykowaliśmy się do celebrowania jego 14. urodzin, ale tydzień przed uroczystością, Jaś przestał oddychać. Nie, nie spodziewaliśmy się tego, bo Jaś był w dobrej formie. To niewyobrażalna tragedia dla całej naszej rodziny.

Pogrzeb Jasia odbył się w Toruniu w promieniach sierpniowego słońca. Świeciło tak mocno, jakby chciało dotknąć ziemi, na której dzieją się te wszystkie niewytłumaczalne dramaty.
Potem spadł deszcz, ale nikt nie miał kaloszy.

Ci, którzy przyszli Jasia pożegnać, mówili o jego uśmiechu, o sile, jaką im dawał, poprzez swoją walkę z chorobą, o tym, że w jakiś niezwykły sposób wielu z nich pomógł uwierzyć w siebie, w to, że mogą różne rzeczy robić, zmieniać, tworzyć. Mówili, że Jaś był dla nich inspiracją. Mówili też, że cała rodzina Oczkowskich daje niesamowite świadectwo miłości i wzajemnego wsparcia w trudach życia. Niektórzy nie mówili nic.

Jaś umarł, ale pamięć o nim nie zniknie – deklaruje Agnieszka Oczkowska. Pieniądze wpłacane na jego leczenie przejdą na rehabilitację Ewy i Franka, którzy również wciąż bardzo potrzebują wsparcia. Będziemy też dalej działać, pomagać rodzinom, które tak jak nasza borykają się z niepełnosprawnością dzieci. Być może otworzymy fundację, nad którą czuwać będzie nasz mały Jaś – w ten sposób niezwykła moc uśmiechu naszego synka dalej będzie dodawać sił do walki o zdrowie, godne życie i spokój tym, którzy tego wsparcia najbardziej potrzebują. Kto wie, może nazwiemy ją „Uśmiech Jasia”?

Rodzina Oczkowskich – Agnieszka, Tomasz, Ewa, Franek i Jaś – trójka rodzeństwa z niepełnosprawnościami. Najstarsza Ewa i najmłodszy Jaś cierpią na rzadką wadę genetyczną – galaktozemię, a środkowy Franek urodził się bez prawego przedramienia, ma cukrzycę typu 1 i guza podwzgórza mózgu. Jaś  Oczkowski zmarł 12 sierpnia br., pieniądze z jego zbiórki przejdą na pomoc dla Ewy i Franka.

Więcej informacji: www.trojedzieci.org

Kontakt dla mediów: Karina Grygielska, Agencja Face it, k.grygielska@agencjafaceit.pl; 601 369 597

Rozumowe postrzeganie (wydawania i zarabiania) pieniędzy jako sposób na rozsądne finanse

Nie byłoby łatwo znaleźć ekonomisty o większym poczuciu humoru niż Richard Thaler. Jego koncepcja „mentalnego księgowania” jest jednak na serio i… warto się z nią zapoznać właśnie teraz; w okresie niepokoju o węgiel, ceny energii, wysokiej inflacji i rat kredytów hipotecznych, które drożeją z kwartału na kwartał. Tym bardziej, że każdy z nas księguje mentalnie. Co zatem kryje się za tym pojęciem?

Wyobraźmy sobie Pana X, który chce kupić karton batonów muesli. Tuż obok jego miejsca zamieszkania jest sklep osiedlowy, w którym trzeba będzie zapłacić 50 zł. Nasz Pan X jest jednak sprytny i wyszukuje w Internecie sklep położony 5km dalej od jego domu, w którym to ten sam karton batonów kosztuje już 40 zł. „Oszczędzę 10 zł na samych batonach” – myśli błyskotliwie Pan X i gdyby mógł, sam ze sobą przybiłby „piątkę”. Tak jakby benzyna i czas stracony na dojazd były za darmo… 

W innej sytuacji Pan X kupuje kosiarkę i tym razem pobliski sklep oczekuje zapłaty 800 zł, a dyskont elektroniczny położony 5km dalej chce za tą samą kosiarkę 780 zł. Jest spora szansa, że tym razem Pan X pomyśli: „Eee, 20 zł – nie opłaca mi się jechać taki kawał”. Kupuje więc za 800 zł, bo przy tej kwocie 20 zł wydaje się mało znaczące. Tak jakby 20 zł było mniej warte niż 10 zł oszczędzone na batonach…

Jaki z tego wniosek i puenta? Decyzje zakupowe podejmujemy emocjonalnie. Kiedyś oczywiście ekonomistom wydawało się, że racjonalnie, ale biorąc pod uwagę całą baterię współczesnych badań – trudno dalej bronić tamtej tezy. Owszem, używamy intelektu, ale głównie po to, żeby… wytłumaczyć sobie emocjonalną decyzję. W naszej głowie praktycznie codziennie odbywają się procesy mentalnego księgowania. Już cieszymy się z przyszłej wypłaty (a nawet zaczynamy ją w wyobraźni wydawać), choć pieniądze nie wpłynęły jeszcze na nasze konto! A to znowu martwimy się podatkiem od gruntów do zapłacenia, choć jeszcze nie poznaliśmy jego kwoty. Bardziej też porusza nas strata 10 zł niż znalezienie 10 zł na ulicy. W tym właśnie sensie 10 zł nie jest równe 10 zł w naszych głowach. Dlaczego tak jest? Bo znacznie mocniej nie cierpimy tracić niż lubimy zyskiwać.

A oto dwie bardzo praktyczne obserwacje Richarda Thalera w formie zachęty, abyście szczerze i uczciwie przyjrzeli się swoim decyzjom i emocjom związanym z finansami:

  • Łatwiej nam ponieść większą stratę raz niż kilka razy doświadczyć mniejszej (lepiej np. zgubić 100 zł w piątek, niż zgubić 20 zł w poniedziałek, a potem jeszcze 20 zł w środę – dwie straty bolą bardziej, nawet jeśli opiewają na mniejszą kwotę).
  • Wolimy zyskać kilka razy małe kwoty niż raz dużą (np. prezent od babci w postaci 100 zł nie cieszy aż tak bardzo jak impreza rodzinna, w której nastolatek dostaje od cioci 20 zł, od wujka 20 zł i od kuzyna 20 zł – 3 zyski cieszą nas bardziej, nawet jeśli są na mniejszą kwotę).

Jak widać, mentalność wpływa także na nasze finanse. Żeby więc odnieść sukces, potrzeba oczywiście ciężkiej pracy, pomysłu na biznes czy konsekwencji, ale okazuje się, że równie ważna jest w tym wszystkim głowa i to, w jaki sposób postrzegamy zarabianie i wydawanie w naszym umyśle. 

Jakub B. Bączek

Jakub B. Bączek – Trener mentalny Mistrzów Świata i olimpijczyków, właściciel kilku firm, autor ponad 20 książek, sprzedawanych dziś w 17 krajach. Wykładowca studiów MBA na Akademii Leona Koźmińskiego, ekspert telewizyjny, mówca inspiracyjny, regularnie zapraszany do czołowych banków i korporacji.

Twórca Akademii Trenerów Mentalnych™ i popularnych projektów szkoleniowych w Polsce i za granicą. Prywatnie pasjonat podróży, gry w golfa, buddyzmu i czytania książek. Uważa, że marzenia się nie spełniają – marzenia się… SPEŁNIA!