Nabici w WIBOR, czyli dlaczego raty kredytów złotowych rosną i czy można z tym walczyć w sądzie?

Komentarz ekspercki:

Karolina Pilawska – adwokat, wspólnik w kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci. Specjalistka z zakresu sporów konsumentów z bankami. Od wielu lat z sukcesami reprezentuje interesy Frankowiczów i Złotówkowiczów w polskich sądach. 

Dynamiczny wzrost rat kredytów złotowych ze zmiennym oprocentowaniem stawką WIBOR powoduje, że coraz więcej kredytobiorców zaczyna się zastanawiać, co jest tego przyczyną oraz jak sobie z tym radzić. Szczególną uwagę kredytobiorców zwraca struktura raty, gdzie znaczną jej część, niejednokrotnie nawet ponad 90%, stanowią same odsetki. W konsekwencji całkowity koszt kredytu wynosi średnio 3 razy więcej niż kwota kredytu. Przykładowo przy kredycie zaciągniętym w styczniu 2020 roku na okres 30 lat na 400 tys. PLN, kredytobiorca musi zwrócić bankowi kwotę ok. 1,2 mln PLN, w tym ok. 800 tys. PLN samych odsetek.

W czym tkwi problem?

Problem ze stawką WIBOR polega przede wszystkim na sposobie jego ustalania i pozostawieniu bankom decyzyjności w tym zakresie. Stawka WIBOR nie jest określana na podstawie realnych transakcji, a opiera się niejako na uznaniowości 10 największych banków w Polsce. WIBOR stanowi stopę procentową po jakiej banki są w stanie udzielać pożyczek innym bankom na polskim rynku międzybankowym. W dużym uproszczeniu polega to na tym, że jeden bank dzwoni do drugiego i pyta po jakim oprocentowaniu i na jakich zasadach drugi bank pożyczyłby mu pieniądze, gdyby miał taką potrzebę. W efekcie, analogicznie jak przy kredytach frankowych i innych kredytach hipotecznych powiązanych z walutami obcymi, gdzie banki ustalały wysokość kursów tych walut, w przypadku kredytów złotowych   banki de facto ustalają wysokość oprocentowania kredytu według swojego uznania i w tylko sobie znany sposób. Do tego należy dodać rosnące stopy procentowe ustalane przez bank centralny, które automatycznie powodują wzrost indeksu WIBOR. A im wyższe stopy procentowe, tym wyższy WIBOR, a tym samym wyższa rata kredytu, którą odczuwa każdy Złotówkowicz.

Jak WIBOR wpływa na kredyt?

Każda rata kredytu składa się z części kapitałowej i części odsetkowej. Na część odsetkową wpływa wysokość stawki WIBOR i marży banku. O ile marża jest co do zasady stała przez cały okres kredytowania i wiadoma w dacie zawarcia umowy kredytu, to stawka WIBOR już nie. Powoduje to, że w dacie zawarcia umowy kredytu kredytobiorca nie mógł określić całkowitego, realnego kosztu kredytu oraz zdecydować, czy będzie w stanie ponieść jego koszt w przypadku diametralnego wzrostu stawki WIBOR, z którym mamy aktualnie do czynienia.

Co istotne, wiele osób nie rozumie, jak podnoszenie stóp procentowych o 0,25 % czy 0,5 % może aż tak drastycznie wpływać na wysokość raty kredytu, ponieważ odnosi ten wskaźnik do wysokości pojedynczej raty, a nie do całego pozostałego do spłaty zobowiązania. Przykładowo: do spłaty pozostaje nam 300 tys. PLN samego kapitału, ostatnia rata kredytu przypada na 2042 rok, a stopy rosną o 6 %. W takiej sytuacji w danym roku musimy oddać do banku ok. 12 tys. PLN więcej (samych odsetek). Taka na pozór drobna zmiany powoduje wzrost raty o ok. 1.000,00 PLN miesięcznie w danym roku.

Czy istnieje możliwość „podważenia” umowy kredytu złotowego?

W mojej ocenie, mając na względzie własne doświadczenia w prowadzeniu spraw sądowych dot. kredytów frankowych i niewątpliwe ogromny dorobek prawa konsumenckiego nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim na gruncie prawa unijnego, istnieje kilka wariantów roszczeń, które można konstruować w sprawach kredytów złotowych oprocentowanych stawką WIBOR.

Jednym z wariantów procesu jest roszczenie o ustalenie niezwiązania kredytobiorcy klauzulą niedozwoloną dotyczącą stosowania stawki WIBOR. Skutkiem prawnym takiego rozstrzygnięcia będzie pozostawienie umowy kredytu w mocy, tyle że oprocentowanej wyłącznie marżą banku (bez stawki WIBOR). W jednej ze spraw Sąd Okręgowy w Katowicach wydał postanowienie o zabezpieczeniu i obniżył ratę kredytobiorcy z blisko 7 tys. PLN do niecałych 2 tys. PLN usuwając z rozliczeń pomiędzy kredytobiorcą a bankiem właśnie indeks WIBOR. 

Innym z możliwych roszczeń jest roszczenie o ustalenie niezwiązania kredytobiorcy klauzulami niedozwolonymi, które dotyczą stosowania zmiennego oprocentowania kredytu (łącznie stawka WIBOR i marża banku). W tym przypadku skutkiem prawnym tak skonstruowanego roszczenia będzie pozostawienie umowy kredytu w mocy bez oprocentowania, co powodowałoby, że kredytobiorca będzie oddawał raty składające się wyłącznie z samego kapitału (tzw. „sankcja kredytu darmowego”). Przykładowo przy kredycie na 500 tys. PLN na 30 lat rata wynosiłaby niecałe 1,4 tys. PLN przez cały okres kredytowania.

Podsumowanie

Obecnie nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, kiedy stawka WIBOR się ustabilizuje i czy w ogóle się ustabilizuje. Przypomnijmy, że 2020 roku w związku z pandemią COVID-19 oprocentowanie kredytów osiągało historycznie najniższe wyniki (!), co powodowało, iż wielu kredytobiorców miało zdolność kredytową na dużo wyższą kwotę kredytu niż miałoby, gdyby oprocentowanie kredytu znajdowało się na obecnym poziomie. Czy zatem gdyby bank poinformował w sposób rzetelny o ryzyku związanym z zawarciem umowy kredytu ze zmiennym oprocentowaniem, wskazał w jaki sposób kształtowała się będzie rata kredytu w przypadku wzrostu oprocentowania o 100% albo więcej procent, to kredytobiorca podjąłby decyzję o jej zawarciu? Czy może zdecydowałby się na stałe oprocentowanie, które gwarantowałoby niezmienność stawki bez względu na wszystko? Nasuwa się również pytanie, czy w dacie zawarcia umowy kredytu kredytobiorca wiedział, iż stawka WIBOR nie jest ustalana w oparciu o realne transakcje?

W najbliższym czasie stawka WIBOR ma zostać zamieniona na inną, czyli WIRON (uprzednio WIRD). Takie działanie potwierdza jedynie, że indeks WIBOR nie jest ani obiektywny, ani weryfikowalny dla przeciętnego Złotówkowicza, a tym samym może stanowić o konieczności sądowej ingerencji w umowy kredytów złotowych, aby raty tych kredytów miały normalną wysokość.

Rozprawa w TSUE w dniu 12.10.2022 r. o tzw. wynagrodzeniu za korzystanie z kapitału. Czego mogą spodziewać się Frankowicze?

Komentarz ekspercki:

Karolina Pilawska – adwokat, wspólnik w kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci. Specjalistka z zakresu sporów konsumentów z bankami. Od wielu lat z sukcesami reprezentuje interesy Frankowiczów w polskich sądach. 

Kwestia tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału na rzecz banków jest aktualnie najgorętszym tematem w środowisku Frankowiczów. Trudno się temu dziwić. Kredytobiorcy zastanawiają się czy wytaczanie procesu bankowi z tytułu nieważnej umowy kredytu ma sens, jeżeli mieliby w związku z tym zapłacić bankowi wynagrodzenie w trudniej do przewidzenia wysokości. Dlatego też polski sąd zwrócił się do TSUE z pytaniem prejudycjalnym i zapytał, czy w przypadku nieważności umowy kredytu strony (czyli zarówno bank, ale także i kredytobiorca) mogą oprócz zwrotu pieniędzy zapłaconych w wykonaniu tej umowy (bank – kapitału kredytu, konsument – rat, opłat, prowizji i składek ubezpieczeniowych) oraz odsetek ustawowych za opóźnienie od chwili wezwania do zapłaty, domagać się także jakichkolwiek innych świadczeń, w szczególności wynagrodzenia, odszkodowania, zwrotu kosztów lub waloryzacji świadczenia.  

Sprawa została zarejestrowania w TSUE pod sygn. akt C-520/21 i 12 października 2022 roku obserwowaliśmy pierwszą jej odsłonę. Na wyrok będziemy musieli jeszcze poczekać, natomiast ja jestem całkowicie spokojna o treść rozstrzygnięcia w tej sprawie.

O co chodzi z tzw. wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału?

Sprawy z powództwa banków o tzw. wynagrodzenie za korzystanie z kapitału po raz pierwszy w sądach pojawiły się 2-3 lata temu. Banki – widząc, że masowo przegrywają procesy z Frankowiczami doszły do wniosku, że nie mogą dopuścić do utraty zysków wynikających z tych umów, zaczęły występować z pozwami o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Z reguły przez banki zostali pozwani Klienci, którzy najwcześniej wytoczyli powództwa, czyli w latach 2015 – 2018, chociaż zdarzają się kontrpozwy w sprawach złożonych później. Wynika to przede wszystkim z instytucji przedawnienia. Banki zapewne obawiają się, że sądy mogą uznawać, że jeżeli kredytobiorca złożył pozew o uznanie jego umowy za nieważną przykładowo w 2016 czy 2017 roku, to od tego momentu rozpoczął bieg 3-letni termin przedawnienia roszczeń o zwrot kapitału.

Tzw. „wynagrodzenie za korzystanie z kapitału” nagrodą dla banków za nieuczciwe działanie?

Przyznanie bankom możliwości domagania się do kredytobiorców tzw. „wynagrodzenia za korzystanie z kapitału” oznaczałoby de facto, że banki odniosłyby korzyści ze stosowania w relacji ze swoimi klientami konsumentami niedozwolonych postanowień umownych. Możliwość orzeczenia przez sąd dodatkowej opłaty pod postacią tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału nie tylko osłabiałyby odstraszające i prewencyjne skutki wynikające z Dyrektywy 93/13, lecz nawet mogłoby mieć efekt odwrotny. Uznanie dodatkowej opłaty w postaci wynagrodzenia za korzystanie z kapitału służyłoby bowiem wyłącznie interesom przedsiębiorcy, który mógłby założyć, że stosowanie w relacjach z konsumentami nieuczciwych warunków umownych może być dla niego opłacalne. Bowiem w efekcie orzeczenia nieważności umowy kredytu bank traciłby prawo do zapłaty uzgodnionych odsetek i kosztów, ale otrzymywałby wynagrodzenie za kapitał, które byłoby dla niego „nagrodą” za nieuczciwe działanie.

Dlatego też roszczenia wysunięte przez banki z pewnością są przedwczesne i stanowią nadużycie prawa. O jego jakiejkolwiek zasadności można dywagować dopiero w momencie uznania danej umowy kredytu za nieważną, dokonania rozliczenia przez bank i wykreślenia hipoteki. Wtedy też po banku ziści się możliwość wystąpienia z roszczeniem o zwrot kwoty udostępnionego kapitału. Należy podkreślić, że w polskim porządku prawnym nie istnieje przepis, który tworzyłby podstawę prawną domagania się przez bank od Frankowicza wynagrodzenia za korzystanie z kapitału za cały okres, w której kredytobiorca rzeczywiście posiadał udostępnioną kwotę kapitału, trwając w przeświadczeniu, że działa w dobrej wierze.

Trudno zaakceptować sytuację, w której bank jako profesjonalista na rynku, który zawodowo zajmuje się udzielaniem kredytów, będący jednocześnie autorem nieważnej umowy kredytu, której klient banku nie miał możliwości negocjować, miałby uzyskać wynagrodzenie z tytułu swojego nieuczciwego działania. Dlatego też uważam, że TSUE nie przyzna racji bankom w tym zakresie, bo byłoby to również sprzeczne z efektem mrożącym dla przedsiębiorców, który jest przecież stałym elementem orzeczeń tego trybunału. Uznanie zasadności takich roszczeń banków spowodowałoby, że w przyszłości przedsiębiorcy nie mieliby oporów, aby proponować swoim klientom (niezależnie od branży) wadliwe prawnie umowy, skoro zamiast konsekwencji takiego działania dostawaliby wynagrodzenie, a to z kolei stawiałby pod ogromnym znakiem zapytania sens ochrony konsumentów nie tylko w Polsce, ale także w Unii Europejskiej. Nie ulega wątpliwości, że byłoby to niejako obejście prawa – skoro bank nie zarobi na akcji kredytowej, bo zaoferował swoim klientom nieuczciwe umowy, to zarobi na wynagrodzeniu, które nie ma podstaw prawnych. Uwzględnienie stanowiska banków doprowadziłoby w istocie do reaktywacji nieważnej umowy kredytu w zakresie oprocentowania. I tutaj konieczne jest odwołanie do Dyrektywy 93/13 i efektu mrożącego, mającego zniechęcić banki przed stosowaniem w umowach z klientami nieuczciwych warunków umownych. O jakim efekcie mrożącym mówilibyśmy, gdyby bank dostał wynagrodzenie za proponowanie nieuczciwych umów na poziomie 1/3-1/2 kwoty kredytu?

Co z wynagrodzeniem dla kredytobiorcy?

Ważnym aspektem tej sprawy jest także kwestia ewentualnego wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, ale zasądzanego od banku na rzecz kredytobiorcy. Pytanie prejudycjalnie dotyczy bowiem także tej kwestii, bo przecież i banki przez wiele lat korzystały z kapitału wpłacanego przez kredytobiorców z tytułu rat kapitałowo – odsetkowych. Niejednokrotnie obecnie są to wyższe kwoty niż te, które przed laty udostępnił im bank, czyli w skrócie bank korzysta z wyższej kwoty kapitału niż kredytobiorca. Ten temat nie jest praktycznie w ogóle poruszany i analizowany zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w sądach, natomiast nie jest wykluczone, że w tym zakresie TSUE może zająć zupełnie niespodziewane stanowisko.

Co dalej?

Jeżeli chodzi o wpływ tego orzeczenia na sprawy frankowe to przede wszystkim porażka banków powinna spowodować zaprzestanie składania przez banki tego rodzaju pozwów. Trudno wytłumaczyć sens takich działań, jeżeli TSUE orzeknie, że takie wynagrodzenie bankom się po prostu nie należy. W efekcie spraw z powództwa banków powinno być mniej, a musimy pamiętać, że gros spraw w sądach, szczególnie w Wydziale Frankowym, to właśnie sprawy wnoszone przez banki. Niewątpliwe także pozytywna dla Frankowiczów decyzja TSUE zachęci kolejnych kredytobiorców do podjęcia walki w sądzie, bo zniknie „straszak” w postaci kontrpozwu banku, niemniej nauczona doświadczeniem uważam, że sektor bankowy będzie wymyślał kolejne konstrukcje prawne, aby zniechęcić przed procesem sądowym.

O wyrok TSUE w sprawie C-520/21 jestem całkowicie spokojna. Dotychczasowy dorobek orzeczniczy TSUE hołduje ochronie interesów konsumentów i uważam, że tak też będzie i w tym przypadku. Trudno, aby kredytobiorca ponosił konsekwencje finansowe tego, że bank przed laty zaproponował mu wadliwą prawnie umowę kredytu, której na dodatek był jedynym autorem. Nie powinno budzić większych wątpliwości, że te roszczenia nie mają bowiem żadnego uzasadnienia prawnego w polskim systemie prawnym, szczególnie żadna realna podstawa prawna nie wynika z lektury takich pozwów. Jako prawnik specjalizujący się w tego rodzaju sprawach akcję składania pozwów przez banki przeciwko Frankowiczom oceniam jako akcję odstraszającą, która ma na celu zniechęcić kredytobiorców przed dochodzeniem ich praw na drodze sądowej. Oczywistym jest także, że gdyby takie wynagrodzenie miało być bankom zasądzane to stałoby to w jawnej sprzeczności z celem Dyrektywy 93/13. Uważam także, że po tym wyroku w Polsce skończy się temat tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, chociaż nie uważam, że banki złożą broń. Raczej spodziewam się nowych pomysłów jak zniechęcić Frankowiczów i innych posiadaczy kredytów powiązanych z walutą obcą przed wystąpieniem na drogę postępowania sądowego.

Komentarz do decyzji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego o rozpoczęciu przymusowej restrukturyzacji Getin Noble Bank S.A.

Karolina Pilawska – adwokat, wspólnik w kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci. Specjalistka z zakresu sporów konsumentów z bankami. Od wielu lat z sukcesami reprezentuje interesy Frankowiczów w polskich sądach. 

Decyzja Bankowego Funduszu Gwarancyjnego o rozpoczęciu przymusowej restrukturyzacji Getin Noble Bank S.A. znacznie skomplikuje sytuację Frankowiczów posiadających kredyty hipoteczne w tym banku. Zgodnie z nią kredyty indeksowane i denominowane kursem waluty obcej, czyli przede wszystkim kursem CHF, ale także USD, EUR, JPY, nie zostały przeniesione i zostają w Getin Noble Bank S.A. Co to oznacza dla Frankowiczów?

Niestety będzie to bratobójcza walka frankowych Klientów tego Banku. Przede wszystkim należy tu rozdzielić sytuację kredytobiorców, którzy mają sprawy w sądach od tych, którzy nie zdecydowali się jeszcze pozwać banku.

Osoby, które mają proces w toku będą musiały się liczyć z tym, że ich postępowanie sądowe zostanie zawieszone do czasu zakończenia procesu restrukturyzacji. Mając doświadczenia w sprawach dot. afery GetBack przeciwko Idea Bank S.A. mogę stwierdzić, że takie zawieszenie potrwa od roku do dwóch lat. W Idea Bank S.A. proces restrukturyzacji trwał niewiele ponad 1,5 roku. Wówczas w sprawie sądowej Sąd będzie mógł podejmować tylko niecierpiące zwłoki czynności, ale z pewnością nie wyda wyroku. W miejsce Getin Noble Bank S.A. jako strony pozwanej wejdzie bowiem Bankowy Fundusz Gwarancyjny i administrator, natomiast dotychczasowi pełnomocnicy banku utracą pełnomocnictwa, które z chwilą wydania decyzji BFG wygasły.

Co istotne, wielu Frankowiczów w procesach przeciwko temu Bankowi uzyskało tzw. postanowienia o zabezpieczeniu, na mocy których Sądy zwolniły ich z obowiązku płacenia rat kredytu przez czas trwania tego procesu. Co teraz z takimi postanowieniami? Czy pozostaną one w mocy?

Tutaj trzeba się odwołać do zapisu ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, a konkretnie do art. 135 ustawy. Ust. 1 tego przepisu wskazuje, że postępowania zabezpieczające skierowane do majątku podmiotu w restrukturyzacji, a wszczęte przed przymusową restrukturyzacją, czyli właśnie tak jak ma to miejsce w przypadku Getin Noble Bank S.A., podlegają umorzeniu, ale czy postanowienie zwalniające kredytobiorcę z obowiązku płacenia rat kredytu jest skierowane stricte do majątku Banku? Tutaj mam wątpliwości. Zabezpieczenie dotyczy bowiem roszczenia o ustalenie, które jest przecież majątkowe, ale niepieniężne. Dodatkowo takie postanowienie jest skierowanie bezpośrednio do majątku uprawnionego, czyli kredytobiorcy, a nie banku. W skrócie – umorzenie powinno dotyczyć sytuacji, w ramach której doszło lub ma dojść do zajęcia określonej sumy pieniężnej, a o takiej sytuacji w przypadku Frankowiczów nie mówimy. Na przyjęcie takiej wykładni pozwala także szersza rekonstrukcja normy przez pryzmat całego art. 135 i ratio legis ustawy. Chodzi bowiem przed wszystkim o to, żeby nie pomniejszać majątku, który już znajduje się w tym podmiocie, a nie przyszłych niewymagalnych jeszcze wierzytelności, aczkolwiek praktyka w tym zakresie będzie się dopiero tworzyć, a przepisy są bardzo niejednoznaczne.

Natomiast jasne jest, że w tym momencie niemożliwe jest zajęcie majątku Getin Noble Bank S.A., w tym np. poprzez zajęcia rachunku w Narodowym Banku Polskim.

Na pewno w najlepszej sytuacji są Klienci, którzy jeszcze nie spłacili kapitału, czyli suma ich spłat na rzecz Banku jest niższa niż kwota udostępnionego kredytu, bo są oni de facto cały czas dłużnikami banku. Zdecydowanie gorsza pozycja dotyczy natomiast Klientów, którzy mają tzw. nadpłatę, czyli Klientów, których suma spłat przekracza kwotę kapitału. Odzyskanie tej nadpłaty będzie bowiem niezwykle trudne i uwarunkowane wyłącznie okolicznościami czasu, tj. kto pierwszy wygra proces, ten może liczyć na odzyskanie tych środków, choć należy pamiętać, że postępowanie egzekucyjne jest obecnie niemożliwe. Natomiast osoby na końcu kolejki raczej nie wyegzekwują tych środków, ponieważ może dla nich po prostu tych środków w Banku zabraknąć.

Natomiast co z Klientami, którzy jeszcze nie podjęli decyzji o pozwaniu Getin Noble Bank S.A.? Tutaj jedyne o mogę zarekomendować konsultację z prawnikiem, aby rozważyć wszystkie dostępne dla nich możliwości związane z faktyczną ich sytuacją.

Na koniec trzeba też poruszyć temat egzekucji wyroku frankowego wydanego przeciwko Getin Noble Bank S.A. Jeżeli kredytobiorcy uda się w końcu taki wyrok uzyskać, problematyczna może być jego egzekucja. Na pewno w trakcie procesu restrukturyzacji nie będzie prowadzona żadna egzekucja, bo jest to wyłączone z mocy prawa (postępowania egzekucyjne w czasie restrukturyzacji umarza się). Na szczęście Frankowicze walczą w tych procesach przede wszystkim o ustalenie nieważności ich umów kredytowych, co oznacza, że prawomocny wyrok zwolni ich definitywnie z obowiązku regulowania rat kredytu, a saldo zadłużenia wyzeruje się. To oznacza, że zobowiązanie w postaci kredytu po prostu przestanie istnieć i to jest jedyna, ale jednak kluczowa pozytywna okoliczność w całej tej sytuacji.

Nowe obowiązki, które musi znać pracodawca – ustawa o sygnalistach

Pracodawców w Polsce już za chwilę czekają nowe obowiązki – do 17 grudnia mają zostać wdrożone przepisy unijnej dyrektywy dotyczące sygnalistów, czyli osób zgłaszających naruszenia prawa. Do tej daty Parlament powinien uchwalić ustawę o ochronie sygnalistów. Po jej uchwaleniu polscy pracodawcy będą mieli kilka tygodni na jej wdrożenie. Czasu jest zatem niewiele, aby dobrze przygotować się do zmian. Za ich brak przewidziane są sankcje karne.

Ustawa o ochronie sygnalistów, czyli osób zgłaszających naruszenia prawa, będzie kierowana do wszystkich pracodawców, zarówno prywatnych, jak i publicznych. Sygnalistą może zostać każdy mający wiedzę o naruszeniu prawa w swoim środowisku zawodowym. Jeżeli taka osoba dostrzega przekraczanie przepisów określonych obszarów prawa, może zgłosić wykroczenie, korzystając
z jednej z trzech możliwości (1) bezpośrednio informując pracodawcę (jest to tzw. zgłoszenie wewnętrzne) lub (2) w ramach tzw. zgłoszenia zewnętrznego skierowanego do organów publicznych, np. Rzecznika Praw Obywatelskich, lub (3) skorzystać z tzw. ujawnienia publicznego, czyli w dowolny sposób do nieoznaczonego kręgu odbiorców (np. poprzez mass media czy kanały społecznościowe). Celem ustawy jest ochrona osób zgłaszających naruszenie prawa.

Najważniejsze postanowienia i obowiązki

Ustawa będzie skierowana jest do wszystkich polskich pracodawców zatrudniających powyżej
249 pracowników, a po okresie przejściowym, czyli od 17 grudnia 2023 r. także do tych zatrudniających od 50 osób. W sektorze publicznym od razu skierowana będzie do pracodawców zatrudniających od 50 pracowników. Nakłada ona obowiązek przyjęcia regulaminu zgłoszeń naruszania prawa, utworzenie kanałów zgłoszeń, prowadzenie rejestru zgłoszeń i prowadzenia tzw. działań następczych poprzez uruchomienie procedur wyjaśniających i dochodzeń wewnętrznych. Naruszenia prawa mogą dotyczyć takich dziedzin, jak: bezpieczeństwo transportu, ochrona środowiska, ochrona danych osobowych, zdrowie publiczne, bezpieczeństwo żywności czy ochrona konsumentów. Pracodawca mogą też przyjąć w wewnętrznych regulacjach, że naruszenie prawa może dotyczyć innych dziedzin prawa, aniżeli te wymienione w ustawie, np. mobbingu, dyskryminacji czy łapówkarstwa.

Ustawa przewiduje trzy kanały zgłoszeń. Pierwszym jest ten wewnętrzny – donosimy do pracodawcy, gdzie jesteśmy zatrudnieni. Drugim jest kanał zewnętrzny, czyli informujemy organ publiczny, np. Komisję Nadzoru Finansowego, czy Rzecznika Praw Obywatelskich. Trzecim sposobem ujawnienia jest publiczne poinformowanie, np. na jakimś forum internetowym czy w wywiadzie radiowym. I ustawa,
i dyrektywa zachęcają, aby zgłoszenia w pierwszej kolejności odbywały się wewnętrznie. Obowiązkiem pracodawcy wynikającym z ustawy jest wcielenie w życie odpowiedniego kanału

zgłoszeń wewnętrznych. Samo zgłoszenie może być w formie ustnej, pisemnej (np. dedykowany
e-mail) czy za pomocą specjalnie przygotowanego formularza. W regulaminie musi być zawarte także to od kogo (kto może być sygnalistą) i przez kogo przyjmowane będą zawiadomienia
–informujemecenas Artur Rycak, Prawnik Zarządzający w Kancelarii Rycak.

Na czym polega ochrona sygnalistów?

Przede wszystkim pracodawca nie może podejmować tzw. działań odwetowych (np. zwolnić pracownika lub wstrzymać jego awans ze względu na to, że zgłosił naruszenie prawa). Ponadto pracodawca ma obowiązek zapewnić poufność danych osoby zgłaszającej.

Nie możemy np. zwolnić pracownika dlatego, że informuje o jakimś naruszeniu. Gdyby jednak do tego doszło, ma on prawo do odszkodowania. Ponadto sygnalista ma zapewnioną anonimowość, czyli pracodawca informację ma przetwarzać takim kanałem, aby nikt inny nie wiedział, kto zgłosił dane naruszenie. Osoby, które będą zajmowały się przyjmowaniem zgłoszeń, będą musiały mieć pisemne upoważnienia do obsługi takich zawiadomień – wyjaśnia mecenas Artur Rycak.

Sankcje za brak wdrożenia przepisów

Ustawodawca przewidział sankcje karne za niedostosowanie się do nowych przepisów. Za brak wdrożenia dyrektywy, w tym niewprowadzenie regulacji wewnętrznych (brak kanału komunikacji, czy regulaminu zgłoszeń) przewidziane są kary grzywny, a nawet pozbawienia wolności. Dotyczy to także działań odwetowych, uniemożliwienia przekazania informacji o naruszeniu prawa, czy ujawnieniu danych osoby zgłaszającej.

A co w sytuacji, gdy pracownik doniesie na pracodawcę w złej wierze? Ustawa i za to przewiduje sankcje karne. Jeśli pracownik obawiający się np. zwolnienia złoży fałszywe powiadomienie
o naruszeniu prawa, do którego nie doszło – poniesie odpowiedzialność karną –
wyjaśnia mecenas Artur Rycak.  

Pracodawcy oczekują obecnie na uchwalenie ustawy. Po jej opublikowaniu będą mieli bardzo mało czasu na jej wdrożenie, zatem już teraz działy compliance i działy prawne w spółkach powinny podjąć niezwłocznie działania przygotowujące organizację do wdrożenia nowych rozwiązań.

Czasu jest bardzo mało.

Rycak Kancelaria Prawa Pracy i HR prowadzi obsługę prawną podmiotów gospodarczych, w tym korporacji międzynarodowych oraz instytucji publicznych w zakresie prawa pracy, prawa ubezpieczeń społecznych, sporów sądowych
i różnych obszarów HR. Zatrudnia prawników specjalizujących się w prawie pracy i sporach sądowych oraz specjalistów HR.

Dowiedz się więcej: www.rycak.pl              

Kontakt dla mediów: Maja Święcka m.swiecka@agencjafaceit.pl / tel. +48 601 29 89 05