Od pomysłu do działania. Jak skutecznie zaplanować swój biznes?

Współczesny świat oferuje nam tysiące możliwości. Wielkie marzenia, uznawane dawniej za nieosiągalne, są dziś po prostu planem, który sukcesywnie da się zrealizować. Widać to zwłaszcza wśród młodych przedsiębiorców – ich niepozorne koncepcje na biznes przeradzają się często w profesjonalne firmy o szerokim zasięgu i uznaniu. Proces ten jednak wymaga odpowiedniego warsztatu i zapoznania się z narzędziami, które później pomogą podjąć skuteczne inicjatywy rynkowe. Praktyczną wiedzę z tego zakresu można zdobyć, korzystając z programu kierowanego do osób, które jeszcze nie zaczęły działalności i potrzebują wsparcia u początku tej drogi.

Pojawienie się tzw. „żółtej żarówki” nad głową to pierwszy krok do osiągnięcia biznesowego celu. W końcu to od pomysłu zaczyna się każde przedsięwzięcie. Nie bez powodu młodym przedsiębiorcom przypisuje się „świeże spojrzenie” na biznes. Kreatywne myślenie i dokładna obserwacja społeczeństwa przyczyniają się do wyciągania cennych wniosków, a następnie do założenia własnej firmy. Na początku tej ścieżki warto jednak zaczerpnąć praktycznych rad, które usprawnią przebieg planowania biznesu. Dobrym pomysłem jest dołączenie do dedykowanego programu, który pomoże zamienić ideę w działanie, a dodatkowo wzmocni przedsiębiorczy potencjał.

Planowanie biznesu a wyzwania współczesnego świata

Młodzi, którzy decydują się na założenie biznesu, zazwyczaj chcą być niezależni – nie interesuje ich praca na etacie. Warto mieć jednak na uwadze fakt, że proces zakładania firmy jest w obecnych czasach dosyć niestabilny i stwarza pewne wyzwania. Pandemia, inflacja czy wojna przy wschodniej granicy to tylko niektóre trudności, z jakimi muszą mierzyć się przedsiębiorcy. – To, co obserwujemy w naszych badaniach, to fakt, że w tych trudnych momentach bardzo pomaga wiara w siebie, swoje możliwości, ale także we własny pomysł. Wszystko to przekłada się później na większą skuteczność w działaniu. Najbardziej efektywny  start mają jednak ci, którzy łączą pomysł z własną pasją. – mówi Anna Bichta, Prezeska Zarządu w Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Wiedzy THINK!.

Pomysł na biznes, pomysł na siebie

Tworzenie planu na biznes wiąże się również z ciągłym rozwojem osobistym i samodoskonaleniem. Często proces ten dopełnia wiedza i doświadczenie osób, które dłużej działają w branży  są to tzw. mentorzy. #ROZWIŃ POMYSŁ to działanie w ramach Programu Rozwoju Przedsiębiorczości, które oferuje spotkania networkingowe, szkolenia online, a także konsultacje specjalistyczne. Wszystkie te aktywności nadzorowane są przez profesjonalistów w swojej dziedzinie. – Młodzi poszukują wsparcia wśród ekspertów, praktyków biznesu. Chętnie czerpią od wykwalifikowanych przedsiębiorców, ale także korzystają z zasobów Internetu, np. webinarów. Co istotne, młodzi nie powinni bać się zadawania pytań – każda wiedza jest znacząca dla późniejszego rozwoju biznesowego, jak i osobistego. – twierdzi Anna Bichta.

Zamień plan w działanie – ścieżka #ROZWIŃ POMYSŁ

Dobry pomysł to początek sukcesu. Aby jednak wdrożyć go w życie, trzeba wypracować pewne techniki. Jako młody przedsiębiorca masz szansę rozwijać umiejętności, dołączając do różnych inicjatyw. #ROZWIŃ POMYSŁ to jedna z nich – ścieżka skierowana do osób, które mają pewną ideę i potrzebują praktycznej wiedzy, aby ją zrealizować. – W programie skupiamy się m.in. na dopracowaniu modelu biznesowego, jak i komunikacji, która stoi za produktem. Uczestnik poznaje siebie, swoją wewnętrzną motywację i potrzeby w oparciu o kwestionariusz Reiss Motivation Profile. Spotkania z trenerami również są wielką dawką wiedzy, gdyż osoby te na co dzień mają styczność z rynkiem. Warto dodać, że wszystkie działania w ramach projektu są bezpłatne. – wyjaśnia Anna Bichta.

Więcej o programie:

Zapraszamy do wzięcia udziału w ścieżce #ROZWIŃ POMYSŁ adresowanej do młodych ludzi w wieku 18-35 lat; osób, które mają pomysł na działanie w obszarze biznesowym i są gotowe wystartować, nie zarejestrowały jeszcze firmy czy innej formy działalności.

Jeśli chcesz wziąć sprawy w swoje ręce, chodzą Ci po głowie różne pomysły na to, jak mógłbyś zacząć zarabiać i czujesz, że to jest Twój czas – ten Program jest dla Ciebie. Od praktyków biznesu i ekspertów dowiesz się, jak skutecznie przekuć pomysł w działanie, poznasz i wzmocnisz swój przedsiębiorczy potencjał, zyskasz narzędzia pomocne w podejmowaniu skutecznych inicjatyw rynkowych.

NABÓR trwa do 4 listopada.

REJESTRACJA:

https://rozwijamy.edu.pl/zaloguj-sie

Jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach?

Panuje przekonanie, że dzieci uczą się większości umiejętności analitycznych w szkole. Jeśli jednak chodzi o zarządzanie pieniędzmi, to tak naprawdę rodzice są pierwszymi „doradcami” finansowymi swoich pociech. Wspólne zakupy, otrzymywanie kieszonkowych, dyskusje o wydatkach między domownikami to tylko niektóre sytuacje, jakich dziecko doświadcza już od najmłodszych lat. Fundacja THINK! wraz z ING Bank Śląski przeprowadziła badanie, które zobrazowało sytuację edukacji finansowej w polskich domach.

Jak wynika z badania „Edukacja ekonomiczna dziewczynek i chłopców w polskich domach – czy matki i ojcowie edukują w ten sam sposób?”, ponad połowa polskich dzieci w wieku 7-12 lat przynajmniej od czasu do czasu rozmawia z rodzicami o pieniądzach. Warto też wspomnieć, że najmłodsi domownicy często uczestniczą biernie w rozmowach, dyskusjach na ten temat. Styczność z finansami mają zatem prawie na co dzień – podpatrują zachowania rodziców, starszego rodzeństwa czy dziadków. Dlatego też można wywnioskować, że im wcześniej opiekunowie zaczną rozmawiać z dzieckiem o  pieniądzach, tym lepiej. Regularne „lekcje finansowe” w domu pomogą w późniejszym planowaniu wydatków podczas studiów, a także dorosłego życia.

Kto pyta, nie błądzi – co chcą wiedzieć polskie dzieci odnośnie finansów?

Badanie wykazało, że rodzice nie unikają pytań związanych z pieniędzmi. Najmłodsi ciekawscy mogą zatem liczyć na wsparcie w wielu kwestiach finansowych. – Niezależnie od tematu zadanego pytania mierzy się z nim co najmniej 95% rodziców. Zwykle ok. 40% odpowiedzi stanowi wyjaśnienie zjawiska, kolejne 40% odpowiedzi objaśniających jest wzbogaconych obrazującym je przykładem. Umożliwianie zdobycia własnych doświadczeń pojawia się najczęściej w kontekście pytań o zarabianie pieniędzy, oszczędzanie i konsumpcję. – komentuje autorka badania dr Katarzyna Sekścińska, adiunkt w Katedrze Psychologii Biznesu i Innowacji Społecznych, Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Ciekawą obserwacją jest fakt, iż dzieci zwracają się częściej do ojców z pytaniem o finanse i bankowość oraz kwestie związane z konsumpcją i zachowaniami konsumenckimi. Bardzo rzadko natomiast pytają starszych o podatki (12% nigdy nie zainteresowało się tym zagadnieniem).

Jak się zatem okazuje, młode pokolenie chętnie zadaje pytania, ale również oczekuje na inicjatywę rodziców (szczególnie w kwestiach, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się mało interesujące). Dobrze zatem, jeśli rodzic sam dokształca się w tych obszarach – im większa wiedza „mentora”, tym więcej może zyskać podopieczny. – Dla dziecka ważne są przykłady do naśladowania, dlatego warto uzupełniać wiedzę dotyczącą finansów, zachęcając tak do proaktywnego zarządzania budżetem, teraz i w przyszłości – wyjaśnia Anna Bichta, prezeska Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Wiedzy Think!.

Rozmowy o pieniądzach między rodzicami a dziećmi – kto, co, komu

Zarówno matki, jak i ojcowie zaczynają podejmować tematy finansowe nieco przed siódmymi urodzinami synów i córek. Autorka badania zauważyła, że procentowo to matki częściej angażują się w rozmowy o finansach, ale nie jest to znacząca różnica. Jest jednak kilka zagadnień, które częściej podejmują w dyskusji ojcowie. Chodzi o inwestowanie, podatki i obszary związane z dobrami publicznymi. Warto też zauważyć, iż do rozmów na konkretne tematy finansowe rodzice przystępują częściej/rzadziej w zależności od płci dziecka. – Regularne rozmowy na większość tematów ekonomicznych dotyczą w podobnym stopniu dziewczynek i chłopców. Wyjątkiem są rozmowy o inwestowaniu, pożyczaniu pieniędzy oraz działaniu komunikatów perswazyjnych i reklamie, które przeprowadzane są częściej z chłopcami niż dziewczynkami. – komentuje dr Sekścińska. – Ojcowie częściej rozmawiają z synami niż z córkami o oszczędzaniu, inwestowaniu, pożyczaniu pieniędzy i działaniu banku, zaś z córkami chętniej podnoszą tematy zasad handlu, np. tego, na czym zarabia sklep, czym jest marża, zależności między cenami a popytem na dany produkt i jego podażą. Matki natomiast chętniej rozmawiają z synami o reklamie, pożyczaniu pieniędzy, inwestowaniu i wymianie handlowej. W przypadku pozostałych tematów rodzice nie różnicują częstotliwości rozmów w zależności od płci dziecka. – dodaje.

Dlaczego warto poruszać tematykę finansową z najmłodszymi?

Pieniądze w wielu polskich domach są tematem tabu. Ignorowanie zagadnień związanych z finansami przez cały okres rozwoju dziecka wpłynie niekorzystnie na jego późniejsze decyzje konsumenckie. Warto mieć na uwadze, że instytucje zewnętrzne (np. szkoła) nie są w stanie w 100% przekazać całej wiedzy odnośnie zarządzania pieniędzmi. Rodzice, którzy decydują się na otwarte rozmowy o finansach, zauważą znaczącą poprawę w myśleniu analitycznym swojej pociechy. Należy pamiętać, że wyobraźnia dzieci na temat pieniędzy ogranicza się do obserwacji, dlatego rozmowa jest jej istotnym dopełnieniem. – Nie udawajmy, że pieniądze to temat nie dla dzieci. Co więcej, to, w jaki sposób będziemy mówić w domu o finansach, będzie przekładać się na postawy naszych dzieci w dorosłym życiu – twierdzi dr Sekścińska – Jeżeli rodzice pokazują dziecku, że pieniądze stanowią o jego statusie i są wyznacznikiem szczęścia, to w nastoletnim i dorosłym życiu będzie ono dążyć do posiadania jak największej ilości dóbr. Warto zatem dobierać odpowiednie słowa i przykłady podczas rozmowy o pieniądzach. To, jak przedstawią „świat finansów” rodzice, wpłynie znacząco na myślenie i decyzje dziecka w późniejszym okresie jego życia.

Badanie “Edukacja ekonomiczna dziewczynek i chłopców w polskich domach – czy matki i ojcowie edukują w ten sam sposób?” przeprowadzono w czerwcu 2022 na reprezentatywnej próbie 745 matek i ojców dzieci w wieku od 7 do 12 lat. Zostało ono zrealizowane techniką CAWI (Computer Assisted Web Interview) na Ogólnopolskim Panelu Badawczym Ariadna. Badanie jest realizowane przez Fundację Think! w partnerstwie z ING Bank Śląski oraz Wydziałem Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Autorka badania – dr Katarzyna Sekścińska – adiunkt w Katedrze Psychologii Biznesu i Innowacji Społecznych, Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Rozprawa w TSUE w dniu 12.10.2022 r. o tzw. wynagrodzeniu za korzystanie z kapitału. Czego mogą spodziewać się Frankowicze?

Komentarz ekspercki:

Karolina Pilawska – adwokat, wspólnik w kancelarii Pilawska Zorski Adwokaci. Specjalistka z zakresu sporów konsumentów z bankami. Od wielu lat z sukcesami reprezentuje interesy Frankowiczów w polskich sądach. 

Kwestia tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału na rzecz banków jest aktualnie najgorętszym tematem w środowisku Frankowiczów. Trudno się temu dziwić. Kredytobiorcy zastanawiają się czy wytaczanie procesu bankowi z tytułu nieważnej umowy kredytu ma sens, jeżeli mieliby w związku z tym zapłacić bankowi wynagrodzenie w trudniej do przewidzenia wysokości. Dlatego też polski sąd zwrócił się do TSUE z pytaniem prejudycjalnym i zapytał, czy w przypadku nieważności umowy kredytu strony (czyli zarówno bank, ale także i kredytobiorca) mogą oprócz zwrotu pieniędzy zapłaconych w wykonaniu tej umowy (bank – kapitału kredytu, konsument – rat, opłat, prowizji i składek ubezpieczeniowych) oraz odsetek ustawowych za opóźnienie od chwili wezwania do zapłaty, domagać się także jakichkolwiek innych świadczeń, w szczególności wynagrodzenia, odszkodowania, zwrotu kosztów lub waloryzacji świadczenia.  

Sprawa została zarejestrowania w TSUE pod sygn. akt C-520/21 i 12 października 2022 roku obserwowaliśmy pierwszą jej odsłonę. Na wyrok będziemy musieli jeszcze poczekać, natomiast ja jestem całkowicie spokojna o treść rozstrzygnięcia w tej sprawie.

O co chodzi z tzw. wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału?

Sprawy z powództwa banków o tzw. wynagrodzenie za korzystanie z kapitału po raz pierwszy w sądach pojawiły się 2-3 lata temu. Banki – widząc, że masowo przegrywają procesy z Frankowiczami doszły do wniosku, że nie mogą dopuścić do utraty zysków wynikających z tych umów, zaczęły występować z pozwami o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Z reguły przez banki zostali pozwani Klienci, którzy najwcześniej wytoczyli powództwa, czyli w latach 2015 – 2018, chociaż zdarzają się kontrpozwy w sprawach złożonych później. Wynika to przede wszystkim z instytucji przedawnienia. Banki zapewne obawiają się, że sądy mogą uznawać, że jeżeli kredytobiorca złożył pozew o uznanie jego umowy za nieważną przykładowo w 2016 czy 2017 roku, to od tego momentu rozpoczął bieg 3-letni termin przedawnienia roszczeń o zwrot kapitału.

Tzw. „wynagrodzenie za korzystanie z kapitału” nagrodą dla banków za nieuczciwe działanie?

Przyznanie bankom możliwości domagania się do kredytobiorców tzw. „wynagrodzenia za korzystanie z kapitału” oznaczałoby de facto, że banki odniosłyby korzyści ze stosowania w relacji ze swoimi klientami konsumentami niedozwolonych postanowień umownych. Możliwość orzeczenia przez sąd dodatkowej opłaty pod postacią tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału nie tylko osłabiałyby odstraszające i prewencyjne skutki wynikające z Dyrektywy 93/13, lecz nawet mogłoby mieć efekt odwrotny. Uznanie dodatkowej opłaty w postaci wynagrodzenia za korzystanie z kapitału służyłoby bowiem wyłącznie interesom przedsiębiorcy, który mógłby założyć, że stosowanie w relacjach z konsumentami nieuczciwych warunków umownych może być dla niego opłacalne. Bowiem w efekcie orzeczenia nieważności umowy kredytu bank traciłby prawo do zapłaty uzgodnionych odsetek i kosztów, ale otrzymywałby wynagrodzenie za kapitał, które byłoby dla niego „nagrodą” za nieuczciwe działanie.

Dlatego też roszczenia wysunięte przez banki z pewnością są przedwczesne i stanowią nadużycie prawa. O jego jakiejkolwiek zasadności można dywagować dopiero w momencie uznania danej umowy kredytu za nieważną, dokonania rozliczenia przez bank i wykreślenia hipoteki. Wtedy też po banku ziści się możliwość wystąpienia z roszczeniem o zwrot kwoty udostępnionego kapitału. Należy podkreślić, że w polskim porządku prawnym nie istnieje przepis, który tworzyłby podstawę prawną domagania się przez bank od Frankowicza wynagrodzenia za korzystanie z kapitału za cały okres, w której kredytobiorca rzeczywiście posiadał udostępnioną kwotę kapitału, trwając w przeświadczeniu, że działa w dobrej wierze.

Trudno zaakceptować sytuację, w której bank jako profesjonalista na rynku, który zawodowo zajmuje się udzielaniem kredytów, będący jednocześnie autorem nieważnej umowy kredytu, której klient banku nie miał możliwości negocjować, miałby uzyskać wynagrodzenie z tytułu swojego nieuczciwego działania. Dlatego też uważam, że TSUE nie przyzna racji bankom w tym zakresie, bo byłoby to również sprzeczne z efektem mrożącym dla przedsiębiorców, który jest przecież stałym elementem orzeczeń tego trybunału. Uznanie zasadności takich roszczeń banków spowodowałoby, że w przyszłości przedsiębiorcy nie mieliby oporów, aby proponować swoim klientom (niezależnie od branży) wadliwe prawnie umowy, skoro zamiast konsekwencji takiego działania dostawaliby wynagrodzenie, a to z kolei stawiałby pod ogromnym znakiem zapytania sens ochrony konsumentów nie tylko w Polsce, ale także w Unii Europejskiej. Nie ulega wątpliwości, że byłoby to niejako obejście prawa – skoro bank nie zarobi na akcji kredytowej, bo zaoferował swoim klientom nieuczciwe umowy, to zarobi na wynagrodzeniu, które nie ma podstaw prawnych. Uwzględnienie stanowiska banków doprowadziłoby w istocie do reaktywacji nieważnej umowy kredytu w zakresie oprocentowania. I tutaj konieczne jest odwołanie do Dyrektywy 93/13 i efektu mrożącego, mającego zniechęcić banki przed stosowaniem w umowach z klientami nieuczciwych warunków umownych. O jakim efekcie mrożącym mówilibyśmy, gdyby bank dostał wynagrodzenie za proponowanie nieuczciwych umów na poziomie 1/3-1/2 kwoty kredytu?

Co z wynagrodzeniem dla kredytobiorcy?

Ważnym aspektem tej sprawy jest także kwestia ewentualnego wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, ale zasądzanego od banku na rzecz kredytobiorcy. Pytanie prejudycjalnie dotyczy bowiem także tej kwestii, bo przecież i banki przez wiele lat korzystały z kapitału wpłacanego przez kredytobiorców z tytułu rat kapitałowo – odsetkowych. Niejednokrotnie obecnie są to wyższe kwoty niż te, które przed laty udostępnił im bank, czyli w skrócie bank korzysta z wyższej kwoty kapitału niż kredytobiorca. Ten temat nie jest praktycznie w ogóle poruszany i analizowany zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w sądach, natomiast nie jest wykluczone, że w tym zakresie TSUE może zająć zupełnie niespodziewane stanowisko.

Co dalej?

Jeżeli chodzi o wpływ tego orzeczenia na sprawy frankowe to przede wszystkim porażka banków powinna spowodować zaprzestanie składania przez banki tego rodzaju pozwów. Trudno wytłumaczyć sens takich działań, jeżeli TSUE orzeknie, że takie wynagrodzenie bankom się po prostu nie należy. W efekcie spraw z powództwa banków powinno być mniej, a musimy pamiętać, że gros spraw w sądach, szczególnie w Wydziale Frankowym, to właśnie sprawy wnoszone przez banki. Niewątpliwe także pozytywna dla Frankowiczów decyzja TSUE zachęci kolejnych kredytobiorców do podjęcia walki w sądzie, bo zniknie „straszak” w postaci kontrpozwu banku, niemniej nauczona doświadczeniem uważam, że sektor bankowy będzie wymyślał kolejne konstrukcje prawne, aby zniechęcić przed procesem sądowym.

O wyrok TSUE w sprawie C-520/21 jestem całkowicie spokojna. Dotychczasowy dorobek orzeczniczy TSUE hołduje ochronie interesów konsumentów i uważam, że tak też będzie i w tym przypadku. Trudno, aby kredytobiorca ponosił konsekwencje finansowe tego, że bank przed laty zaproponował mu wadliwą prawnie umowę kredytu, której na dodatek był jedynym autorem. Nie powinno budzić większych wątpliwości, że te roszczenia nie mają bowiem żadnego uzasadnienia prawnego w polskim systemie prawnym, szczególnie żadna realna podstawa prawna nie wynika z lektury takich pozwów. Jako prawnik specjalizujący się w tego rodzaju sprawach akcję składania pozwów przez banki przeciwko Frankowiczom oceniam jako akcję odstraszającą, która ma na celu zniechęcić kredytobiorców przed dochodzeniem ich praw na drodze sądowej. Oczywistym jest także, że gdyby takie wynagrodzenie miało być bankom zasądzane to stałoby to w jawnej sprzeczności z celem Dyrektywy 93/13. Uważam także, że po tym wyroku w Polsce skończy się temat tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, chociaż nie uważam, że banki złożą broń. Raczej spodziewam się nowych pomysłów jak zniechęcić Frankowiczów i innych posiadaczy kredytów powiązanych z walutą obcą przed wystąpieniem na drogę postępowania sądowego.

Kobiety liderki – jakie jesteśmy? Czym jest kobiecy styl zarządzania?

W erze „girl power” każda kobieta może być liderką w swojej dziedzinie. Termin ten nie ogranicza się tylko do biznesu – autorytetem można być po prostu na co dzień. Coraz częściej w przestrzeni publicznej mówi się o kobiecym stylu zarządzania. Jaki jest sekret skutecznej organizacji wśród inspirujących liderek?

Bez wątpienia kobiety odmieniają trudny, męski świat biznesu. Mimo że można spotkać je obecnie na wielu dyrektorskich stanowiskach, to nadal niektórym kojarzą się tylko z rolą konsumenta odzieży, kosmetyków czy chemii gospodarczej. Warto wiedzieć, że kobiety coraz częściej zapraszane są na największe wydarzenia biznesowe, gdzie występują jako ekspertki. Niestety rzadko mówi się o trudnościach i wyzwaniach, z jakimi muszą mierzyć się każdego dnia.

Triumf kobiety wielozadaniowej

Wizja kobiety spełnionej nie sprowadza się wyłącznie do zajmowania się domem i dziećmi. Chociaż liderką można być też w domu i jest to bardzo odpowiedzialna, jak i szlachetna rola. Współczesne kobiety rozwijają się, pną się po szczeblach kariery, często łącząc pracę z macierzyństwem. To też pewien styl kobiecego zarządzania – niekiedy, słusznie, nazywany multitaskingiem. Ewa Grzegorczuk – szczęśliwa żona i mama trójki chłopców – przywództwo traktuje jako sposób na wnoszenie wartości w życie innych ludzi. – „Jeśli twoje działania inspirują innych, by odważnie marzyli, uczyli się więcej i byli coraz lepsi, to znaczy, że jesteś wspaniałą liderką” (Dolly Parton). Te słowa towarzyszyły mi przez całe życie. Obserwowałam wartości i cechy u osób, które stanowiły dla mnie inspirację do działania. Gdy 18  lat temu marzyłam, aby wejść do świata beauty, a przede wszystkim – świata kobiet – nie sądziłam, że marzenia staną się pewnego dnia codziennością, za którą jestem ogromnie wdzięczna. – mówi.

Jak myśli kobieta liderka?

Liderki zarządzają nie tylko biznesem, ale także własnym myśleniem, umysłem. To przede wszystkim bycie dla siebie motywacją. Sukces każdej przewodniczki należy zatem do niej samej. Oprócz wielozadaniowości, liderki muszą również poznać własne „ja”. To, w jaki sposób zarządza kobieta, często ma swoje odbicie w życiu prywatnym. – Każdy etap Twojego życia i Twojego biznesu, to także inny etap Twojej mentalności. Czy będzie to droga na skróty? Będzie to z pewnością droga pełna satysfakcji, poznawania swoich możliwości i radości – bo nie ma nic bardziej radosnego niż pełne i spełnione życie. – Wyjaśnia Ewa Grzegorczuk.

Popełnianie błędów jest elementem sukcesu

Każdy z nas popełnia błędy. Kobiece zarządzanie to także umiejętność zamieniania porażek w sukcesy. Często mówi się, że kobiety cechuje większa empatia i wrażliwość. Dzięki temu liderki wielokrotnie osiągają skuteczną komunikację, ale warto też wspomnieć o stresie i zmęczeniu, z jakim mierzą się na co dzień. Nie bez powodu ruch „Girl power” normalizuje popełnianie błędów i zrzesza kobiety, które motywują, a nie „podcinają skrzydła” innym.   

Nie mogę mieć wszystkiego pod stałą kontrolą, nauczyłam się odpuszczać i przede wszystkim delegować. Uważam, że każdy z nas potrzebuje wielopoziomowego wsparcia, pełnego zaangażowania i odkrywania swojego potencjału pod hasłem „działam”, a nie tylko się przyglądam. – twierdzi Ewa Grzegorczuk.

Ewa Grzegorczuk – trener mentalny branży beauty, bizneswoman, właścicielka 3 salonów beauty, a także autorskiego projektu – nowoczesnego centrum szkoleniowego z przestrzenią do integracji zespołów o charakterze SPA. Autorka wielu publikacji i wykładów na temat rozwoju biznesu beauty. Twórca unikalnego na polskim rynku programu rozwijającego placówki beauty. Lider Zespołu, który wprowadza standard i wsparcie dla usług beauty na całkowicie nowy poziom.

Ewa zaprojektowała, stworzyła i wciąż rozwija markę Cosmeo. Cosmeo to sieć nowoczesnych gabinetów zbudowanych na kilkunastoletnim doświadczeniu.

Rozumowe postrzeganie (wydawania i zarabiania) pieniędzy jako sposób na rozsądne finanse

Nie byłoby łatwo znaleźć ekonomisty o większym poczuciu humoru niż Richard Thaler. Jego koncepcja „mentalnego księgowania” jest jednak na serio i… warto się z nią zapoznać właśnie teraz; w okresie niepokoju o węgiel, ceny energii, wysokiej inflacji i rat kredytów hipotecznych, które drożeją z kwartału na kwartał. Tym bardziej, że każdy z nas księguje mentalnie. Co zatem kryje się za tym pojęciem?

Wyobraźmy sobie Pana X, który chce kupić karton batonów muesli. Tuż obok jego miejsca zamieszkania jest sklep osiedlowy, w którym trzeba będzie zapłacić 50 zł. Nasz Pan X jest jednak sprytny i wyszukuje w Internecie sklep położony 5km dalej od jego domu, w którym to ten sam karton batonów kosztuje już 40 zł. „Oszczędzę 10 zł na samych batonach” – myśli błyskotliwie Pan X i gdyby mógł, sam ze sobą przybiłby „piątkę”. Tak jakby benzyna i czas stracony na dojazd były za darmo… 

W innej sytuacji Pan X kupuje kosiarkę i tym razem pobliski sklep oczekuje zapłaty 800 zł, a dyskont elektroniczny położony 5km dalej chce za tą samą kosiarkę 780 zł. Jest spora szansa, że tym razem Pan X pomyśli: „Eee, 20 zł – nie opłaca mi się jechać taki kawał”. Kupuje więc za 800 zł, bo przy tej kwocie 20 zł wydaje się mało znaczące. Tak jakby 20 zł było mniej warte niż 10 zł oszczędzone na batonach…

Jaki z tego wniosek i puenta? Decyzje zakupowe podejmujemy emocjonalnie. Kiedyś oczywiście ekonomistom wydawało się, że racjonalnie, ale biorąc pod uwagę całą baterię współczesnych badań – trudno dalej bronić tamtej tezy. Owszem, używamy intelektu, ale głównie po to, żeby… wytłumaczyć sobie emocjonalną decyzję. W naszej głowie praktycznie codziennie odbywają się procesy mentalnego księgowania. Już cieszymy się z przyszłej wypłaty (a nawet zaczynamy ją w wyobraźni wydawać), choć pieniądze nie wpłynęły jeszcze na nasze konto! A to znowu martwimy się podatkiem od gruntów do zapłacenia, choć jeszcze nie poznaliśmy jego kwoty. Bardziej też porusza nas strata 10 zł niż znalezienie 10 zł na ulicy. W tym właśnie sensie 10 zł nie jest równe 10 zł w naszych głowach. Dlaczego tak jest? Bo znacznie mocniej nie cierpimy tracić niż lubimy zyskiwać.

A oto dwie bardzo praktyczne obserwacje Richarda Thalera w formie zachęty, abyście szczerze i uczciwie przyjrzeli się swoim decyzjom i emocjom związanym z finansami:

  • Łatwiej nam ponieść większą stratę raz niż kilka razy doświadczyć mniejszej (lepiej np. zgubić 100 zł w piątek, niż zgubić 20 zł w poniedziałek, a potem jeszcze 20 zł w środę – dwie straty bolą bardziej, nawet jeśli opiewają na mniejszą kwotę).
  • Wolimy zyskać kilka razy małe kwoty niż raz dużą (np. prezent od babci w postaci 100 zł nie cieszy aż tak bardzo jak impreza rodzinna, w której nastolatek dostaje od cioci 20 zł, od wujka 20 zł i od kuzyna 20 zł – 3 zyski cieszą nas bardziej, nawet jeśli są na mniejszą kwotę).

Jak widać, mentalność wpływa także na nasze finanse. Żeby więc odnieść sukces, potrzeba oczywiście ciężkiej pracy, pomysłu na biznes czy konsekwencji, ale okazuje się, że równie ważna jest w tym wszystkim głowa i to, w jaki sposób postrzegamy zarabianie i wydawanie w naszym umyśle. 

Jakub B. Bączek

Jakub B. Bączek – Trener mentalny Mistrzów Świata i olimpijczyków, właściciel kilku firm, autor ponad 20 książek, sprzedawanych dziś w 17 krajach. Wykładowca studiów MBA na Akademii Leona Koźmińskiego, ekspert telewizyjny, mówca inspiracyjny, regularnie zapraszany do czołowych banków i korporacji.

Twórca Akademii Trenerów Mentalnych™ i popularnych projektów szkoleniowych w Polsce i za granicą. Prywatnie pasjonat podróży, gry w golfa, buddyzmu i czytania książek. Uważa, że marzenia się nie spełniają – marzenia się… SPEŁNIA!

Zintegrowany zespół przepisem na sukces firmy

Człowiek jest zwierzęciem stadnym, potrzebuje innych ludzi do sprawnego funkcjonowania, szczególnie w kontekście prowadzenia firmy. Sami możemy niewiele, ale w zespole – już sporo. Sami często nie jesteśmy w stanie poradzić sobie ze wszystkimi wyzwaniami, ale jeśli, możemy polegać na drugiej osobie, od razu łatwiej jest znaleźć rozwiązania. Kluczowe jest zatem zadbanie o integrację w firmie i sprawienie, że atmosfera pracy stanie się przyjazna i wspierająca.

Pandemia sprawiła, że odizolowaliśmy i zdystansowaliśmy się od siebie, a powrót do pracy stacjonarnej nadal wydaje się czymś dziwnym i nienaturalnym. Musimy od nowa nauczyć się pracy w zespole i otworzyć się przed naszymi współpracownikami. 

Mam wrażenie, że po pandemii zaczęliśmy bardziej dostrzegać sens integracji – uważa Anna Rogińska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Grupie VIPoL, specjalizującej się w łączeniu pracowników spoza Polski z pracodawcami na rodzimym rynku pracy.  Pracodawcy zrozumieli, że jest to ważna sprawa, o którą trzeba zadbać, bo przecież integracja dodaje nam energii i siły do działania. Sprawia, że w pracy czujemy się bezpiecznie, odczuwamy większą motywację, jesteśmy bardziej zaangażowani w to, co robimy i budujemy, wzmacniamy między sobą więzi. 

Zintegrowani pracownicy częściej mają poczucie, że dla zespołu nie ma rzeczy niemożliwych
i z każdej, nawet najgorszej sytuacji da się wyjść wspólnymi siłami. Dlaczego? Ponieważ integracja jednoczy i umacnia zespół, poprawia komunikację oraz daje możliwość szybkiego rozwiązania powstałych sporów. Działania zintegrowanego zespołu przynoszą również oszczędność czasu oraz nakładów finansowych. 

Pozytywny mindset to podstawa

Integracja to proces, który wcale nie należy to do najprostszych zadań. Po pierwsze ktoś musi się tym zająć, zadbać o to, by proces się toczył – zauważa ekspertka. W procesie tym liczy się przede wszystkim dobre nastawienie, zarówno pracowników, jak i zarządzających. Jeżeli nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważny jest to aspekt przy prawidłowym funkcjonowaniu firmy, zespół pozostanie rozproszony, nie nawiąże ze sobą prawidłowych relacji. Ważne więc, by budować i podtrzymywać intuicyjną, ludzką chęć do integracji, budując wokół niej swojego rodzaju kulturę, która uświadomi pracownikom, że integrując się będzie im łatwiej. Chodzi o to, żeby pracownik faktycznie poczuł siłę płynącą z połączenia zespołu na różnych płaszczyznach. 

Integracji na pewno nie sprzyja nadmierna rywalizacja, a prawdziwym dla niej zagrożeniem jest nietolerancja, z którą możemy spotykać się w firmach, zatrudniających obcokrajowców. Warto popatrzeć na te zjawiska szczególnie teraz, gdy na naszym rynku pracy pojawiła się ogromna liczba pracowników z Ukrainy – zwraca uwagę Anna Rogińska. 

To nowa sytuacja dla setek tysięcy polskich przedsiębiorców, sytuacja, w której prawidłowo przeprowadzony proces integracyjny jest podstawą do funkcjonowania w multikulturowym środowisku pracy. W takich firmach musi obowiązywać wzajemny szacunek i empatia,
a na nietolerancję nie może być miejsca.
 

Znaleźć wspólny język

Najczęściej wybieranym sposobem na integrację zespołu są tak zwane wyjazdy integracyjne, którym towarzyszą różnorodne warsztaty, zadania czy imprezy.  Celem tych wydarzeń jest przede wszystkich satysfakcja pracowników – możliwość wzajemnego poznania się i nauczenia pracy
w grupie. I nawet jeśli takie wyjazdy wydawać się mogą niektórym pracodawcom czymś zbędnym, warto pamiętać, że ich organizacja wzmacnia lojalność wobec firmy i wywołuje uczucie zaopiekowania wśród pracowników – jest przekonana przedstawicielka grupy VIPoL. 

Warsztaty i gry teambuildingowe przeprowadzić można również „na miejscu” poprzez zaaranżowanie wspólnych wyjść po pracy, np.: na kolację, kręgle czy przysłowiowe „piwo”.
W środowiskach wielokulturowych, ważne jest organizowanie kursów językowych
dla pracowników. Dla pracowników z innych krajów największą barierą integracyjną może być nieznajomość języka, a przecież, by móc dobrze ze sobą pracować, trzeba znaleźć właśnie wspólny język, nie tylko w tym dosłownym znaczeniu. Warto też w życzliwy sposób poznawać się
na co dzień, przybliżając w ten sposób swoje kultury i mentalności. Jeśli podejdziemy do tego
z empatią i „na wesoło”, każdego dnia możemy czegoś nowego uczyć się od siebie nawzajem
– stwierdza Anna Rogińska, która jako Polka pracuje w firmie o korzeniach ukraińskich. 

Oporni na integrację

Zdarzają się pracownicy, którzy wolą działać na własną rękę. Czują się bardziej efektywni, gdy działają w pojedynkę, nie przepadają za pracą zespołową. W takim przypadku najważniejszą rolę do odegrania ma team leader. Potrzebna jest edukacja i rozmowa z pracownikami, która umożliwi nowe spojrzenie na sprawę. Niektóre obawy mogą wywodzić się z błędnych przekonań, trudnego dzieciństwa, jakiejś traumy – zintegrowany zespół może pomóc to przepracować. Czasem wystarczy tylko trochę czasu, by oporny pracownik otworzył się na zmiany, a czasem pomoże rozmowa z psychologiem lub odpowiednią osobą z działu HR.

Obecne czasy wymagają również dopasowania się pracodawcy do wielokulturowego profilu pracownika – podsumowuje ekspertka Grupy VIPoL. Ważnym aspektem są też odpowiednie regulacje prawne. Musimy wytworzyć nowe mechanizmy, które zapobiegają nietolerancji oraz spójną narrację rządu i lokalnych samorządów, która umożliwi szybszą integrację w społeczeństwie i miejscu pracy. 

Grupa VIPoL to agencja pracy tymczasowej, która oferuje m.in. leasing unikalnych specjalistów oraz pracowników fizycznych. Firma, działająca na polskim rynku od 2010 roku, zapewniła pracę dziesiątkom tysięcy osób. Zespół tworzą profesjonaliści
w dziedzinach HR, zarządzania biznesowego oraz prawa dotyczącego zatrudnienia i legalizacji pobytu obcokrajowców. Misją firmy pod hasłem „Pracujemy razem” jest łączenie ludzi w relacjach zawodowych ponad granicami państw, zapewniając obcokrajowcom szansę na godne życie. Biura grupy VIPoL znajdują się w Polsce, w Niemczech i na Ukrainie.  Więcej informacji: www.vipolgroup.eu

Proste rozwiązania na trudne czasy

Idą gorsze czasy, inflacja wciąż wzrasta, przygotujmy się na armagedon tego typu przekazy coraz częściej słyszymy i na takie tematy coraz częściej rozmawiamy… To, co się dzieje na świecie skutecznie zaburza nasze poczucie bezpieczeństwa. Czy możemy cokolwiek zrobić, by zminimalizować poczucie zagrożenia i przetrwać trudny okres, którego jesteśmy uczestnikami i świadkami?

Przede wszystkim nie ulegajmy panice – uspokaja Marta Kobińska, edukatorka finansowa z ponad
20-letnim doświadczeniem w branży finansowej, twórczyni bloga „Piasek w butach”. Trudne czasy można przetrwać poprzez zastosowanie kilku praktycznych wskazówek i poszukanie prostych rozwiązań
we własnych środowiskach. Nie czekajmy, aż ktoś poda nam na tacy wszystkie odpowiedzi – zamiast tego wprowadźmy kilka prostych zmian w życiu naszych rodzin i tak zorganizujmy sobie sprawy, by przepłynąć przez ocean trudności bez rozbicia się o skały. Wszystko da się zrobić pod warunkiem, że przygotujemy sobie ratunkowe tratwy na czas sztormów i zawirowań.

Po pierwsze przyjrzyj się faktom

Na wiele rzeczy nie mamy wpływu – to fakt, ale są też takie sprawy wokół nas, którymi sami możemy zarządzić, zmienić coś poprzez podjęcie jakiejś decyzji w odpowiednim momencie. Każdy z nas funkcjonuje na swój własny, wypracowany przez lata sposób. Mamy swoje przyzwyczajenia zakupowe, jakieś rachunki do spłacenia, konkretne zobowiązania finansowe, które co miesiąc musimy zaspokoić.  Często funkcjonujemy w większych grupach, tworząc rodziny, z których każda rządzi się swoimi prawami. Zastanówmy się, jak dopasować nasze środowiska do nowej sytuacji, jak żyć trochę inaczej, by np. zmniejszyć swoje wydatki. Przeanalizujmy wszystkie zobowiązania i uporządkujmy je – radzi Marta Kobińska. Sprawdźmy, czy możemy renegocjować warunki zawartych lata temu umów, popatrzmy, na co wydajemy pieniądze i z czego możemy zrezygnować. Po prostu dokonajmy jakiejś małej zmiany po to, by żyć trochę taniej. To wcale nie musi oznaczać gorzej. Może będzie nawet lepiej? Zapewniam, że nowe nawyki, które sobie wspólnie wypracujemy w trudnych czasach, nie tylko bardziej zintegrują nasze rodziny, ale też dostarczą satysfakcji z mądrego gospodarowania w kierunku eko. To jest ten moment, by spróbować nauczyć się tego samemu i przekazać to dzieciom.

Po drugie zmień podejście do zmiany

Nie przeczę: zmiany nie są łatwe, szczególnie wtedy, kiedy tkwimy w tych samych schematach od lat – uważa Marta Kobińska. Warto sobie jednak uświadomić, że zmiana jest nieodłącznym elementem naszej codzienności. Otwierając się na nowe, wnosisz do swojego życia powiew świeżości, masz szansę poznać siebie lepiej i wprowadzić nowy porządek.  

Trudna sytuacja może stać się początkiem wprowadzania nowych porządków. Nie ma po prostu wyjścia, trzeba dopasować się do okoliczności, poprawić coś, co być może sprawdzało się do tej pory, ale w tym momencie już nie działa. Może teraz jest właśnie czas na to, by nauczyć się oszczędzania? Zrezygnować
z wydatków, które tak naprawdę wcale nie są nam potrzebne? Zmienić podejście na bardziej minimalistyczne? Mądrzej poukładać zajęcia i inwestować tylko w te, które naprawdę nas rozwijają
a zrezygnować z tych, które „są, bo są”?

Czy wprowadzona zmiana okaże się dla Ciebie lepsza? – zastanawia się Marta Kobińska. To możesz ocenić dopiero z perspektywy czasu. Jednak, jeśli podejmujesz decyzje w zgodzie ze sobą, to trudności, które napotkasz na tej drodze, będą po prostu kolejnym etapem do tej długoterminowej korzyści, której być może na początku jeszcze nie jesteś w stanie zauważyć. Jest jeden mały warunek – musimy przetrwać etap zwątpienia w sens zmiany i nie ulec pokusie powrotu do starych nawyków. Jeśli to się uda, to będzie to przełom w naszym postanowieniu zmiany. Za chwilę przyjdą też pierwsze efekty, więc chęć pozostania w tej nowej sytuacji będzie dużo silniejsza. Z czasem wypracujemy nowe schematy, które później będziemy tylko utrwalać. 

Zapanuj nad emocjami

Analiza faktów pomoże w okiełznaniu trudnych emocji. To, że martwisz się w obliczu zmian
na horyzoncie – to normalny stan umysłu –
zauważa ekspertka. Spróbuj jednak nazwać swoje uczucia, przyjrzyj się im nieco bliżej. Z czego właściwie wynika Twój strach i co możesz zrobić, by go zmniejszyć? Jeżeli jesteś pełny gniewu, że na świecie dzieją się rzeczy, na które nie masz wpływu, zastanów się, na co wpływ masz i jak możesz zmienić swoje podejście do życia, by gniew stracił moc, a zastąpiła go satysfakcja
z jakiegoś sensownego planu na trudne czasy, który krok po kroku zaczniesz wdrażać w życie
.

Czy narzekanie jakkolwiek pomaga? A może bardziej pogrąża, ciągnie w dół? Bezsenne noce pełne zamartwiania nie dają nam nic poza frustracją i permanentnym zmęczeniem. Myślenie życzeniowe też niewiele zmienia, jeśli za chwilę wracamy do starych nawyków. Jesteśmy jedynie poirytowani i jeszcze bardziej pełni obaw, że zmierzamy ku pięknej katastrofie. 

Popatrzmy na to, co nas blokuje, zdefiniujmy te zjawiska – proponuje Kobińska. Zastanówmy się, dlaczego wciąż tkwimy w tym samym miejscu?  Czy to nie jest trochę tak, że w naturalnym odruchu trwamy przy znanych nam osobach, w codziennej rutynie, w świecie poukładanym na swój własny pokręcony sposób? Wybieramy tę opcję, bo wiemy, czego możemy się spodziewać i wydaje nam się, że swój świat mamy pod kontrolą. Może tak jest po prostu wygodniej? Takie pytania z pewnością zadają sobie niektóre kandydatki do pracy na opiekunki seniorów w ramach firmy Bravecare, w której obecnie pełnię funkcje dyrektor finansowej. Są to osoby często na przysłowiowym zakręcie, zdeterminowane, by coś zmienić w swoim życiu, ale pełne obaw, jak to będzie. Czasami na lata utknęły w przemocowych pod kątem ekonomicznym związkach, by dzięki jednej decyzji wyzwolić się i stać kobietami niezależnymi, które wiedzą czego chcą. Paradoksalnie trudna sytuacji zmusiła je do działania i dodała wiatru w żagle.  

Poszukajmy własnych rozwiązań

Podchodząc do nowych życiowych wyzwań, skorzystajmy z metody design thinking. Metoda ta zakłada, że problemy dzielimy na puzzle i tajemnice. W przypadku tych pierwszych wystarczy zebrać wystarczającą ilość informacji, by przybliżyć rozwiązanie. Te drugie są bardziej skomplikowane – nawet po dogłębnej analizie faktów, nie widać łatwych odpowiedzi na zadane pytania – rozwiązań szukamy metodą prób i błędów i uczymy się poprzez doświadczanie. Design thinking to kreatywne poszukiwanie odpowiedzi na pytania, jakie stawia przed nami życie – jest pewna ekspertka. Problemy rozwiązujemy jednak nie dla samego rozwiązania, lecz dla siebie – choćby po to, by przetrwać jakieś trudności, czy zbliżyć się do punktu z naszych map marzeń. Warto nakreślić sobie tzw. scenariusze przyszłości i krok po kroku realizować je pomimo różnych kłopotów współczesnego świata. Pamiętajmy, że zagrożenia związane ze zmianami geopolitycznymi czy rosnącą inflacją wkrótce przeminą, a my możemy wyjść z tych tarapatów wzmocnieni – oczywiście pod warunkiem, że będziemy szukać rozwiązań na własnych podwórkach, a nie liczyć
na gwiazdki z nieba.

Marta Kobińska – twórczyni bloga PiasekwButach.pl, którego stworzyła dla kobiet, chcących czerpać zadowolenie ze swojego życia. Trenerka mentalna kobiet, mentorka, coach, autorka i entuzjastka życia na własnych warunkach. Na co dzień zajmuje się edukacją finansową i dzieli ponad dwudziestoletnim doświadczeniem zawodowym w księgowości i finansach.  Aktualnie członek Zarządu i dyrektor finansowa w międzynarodowym holdingu Bravecare. Prywatnie szczęśliwa kobieta, matka i posiadaczka 5 kotów syberyjskich.

W co warto inwestować, aby widzieć rezultaty i mieć stały dochód pasywny?

W dzisiejszych czasach rynek inwestycji jest praktycznie nieograniczony. Barierę stanowi jednak niewiedza oraz strach przed złym zainwestowaniem, które może nas słono kosztować. W co więc i w jaki sposób warto inwestować, aby widzieć rezultaty i mieć bezpieczny oraz stały dochód pasywny, którego tak duża część z nas pragnie?

Akcje strzałem w dziesiątkę?

Jednym ze sposobów, które przy dobrym zarządzaniu mogą pozwolić nam na wzbogacenie się, jest inwestycja w akcje. W dużym uproszczeniu jest to „papier”, który stanowi o własności części udziałów w majątku spółki. Zakup akcji w praktyce oznacza bycie współwłaścicielem (akcjonariuszem) danego przedsiębiorstwa. Spółki emitują, czyli po prostu wypuszczają na rynek swoje akcje, by zyskać większy kapitał. Trzeba jednak wiedzieć w akcje jakich spółek inwestować. Miejscem emisji i zakupu tych instrumentów finansowych jest giełda. Kupić możemy je jedynie przez założenie rachunku w domu maklerskim, który posiada licencję Komisji Nadzoru Finansowego. Istnieje wiele rodzajów akcji, jednak najczęściej inwestuje się w zakup akcji zwykłych.

Cena akcji wiąże się bezpośrednio z popytem i podażą, jak również z sytuacją danej firmy, rynku i całego kraju. W ich zakupie pomóc mogą rentierzy, czyli osoby otrzymujące stały dochód pasywny od kapitału, który posiadają. Nie jest to bowiem łatwe zadanie. Aby przynosiły nam one faktyczne dochody, musimy wiedzieć, w jaką firmę zainwestować, czyli przeprowadzić odpowiednie analizy zarówno firmy, jak i rynku. Doświadczony rentier może uratować nas przed inwestycją w nieprosperującą spółkę.

Jeżeli przedsiębiorstwo dobrze się rozwija, a jego dochody rosną, wzrastają również ceny akcji, które po pewnym czasie sprzedać można z ogromnym zyskiem. Warto więc zająć się ich zakupem długofalowo i regularnie otrzymywać z tego tytułu dochód pasywny w postaci dywidendy.

Kiedy inwestować w akcje?

Wbrew powszechnej opinii o szkodliwości wysokiej inflacji na rynku polskim, jest to bardzo dobry czas na zakup akcji. Inflacja daje nam wzrost kursów akcji, co przekłada się na większe zarabianie na nich. Trzeba w tej inflacji zobaczyć również szanse, a nie tylko zagrożenia. Niestety w wielu przypadkach to my jesteśmy większym zagrożeniem dla naszych oszczędności niż inflacja – głównie przez niepotrzebną konsumpcję. Jeżeli potrafisz odpowiednio zainwestować pieniądze, możesz cieszyć się stałym dochodem pasywnym – tłumaczy Andrzej Spuła, twórca Klub Bogatego Rentiera, który od 30 lat edukuje i doradza finansowo.  

Obligacje rozwiązaniem dla ostrożniejszych?

Akcje mimo swojej popularności wiążą się z ryzykiem zainwestowania w spółkę, która nie będzie przynosić zysków. Bezpieczniejszą alternatywą, która gwarantuje mniejszy dochód może być zakup obligacji. Firma sprzedająca obligacje otrzymuje środki od obligatariusza, które może wykorzystywać przez pewien okres, a po jego upływie zobowiązany jest do oddania ich wraz z ustalonymi odsetkami. Kupując obligacje, w przeciwieństwie do akcji, nie masz wpływu na decyzje podejmowane wewnątrz firmy oraz nie przysługuje ci dochód w postaci dywidendy. Otrzymujesz jedynie zwrot zainwestowanej kwoty powiększonej o odsetki. Jest to więc bardzo bezpieczna forma wzbogacania się.

Nieruchomości na wagę złota?

Popularnym sposobem na pozyskiwanie dodatkowych zarobków jest inwestowanie w nieruchomości. Możemy zrobić to na kilka sposobów. Najczęściej spotykany jest wynajem krótko- lub długoterminowy. Ten drugi będzie formą preferowaną, jeżeli zależy nam na stałym dochodzie pasywnym. Do takiego wynajmu warto odpowiednio się przygotować. Wybór osób wynajmujących może być kluczowy przy zarabianiu na nieruchomości. Często po zakończeniu okresu wynajmowania danego lokalu jest on zostawiany w stanie wymagającym gruntownego remontu, który wiąże się z wysokimi wydatkami ze strony właściciela mieszkania. Rozeznajmy się, komu udostępniamy mieszkanie i ufajmy swojej intuicji przy wyborze najemców.

Przepis na efektywne oszczędzanie i pokonanie inflacji we własnym portfelu

Niezależnie od tego, który sposób pomnażania dochodów wybierzemy, musimy najpierw posiadać kwotę, którą będziemy mogli swobodnie rozporządzać i inwestować. Kluczowe jest więc oszczędzanie, które pozwoli nam na dalsze działania. Jak skutecznie oszczędzać, by w przyszłości móc pasywnie wzbogacać się na inwestycjach?

Załóżmy, że na czysto zarabiasz 5 tysięcy złotych i co miesiąc odkładasz 20% z tej kwoty na konto oszczędnościowe. W przypadku podniesienia swojej wartości na rynku i podwyżki, która pozwoli Ci na zarabianie np. 8 tysięcy złotych, powinieneś odkładać 20% z tych 5 tys., jak na początku, ale już połowę z tych dodatkowych 3 tysięcy, które zacząłeś zarabiać po zmianie. Rób tak od razu, zanim jeszcze przyzwyczaisz się do wyższych zarobków i pozwolisz sobie na większą rozrzutność, a wkrótce będziesz mógł zainwestować w i po jakimś czasie cieszyć się ze stałego dochodu pasywnego – tłumaczy Andrzej Spuła.

A Ty, co wybierzesz?

Andrzej Spuła: Strategię inwestowania poznałem w Niemczech i Holandii. Już od ponad 30 lat edukuję i doradzam finansowo, a od 2011 r. prowadzę działania w Polsce, regularnie organizując spotkania.

W moim szkoleniu „Zostań rentierem ze stabilnym dochodem!” zorganizowanym w 2021 wzięło udział ponad 10.000 osób. Podczas szkoleń daję wiedzę i konkretne rozwiązania, które można natychmiast zastosować i ruszyć do przodu.

Stworzyłem Klub Bogatego Rentiera. W jego ramach, bezpłatnie, dwa razy w roku, na całodziennym spotkaniu mentoruję i wspieram w dojściu do celu tych, którzy korzystają z poleconych rozwiązań. Dzielę się wiedzą i doświadczeniem z osobami, które podjęły decyzje, o mądrym i skutecznym poszerzaniu swojego kapitału, przynoszącego regularne pasywne zyski przez lata. Dzięki Klubowi edukuję ich dalej, aby dotarli do założonego CELU.

MNK Partners inwestuje poza Warszawą

MNK Partners, francuska, niezależna firma zarządzająca aktywami, specjalizująca się w ogólnoeuropejskich inwestycjach w nieruchomości o wysokim potencjale wartości, ogłasza nabycie w imieniu swojego funduszu Polska FPS by MNK kolejnego obiektu w Polsce. Po raz pierwszy transakcja dotyczy nieruchomości poza aglomeracją warszawską. Do portfela MNK Partners dołączył park handlowy w Dobrym Mieście w województwie warmińsko-mazurskim.

Park handlowy w Dobrym Mieście położony jest przy drodze wojewódzkiej DW 593, w centralnej lokalizacji między ulicami Fabryczną i Zwycięstwa. Łączna powierzchnia użytkowa wynosi 2 200 mkw. Warto zwrócić uwagę na fakt, że jest w 100 proc. wynajęty na długie umowy najmu. Wśród najemców znajdują się znane sieci handlowe, m.in. KIK, Rossman, Pepco, Martes Sport. Na terenie inwestycji dostępny jest również parking na ponad 50 pojazdów.

«Retail parki to obiekty, które stanowią atrakcyjną klasę nieruchomości. Są odporne na zawirowania rynku, zwłaszcza gdy stanowią centra handlowo-usługowe w mniejszych, regionalnych miastach. Ich znaczenie stale rośnie na mapie nieruchomości komerycjnych. Cieszymy się, że obiekt parku handlowego w Dobrym Mieście stał się częścią naszego portfela.» mówi Małgorzata Cieślak-Belgy, dyrektor inwestycyjny MNK Partners.

Nabyty przez MNK Partners retail park jest projektem inwestycyjnym Grupy RWS Investment. To pierwszy tak nowoczesny park handlowy w mieście liczącym ponad 11 tys. mieszkańców. Na ponad pół roku przed oddaniem do użytkowania, obiekt został skomercjalizowany w 100 proc.

O MNK Partners

Grupa MNK Partners, z siedzibą w Paryżu, Luksemburgu i Warszawie, jest firmą specjalizującą się w ogólnoeuropejskich inwestycjach w nieruchomości o wysokim potencjale wartości dla francuskich i międzynarodowych klientów profesjonalnych. Stworzona w 2017 roku przez Mansoura Khalifé, MNK Partners Group pozycjonuje się jako jeden z wiodących graczy w świecie paneuropejskich profesjonalnych funduszy nieruchomości.

Grupa organizuje i zarządza poprzez swoją firmę zarządzającą MNK partners France, rozwiązaniami inwestycyjnymi w ramach mandatów zarządzania zbiorowego i zarządzania prywatnego (fundusze dedykowane, transakcje klubowe…).

Unikalne doświadczenie MNK Partners w zarządzaniu inwestycjami i aktywami, jakość badań i “butikowe” podejście do wyzwań stawianych przez klientów pozwalają grupie wykorzystać ogromną wiedzę w zakresie strukturyzacji finansowej i nieruchomości oraz lepiej identyfikować i realizować możliwości inwestycyjne.

Grupa zatrudnia obecnie 20 pracowników w 3 europejskich biurach (Paryż, Luksemburg i Warszawa) i jest zaangażowana w aktywa o wartości prawie 400 milionów euro, z czego około 300 milionów euro znajduje się pod zarządzaniem.

Kiedy jest najlepszy moment, aby zacząć inwestować?

Wielu ludzi zamiast zacząć inwestować, zastanawia się w nieskończoność, kiedy jest na to najlepszy czas i najlepsza sytuacja na rynku. W efekcie często do żadnego działania już nie dochodzi. Prokrastynacja, która wynika ze strachu to jeden z najgorszych wrogów wzbogacania się. Jak zostawić ten problem za sobą?

Naszym największym problemem na drodze do wzbogacania się jest ciągłe odkładanie działania na bok. Właściwie powiedzieć, że czas nigdy nie jest dobry, jeśli w taki sposób podejdziemy do sprawy. Zawsze znajdą się powody ku temu, by zrobić pierwszy ruch później – inflacja, deflacja, konflikty zbrojne, pandemia, niestabilna sytuacja na świecie, na rynku etc… Dlatego zawsze mówię swoim klientom i partnerom w biznesie – najlepszy czas jest teraz!

Klub Bogatego Rentiera istnieje właśnie po to, aby motywować do tego działania i zbierać ludzi, którzy już decyzję podjęli i są w stanie inspirować innych. Jednocześnie po to, abyś nie musiał robić tego sam – bo nie musisz znać się na wszystkim! Chodzi o to, żebyś był wyspecjalizowany i zajmował się tym na czym się znasz i współpracował ze specjalistami, którzy będą wspierać Cię w pozostałych kwestiach.

Dlatego w Klubie znajdują się eksperci i praktycy, a nie osoby, które znają tylko teorię. Podstawą jest szukanie rozwiązań natychmiast, gdy tylko pojawia się problem lub nowe zasady w prawie, które zmieniają dotychczasowy sposób funkcjonowania inwestora. Podstawa to stały ruch i rozwój, które pomogą realizować założone działania.

Tak wiele osób mówi o rzeczach, które gdzieś zasłyszeli, ale nie mają praktyki i wprowadzają ludzi w błąd, robią to również oczywiście doradcy finansowi. Dlatego opieraj się na doświadczeniach ludzi, którzy już to robią i są w stanie podzielić się swoją historią i zapewnić Ci bezpieczną inwestycję dzięki swojemu praktycznemu doświadczeniu. Korzyść przyniesie Ci rozpoczęcie działań nawet od minimalnych kwot – trzeba tylko podjąć decyzję i zacząć pracować na realizacją celów, które sobie założysz.

Kilka słów o mnie: Strategię inwestowania poznałem w Niemczech i Holandii. Już od ponad 30 lat edukuję i doradzam finansowo, a od 2011 r. prowadzę działania w Polsce, regularnie organizując spotkania.

W moim szkoleniu „Zostań rentierem ze stabilnym dochodem!” zorganizowanym w 2021 wzięło udział ponad 10.000 osób. Podczas szkoleń daję wiedzę i konkretne rozwiązania, które można natychmiast zastosować i ruszyć do przodu.

Stworzyłem Klub Bogatego Rentiera. W jego ramach, bezpłatnie, dwa razy w roku, na całodziennym spotkaniu mentoruję i wspieram w dojściu do celu tych, którzy korzystają z poleconych rozwiązań. Dzielę się wiedzą i doświadczeniem z osobami, które podjęły decyzje, o mądrym i skutecznym poszerzaniu swojego kapitału, przynoszącego regularne pasywne zyski przez lata. Dzięki Klubowi edukuję ich dalej, aby dotarli do założonego CELU.

Kontakt dla mediów:

Paulina Piziorska

p.piziorska@agencjafaceit.pl

882-700-133