Związki, tęsknota i sny o tym co mogłoby być…Agnieszka Zydroń i Marcin Miller ( zespół BOYS) w nowym teledysku Zapamiętaj mnie 

Działasz w sferze edukacji kobiet, autorskich warsztatów rozwojowych, psychologii, artykułów do ogólnopolskiej prasy kobiecej. Redaktor Naczelna portalu Imperium Relacji. Skąd pomysł połączenia i projektu z zespołem Boys? 

Rzeczywiście jest to totalnie różny świat, inna przestrzeń do działania, niemniej zdecydowaliśmy się na ten projekt z kilku powodów. Marcina znam od lat, bardzo szanuje jako człowieka i artystę. Nie ma znaczenia, czy ja oraz ktoś lubi lub nie lubi konkretnego rodzaju muzyki – zespół Boys jest znany w całym kraju i działa w przestrzeni publicznej od 30 lat – to niebywały sukces. Przy ich muzyce bawi się cała Polska na weselach, na wydarzeniach plenerowych, rodzinnych – ja także. Kiedy tworzysz coś pod dachy każdego domu – niezależnie od gustów – masz szansę dotrzeć z przekazem do milionów ludzi. Ja działam w przestrzeni publicznej od ponad 15 lat, niemniej jest to przestrzeń o innym zasięgu. Łącząc się we wspólny projekt – możemy zwrócić uwagę na obecną sytuację relacji, związków, rodzin w każdym polskim domu. Chcę dotrzeć do Polaków z tematem relacji. Jak to wygląda u Ciebie ? Czy dbasz o związek, bliskie osoby, czy potrafisz i czy chcesz ? Czy tkwisz w toksycznym związku, w marzeniach, ale nie potrafisz ruszyć naprzód. Czy porzuciłaś miłość, także do siebie – bo żyłaś dla opinii świata, sąsiadów, rodziny. Czy masz odwagę zawalczyć o szczęście a nie tylko śnić ? 

Teledysk pokazuje sen kobiety o mężczyźnie. Ten sen jednak się nie realizuje. 

Tak. To jest prosty obraz, przerysowany, forma disco, a nie poważne i dosłowne obrazy – ta często śnimy, wyobrażamy sobie, tęsknimy za miłością, bliskością, drugim człowiekiem, tym, co często minęło lub tym, co się nie wydarzyło, a przecież mogło. Często nasze życie opiera się o takie sny, wyobrażenia, ponieważ w życiu nie mieliśmy odwagi zawalczyć o drugą osobę, o relację, o miłość. Tak wielu z nas jest w trudnych, toksycznych związkach, ponieważ takie związki tworzyli nasi rodzice. Nie liczyła się jakość, a trwałość. I oczywiście, wytrwałość jest niesamowicie ważna, ale bez prawdziwego spojrzenia we wnętrza naszych serc – pozostaje nam śnić i wspominać z tęsknotą, że nie potrafiliśmy, że nie daliśmy szansy, że ukochana osoba jest z kimś innym, odeszła, nie ma jej w naszym życiu. A przecież póki żyjemy – nie jest za późno zacząć od nowa. Zdrowo. Bez uleczenia jednak samego siebie, poznania swoich zachowań, blokad – nie będziemy szczęśliwi z drugim człowiekiem. 

Scena snu o bliskości była nagrywana przez dwoje przyjaciół, więc rozumiem, że nie możemy się tu dopatrzeć romantycznej relacji bohaterów. 

( śmiech) Absolutnie. Tak jak powiedziałam – znamy się z Marcinem prywatnie z wielu wydarzeń, spotkań, lubimy i szanujemy. Oboje mamy rodziny, małżeństwa, a teledysk to czysty projekt artystyczny, choć w świetnej atmosferze, ponieważ zaufanie na planie buduje zupełnie inny klimat. Marcin jest ikoną muzyki disco w naszym kraju. Sama wielokrotnie bawiłam się przy jego piosenkach na weselach, koncertach telewizyjnych i znam go także z innej strony niż tylko muzyka disco. Miałam szansę słyszeć, widzieć jak wykonuje na żywo takie piosenki jak Lubię wracać Zbigniewa Wodeckiego i innych wspaniałych artystów i mogę zaręczyć, że ły kręciły się w oku. Funkcjonuje on w świecie artystycznym od lat, dlatego mam świadomość, co jest pokazywane w mediach, a co realnym życiu. To wspaniały artysta i człowiek o wielkim sercu. Sława, popularność, duże pieniądze mogą zepsuć człowieka, a on pozostał mądrym życiowo, doświadczonym, niesamowicie wrażliwym na słabszych – mężczyzną i człowiekiem. Szanujemy się i lubimy. 

Piszesz artykuły dla kobiet w całym kraju, skończyłaś Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, min. Psychologię w biznesie, jesteś laureatką ogólnopolskich nagród, prowadzisz znane, autorskie warsztaty dla kobiet, gdzie podczas jednego dnia kobiety naprawdę przechodzą mocne procesy w swoim życiu. 

Związek z ludźmi, z mężczyzną rozpoczyna się od zbudowania związku z samą sobą. Jak można zbudować dobry związek z drugim człowiekiem, jeżeli nie znamy siebie, swoich oczekiwań, upodobań, schematów rodowych. Osobiście, po 17 latach małżeństwa, wychowaniu dwójki prawie dorosłych już dzieci, wielu doświadczeniach mogę powiedzieć, że większość kryzysów bierze się z zaburzenia równowagi pomiędzy energią żeńską a męską oraz z naszych wzorców rodzinnych. Jeżeli mama nauczyła mnie, że muszę wszystko zrobić sama – wchodzę w to naturalnie. Nie przyjmuję męskiego ramienia, bo przecież sama dam sobie radę. Tylko po co? Po czasie jesteśmy przemęczone, za dużo mamy na barkach i wówczas zamykamy się na kobiecość. Przestajemy być lekkie, delikatne, kreatywne, a stajemy się zmęczone, ciężkie, narzekamy. Mężczyźni wychowani w domu, gdzie mama była silna, a taty mogło nie być – szukają podświadomie kobiet, które wszystko ogarną. Mając jednak wiele lat obok siebie kobietę w męskiej energii – czują się ze sobą coraz gorzej, nie mają szansy się zrealizować, a jednocześnie się wycofują niczym chłopcy. Leżą po pracy na kanapie z telefonem w ręku, a kiedy ją stracą – nie spieszą się z kolejną -licząc na kobietę. Tu pojawiają się zdrady, poszukiwania kolejnych osób, a przecież to nie załatwi sprawy.  To wszystko sprawia, że obie strony nie są szczęśliwe. Na warsztatach, na sesjach indywidualnych sprawdzamy swoje poziomy energii, w jakiej funkcjonujemy, odnajdujemy nasze wzorce i schematy rodowe i nagle przychodzi niesamowita świadomość, że poprzez zmianę swojej energii – zmieniam cały związek lub buduje nowy już na zdrowych zasadach. 

Prowadzisz także autorskie sesje oraz kurs Magnetyczna Atrakcyjność Kobieca. Czego on uczy kobiet? 

Popatrz na obecne czasy. Kobiety tracą zdrowie, spokój – aby tylko zrobić kolejny zabieg, operację plastyczną. Dla kogo to robimy ? Nagle okazuje się, że walczymy ze swoim ciałem, z wiekiem, z naturą, z samą sobą. To nigdy nie przyniesie szczęścia, ani trwałego piękna. Atrakcyjne ciało podbija na chwilę wzrok, ale tylko energia wewnętrzna podbija serca. Zakochujemy się w witalności, błysku w oku, charakterze. Uczę kobiety, że dopiero zbudowanie stabilnego ( niekoniecznie bardzo wysokiego ) poczucia własnej wartości, niezależnie od opinii ludzi wokoło – daje wolność. Zmiana poziomu naszych wibracji, naszej energii na kobiecą – odmładza, zmienia cerę, postawę, sposób poruszania się. Znów błyszczymy, uśmiechamy się, stajemy się magnetyczne. Dziewczyny po warsztatach, sesjach mówią, że nagle wszyscy chcą z nimi przebywać, dają prezenty, pomoc, zapraszają. Tak działa energia. Podobne przyciąga podobne. Będąc w roli ofiary w życiu – przyciągniesz znów niskie i trudne energetycznie wydarzenia i osoby. Mój kurs online już działa cuda i otwiera świadomość. Dzień warsztatowy na żywo to już ogromna transformacja. 

Obecnie dalej rozwijasz się naukowo w psychologii, występujesz na konferencjach, kongresach międzynarodowych, jesteś redaktor naczelną portalu i bardzo aktywnie działasz w życiu publicznym. Jakie masz dalsze plany zawodowe? 

Rozwijamy portal Imperium Relacji na którym znajduje się coraz więcej tematów trudnych, ale potrzebnych. Związki, sytuacje rodzinne, relację międzyludzkie, macierzyństwo. Ze swojej strony chcę robić dokładnie to, co obecnie i w tym wzrastać, aby być jeszcze skuteczniejszą w działaniu na rzecz drugiego człowieka. Patrzeć, a widzieć to różnica. Słyszeć a słuchać – to różnica. Kiedy zobaczysz i usłyszysz prawdziwie drugiego człowieka – możesz na zawsze pomóc mu zmienić życie. To moja pasja, misja i źródło mocy. Kiedy wracają do mnie kobiety z całkowicie zmienionymi życiorysami, przytulają się, opowiadają – czuję po prostu sens i szczęście tego, co robię. Jestem autentyczna, bo przeszłam swoją drogę, także chwilami bardzo stromą. Życie nie jest czarno – białe, ale ma wiele odcieni szarości. Akceptacja, że czasami to, co było trudne musiało się zadziać, że to było potrzebne w naszym życiu – przynosi spokój. Uczę kobiety przechodzić z chaosu do poczucia spokoju. Ekskluzywnego spokoju. W obecnych czasach jest to najcenniejszy stan ducha.  Jeżeli chcesz, aby ktoś Cię pokochał i szanował – zacznij od pokochania i szanowania samej siebie. Zobaczysz, że świat wokoło jest lustrem – co myślisz o sobie – on Ci pokaże w ludzkich zachowaniach i relacjach.

Dziękuje za rozmowę i zapraszamy na : 

www.agnieszkazydron.pl

www.imperiumrelacji.pl 

Zanurz się w Świat Mistrza Beksińskiego

Już 24 września w katowickim Spodku odbędzie się unikalne wydarzenie artystyczne pod nazwą Świat Mistrza Beksińskiego, czyli koncert muzyki współczesnej z projekcją „poruszonych” dzieł Zdzisława Beksińskiego oraz wystawa oryginalnych obrazów Mistrza. Świat Mistrza Beksińskiego to przeżycie innowacyjne, wszechogarniające i odurzające dzięki połączeniu muzyki symfonicznej w wykonaniu orkiestry, solistów i kilkudziesięcioosobowego chóru z nowoczesnymi technologiami wizualnymi umożliwiającymi dogłębne przeżycie fenomenalnej sztuki Mistrza.  

Świat Mistrza Beksińskiego to wyjątkowe wydarzenie organizowane po raz kolejny przez Fundację Beksiński we współpracy z Muzeum Historycznym w Sanoku i idealna propozycja dla odbiorców muzyki i malarstwa oraz przede wszystkim fanów twórczości Zdzisława Beksińskiego.

Dlaczego???

„….bez muzyki bym nie istniał” – Zdzisław Beksiński

Wiadomo, że Beksiński tworzył swoje obrazy w nieustającym kontakcie i pod natchnieniem muzyki, którą kochał i która miała dla niego ogromne znaczenie. Pasję tę dzielił ze swoim synem Tomaszem, a ten między innymi dzięki wpływowi ojca właśnie, obrał taką a nie inną ścieżkę życiową i został autorem własnej audycji w Trójce. Zainteresowanie Zdzisława Beksińskiego muzyką odzwierciedlało się natomiast przede wszystkim w prywatnej przestrzeni jego pracowni, a wśród najczęściej wymienianych przez niego kompozytorów znajdował się Alfred Schnittke. Wiele obrazów mistrza powstało właśnie przy akompaniamencie utworów tego kompozytora. Stąd też pomysł Fundacji Beksiński na pokazanie obrazów Mistrza w integralnym połączeniu z muzyką której słuchał, co umożliwia widzowi pogłębienie wrażeń emocjonalnych – i tak już bardzo silnych i nieodłącznie związanych z odbiorem sztuki Beksińskiego.

Tegoroczne wydarzenie to jednak nie tylko kompozycje Alfreda Schnittke…

Wydarzenie rozpocznie się 24 września o godzinie 19. Koncert składa się z dwóch części. Na początku usłyszymy utwór współczesny „Sine Titulo”, specjalnie skomponowany na potrzeby koncertu przez dyrygenta i kierownika muzycznego projektu – Szymona Sutora. W drugiej części koncertu natomiast orkiestra wykona „Requiem” Alfreda Schnittke. Utwory będą połączone dramaturgicznie z prezentacją multimedialną prac Artysty.

Dodatkowo w „Łączniku” pomiędzy Spodkiem a Międzynarodowym Centrum Kongresowym będzie można – dzięki uprzejmości Muzeum Historycznego w Sanoku – obejrzeć wystawę oryginalnych, specjalnie wyselekcjonowanych obrazów Zdzisława Beksińskiego. Wystawę będzie dostępna w dniu koncertu od 17.00 oraz po koncercie do 22.00.

Świat Mistrza Beksińskiego to jednak wydarzenie nie tylko dla miłośników malarza, ale również (a może przede wszystkim) dla tych, którzy kochają eksplorować i doświadczać jeszcze większej dawki emocji w kontakcie ze sztuką. Połączenie prac Mistrza z niezwykle sugestywną muzyką jest przeżyciem wszechogarniającym, poruszającym na wielu poziomach, a także nieraz wstrząsającym, jak twierdzą uczestnicy poprzednich edycji wydarzenia – mówi Michał Barycki, producent wydarzenia z Fundacji Beksiński.

Śledź informacje na bieżąco i zarezerwuj czas, aby poznać Świat Mistrza Beksińskiego! Bilety na wydarzenie można zakupić na stronie. Organizator oferuje również specjalne zniżki dla grup szkolnych i darmowe bilety dla ich opiekunów!

Fundacja Beksiński Fundacja Beksiński formalnie działa od 2006 roku. Jej celem jest promowanie twórczości wielkiego polskiego malarza Zdzisława Beksińskiego, a także Muzeum Historycznego w Sanoku (gdzie znajduje się największa kolekcja obrazów artysty). Jej założyciele – Państwo Janusz i Ewa Baryccy – znali się osobiście z Mistrzem oraz jego rodziną przez kilkadziesiąt lat.

Pierwszą wystawę prac Beksińskiego zorganizowali w 1987 r. w Rzeszowie jako osoby prywatne zafascynowane twórczością mistrza, a przez lata znajomości z Beksińskimi zgromadzili dziesiątki godzin unikalnych materiałów video – osobiście nakręconych wywiadów z artystą oraz rozmów o sztuce i życiu. Te unikalne archiwalia są również wykorzystywane w działaniach Fundacji promujących twórczość Mistrza takich jak wystawy, wykłady, czy spotkania.

Zanurz się w Świat Mistrza Beksińskiego

Już 24 września w katowickim Spodku odbędzie się unikalne wydarzenie artystyczne pod nazwą Świat Mistrza Beksińskiego, czyli koncert muzyki współczesnej z projekcją „poruszonych” dzieł Zdzisława Beksińskiego oraz wystawa oryginalnych obrazów Mistrza. Świat Mistrza Beksińskiego to przeżycie innowacyjne, wszechogarniające i odurzające dzięki połączeniu muzyki symfonicznej w wykonaniu orkiestry, solistów i kilkudziesięcioosobowego chóru z nowoczesnymi technologiami wizualnymi umożliwiającymi dogłębne przeżycie fenomenalnej sztuki Mistrza.  

Świat Mistrza Beksińskiego to wyjątkowe wydarzenie organizowane po raz kolejny przez Fundację Beksiński we współpracy z Muzeum Historycznym w Sanoku i idealna propozycja dla odbiorców muzyki i malarstwa oraz przede wszystkim fanów twórczości Zdzisława Beksińskiego.

Dlaczego???

„….bez muzyki bym nie istniał” – Zdzisław Beksiński

Wiadomo, że Beksiński tworzył swoje obrazy w nieustającym kontakcie i pod natchnieniem muzyki, którą kochał i która miała dla niego ogromne znaczenie. Pasję tę dzielił ze swoim synem Tomaszem, a ten między innymi dzięki wpływowi ojca właśnie, obrał taką a nie inną ścieżkę życiową i został autorem własnej audycji w Trójce. Zainteresowanie Zdzisława Beksińskiego muzyką odzwierciedlało się natomiast przede wszystkim w prywatnej przestrzeni jego pracowni, a wśród najczęściej wymienianych przez niego kompozytorów znajdował się Alfred Schnittke. Wiele obrazów mistrza powstało właśnie przy akompaniamencie utworów tego kompozytora. Stąd też pomysł Fundacji Beksiński na pokazanie obrazów Mistrza w integralnym połączeniu z muzyką której słuchał, co umożliwia widzowi pogłębienie wrażeń emocjonalnych – i tak już bardzo silnych i nieodłącznie związanych z odbiorem sztuki Beksińskiego.

Tegoroczne wydarzenie to jednak nie tylko kompozycje Alfreda Schnittke…

Wydarzenie rozpocznie się 24 września o godzinie 19. Koncert składa się z dwóch części. Na początku usłyszymy utwór współczesny „Sine Titulo”, specjalnie skomponowany na potrzeby koncertu przez dyrygenta i kierownika muzycznego projektu – Szymona Sutora. W drugiej części koncertu natomiast orkiestra wykona „Requiem” Alfreda Schnittke. Utwory będą połączone dramaturgicznie z prezentacją multimedialną prac Artysty.

Dodatkowo w „Łączniku” pomiędzy Spodkiem a Międzynarodowym Centrum Kongresowym będzie można – dzięki uprzejmości Muzeum Historycznego w Sanoku – obejrzeć wystawę oryginalnych, specjalnie wyselekcjonowanych obrazów Zdzisława Beksińskiego. Wystawę będzie dostępna w dniu koncertu od 17.00 oraz po koncercie do 22.00.

Świat Mistrza Beksińskiego to jednak wydarzenie nie tylko dla miłośników malarza, ale również (a może przede wszystkim) dla tych, którzy kochają eksplorować i doświadczać jeszcze większej dawki emocji w kontakcie ze sztuką. Połączenie prac Mistrza z niezwykle sugestywną muzyką jest przeżyciem wszechogarniającym, poruszającym na wielu poziomach, a także nieraz wstrząsającym, jak twierdzą uczestnicy poprzednich edycji wydarzenia – mówi Michał Barycki, producent wydarzenia z Fundacji Beksiński.

Śledź informacje na bieżąco i zarezerwuj czas, aby poznać Świat Mistrza Beksińskiego! Bilety na wydarzenie można zakupić na stronie. Organizator oferuje również specjalne zniżki dla grup szkolnych i darmowe bilety dla ich opiekunów!

Fundacja Beksiński Fundacja Beksiński formalnie działa od 2006 roku. Jej celem jest promowanie twórczości wielkiego polskiego malarza Zdzisława Beksińskiego, a także Muzeum Historycznego w Sanoku (gdzie znajduje się największa kolekcja obrazów artysty). Jej założyciele – Państwo Janusz i Ewa Baryccy – znali się osobiście z Mistrzem oraz jego rodziną przez kilkadziesiąt lat.

Pierwszą wystawę prac Beksińskiego zorganizowali w 1987 r. w Rzeszowie jako osoby prywatne zafascynowane twórczością mistrza, a przez lata znajomości z Beksińskimi zgromadzili dziesiątki godzin unikalnych materiałów video – osobiście nakręconych wywiadów z artystą oraz rozmów o sztuce i życiu. Te unikalne archiwalia są również wykorzystywane w działaniach Fundacji promujących twórczość Mistrza takich jak wystawy, wykłady, czy spotkania.

Wywiad z Beatą Szałwińską – sztuka, muzyka i proces twórczy

Przed Państwem tłumaczenie wywiadu, który w oryginale ukazał się w serwisie pizzicato.lu. Bas Alexander Anisimov i pianistka Beata Szałwińska w rozmowie z Alainem Steffenem o wydanej ostatnio płycie „Rachmaninoff Romances”.

Link do oryginalnego wywiadu:

-> https://www.pizzicato.lu/stimme-und-klavier-als-gleichwertige-partner/

Album „Rachmaninoff Romances”, zawierający pieśni Sergiusza Rachmaninowa, zbiera wszędzie od dnia premiery entuzjastyczne recenzje. Co muzyka Rachmaninowa oraz jego pieśni, które przygotowaliście na Waszej najnowszej płycie, oznaczają dla Was jako artystów-muzyków, jakie macie do nich podejście?

Beata Szałwińska: Rachmaninowowi udało się połączyć wspaniałe teksty z bardzo ekspresyjną i wirtuozowską partią fortepianu, a tekst i linia melodyczna łączą się, tworząc jednolitą całość. Dla mnie ta płyta to dodatkowo możliwość pracy jako pianistki z takim wybitnym śpiewakiem jak Alexander Anisimov, który swoim śpiewem potrafi wspaniale przekazać znaczenie pieśni Rachmaninowa.

Aleksander Anisimow: Wiele romansów, które znalazły się na naszej płycie, nie zostało nawet pierwotnie skomponowanych na bas i naszym podstawowym zadaniem było ich dostosowanie do mojego rodzaju głosu. A dobra transpozycja jest niezwykle ważna, ponieważ śpiew wykonywany przez osoby rosyjskojęzyczne zasadniczo różni się od stylów europejskich czy amerykańskich. Jest to trudne do wytłumaczenia i na pewno związane z rosyjskim sposobem artykulacji. U rosyjskich śpiewaków dźwięk powstaje głębiej w ciele i dlatego wypływa z gardła inaczej niż u śpiewaków europejskich, gdzie dźwięk wznosi się nieco wyżej i jest inaczej śpiewany. Ma to wpływ na rozwój wibracji i tonów. Ogólnie cała tradycja śpiewu jest zupełnie inna. Europejski wokal brzmi lżej, bardziej lirycznie. Wiele się nauczyłem występując w europejskich i amerykańskich operach, takich jak La Scala, Drezdeńska Opera Sempera, New York MET czy Lyric Opera of Chicago. I występowałem z wieloma śpiewakami spoza Rosji. Samuel Ramey i ja zawsze uczyliśmy się od siebie nawzajem, więc nie uważam się za typowego rosyjskiego śpiewaka, ponieważ w moim śpiewie są inne wpływy w artykulacji i prowadzeniu frazy.

Kiedy słucham tego nagrania, zauważam pewną lekkość i niezwykłą przejrzystość kompozycji muzycznej w partii fortepianu.

B.Sz.: Niestety muzyka Rachmaninowa do dziś jest często grana w sposób bardzo konserwatywny i zwarty. Być może da się to zaakceptować w przypadku jego dzieł orkiestrowych i koncertów fortepianowych, ale w przypadku pieśni to niestety nie działa. Rachmaninow był mistrzem małej formy. Tutaj widać to jak na dłoni. Ale trzeba to również rozpoznać, a wtedy otwiera się niewyobrażalne pole do interpretacji. A ja uwielbiam grać muzykę w nieco staromodny, wręcz romantyczny sposób, jaki znamy od wielkich mistrzów. Dziś w interpretacjach muzyki klasycznej często brakuje muzykalności i poezji. Muzyka Rachmaninowa oferuje natomiast mnóstwo barw i emocji. Oczywiście posiadamy znakomite współczesne transkrypcje tych pieśni – Earla Wilda czy Frédérica Meindersa. Meinders na przykład w swojej pracy jest wierny stylistyce Rachmaninowa. Wild natomiast jest nieco bardziej wolny, niezależny w swoich interpretacjach.

Typowy rosyjski styl, o którym mówiliśmy wcześniej można znaleźć również w pieśniach Rachmaninowa…

A.A.: Oczywiście. Wystarczy porównać pieśni Franza Schuberta i Sergiusza Rachmaninowa. Pomiędzy nimi są całe światy – muzycznie nie da się ich porównać. To samo dotyczy stylu śpiewania. Nie umiem śpiewać pieśni Schuberta w rosyjskim stylu, to po prostu nie działa – tak jak nie da się ukształtować Rachmaninowa w tradycji europejskiej. Jako rosyjski śpiewak nigdy nie zaśpiewam jak Thomas Hampson, a on nigdy nie zaśpiewa jak ja. I to dobrze. Dzięki temu muzyka, którą tworzymy, jest indywidualna i wszechstronna. Jednocześnie pieśni lub role operowe powinno się śpiewać tylko wtedy, gdy dobrze się je opanowało stylistycznie.

B.Sz.:To jedno… ale potrzeba też sporej dawki intuicji i talentu. Niezwykle ważne jest, aby wokalista miał umiejętność głębokiego odczuwania i rozumienia tekstów i muzyki oraz wykonania ich w ten jeden odpowiedni dla niego sposób. A potem dopiero w grę wchodzi fizyczność….

A.A.: Zgadzam się. Śpiew ma wiele wspólnego z ciałem i jest tak naprawdę aktem fizycznym. Tylko jeśli potrafisz śpiewać swobodnie, postrzegać swój głos jako część ciała i uważać swoje ciało za medium i instrument, może dojść do jedności między techniką śpiewania a muzyką, prowadzenia głosu i interpretacji form. Dla wielu rosyjskich artystów śpiew jest ściśle związany z poczuciem wolności. Tylko wtedy, gdy możesz wymieniać się pomysłami, kiedy jesteś wolny od ograniczeń, głos może naprawdę swobodnie się rozwijać.

Jeśli chodzi o repertuar – to, co nagraliśmy na CD, to była spora innowacja. Z jednej strony niektóre pieśni trzeba było przepisać na bas, z drugiej zaś nie można śpiewać ich jak arii. Dlatego tygodniami ćwiczyliśmy i pracowaliśmy razem, aby znaleźć harmonię i równowagę. Rachmaninow komponował swoje romanse w taki sposób, że rola fortepianu jest w nich równie ważna co śpiew. Beata natomiast to bardzo ekspresyjna pianistka, która niezwykle precyzyjnie i szczegółowo oświetla każdą pieśń, zawsze znajdując odpowiednie kolory do zobrazowania jej piękna. Trzeba było znaleźć naturalną równowagę między jej, czasami bardzo wirtuozerską, grą a moim śpiewem, ponieważ głos basowy wcale nie jest tak zwinny i szybki jak fortepian. Jednocześnie gra Beaty głęboko mnie porusza i ma duży wpływ na mój śpiew.

B.Sz.: Podczas pracy Aleksander skrupulatnie wyjaśniał mi najmniejsze szczegóły oryginalnego tekstu, bo chociaż mówię po rosyjsku, to subtelności związane ze specyfiką języka zawsze umykają osobom, które nie są jego naturalnymi użytkownikami. A było to bardzo ważne dla mojej interpretacji pieśni podczas grania. Kiedy przedstawiliśmy ten program w Carnegie Hall, ludzie to pokochali. Nie znali raczej pieśni Rachmaninowa, a nasza interpretacja głęboko ich poruszyła, prawdopodobnie dlatego, że tak dobrze dopasowaliśmy się muzycznie i byliśmy w stanie przekazać dokładnie to, co zamierzał Rachmaninow.

A.A.: Kiedy występujesz na żywo, nigdy nie wiesz, co się wydarzy. To zależy od wielu czynników, ale tak, tamtej nocy w Carnegie Hall wszystko było w porządku.

Co sprawia, że ​jesteście tak wyjątkowym duetem?

B.Sz.: Myślę, że zarówno Alexander jak i ja nie boimy się ryzykować. Po prostu czujemy wewnętrzny przymus, aby za pośrednictwem muzyki wyrazić siebie w stu procentach – eksplorujemy i tworzymy muzykę bez ograniczeń, ale zawsze(!) w interesie kompozytora i dzieła. Unikam wirtuozerii jako celu samego w sobie. Jako śpiewak operowy Alexander ma natomiast talent do wydobywania z pieśni całego dramatyzmu i piękna – dokładnie wie, jak wyrecytować tekst. A jego głos nie ma żadnych ograniczeń.

Jak wyglądał proces twórczy „Rachmaninof Romances”? Prima la musica czy prima la parola?

B.Sz.: Dla mnie to była szczególna sytuacja. Jestem pianistką koncertującą i muszę umieć wyrazić siebie. Dlatego niekoniecznie uważam się za idealną akompaniatorkę, która rozwija przed wokalistą fortepianowy dywan, na którym może się swobodnie rozwijać. To nie leży w mojej naturze. Również na tej płycie miałam możliwość zagrać pięć romansów zaaranżowanych na fortepian solo, czyli bez wokalu, z których jeden to transkrypcja Daisies samego Rachmaninowa, a pozostałe Frédérica Meindersa.

A.A.: Jeśli chodzi o samo nagranie, to była prawdziwa współpraca oparta na sprawiedliwym i wzajemnym czerpaniu od partnera. Opracowaliśmy teksty i muzykę fraza po frazie. Czasami tekst był dominujący, ale często Beata intuicyjnie odnajdywała właściwy ton, co z kolei wpłynęło na mój osobisty sposób wykonania pieśni. Zresztą kompozytorzy odpowiedzialni za transkrypcje nam to ułatwili, bo w tych utworach głos i fortepian są zdecydowanie równoprawnymi partnerami.

Jak wybieraliście poszczególne pieśni?

B.Sz.: Rachmaninow skomponował ponad 80 pieśni-romansów, wiele z nich bez numeru opusowego. W wyborze pieśni daliśmy się kierować naszym emocjom i chcieliśmy przedstawić jak najwięcej różnych historii, nastrojów i barw. Istnieje oczywiście kilka trudnych technicznie utworów, takich jak Spring Waters. Między innymi ze względu na takie utwory byliśmy w stałym kontakcie z Frédéricem Meindersem, który w pewnym sensie nadzorował naszą pracę i służył pomocą.

Wspomnieliście wcześniej, że Frédéric Meinders w swoich transkrypcjach był bliższy oryginałowi niż na przykład Earl Wild.

B.Sz.: Tak, Meinders bardzo ściśle przestrzega stylistyki Rachmaninowa i stara się, aby jego transkrypcje były niemalże jeden do jednego. Jako Amerykanin Earl Wild był oczywiście pod wpływem Gershwina i ten amerykański styl można również znaleźć w jego transkrypcjach Rachmaninowa. Przede wszystkim pracował bardzo swobodnie, dodając wiele własnych nut i zmieniając oryginał według własnych upodobań – zresztą z rezultatem, który dla mnie osobiście często nie jest tak dobry jak oryginalne założenie twórcy pieśni. Transkrypcje Wilda są jednak bardzo interesujące z mojego punktu widzenia jako pianistki i jako artystki. Ja sama lubię otwierać nowe drogi i odrywać się od odwiecznej klasyki jak Beethoven, Schubert czy Mozart, by wypróbować inne, często mniej znane kierunki. Oczywiście są też wyjątkowi pianiści, tacy jak Arcadi Volodos, dzięki którym nawet wielka klasyka ukazuje się w zupełnie nowym świetle. Albo Yuja Wang, która podchodzi do muzyki zupełnie inaczej niż każą tradycjonaliści – oryginalnie i mniej poetycko, ale z niesamowitą wirtuozerią.

W branży muzycznej instrumentaliści nieustannie rozwijają nowe style interpretacji. A co z operą i śpiewem?

A.A.: Z pewnością jest dziś wielu dobrych śpiewaków. W moich oczach w ostatnich dekadach miał miejsce na pewno jeden kluczowy punkt zwrotny. Zmiany w branży nastąpiły wraz z rozwojem i przejściem na nośniki CD, co wydarzyło się w tym samym czasie, gdy kończyła się wielka era Mireilli Freni, Placido Domingo czy Luciano Pavarottiego. Mały, kompaktowy format CD idealnie nadawał się do sprzedaży na całym świecie i zapewniał artystom idealne medium do samodzielnego wprowadzania swojej twórczości na rynek. W przeszłości, w czasach winyli, nagrywać mogły tylko uznane gwiazdy. Dzięki płycie CD prawie każdy może się teraz zaprezentować w optymalnej jakości dźwięku. Wiele osób nie chodzi już do opery, ponieważ mają doskonałej jakości nagranie na CD, którego mogą słuchać w zaciszu własnego domu. Wielu śpiewaków operowych, którzy w rzeczywistości mają „mały” głos, zaryzykowali i nagrali własne płyty, podkręcając dźwięk w taki sposób, aby brzmieć bardziej wytwornie, lepiej i na wyższym poziomie. A kiedy taki śpiewak jest na scenie operowej, ludzie są rozczarowani, bo to zupełnie nie pasuje do tego, co znają z płyty. Ponadto w ciągu ostatnich kilku dekad znacznie zmieniły się zwyczaje samych odbiorców opery i muzyki klasycznej. Ale to już zupełnie inne zagadnienie na dłuższą rozmowę…

Sztuka ponad wszystko, czyli premiera albumu Beaty Szałwińskiej i Aleksandra Anisimova

Od kilku lat Beata Szałwińska i Aleksander Anisimov pracowali nad płytą „Rachmaninoff Romances”, której oficjalna premiera została zaplanowana na 3 czerwca 2022 roku. W albumie melomani znajdą nie tylko duety, ale także fortepianowe wykonania solowe – łącznie 28 pieśni Sergiusza Rachmaninowa. Krążek zaczął już zbierać entuzjastyczne recenzje w branżowych mediach zagranicznych takich jak pizzicato.lu. Artyści planują już kolejne wspólne projekty.

Na początku czerwca światło dzienne ujrzał najnowszy muzyczny projekt duetu światowej sławy – wyjątkowo uzdolnionej polskiej pianistki Beaty Szałwińskiej i basa operowego Aleksandra Anisimova. Na płycie „Rachmaninoff Romances” znalazło się aż 28 pieśni Rachmaninowa, a wśród nich duety (23 utwory), a także transkrypcje na fortepian solo (5 utworów) napisane przez samego Sergiusza Rachmaninowa i Frederica Meindersa, a zinterpretowane przez Beatę Szałwińską.

Album został wydany we współpracy z wydawnictwem muzycznym Hänssler Classic i zaczął zbierać już pozytywne recenzje ze strony świata muzycznego i znawców zarówno twórczości samego Sergiusza Rachmaninowa jak i muzyki klasycznej w ogóle. Alain Steffenna w recenzji dla portalu pizzicato.lu napisał, że jest to znakomicie zinterpretowany i przemyślany album z udziałem dwójki rewelacyjnych muzyków i jednocześnie dzieło, które zapisze się w historii wśród najwspanialszych nagrań muzyki Sergiusza Rachmaninowa.

Łukasz Dębowski, redaktor naczelny serwisu polskaplyta-polskamuzyka.pl twierdzi, że album „Rachmaninoff Romances” to wyraz głębokiego kunsztu, ale też otwartości artystycznej. Opracowanie go wymagało od Beaty Szałwińskiej i Aleksandra Anisimova ogromnej precyzji, ale też znaczącego zaangażowania emocjonalnego. To nie lada wyzwanie stworzyć przestrzeń, w której zawodowstwo, wyrafinowanie i artyzm będą współgrały na jednym, poruszającym poziomie wrażliwości. Połączenie dwóch innych dusz artystycznych zrodziło nową jakość, bez której przedsięwzięcie to nie byłoby aż tak angażujące. Adaptacja dzieł Rachmaninowa zasługiwała na tak ujmujący pod wieloma względami projekt i należy uznać go za niewątpliwy sukces.

„Rachmaninoff Romances” to efekt współpracy dwóch wyjątkowych artystów, którzy po raz pierwszy wystąpili razem podczas koncertu charytatywnego na rzecz Ukrainy 8 lat temu. Aleksander Anisimov z natury bardziej ekspresyjny na co dzień, tę część swojego charakteru z łatwością przenosi na twórczość. Sprawia to, że interpretacje pieśni, które wykonuje, tchną ogromną żywością i zapewniają intensywność wrażeń. Występy tego wybitnego basa zabierają słuchaczy w podróż do innego wymiaru. Kontrastuje to wyraźnie z filigranową wrażliwością gry Beaty Szałwińskiej, która w swoich występach zawiera zawsze ogromne pokłady muzycznej poezji. Potrafi zachować intymność swojej interpretacji poprzez pozostawanie w harmonii z samą sobą i otaczającym światem, a wirtuozeria jej gry zachwyca każdą publiczność.

Dużo jest w świecie artystycznym kłamstwa, obłudy, przeciętności, biznesu i polityki. My natomiast chcemy po prostu tworzyć piękno i sztukę – bez względu na wszystko – i z pewnością to poszukiwanie prawdy nas połączyło i wyróżnia. Uważamy, że trzeba mieć wiele siły i wiary w to, co się robi, żeby zdobyć się na taką drogę i wolność, jaką my mamy. I to jest dla każdego artysty, a zatem i dla nas, wielki luksus – twierdzą Pani Beata Szałwińska i Pan Aleksander Anisimov w wywiadzie dla portalu cameralmusic.pl

Na płycie znalazły się następujące duety:

Loneliness op. 21 Nr. 6; Sorrow in Springtime op. 21 Nr. 12; By the Gates of the holly dwelling; All once I gladly owned op. 26 Nr. 2; Night is mournful op. 26 Nr. 12; This Time op. 14 Nr. 12; Come, let us rest op. 26 Nr. 3; I wait for thee op. 14 Nr. 1; Spring Waters op. 14 Nr. 11; The Heart’s Secret op. 26 Nr. 1; When yesterday we met op. 26 Nr. 13; Let me rest here alone op. 26 Nr. 9; In the Silence of the secret night op. 4 Nr. 3; No Prophet op. 21 Nr. 11; Oh, never sing to me again op. 4 Nr. 4; Oh stay, my love, forsake me not op. 4 Nr. 1; To the children op. 26 Nr. 7; How fair this spot op. 21 Nr. 7; So many hours, so many fancies op. 4 Nr. 6; A Dream op. 8 Nr. 5; Christ is risen op. 26 Nr. 6; All things depart op. 26 Nr. 15; What wealth of rapture op. 34 Nr. 12

Oraz utwory solowe na fortepian:

On the Death of a Linnet op. 21 Nr. 8; Beloved, let us fly op. 26 Nr. 5; O, do not grive op. 14 Nr. 8; Daisies op. 38 Nr. 3; Vocalise op. 34 Nr. 14

Płyta dostępna jest już w sprzedaży między innymi za pośrednictwem serwisu www.jpc.de.

Aleksander Anisimov – bas, solista największych scen operowych świata m.in. Metropolitan Opera, La Scala, czy Opera Bastille. Ten laureat Konkursu im. Glinki i Czajkowskiego, zadebiutował jako solista w Operze Bolszoj w 1990 roku, w tym samym roku ukończył studia, śpiewając główne role w „Jolancie” Czajkowskiego. Dwa lata później zadebiutował w Operze Paryskiej jako Stary Skazaniec w Lady Makbet Szostakowicza. Zaproszony został do debiutu w La Scali w Mediolanie jako The Grand lnquizitor w nowej produkcji Franco Zeffirellego w Don Carlo Verdiego z Luciano Pavarottim pod dyrekcją Riccardo Muti. Występował także w La Scali oraz w Teatrze Chatelet w Paryżu. Jego debiut w Metropolitan Opera miał miejsce w 1994 roku – wystąpił tam jako stary skazaniec w Lady Makbet Szostakowicza pod batutą Jamesa Conlona i od tej pory stał się regularnym gościem Metropolitan Opera.

Beata Szałwińska to wszechstronna pianistka, obdarzona wielką muzyczną osobowością. Jej twórczość charakteryzuje się mieszaniem różnych stylów i gatunków muzycznych, co sprawia, że fascynują się nią nie tylko miłośnicy klasycznych brzmień. Swoich fanów Beata Szałwińska znajduje również wśród pasjonatów jazzu i muzyki rozrywkowej, co idealnie wpisuje się w jej głębokie przekonanie, że każdy prawdziwy artysta bezustannie poszukuje swojej indywidualnej drogi i wypowiedzi. Beata Szałwińska wydała płytę Jej Portret, na której znajdują się interpretacje m.in. takich hitów jak: Danny Boy, Over the Rainbow, Sophisticated Lady, A Time for Love, Don’t Worry Baut Me czy Jej Portret Włodzimierza Nahornego. Artystka jest też założycielką ACONCAGUA PROJECT – projektu muzycznego, którego celem jest interpretacja i rozpowszechnianie repertuaru Astora Piazzolli, jednego z twórców argentyńskiego tanga, łączącego muzykę klasyczną z innymi gatunkami i stylami muzycznymi.

Artystka z Ukrainy jednym z gości Festiwalu Kultur Świata Globaltica– organizatorzy ujawniają kolejnych twórców!

Już 14 lipca odbędzie się inauguracyjny koncert Festiwalu Globaltica. Multikulturowa uczta muzyczna zanurzona w oryginalnych dźwiękach, egzotycznych rytmach i nietuzinkowej formie to nie jedyne zalety Globaltiki. Organizatorzy przewidzieli oprócz koncertów wiele atrakcji, zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Przewidziany został program filmowy, teatralny oraz wystawa uznanej na całym świecie ukraińskiej artystki Darii Alyoshkiny. Festiwal potrwa aż trzy dni i zakończy się występem DJa Mukambo podczas tanecznego after-party.

Aby zrozumieć obcą kulturę, trzeba zaangażować się emocjonalnie w jej poznawanie, a najlepszym na to sposobem jest przeżywanie sztuki i zgłębianie wrażliwości artystów różnych krajów. Ważnym aspektem jest uczenie owej wrażliwości nie tylko dorosłych, ale może właśnie przede wszystkim dzieci. Pozwoli to w efekcie na wychowanie pokolenia zaangażowanego globalnie w gospodarkę, kulturę i ekonomię. Muzyka natomiast stanowi medium, którego siła oddziaływania ma wpływ na każdego. Za jej pośrednictwem dociera się do najbardziej opornych głów.

Festiwal Kultur Świata Globaltica to zatem nie tylko okazja do ciekawego spędzenia czasu w wakacje, ale także sposób na zainteresowanie (nie tylko najmłodszych) obcymi nam kulturami. Wśród artystów Globaltiki znajdą się, ogłoszeni już wcześniej, muzycy; grupa Damir Imamović Trio, zajmująca się w unikatowy sposób tradycją muzyczną Bośni; zespół Bab L’ Bluz, grający w nurcie wielowiekowej praktyki marokańskiej gnawa zakorzenionej w tradycjach islamu i Afryki Subsaharyjskiej oraz poświęcający się muzyce granej na guembri; Cimarrón, który został założony w celu popularyzacji na całym świecie kolumbijskiego stylu ludowego joropo i kultury llaneros; Kapela Brodów, zajmująca się utworami świeckimi i religijnymi z obszaru Pierwszej Rzeczypospolitej, która podczas Globaltiki zagra koncert, a także poprowadzi potańcówkę przy tradycyjnej muzyce polskiej.

Ale to oczywiście nie koniec! Organizatorzy Globaltiki ujawnili właśnie kolejnych artystów festiwalu!

Do szeregu muzyków dołączył zespół Kumbia Boruka. Zespół doskonale potrafi nadawać nowy kształt klasycznej cumbii z lat sześćdziesiątych, dodając elementy reggae, dubu, muzyki afrykańskiej i rocka. W ich muzyce pojawiają się też brzmienia psychodelicznych gitar, rozbudowane sekcje rytmiczne oraz eksplodujące energią i mocą dęciaki. Muzycy nie zapominają też o peruwiańskiej cumbii zwanej chicha, czego rezultatem jest cumbia „hybrydowa” – nueva cumbia – muzyka przepełniona niesamowitą latynoską energią, która poruszy każdego słuchacza.

Zespół wydał w Europie dwa albumy i zagrał ponad 250 koncertów, za każdym razem wprawiając słuchaczy w doskonały nastrój i przekazując to, co – jak twierdzą sami muzycy – zawsze było celem grupy Kumbia Boruka – pozytywną wibrację, radość i energię, a jednocześnie promując na Starym Kontynencie chyba najbardziej emblematyczne rytmy Ameryki Łacińskiej. Warto również wspomnieć, że muzyka zespołu trafiła na ścieżkę dźwiękową znakomitego serialu dokumentalnego „Maradona w Meksyku”, który wyprodukował w 2019 roku Netflix.

Warto zwrócić także uwagę na występ Christine Salem, urodzonej w Saint-Denis, na wyspie Réunion na Oceanie Indyjskim, która utrzymuje silną więź ze swoją kulturą i poprzez muzykę stara się oddać hołd swoim korzeniom. Jednocześnie, mimo szacunku do korzeni, Salem – będąca jednym z najbardziej znanych głosów pochodzących z Reunion i mająca tam w zasadzie status artystki kultowej – łamie wiele zasad i tradycji muzycznych, podążając własną ścieżką.

Jej wielka siła tkwi w szczerości wypowiedzi, która jest znacznie bardziej związana z kreatywnością i intuicją niż z zapisem muzycznym i teorią. Taki sposób tworzenia daje jej bezgraniczną swobodę, a efektem jest inspirująca muzyczna mieszanka, pełna afrykańskich rytmów, delikatnych lub czasem ostrych dźwięków gitary i uduchowionych tekstów zarówno w języku kreolskim jak i francuskim czy angielskim. W swoich pieśniach Salem przywołuje dzieciństwo, podróże, koncerty i spotkania. Zdarza się też, że nawiązuje do religii, wierzeń i czasów niewolnictwa. Jej niepowtarzalny głos wraz z dźwiękami tradycyjnych lokalnych instrumentów perkusyjnych, gitary i skrzypiec przenosi słuchacza na małą, ciepłą wyspę na Oceanie Indyjskim, którą trudno chcieć opuścić.

Taneczne festiwalowe after-party poprowadzi natomiast DJ Mukambo, rezydujący na co dzień w Brukseli, będący dziennikarzem muzycznym od 14 lat i radiowym prezenterem od lat 10. Pisze o muzyce i kulturach świata, wyszukuje artystów, którzy mają ciekawe rzeczy do powiedzenia. Pewnie dlatego afrobeat jest jego ulubioną muzyką – jak sam twierdzi, ten gatunek jest szczery i bardzo taneczny.

Wyjątkowość setów Mukambo charakteryzuje się tym, że gra on głównie nową muzykę: wpadający w ucho wybór afrobeatu, afro-latynoski i afro-brazylijski groove, klimaty luzofońskie z Czarnego Lądu, soukouss, etiogrooves, reggae/dub/dancehall i hip-hop z etnicznym/regionalnym posmakiem + tropikalny bas. Mukambo, jak sam mówi, pozostaje wierny rytmowi czystej muzyki i nie gra housu, disco czy techno.

Wśród atrakcji festiwalowych nie zabraknie również stałych elementów festiwalowego miasteczka takich jak „Strefa zasilania umysłu”, „GLOBALTICA KIDS”, „Miasteczko społeczne” czy też „Miasteczko kupieckie”. Wyświetlone zostaną również liczne filmy na temat sztuki, kultury i artystów.

Szczególne zainteresowanie wzbudza ukraińska artystka Daria Alyoshkina, urodzona w kijowskiej rodzinie rzeźbiarzy, od lat reprezentująca Ukrainę na różnego rodzaju wystawach oraz międzynarodowych imprezach. Artystka zajmuje się powszechnie mało znaną, ale i często uprawianą w formie miejscowego folkloru (zwłaszcza w krajach słowiańskich), sztuką wycinanki. Jej wystawa zainauguruje Festiwal Globaltica 14 lipca wraz z występem wspomnianej wcześniej kapeli Damir Imamović Trio.

Jedną z atrakcji dla najmłodszych będzie spektakl w wykonaniu Teatru Lalek Igraszka pt. „Podróż za horyzont”. Na przedstawieniu się jednak nie skończy! Tym razem będzie bardzo muzycznie, tanecznie i ruchowo. Zaplanowano dodatkowo warsztaty tworzenia instrumentów, zajęcia perkusyjne i rytmiczne, animacje i zabawy taneczne. Odbędą się także kreatywne warsztaty plastyczne dla młodszych i starszych dzieci, tworzenie totemów, spotkanie z ciekawą literaturą dziecięcą oraz zajęcia ekologiczne z grupą Zielone Ogniwo.

Śledźcie osobiście przygotowania do Globaltiki, aby nie przegapić żadnych ważnych informacji:

https://globaltica.pl/#/

https://www.facebook.com/globalticafestival

https://www.youtube.com/channel/UCNwv6n8EV2A10aeYZB_PMrw

https://www.instagram.com/globaltica.festival/

GLOBALTICA to wyjątkowe wydarzenie w letnim kalendarzu imprez kulturalnych. Głównym celem Festiwalu Kultur Świata jest pokazywanie wielokulturowości, zaznajamianie z odmiennymi tradycjami i religiami.

Co ważne, na festiwalu nie zobaczymy tych tradycji w „muzealnej” formie, zobaczymy raczej żywotność kulturowych inspiracji, odnajdziemy te obszary, gdzie kulturowe korzenie spotykają się ze współczesnością, gdzie to, co osadzone w tradycji staje się pożądane we współczesnej kulturze. Zapraszani muzycy ocalają tradycje od zapomnienia, czerpią z korzeni, by zaprezentować je we współczesnej odsłonie – oryginalne połączenia muzyczne to znak firmowy wielu zespołów, jakie zaprezentowały się w ciągu poprzednich edycji Festiwalu Globaltica. Głównym obszarem działania jest muzyka, jednak festiwal prezentuje także twórczość z innych dziedzin, takich jak literatura, sztuki plastyczne, fotografia czy film.

Romans na poziomie dusz w oczekiwaniu na nową płytę Beaty Szałwińskiej i Aleksandra Anisimova

Już wkrótce światło dzienne ujrzy najnowszy muzyczny projekt duetu światowej sławy – wyjątkowo uzdolnionej polskiej pianistki Beaty Szałwińskiej i basa operowego Aleksandra Anisimova. Artyści poznali się podczas koncertu charytatywnego na rzecz Ukrainy i na stałe złączyli swoje ścieżki, od ośmiu lat wspólnie tworząc i elektryzując świat muzyczny swoją wrażliwością,
w interpretacjach ponadczasowej klasyki.

Bardzo dużo mówi się o twórczości Beaty Szałwińskiej i Aleksandra Anisimova oraz o łączącej ich pasji. Oni sami twierdzą, że siłą ich współpracy są przeciwstawne temperamenty, które zderzają się ze sobą, doprowadzając do wielkich wybuchów, dzięki czemu kreują nowe światy i wyznaczają trendy. Aleksander Anisimov z natury bardziej ekspresyjny na co dzień, tę część swojego charakteru z łatwością przenosi na twórczość. Sprawia to, że interpretacje pieśni, które wykonuje, tchną ogromną żywością i zapewniają intensywność wrażeń. Występy tego wybitnego basa zabierają słuchacza w podróż do innego wymiaru. Kontrastuje to wyraźnie z filigranową wrażliwością gry Beaty Szałwińskiej, która w swoich występach zawiera zawsze ogromne pokłady muzycznej poezji. Potrafi zachować intymność swojej interpretacji poprzez pozostawanie w harmonii z samą sobą i otaczającym światem, a wirtuozeria jej gry zachwyca każdą publiczność.

Charakterystyczna barwa i styl Aleksandra Anisimova oraz eteryczna forma wyrazu Beaty Szałwińskiej zetknęły się ze sobą w 2014 roku podczas prób do koncertu charytatywnego na rzecz Ukrainy. Wówczas to doświadczony artysta z bogatym światowym dorobkiem spotkał się po raz pierwszy z utalentowaną pianistką, która nigdy wcześniej nie brała pod uwagę występów w duecie ze śpiewakiem operowym. Już pierwsze nuty, które wydobyła z instrumentu, wprawiły Aleksandra Anisimova w zdumienie i natychmiast, odpowiadając na płynącą z serca muzykę, dopasował się płynnie do jej stylu i zaczął śpiewać, jak nigdy wcześniej. To pierwsze wspólne doświadczenie dało obojgu przekonanie o nadchodzącej całkowitej zmianie, która zaprowadzi ich na dotąd im obce ścieżki muzycznej pracy i kariery.

To ogromna rzadkość nie tylko w życiu artysty, ale także po prostu człowieka, aby zetknąć się z żywym dowodem na to, że braterstwo dusz rzeczywiście istnieje – przyznaje Beata Szałwińska. – Więź, którą poczuliśmy natychmiast w trakcie pierwszego wspólnego koncertu, pozostaje z nami do dziś, pogłębiając się z każdą chwilą. Ja sama jestem przekonana, że miłość i braterstwo to najważniejsze i najpiękniejsze wartości, które wypracowaliśmy jako gatunek ludzki. Najistotniejsze jest, aby tym wartościom poświęcać wszystkie nasze działania. Niezależnie zatem od sytuacji na świecie czy w naszym prywatnym życiu, na piedestale stawiamy właśnie te wartości, a hołdujemy im poprzez tworzenie sztuki, która jest ponad podziałami, modą czy poprawnością polityczną. I jestem pewna, że bez względu na wszystko tak właśnie będziemy oboje żyć i pracować.

Zanim poznałem Beatę miałem już naprawdę pokaźny dorobek artystyczny i doświadczenie w największych i najbardziej cenionych operach świata, ale spotkanie z Nią zrobiło na mnie ogromne wrażenie – dodaje Aleksander Anisimov. – Nigdy wcześniej i później nie słyszałem takiego dotknięcia fortepianu, a przecież na tamtym etapie życia byłem przekonany, że nic już mnie nie zaskoczy.

A tu nagle pojawia się ONA i nadaje mojemu muzycznemu życiu zupełnie inny wymiar, na zawsze je zmieniając. Beata jest dla mnie nieustającą inspiracją, tchnieniem świeżości, absolutnie niezbędną muzą mojego życia twórczego i osobistego.

I choć ich relacja i sposób, w jaki o sobie mówią, tchnie czułością i przywiązaniem, ich drogi do siebie nawzajem są równie odmienne, co ich charaktery. Aleksander Anisimov pochodzi z rodziny uchodźców zmuszonych do opuszczenia środkowej Rosji za czasów Stalina, a urodził się w Uzbekistanie i większość młodości poświęcił na działalność sportową, muzyką zajmując się amatorsko i hobbistycznie (służąc w wojsku czy grając i śpiewając w zespole rockowym). Już jako dorosły człowiek zakończył karierę sportową ze względu na poważną kontuzję i dopiero w wieku 24 lat rozpoczął naukę w konserwatorium muzycznym. Po kilku latach podróżował już po całym świecie i występował w najważniejszych teatrach i operach.

Beata Szałwińska od dziecka była otoczona muzyką i czuła, że dla muzyki została stworzona. Pochodząc z rodziny artystycznej, zaczęła naukę gry na fortepianie, zanim nauczyła się czytać i całe swoje młodzieńcze lata spędziła, przecierając szlaki, szukając swojej formy wyrazu i sprzeciwiając się (chociaż delikatnie i bez otwartego buntu) kolejnym nauczycielom i mistrzom fortepianu – zawsze przekonana, że formalna nauka nie jest ścieżką dla niej. Ostatecznie odnalazła się w Paryżu, gdzie otrzymała stypendium od rządu francuskiego i rozpoczęła w ten sposób karierę międzynarodową.

Obecnie artyści mieszkają w Luksemburgu, który uważają za doskonałe miejsce do życia zarówno prywatnego jak i zawodowego. Nie ma dnia, w którym by ze sobą nie rozmawiali i nie tworzyli razem zarysów kolejnych natchnionych projektów.

Najnowszy z nich melomani na całym świecie będą mogli poznać już wkrótce.

Od kilku już lat Beata Szałwińska i Aleksander Anisimov pracują nad płytą „Rachmaninoff Romances”, której premiera planowana jest na czerwiec tego roku. W albumie znajdzie się 28 pieśni, z których 5 to transkrypcje na fortepian w solowym wykonaniu Beaty Szałwińskiej. Płyta już zaczęła zbierać entuzjastyczne recenzje w mediach zagranicznych takich jak pizzicato.lu. Alain Steffenna napisał, że jest to znakomicie zinterpretowany i przemyślany album z udziałem dwójki rewelacyjnych muzyków i jednocześnie wielka wygrana dla dotychczasowej recepcji w kulturze dzieł Rachmaninowa.

Kontakt dla mediów: Paulina Piziorska, p.piziorska@agencjafaceit.pl, tel: 882 700 133