Bycie autentycznym wymaga ciężkiej pracy. Wyloguj się i… DRILL TO BE REAL!

Czasami trudno rozróżnić, co jest prawdziwym życiem, a co jedynie kreacją stworzoną na potrzeby popularności. Co czeka nas za kilkanaście i kilkadziesiąt lat? I jak w dzisiejszych czasach być autentycznym?

Nadążanie za trendami bywa problematyczne, ogranicza bowiem możliwość odkrywania naszego indywidualizmu i własnych preferencji, sposobu wyrazu. A mimo to coraz intensywniej zatapiamy się w nierealny świat mediów społecznościowych i coraz mocniej popadamy w grę – kto żyje według najbardziej popularnego i lubianego schematu, kto popularniej zjadł, wypadł na zdjęciu, kto ma popularniejsze życie, czyje posty są powszechniej lubiane… Czy ma to zjawisko coś wspólnego z rzeczywistością i prawdziwym życiem użytkowników Facebooka, Instagrama i Tik Toka?

Źródło niedoinformowania

Słowo influencer jest mylące, gdyż jest to osoba, która zamiast, jak definicja by wskazywała, wywierać wpływ na otoczenie, zazwyczaj jest właśnie efektem wpływu otoczenia na nią samą. Postacie popularne w mediach społecznościowych powinno się nazywać influencee (będący pod wpływem innych) zamiast influencer (wywierający wpływ na innych), gdyż ich działanie jest motywowane przede wszystkim zabieganiem o popularność, czyli podążaniem za najbardziej powszechnymi oczekiwaniami. Większość z nich jest zaprzeczeniem autentycznego sposobu wyrazu.

Media społecznościowe to również współczesny substytut rzetelnej wiedzy.

Dziś wiedza młodych ludzi często budowana jest na powierzchownych i infantylnych cytatach znalezionych w mediach społecznościowych, rzekomo wyczerpujących konkretne zagadnienie. Eksperci w danych dziedzinach wiedzy przestają istnieć. Jedyni eksperci, jacy odnoszą sukces, to eksperci od marketingu, ponieważ marketing to narzędzie, które pozwala powierzchownej wiedzy udawać wystarczającą i umożliwia jej stawanie się popularną. Marketing również powoduje, że osiągnięcia i status często są dzisiaj uznawane za prawdziwe, kiedy wystarczająco często się je powtarza i podkreśla ich wagę w mediach  społecznościowych – bez względu na to, czy mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.

Rzeczywistość a social media

Czy temu miały służyć media społecznościowe? Pierwotnie ich zadaniem było po prostu łączyć ze sobą ludzi. W praktyce jednak wypromowały przeciętność i stały się świetnym studium preferencji ludzkich. W sondażach przeważają opinie na temat tego, jak ważna jest inteligencja czy osobowość, która tworzy czyjąś atrakcyjność. W praktyce natomiast jasne jest, że najpopularniejsze profile to te, które promują jedynie atrakcyjne ciała, z jak najmniejszą ilością treści, a ilość ta wydaje się być wręcz odwrotnie proporcjonalna do popularności.

Czy za 40 lat nasze czasy zostaną retrospekcyjnie nazwane Erą Próżności? Padliśmy ofiarami bardzo radykalnej ideologii – właśnie kultu próżności. Być może za 20 lat spojrzymy wstecz i będziemy czuć się z tym niekomfortowo, dokładnie tak samo jak po 20 latach czuły się osoby, które poddały się na przykład wpływom totalitarnych systemów. Nagrody otrzymane od tych systemów dziś nie są powodem do dumy, wręcz przeciwnie. Czy w przyszłości ludzkość potraktuje podobnie tych, którzy kultywowali sukces oparty na próżności?

Jeśli w przyszłości technologia pozwoli nam dowolnie i (niemal) bez ograniczeń zmieniać kształt i wygląd naszego ciała, piękno fizyczne straci wówczas wartość. Tak jak każdy zasób, którego wartość spada, przy zwiększającej się podaży. Wówczas przyjdzie nowa era – Renesans Osobowości – ale do tego czasu minie pewnie kolejny wiek. Mam nadzieje natomiast, że ludzkość dokona takiego wyboru – niewymuszonego technologią a motywowanego inteligencją – wcześniej.

Paparazzi jak papierek lakmusowy…

Kiedy ktoś pokazuje wam gwiazdę Instagrama, warto zrobić prosty zabieg i wpisać tę osobę w Google z dodatkiem “paparazzi”. Ujrzymy ją wówczas w “naturalnym” stanie, nieprzygotowaną, nieretuszowaną. Zazwyczaj nie ma to nic wspólnego z jej wizerunkiem na social mediach. Jej talia nie jest taka wąska, jej nogi nie są takie długie, mięśnie nie odznaczają się tak mocno  etc… Filmy trudniej oszukać. Jedyne osoby, których atrakcyjność fizyczna w mediach społecznościowych jest rzeczywista, to gwiazdy sportu, które filmuje się bez ich nadmiernej kontroli, z bardzo małym naciskiem na eksponowanie atrakcyjności obiektu.

Ta iluzja powoduje ciągłe poczucie nienadążania oraz bycia na “gorszym poziomie” od gwiazd social mediów… Wszystko to powinno nas zmotywować do tego, aby zrobić stanowczy LOG OUT – zrezygnować z dogadzania oczekiwaniom tłumów na rzecz rzeczywistego BYCIA. Nie jest to jednak łatwe i stąd hasło DRILL TO BE REAL. Bycie autentycznym wymaga ćwiczeń, praktykowania i wysiłku…

DRILL TO BE REAL

Badania wskazują, że młodzi ludzie pozbawieni telefonów komórkowych wpadają w panikę, niepokój i depresję w ciągu kilku godzin. W Japonii na przykład wśród młodzieży interakcje w prawdziwym świecie niemal całkowicie zanikają. Co intrygujące, drastycznie spadło nawet zainteresowanie jednym z najbardziej pierwotnych aspektów życia, czyli życiem seksualnym, a przynajmniej tym poza rzeczywistością wirtualną.

Badania wskazują również, że ludzie niezaangażowani w social media lepiej czytają dynamikę społeczną i sprawniej regulują się emocjonalnie. Udowodniono też, że efektywni ludzie nie tracą czasu na media społecznościowe. Wyjątkiem są osoby, które zarabiają dzięki nim pieniądze. Jeśli jesteśmy w stanie spieniężyć nasze działania w social mediach, mamy przynajmniej jakiś dochód z naszej próżności – tracimy jedynie autentyczność, podporządkowując się toksycznym oczekiwaniom popkultury. Jeśli natomiast zasilamy zarobki i popularność innych, popełniamy już błąd większego kalibru, oddajemy również swój czas…

Jak zatem rozumieć DRILL TO BE REAL? Stawienie czoła rzeczywistości wymaga ćwiczenia. Poznanie samego siebie – nie wizerunku, który pokazujemy w social mediach, nie osoby, które spełnia oczekiwania innych ani człowieka, który podąża za tłumem – to żmudny, ale wart zachodu proces. Takiego świadomego szczęścia doświadczają jedynie ludzie pozostający w głębokim kontakcie z samym sobą, rozumiejący swoje aspiracje, potrzeby i marzenia, odrzucający presję i wpływ ze strony innych. Wylogowanie się do życia to zatem zaledwie pierwszy krok…

Dlatego sugeruję rozważyć zmianę kierunku i dokonanie log outu!

Jak ćwiczyć się w byciu prawdziwym?

Pierwszym etapem jest “odwyk”. To czas, w którym odzwyczajamy się od ciągłego scrollowania social mediów, rejestrowania wszystkiego, co dzieje się w ciągu dnia za pomocą telefonu i ćwiczenie uważności na świat, który “dzieje się” w naszym najbliższym otoczeniu. Temu etapowi towarzyszą zazwyczaj nieprzyjemne uczucia i chęć powrotu do starych przyzwyczajeń.

T.S.Eliot napisał:

W świecie uciekinierów osoba idąca w przeciwnym kierunku, wydaje się uciekać.

Innymi słowy trudno być normalnym w nienormalnym świecie – wymaga to dużej odwagi i determinacji. Poznanie samego siebie bywa bolesne i niewykluczone, że na pewnym etapie pomocna może się okazać rozmowa z terapeutą – zwłaszcza jeśli wcześniej byłeś uzależniony od czaru social mediów, a teraz zmagasz się z prozą życia…

Co dalej? Użyj czasu, który zyskałeś…

Czas, który zwykłeś poświęcać na kreowanie swojego wizerunku, niezwłocznie zainwestuj w poprawianie swojego realnego życia. Zacznij od inwestycji w 5 filarów zdrowia psychicznego i rezyliencji:

  • aktywność fizyczna
  • zdrowe jedzenie
  • zdrowy i regularny sen
  • kontakt z przyrodą
  • przyjaźń

Poszukuj sposobu, w jaki chciałbyś autentycznie wyrażać siebie poprzez działania. Nie pożyczaj szablonów zycia, szczegolnie tych z pop-kultury. Pozbądź sią (zwykle podświadomego) przeświadczenia charakterystycznego dla tak ogromnej części zachodniego społeczeństwa, że istniejesz jedynie, kiedy umieszczasz posty w mediach społecznościowych… Oglądaj filmy dokumentalne, czytaj książki i buduj rzetelną wiedzę. Zrób plan działania, jak stać się lepszą wersją siebie w rzeczywistości, na najbliższy tydzień, miesiąc i rok…

To pierwsze kroki, aby zacząć żyć offline. Kolejne zależą tylko od ciebie!

Światło w tunelu

Obiecującym zjawiskiem jest rosnąca popularność osób, które mają odwagę żyć bez mediów społecznościowych. Jednym z pierwszych takich trendów jest “offline partner”, typ partnera preferowanego ostatnimi czasy przez wiele międzynarodowych celebrytów. Coraz więcej osób twierdzi, że nie ma nic bardziej interesującego i intrygującego niż atrakcyjna postać, która nie zabiega o to by być popularna…

————————————————————————————————————–

Fiann Paul – artysta, eksplorator i lider wypraw oraz sportowiec z zacięciem w wielu innych dziedzinach. Psychoanalityk jungowski i absolwent C.G. Jung Institute w Zurichu. Mówca i motywator, dzielący się żywym doświadczeniem. Inicjator kampanii społecznej DRILL TO BE REAL.

Zwiększanie zasięgów w social mediach bez tworzenia treści – czy to w ogóle możliwe?

Nie od dziś wiadomo, że portale społecznościowe są świetnym narzędziem marketingowym do budowania świadomości marki. Coraz częściej firmy inwestują w social media i decydują się na współprace z influencerami, którzy wyznaczają trendy w wirtualnym świecie. Publikowane przez nich treści przynoszą zysk w postaci pożądanego obecnie zasięgu. Wielu marketerów zastanawia się jednak, czy ten sam content, opublikowany na różnych platformach, jest w stanie wygenerować nowe, unikatowe wyświetlenia.

Zwiększanie zasięgów można porównać do zwiększania świadomości konsumenta o danej marce. Stąd też specjaliści od social mediów zalecają tworzenie specyficznych publikacji, które następnie zobaczy jak największa grupa odbiorców. W dobie Facebooka, Instagrama, YouTube’a i coraz bardziej popularnego TikToka, zaleca się dostosować posty pod dane medium w celu uzyskania jak najlepszych wyników. Przywykliśmy do koncepcji, w której określony komunikat musi być przekazany w różnych formach – zależnych od charakteru medium. Warto się jednak zastanowić czy, zważając na algorytmy, sposób ten jest nadal skuteczny.

Rozrywka ponad „social”

Media społecznościowe z założenia miały służyć do kontaktu z bliskimi i nawiązywania nowych relacji. Obecnie mówi się, że główną wartością największych portali jest po prostu rozrywka. Krótkie filmiki z podkładem muzycznym zdominowały Internet na tyle, że zaczęto wykorzystywać je też w marketingu. – Jesteśmy aktualnie w bardzo szczególnym momencie rozwoju social mediów, które już teraz są dużo mniej „social”, a bardziej platformami, gdzie znajdziemy rozrywkowe filmy. Formaty pionowe w stylu TikToka, są na tyle dominujące, że giganci tacy jak Google czy Meta, nie mogli ich zignorować. Skopiowali tę funkcję tworząc odpowiednio YouTube Shorts dla Google i Facebook/Instagram Reels dla Meta. To sprawiło, że na każdej z tych platform jest to najszybszy i najbardziej opłacalny sposób rozwoju zasięgów. – mówi Y Dzięgielewski, ekspert ds. social media.

Czy ilość zawsze wygrywa z “jakością”?

Dla specjalistów ds. social mediów sprawa jest jasna – im więcej publikacji, tym większy zasięg. W imię tej zasady należy publikować jak najwięcej na najróżniejszych portalach. Nadal jednak istnieją podziały – Facebook kojarzy się ze starszymi, Instagram z młodszymi, a TikTok jest mieszanką, którą nieco trudniej zaszufladkować. Czy zatem aby zwiększyć ilość publikacji trzeba tworzyć nowe treści? – Konsumowanie treści przez widzów na platformach społecznościowych jest na tyle podobne, że przychodzi do głowy idea publikowania tych samych treści na każdej z nich. To właśnie strategia, którą stosuję od kilku lat, jeszcze gdy TikTok nazywał się Musically, a na Instagramie filmiki trzeba było przycinać z 9:16 do 8:10. – wyjaśnia Y.

Pomysł ten może wydawać się nieco wątpliwy -szczególnie dla osób, które miały wcześniej styczność z agencjami social mediowymi. Warto mieć jednak na uwadze, że według danych z Facebooka maksymalne pokrycie użytkowników między Instagramem a Facebookiem na profilu tego samego twórcy to zaledwie 10%.

Magia algorytmu

Jak się okazuje działanie algorytmów idzie na korzyść nie tylko użytkownikom, ale i reklamodawcom. Dzięki temu jesteśmy w stanie publikować te same treści na różnych platformach (a one nadal wygenerują unikatowe wyświetlenia).

Mnogość naszych zachowań i preferencji co do treści w danej porze dnia sprawia, że rzadko będą nam się wyświetlać dwie identyczne treści na innych platformach. Wiadomo też, że aby przekaz utrwalił się w głowie odbiorcy trzeba zaserwować go kilka razy. Widzowie, którzy już go nie chcą, nie będą przecież zdenerwowani na markę, bo na treściach pionowych najłatwiej jest po prostu zrobić „swipe up” i oglądać dalej. Negatywne sytuacje są po prostu marginalne. – twierdzi Y.

Y Dzięgielewski podczas współpracy z marką HempTea pomnożył zasięg swojej publikacji czterokrotnie. Stosując powyższą strategię opublikował tę samą treść na czterech różnych kanałach, co zwiększyło wyświetlenia z 1,6 mln do 6,2 mln.

Więcej o autorze: 

Y Dzięgielewski – ekspert ds. social media / CEO Agencji Y Advertising. Y Na co dzień występuje dla największych polskich korporacji oraz tworzy strategię Social Media. Reprezentuje w komunikacji PR marki i instytucje. Prowadził komunikację PR dla takich marek jak Coca – Cola oraz Ministerstwa Finansów.

Influencer. Na wszystkich prowadzonych przez siebie mediach społecznościowych zrzesza ponad 3 miliony obserwujących. Prowadzi największy w Polsce kanał na YouTube o tematyce Iluzjonistycznej. https://www.youtube.com/channel/UC-9PtvEZ0P2kSYtSZKlKyRg

Magik Gwiazd (swoją magię pokazywał takim gwiazdom jak: Mike Tyson, Robert Lewandowski, Jared Leto czy DJ Tiesto), nowoczesny iluzjonista, mentalista, autor książki “13 kroków by stać się magicznym”.