W zdrowym ciele (nie)zdrowy duch. Jak sport zawodowy ograć z głową?

Październik to miesiąc, w którym obchodzimy Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. W świecie sportu natomiast coraz częściej słyszy się o zmaganiach z depresją. Temat ten był do tej pory tabu, ale ostatnio wychodzi na światło dzienne i ujawnia wiele niewygodnych dla środowiska faktów – załamania nerwowe, depresje, zaburzenia odżywiania czy uzależnienia gwiazd sportu. 

Narastająca presja na zdobywanie nowych „szczytów” i pobijanie własnych rekordów, a także spełnianie oczekiwań kibiców sprawiają, że sportowcy coraz częściej zmagają się z lękami, depresją i wypaleniem. Bojąc się uznania za „słabeuszy”, wolą tłumić w sobie emocje, zamiast otwarcie mówić o problemach, z którymi się mierzą. Obalmy wreszcie mit, że sportowcy poradzą sobie ze wszystkim… 

Sport zawodowy to środowisko wywierające ogromną presję. W związku z tym regularnie docierają do nas informacje, że znany sportowiec przyznaje się do depresji i innych problemów. Niestety pojawiają się i takie historie, jak ta z Rumunii – Florin Zalomir, mistrz świata w szermierce, popełnił kilka dni temu samobójstwo… Media donosiły, że cierpiał na depresję. Chorobę, która – jak widać – może być śmiertelna. A szacuje się przecież, że do 2030 roku stanie się najczęściej diagnozowaną chorobą na świecie. To między innymi dlatego tak ważna jest profilaktyka i trening mentalny we współczesnym społeczeństwie. Także w świecie sportu – tłumaczy Jakub B. Bączek, trener mentalny Mistrzów Świata i olimpijczyków oraz prelegent kongresu „Graj z Głową”.

Jak widać trudności dotykają również byłych sportowców. Przyzwyczajenie się do nowej rzeczywistości, wolnej od codziennych treningów, zawodów, presji i bycia w centrum uwagi, może okazać się bardzo trudne. Obawy przed byciem zapomnianym i brak wyznaczonego celu do osiągnięcia mogą wywołać załamanie nerwowe, lęk i depresję. Znalezienie zainteresowań innych niż sport pomaga natomiast w profilaktyce tych problemów. Warto także pamiętać o konsultacjach ze specjalistami, zajmującymi się zagadnieniem zdrowia psychicznego. 

Depresja dotyka nie tylko czynnych sportowców. Nie pomaga wcale również zakończenie kariery. Tylko dla części osób jest to wymarzony odpoczynek od rutyny. Dla wielu jednak oznacza to potrzebę uczenia się relacji rodzinnych na nowo, utratę środowiska koleżeńskiego, brak poczucia sensu, konieczność zajmowania się swoim praniem i gotowaniem, czyli poświęcanie czasu tej bardziej prozaicznej sferze życia oraz obniżenie poczucia własnej sprawczości czy najzwyczajniej w świecie – nudę! Te warunki niestety sprzyjają depresji. Zwłaszcza, że jednym z zapalników tej choroby jest strata (np. w postaci braku adrenaliny czy zainteresowania dziennikarzy) – dodaje Jakub B. Bączek.

W odpowiedzi na problemy, z którymi zmagają się byli i obecni sportowcy powstało specjalne wydarzenie współfinansowane przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Już 22 października na kongresie „Graj Z Głową” będzie można dowiedzieć się, jak wygląda walka z depresją i innymi zaburzeniami z perspektywy sportowców oraz specjalistów, a także znaleźć odpowiedź na pytanie, jak sobie z nimi radzić. To wyjątkowe wydarzenie przeznaczone jest nie tylko dla sportowców, ale również kibiców, którzy często sami mierzą się z problemami zdrowia psychicznego. Prelekcją zamykającą kongres będzie specjalne wystąpienie Jakuba B. Bączka. 

Więcej informacji oraz bilety na wydarzenie można znaleźć na stronie: https://kongresgrajzglowa.pl/ 

Nieleczony ząb przyczyną zawału?

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie konsekwencje ponosi się z tytułu nieleczonych zębów. Zazwyczaj utożsamiamy ten fakt z bólem, nieprzyjemnym zapachem z ust i nieestetycznym uśmiechem. Niestety ten dyskomfort może przerodzić się w coś znacznie gorszego. Nieleczone uzębienie prowadzi do bardzo poważnych chorób, a w ekstremalnych przypadkach nawet do zawału czy zgonu.

Próchnica jest powszechną chorobą i stanowi najczęstszy problem w uzębieniu Polaków. Jednocześnie większości z nas nie wydaje się ona niczym groźnym, dopóki dentysta nie jest zmuszony do podjęcia radykalnych kroków. Drugie miejsce na podium zajmuje parodontoza, czyli zapalenie przyzębia, którego skutkiem jest  rozchwianie zębów – najczęściej dopiero u osób dorosłych, ale również coraz częściej u młodzieży. W przypadku obu, z pozoru niegroźnych, chorób odpowiedzialne za zniszczenia są bakterie. Bagatelizowanie tych problemów najczęściej skutkuje chorobą wielonarządową, od utraty zębów począwszy, przez bóle głowy, a skończywszy na nowotworach i całym spektrum chorób wynikających z powikłań.

Mniej oczywiste skutki nieleczenia uzębienia? 

Nie bierzemy pod uwagę tego, że bakterie z jamy ustnej, mogą przedostać się do krwioobiegu i zaatakować praktycznie każdy organ w naszym ciele. Zainfekowanie nerek może prowadzić do ich całkowitej niewydolności, zaatakowanie trzustki przyczynić się do zachorowania na cukrzycę, a żołądka do powstawania owrzodzeń. Zagrożony jest również nasz najważniejszy organ, czyli serce. Odpowiedzialne za ten proces są bakterie z rodziny paciorkowców, które w wyniku reakcji immunologicznej mogą osiadać na drobnych naczyniach krwionośnych, zmniejszając w ten sposób ich średnicę, co znacząco utrudnia przepływ krwi. Te drobnoustroje powodują również tworzenie się blaszki miażdżycowej, która, gdy oderwie się od naczynia, zatka jej prześwit, czego skutkiem może być zawał serca lub udar mózgu. Naukowe badania ostatnich lat dowodzą, że niektóre szczepy baterii, obecne w jamie ustnej, mogą być przyczyną zapalenia opon rdzeniowo-mózgowych – tłumaczy dr n.med. Monika Pordes, specjalistka w zakresie implantologii i chirurgii szczękowej.

Osoby ignorujące problemy w jamie ustnej narażone są na zachorowanie na sepsę, która przy upośledzonym układzie odpornościowym stanowi zagrożenie dla życia. Choroby stawów, tak powszechne u osób starszych, również zaliczają się do schorzeń, których przyczyną mogą być bakterie pochodzące od niewyleczonego uzębienia. Uważać muszą szczególnie kobiety w ciąży, gdyż są one narażone na trudności w donoszeniu ciąży, przedwczesny poród, a nawet poronienie. 

Autodestrukcja organizmu

Jednym z problemów, który może nas dotknąć przy nieprawidłowej reakcji na zmiany próchnicowe w zębach, jest choroba autoimmunologiczna. Każde nagromadzenie bakterii w jamie ustnej sprawia, że nasz organizm pobudza układ odpornościowy do wytwarzania przeciwciał. Nie lecząc chorego zęba, doprowadzamy przeciwciała do atakowania zdrowych organów. W tym przypadku szczególnie uważać muszą osoby przed lub po przeszczepach, gdyż zdezorientowany układ odpornościowy będzie za wszelką cenę chciał zniszczyć przyczynę osłabienia organizmu, atakując przeszczepiony organ i doprowadzając do jego odrzucenia. 

Od usunięcia zęba do zaburzeń odżywiania

Sam problem, gdy mówimy o nieleczeniu chorego zęba, może rozwijać się w głąb naszej jamy ustnej i szczęki, prowadząc do utraty uzębienia, a co za tym idzie problemów z przeżuwaniem pokarmu. Następstwem mogą okazać się kłopoty gastryczne, a nawet zaburzenia odżywiania, często objawiające się jadłowstrętem.
Na początku problem ten objawia się niechęcią do gryzienia ze względu na ból, który towarzyszy tej czynności. Kolejną kwestią jest estetyka – osoby mające problemy
z uzębieniem, po prostu wstydzą się jeść w przestrzeni publicznej, często prowadzi to do unikania interakcji społecznych i uczestniczenia w ważnych wydarzeniach, uroczystościach i spotkaniach, których częścią jest posiłek. Na drugim biegunie stoi otyłość. Osoby, które mają bardzo zniszczone zęby, nie gryzą, tylko łykają, przez co również jedzą więcej. To w prostej linii prowadzi do otyłości, a otyłość, jak wiadomo również przyczynia się do wzmożenia procesów chorobowych.

Nie bagatelizujmy próchnicy ani innych problemów dotykających nasze zęby. Gdy tylko poczujemy ból zęba lub inną, niepokojącą dolegliwość w jamie ustnej, jak najszybciej zgłośmy się do stomatologa, który pomoże w uzdrowieniu zęba, a przede wszystkim nie pozwoli na dalsze rozprzestrzenianie się zarazków, które mogłyby przerodzić się w bardzo poważną chorobę – przekonuje dr n.med. Monika Pordes. 

 Dr n.med. Monika Pordes – od ponad 20 lat spełnia marzenia o pięknym i zdrowym uśmiechu swoich pacjentów. Dr Pordes Implant Dental Clinic to miejsce, gdzie najnowsza technologia, wiedza i precyzja wykonywanych zabiegów składa się na sukces leczenia.

Jak sama mówi, stomatologia to dla niej nie tylko pasja. To kompilacja nauki, fascynacji zawodem i zamiłowania do piękna. To rzetelne rzemiosło i sztuka w jednym.

Oswoić chorobę utraconych wspomnień

Choroba Alzheimera, opisana w 1906 roku przez Alozisa Alzheimera, prowadzi do stopniowej utraty pamięci, zdolności rozumienia, myślenia i kontroli zachowań. Można powiedzieć, że to choroba utraconych wspomnień, którą badacze wiążą z odkładaniem w mózgu złogów białek. Diagnozę często przyjmuje się jak wyrok – nie tylko dla chorego, ale i całej jego rodziny, która musi właściwie przygotować się do często wieloletniej opieki.

W związku ze starzejącymi się społeczeństwami, w Europie przybywa chorych na Alzheimera. Choroba ta dotyka głównie ludzi po 65. roku życia.  Obecnie co piąty Polak jest w tym wieku, a liczba Niemców przyjętych do szpitali z tego powodu wzrosła w ostatnich dwóch dekadach ponad dwukrotnie. Te dane brzmią niepokojąco, dlatego, nawet jeśli ten problem nie dotyczy nas bezpośrednio, warto dowiedzieć się, jak poradzić sobie z sytuacją, gdy zachoruje ktoś z naszego otoczenia.

Spowolnić proces chorobowy

Choroba Alzheimera zaczyna się dość niewinnie – mówi Agata Strzałka, Polka opiekująca się od wielu lat seniorami w różnych krajach Europy oraz autorka książki „Jeszcze nie zwariowałam (chyba)”,w której na bazie własnych doświadczeń opisuje m.in. przypadki opieki nad chorymi na Alzheimera. Typowe zachowania, które powinny nas zaniepokoić to zmienność nastrojów, przygnębienie i przede wszystkim zapominanie pojedynczych słów, nazwisk, nieumiejętność wypowiedzenia myśli. Przy takich objawach, warto jak najszybciej sprawdzić u neurologa przyczynę i powstrzymać zachodzące procesy chorobowe. Alzheimera nie da się wyleczyć, ale dzięki odpowiednim lekom można spowolnić jego przebieg. Zyskujemy wtedy czas na nauczenie się życia z tą chorobą i oswojenie się z jej coraz poważniejszymi konsekwencjami.

Odpowiednio zabezpieczyć dom

Jedną z podstawowych rzeczy, którą powinien zrobić opiekun, to właściwe zabezpieczenie domu. Spoza zasięgu chorego należy pozabierać niebezpieczne przedmioty, zabezpieczyć kuchnię, pilnować, by były zamknięte drzwi wejściowe. Ważne, by chory nigdy nie przebywał w domu sam.

Trzeba działać profilaktycznie, gdyż chorzy na Alzheimera bywają nieprzewidywalni – wyjaśnia Agata Strzałka. Konieczność zapewnienia opieki i w dzień, i w nocy to z pewnością ogromne wyzwanie dla rodziny. Ale spokojnie – zanim choroba się rozwinie, mamy sporo czasu na przeorganizowanie życia i znalezienia rozwiązań adekwatnych do sytuacji – tak, by, nie rezygnując z codziennych obowiązków, zabezpieczyć potrzeby chorego. Od początku trzeba jednak poważnie o tym pomyśleć i naradzić się w rodzinnym gronie jak sensownie zaplanować opiekę.

Oswoić agresję

Większość chorych wprawdzie dostosowuje się do zaleceń swoich opiekunów, ale niestety 40% osób w zaawansowanym stadium choroby wykazuje zachowania agresywne.

Tę agresję można oswoić pod warunkiem właściwych, łagodzących ją reakcji – uspokaja opiekunka. Ważne, by odwracać uwagę chorego od jego wizji i stanowczo, ale spokojnie dążyć do tego, by działał w swoim rytmie. Opieka nad chorymi na Alzheimera trochę przypomina opiekę nad małymi dziećmi – trzeba być obok, pilnować, by nie zrobili sobie krzywdy, łagodnie tłumaczyć, co należy zrobić. Niestety na pewnym etapie choroby trzeba już zrezygnować z partnerskiego podejścia. To bardzo trudne, ale konieczne dla bezpieczeństwa chorych

Podzieleni opieką

W Polsce to głównie rodzina opiekuje się chorymi, mało kto korzysta ze wsparcia osób z zewnątrz. Zgoła inaczej jest w Niemczech, gdzie standardem jest zatrudnianie opiekunów – często Polaków. Tymczasem w przypadku chorych na Alzheimera – opiekun zewnętrzny to najlepsze rozwiązanie, gdyż ani szpital, ani dom opieki nie służy tym pacjentom. Nieznane otoczenie wywołuje w nich lęk, niepokój i poczucie dezorientacji, a to z kolei prowadzi do pogorszenia ich stanu. Z tego właśnie powodu w zachodnich krajach Europy pilnie poszukiwani są opiekunowie, często bez specjalnych kwalifikacji, którzy zgodzą się zapewnić chorym podstawową opiekę w ich własnych domach.

Mój pierwszy przypadek pacjenta chorego na Alzheimera trochę mnie zaskoczył – opowiada Agata Strzałka. Byłam przekonana, że senior, do którego jadę, cierpi na lekką demencję, na miejscu okazało się coś innego. Opieki uczyłam się sama, intuicyjnie stosując swoje autorskie metody – odwracania uwagi, trzymania się rytmu dnia, wykorzystywania tricków, które pamiętałam z opieki nad dziećmi i które mają na celu zapewnienie poczucia bezpieczeństwa. Teraz po latach uważam, że do chorych na Alzheimera powinni jednak wyjeżdżać doświadczeni opiekunowie. To raczej ciężkie przypadki, więc praca siłą rzeczy wiąże się z wieloma nieprzewidywalnymi zdarzeniami. Trzeba umieć poradzić sobie
w różnych stanach pacjenta, trzeba czuwać w nocy. W takich sytuacjach sprawdzone firmy takie jak np. Bravecare wysyłają nie jedną a dwie opiekunki do jednego seniora, zakładając, że będą one pracować na zmianę – jedna w nocy, druga w dzień. Niestety jest to konieczne, gdyż chorzy na Alzheimera są aktywni cały czas.  Rzetelne firmy zapewniają też wsparcie psychologiczne i proponują krótkie kontrakty, co bywa zachętą dla wielu opiekunów.  

Agata Strzałka jest przekonana, że opieka nad chorymi na Alzheimera nie może spoczywać na jednym czy dwóch członkach rodziny.  Chory potrzebuje cały czas obecności osób trzecich. Nie jest więc możliwe, by jeden opiekun poradził sobie fizycznie i emocjonalnie z takim ciężarem opieki. Prędzej czy później grozi mu stan depresyjny lub tzw. zespół wypalenia opiekuna.

Zatrudnienie do opieki kogoś spoza rodziny to sensowne wsparcie zarówno dla chorych jak i dla członków ich rodzin. To realne odciążenie bliskich pacjenta, a także wniesienie dystansu i świeżego spojrzenia na wiele problemów, które, przy dużym emocjonalnym zaangażowaniu, mogą przerastać najbliższych chorego. Osoba z doświadczeniem znajdzie rozwiązania nawet z najbardziej patowych sytuacji, a to z kolei przyniesie ulgę wszystkim, którzy zmagają się z chorobą Alzheimera.

Bravecare to międzynarodowa firma zajmująca się profesjonalną opieką nad osobami niesamodzielnymi, chorymi, starszymi i niepełnosprawnymi, oferująca usługi na najwyższym poziomie. Pośredniczy w znalezieniu w pełni legalnej i bezpiecznej pracy za granicą, starannie dobierając kompetentnych pracowników do zleceń, zapewniając językowe, psychologiczne i prawne wsparcie koordynatorów, a także oferując wynagrodzenie odpowiadające kwalifikacjom.

Więcej informacji: www.bravecare.pl

Kiedy umiera dziecko, brakuje słów

Kiedy umiera dziecko, brakuje słów. Brakuje też poczucia jakiegokolwiek sensu, może brakować wiary, wsparcia otoczenia. Zamiera nadzieja. I nie ma znaczenia czy dziecko jest zdrowe, czy zmaga się z przewlekłą chorobą, choć pewnie w tym drugim przypadku możliwą śmierć bardziej się wyczuwa i może czasem o niej rozmawia. Nie zmienia to faktu, że gdy już śmierć zabiera dziecko, dla rodziców i rodzeństwa to szok, z którym muszą mierzyć się już zawsze. W tym przypadku czas nie goi ran po stracie.

W sierpniu synka Jasia straciła Agnieszka – był najmłodszy z trójki jej dzieci, miał 14 lat i od urodzenia chorował na galaktozemię, przez lata funkcjonując z pomocą respiratora podtrzymującego oddech. Agnieszka na swoim blogu Troje Dzieci opisywała historię choroby Jasia i jego rodzeństwa – Frankai Ewy, którzy również cierpią na przewlekłe choroby. Nagłaśniały ją też media w całym kraju, gdyż rodzin z trójką niepełnosprawnych dzieci nie ma w Polsce zbyt wiele. Wokół rodziny utworzyła się wierna grupa wsparcia, społeczność, która pomagała w corocznych zbiórkach na leczenie i na co dzień karmiła dobrym słowem, zwykłą rozmową, uściskiem dłoni. Dzięki troskliwej opiece rodziców
i pieniądzom od darczyńców Jaś żył, korzystał ze stałej rehabilitacji, uśmiechał się.

Umarł nagle, pozostawiając po sobie otwartą zbiórkę na siepomaga.pl oraz pustkę trudną do opisania.

Wiedzieliśmy, że Jaś kiedyś może od nas odejść, ale nie byliśmy przygotowani, że stanie się to tak szybko – mówi Agnieszka Oczkowska. Świat kręcił się wokół niego, wokół łóżka, na którym leżał, wokół zajęć, dzięki którym żył, wyznaczany był kalendarzem jego posiłków i zabiegów. Szykowaliśmy się do celebrowania jego 14. urodzin, ale tydzień przed uroczystością, Jaś przestał oddychać. Nie, nie spodziewaliśmy się tego, bo Jaś był w dobrej formie. To niewyobrażalna tragedia dla całej naszej rodziny.

Pogrzeb Jasia odbył się w Toruniu w promieniach sierpniowego słońca. Świeciło tak mocno, jakby chciało dotknąć ziemi, na której dzieją się te wszystkie niewytłumaczalne dramaty.
Potem spadł deszcz, ale nikt nie miał kaloszy.

Ci, którzy przyszli Jasia pożegnać, mówili o jego uśmiechu, o sile, jaką im dawał, poprzez swoją walkę z chorobą, o tym, że w jakiś niezwykły sposób wielu z nich pomógł uwierzyć w siebie, w to, że mogą różne rzeczy robić, zmieniać, tworzyć. Mówili, że Jaś był dla nich inspiracją. Mówili też, że cała rodzina Oczkowskich daje niesamowite świadectwo miłości i wzajemnego wsparcia w trudach życia. Niektórzy nie mówili nic.

Jaś umarł, ale pamięć o nim nie zniknie – deklaruje Agnieszka Oczkowska. Pieniądze wpłacane na jego leczenie przejdą na rehabilitację Ewy i Franka, którzy również wciąż bardzo potrzebują wsparcia. Będziemy też dalej działać, pomagać rodzinom, które tak jak nasza borykają się z niepełnosprawnością dzieci. Być może otworzymy fundację, nad którą czuwać będzie nasz mały Jaś – w ten sposób niezwykła moc uśmiechu naszego synka dalej będzie dodawać sił do walki o zdrowie, godne życie i spokój tym, którzy tego wsparcia najbardziej potrzebują. Kto wie, może nazwiemy ją „Uśmiech Jasia”?

Rodzina Oczkowskich – Agnieszka, Tomasz, Ewa, Franek i Jaś – trójka rodzeństwa z niepełnosprawnościami. Najstarsza Ewa i najmłodszy Jaś cierpią na rzadką wadę genetyczną – galaktozemię, a środkowy Franek urodził się bez prawego przedramienia, ma cukrzycę typu 1 i guza podwzgórza mózgu. Jaś  Oczkowski zmarł 12 sierpnia br., pieniądze z jego zbiórki przejdą na pomoc dla Ewy i Franka.

Więcej informacji: www.trojedzieci.org

Kontakt dla mediów: Karina Grygielska, Agencja Face it, k.grygielska@agencjafaceit.pl; 601 369 597

Nieleczony ząb przyczyną zawału?

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie konsekwencje ponosi się z tytułu nieleczonych zębów. Zazwyczaj utożsamiamy ten fakt z bólem, nieprzyjemnym zapachem z ust i nieestetycznym uśmiechem. Niestety ten dyskomfort może przerodzić się w coś znacznie gorszego. Nieleczone uzębienie prowadzi do bardzo poważnych chorób, a w ekstremalnych przypadkach nawet do zawału czy zgonu.

Próchnica jest powszechną chorobą i stanowi najczęstszy problem w uzębieniu Polaków. Jednocześnie większości z nas nie wydaje się ona niczym groźnym, dopóki dentysta nie jest zmuszony do podjęcia radykalnych kroków. Drugie miejsce na podium zajmuje parodontoza, czyli zapalenie przyzębia, którego skutkiem jest  rozchwianie zębów – najczęściej dopiero u osób dorosłych, ale również coraz częściej u młodzieży. W przypadku obu, z pozoru niegroźnych, chorób odpowiedzialne za zniszczenia są bakterie. Bagatelizowanie tych problemów najczęściej skutkuje chorobą wielonarządową, od utraty zębów począwszy, przez bóle głowy, a skończywszy na nowotworach i całym spektrum chorób wynikających z powikłań.

Mniej oczywiste skutki nieleczenia uzębienia? 

Nie bierzemy pod uwagę tego, że bakterie z jamy ustnej, mogą przedostać się do krwioobiegu i zaatakować praktycznie każdy organ w naszym ciele. Zainfekowanie nerek może prowadzić do ich całkowitej niewydolności, zaatakowanie trzustki przyczynić się do zachorowania na cukrzycę, a żołądka do powstawania owrzodzeń. Zagrożony jest również nasz najważniejszy organ, czyli serce. Odpowiedzialne za ten proces są bakterie z rodziny paciorkowców, które w wyniku reakcji immunologicznej mogą osiadać na drobnych naczyniach krwionośnych, zmniejszając w ten sposób ich średnicę, co znacząco utrudnia przepływ krwi. Te drobnoustroje powodują również tworzenie się blaszki miażdżycowej, która, gdy oderwie się od naczynia, zatka jej prześwit, czego skutkiem może być zawał serca lub udar mózgu. Naukowe badania ostatnich lat dowodzą, że niektóre szczepy baterii, obecne w jamie ustnej, mogą być przyczyną zapalenia opon rdzeniowo-mózgowych – tłumaczy dr n.med. Monika Pordes, specjalistka w zakresie implantologii i chirurgii szczękowej.

Osoby ignorujące problemy w jamie ustnej narażone są na zachorowanie na sepsę, która przy upośledzonym układzie odpornościowym stanowi zagrożenie dla życia. Choroby stawów, tak powszechne u osób starszych, również zaliczają się do schorzeń, których przyczyną mogą być bakterie pochodzące od niewyleczonego uzębienia. Uważać muszą szczególnie kobiety w ciąży, gdyż są one narażone na trudności w donoszeniu ciąży, przedwczesny poród, a nawet poronienie. 

Autodestrukcja organizmu

Jednym z problemów, który może nas dotknąć przy nieprawidłowej reakcji na zmiany próchnicowe w zębach, jest choroba autoimmunologiczna. Każde nagromadzenie bakterii w jamie ustnej sprawia, że nasz organizm pobudza układ odpornościowy do wytwarzania przeciwciał. Nie lecząc chorego zęba, doprowadzamy przeciwciała do atakowania zdrowych organów. W tym przypadku szczególnie uważać muszą osoby przed lub po przeszczepach, gdyż zdezorientowany układ odpornościowy będzie za wszelką cenę chciał zniszczyć przyczynę osłabienia organizmu, atakując przeszczepiony organ i doprowadzając do jego odrzucenia. 

Od usunięcia zęba do zaburzeń odżywiania

Sam problem, gdy mówimy o nieleczeniu chorego zęba, może rozwijać się w głąb naszej jamy ustnej i szczęki, prowadząc do utraty uzębienia, a co za tym idzie problemów z przeżuwaniem pokarmu. Następstwem mogą okazać się kłopoty gastryczne, a nawet zaburzenia odżywiania, często objawiające się jadłowstrętem.
Na początku problem ten objawia się niechęcią do gryzienia ze względu na ból, który towarzyszy tej czynności. Kolejną kwestią jest estetyka – osoby mające problemy
z uzębieniem, po prostu wstydzą się jeść w przestrzeni publicznej, często prowadzi to do unikania interakcji społecznych i uczestniczenia w ważnych wydarzeniach, uroczystościach i spotkaniach, których częścią jest posiłek. Na drugim biegunie stoi otyłość. Osoby, które mają bardzo zniszczone zęby, nie gryzą, tylko łykają, przez co również jedzą więcej. To w prostej linii prowadzi do otyłości, a otyłość, jak wiadomo również przyczynia się do wzmożenia procesów chorobowych.

Nie bagatelizujmy próchnicy ani innych problemów dotykających nasze zęby. Gdy tylko poczujemy ból zęba lub inną, niepokojącą dolegliwość w jamie ustnej, jak najszybciej zgłośmy się do stomatologa, który pomoże w uzdrowieniu zęba, a przede wszystkim nie pozwoli na dalsze rozprzestrzenianie się zarazków, które mogłyby przerodzić się w bardzo poważną chorobę – przekonuje dr n.med. Monika Pordes. 

 Dr n.med. Monika Pordes – od ponad 20 lat spełnia marzenia o pięknym i zdrowym uśmiechu swoich pacjentów. Dr Pordes Implant Dental Clinic to miejsce, gdzie najnowsza technologia, wiedza i precyzja wykonywanych zabiegów składa się na sukces leczenia.

Jak sama mówi, stomatologia to dla niej nie tylko pasja. To kompilacja nauki, fascynacji zawodem i zamiłowania do piękna. To rzetelne rzemiosło i sztuka w jednym.

Mrok jest jej codziennością od urodzenia – Historia Księżniczki Madzi

Hipoplazja nerwów wzrokowych, sepsa, zapalenie płuc, obniżone napięcie mięśniowe czy opóźniony rozwój kostny to tylko część problemów, z którymi musiała i nadal musi mierzyć się czteroletnia Madzia Olas. Jej rodzice robią wszystko, co w ich mocy, żeby córeczka chociaż w pewnym stopniu mogła poczuć wolność właściwą dzieciństwu. Do tego niezbędna jest druga operacja ratująca jej wzrok.

To nie przypadek, że Madzia urodziła się w dniu Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w chwili, gdy rozbłysło światełko do nieba. Było to 14 stycznia 2018 roku. Poród przebiegł książkowo, a dziewczynka dostała 10 punktów punktów w skali Apgar. Wszystko zaczęło się, gdy rodzice zabrali Madzię na pierwsze szczepienie, na którym lekarz stwierdził u niej oczopląs. To jednak nie był koniec – tak rozpoczęło się bardzo długie poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, co dzieje się z Madzią.

Po kilku miesiącach rodzice poznali diagnozę, której żaden rodzic nie powinien nigdy usłyszeć –Państwa córeczka nie widzi, jej nerwy wzrokowe są blade i niedokrwione, a źrenice nie reagują na światło – stwierdził lekarz z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach. U malutkiej Madzi rozpoznano hipoplazję, czyli niedorozwój nerwów wzrokowych. Rodzice od razu rozpoczęli rehabilitację, by nie tracić ani jednej minuty, która mogła być na wagę złota.

Dziewczynka, mając zaledwie 9 miesięcy, trafiła z wysoką gorączką na Oddział Pediatryczny. Zaczęły się wymioty i zasłabnięcia. Wskaźnik zakaźny CPR pokazał 154, a lekarze zdiagnozowali sepsę, zapalenie płuc, zakażenie układu moczowego i niedokrwistość. Stan dziewczynki był bardzo zły. To rodzice swoją szybką reakcją uratowali jej życie. Rozwój Madzi stanął w miejscu. Samodzielne siedzenie udało jej się opanować dopiero po pierwszych urodzinach.

Poza hipoplazją nerwów wzrokowych i oczopląsem Madzia ma tez obniżone napięcie mięśniowe, a poza rehabilitacją ruchową i wzrokową musi przyjmować syrop przeciwpadaczkowy. Badania sprawdzające wiek kostny u dziewczynki wyszły poniżej minimalnych kryteriów, dlatego musi przyjmować specjalne tabletki, które pomogą jej szybciej rosnąć.

Madzia jest bardzo inteligentnym dzieckiem. Ogromną barierą dla naszej córeczki jest chodzenie. Przez to, że nie widzi, boi się stawać i woli poruszać się, turlając po podłodze. Ważne też jest to, że umie już sama nam powiedzieć, co chce zjeść, czym chce się bawić. Zauważyliśmy, że ma poczucie światła – wpatruje się w lampkę i mówi, że świeci światełko. Bardzo ją wszyscy kochamy i zrobimy wszystko, żeby pomóc naszej Księżniczce. Chcemy, aby w przyszłości mogła być samodzielna – mówią rodzice Madzi.

Światełkiem w tunelu miały być operacje oraz rehabilitacja w rosyjskiej klinice Ufa, która jako jedyna na świecie specjalizuje się w regeneracji nerwów wzrokowych preparatem Alloplant. Cena za szansę odzyskania wzroku? Ponad 145 tysięcy złotych. Przy pomocy Fundacji RiK udało się zebrać potrzebną kwotę i w listopadzie 2021 Madzia wraz z tatą polecieli do kliniki Ufa. Operacja udała się bez żadnych komplikacji. Podczas zabiegu profesor umieścił pod oczkami Madzi lek Alloplant. Będzie on stopniowo się wchłaniał i regenerował jej nerwy wzrokowe.

Niestety nie udało się przeprowadzić drugiej, niezbędnej operacji, gdyż usypianie dziewczynki po raz kolejny wiązało się ze zbyt dużym ryzykiem.

Następna wizyta i kolejne podanie leku było zaplanowane na kwiecień, jednak z uwagi na wojnę w Ukrainie wyjazd nie mógł dojść do skutku w planowanym terminie. Udało się to w końcu w ostatnich tygodniach.

Był to dla Nas wielki zaszczyt, że Madzię operował sam profesor Ernst Muldashev, autor leku podawanego podczas operacji, oraz jedyny lekarz na świecie, który przeszczepił ludzkie oko. Nasza księżniczka trafiła w najlepsze ręce. Warto było walczyć o to, żeby się tu pojawić po pomoc dla naszej Madzi – relacjonuje tata Jan.

Aby pomóc, wystarczy dołączyć do zbiórki Madzi Olas – podopiecznej Fundacji „Rycerze i Księżniczki” na stronie https://rik.pl/magdalenaolas/

Rycerze i Księżniczki to fundacja pomocy dzieciom i osobom dorosłym, działająca od 2015 roku. Od początku jej misją jest niesienie pomocy w leczeniu i rehabilitacji oraz zapewnianie wsparcia rodzinom chorych. Do historii i potrzeb każdego z Podopiecznych podchodzi indywidualnie, z empatią i ogromnym zaangażowaniem. Dzięki temu skutecznie pozyskuje środki na leczenie – do tej pory na potrzeby Podopiecznych zebrała ponad 23 miliony złotych. Więcej na: www.rik.pl

Kiedy sen może zabrać życie…Historia małego Patryka

Zamiast mleka z piersi matki – kroplówka i podawane dożylnie antybiotyki. W miejsce powiewu świeżego powietrza – tlen wtłaczany do płuc przy pomocy rurki intubacyjnej. Zamiast zabawek niemowlęcych – pełno kabli, monitorów i czujników. Tak wyglądały pierwsze cztery miesiące życia Patryka, który urodził się jako wcześniak w 36. tygodniu i bardzo złym stanie, na Oddziale Intensywnej Terapii. Wygrał wówczas walkę ze szpitalnymi zakażeniami, sepsą, kwasicą i zapaleniem płuc. Po nich przyszły kolejne załamujące diagnozy, które na zawsze zmieniły życie chłopca i jego rodziców. 

Zaraz po urodzeniu lekarze stwierdzili u Patryka szereg bardzo rzadkich chorób genetycznych: zespół wrodzonej ośrodkowej hipowentylacji, potocznie zwany „Klątwą Ondyny”, chorobę Hirschprunga, zaburzenia sercowo-naczyniowe, zaburzenia mózgowe, hipotrofię, zaburzenia hematologiczne, niedokrwistość oraz zaburzenia przewodu pokarmowego.

„Każdego dnia patrzyłam i nadal patrzę na ból i cierpienie mojego synka. Nie ma słów, które mogłyby opisać, co czułam,  czuwając przy jego inkubatorze. Byłam kompletnie bezradna, a ta bezsilność rozrywała mi serce. Patryczek kilka razy dziennie przy zakładaniu wenflonu lub pobieraniu krwi do badań był kłuty igłami. Po kilkunastu dniach jego rączki i nóżki były sine i bardzo słabe. Żyły synka uległy zniszczeniu i nie nadawały się już do dalszego wkłuwania. Powstawały zrosty, pękające żyłki. W końcu lekarz anestezjolog postanowił wbić igłę w główkę mojego małego aniołka. To widok, którego żaden rodzic nie powinien nigdy oglądać” – wspomina Dominika, mama chłopczyka.

Zespół Wrodzonej Ośrodkowej Hipowentylacji powoduje u Patryka zatrzymanie oddechu w trakcie snu, dlatego musi być on kilka razy dziennie podłączany do specjalistycznej aparatury – respiratora oraz pulsoksymetru. Patryk wielokrotnie ekstubował się, wyrywając sobie z gardła oraz noska rurkę intubacyjną, odłączając się tym samym od respiratora. Każda chwila nieuwagi mogła zakończyć się tragiczną śmiercią we śnie.

„Wiele razy musiałam się zmierzyć z reanimacją synka w domu – za którymś razem nauczyłam się już opanowania, trzeźwości podejmowania działań, a także spokoju. Wiedziałam, że od tego zależy życie mojego dziecka” – dodaje mama Patryka.

Jedyną szansą na dalsze życie chłopca bez respiratora jest operacja polegająca na wszczepieniu stymulatora oddechu. Ma on za zadanie pobudzanie przepony w taki sposób, aby dziecko nie zapominało o oddychaniu. Oprócz tego Patryk wymaga również rehabilitacji z fizjoterapeutami, współpracy z neurologopedą oraz dziecięcym psychologiem. Stwierdzony u Patryka autyzm wymaga dodatkowo regularnej terapii indywidualnej z psychologiem oraz pedagogiem specjalnym, jak również zajęć z zakresu Integracji Sensorycznej. Miesięczne koszty samej pomocy Patrykowi w funkcjonowaniu sięgają około 6000 złotych.

Mama chłopca, pomimo ciężkiej choroby synka, stara się stworzyć mu warunki do przeżywania dzieciństwa w normalny dla każdego dziecka sposób.

„Patryczek lubi długie spacery na świeżym powietrzu, zabawy na placu zabaw. Dużą radość sprawia mu naśladowanie różnych dźwięków, bardzo lubi słuchać muzyki, bawić się zabawkami sensorycznymi oraz oglądać bajki. Jest bardzo wrażliwym chłopcem, ale przy tym również odważnym i śmiałym, lubiącym wyzwania. Jako mama zrobię wszystko, aby pokazać mu szczęśliwy, dziecięcy świat, nieograniczony chorobami, które go dotknęły” – dodaje mama Patryka.

Patryk chce żyć, a klątwa Ondyny chce to życie zabrać. Czy się uda, by chłopczyk funkcjonował bez respiratora, to zależy tylko i wyłącznie od ludzi dobrej woli.

„Potrzeb jest wiele, które niestety przewyższają moje możliwości finansowe, zwłaszcza, że całodobowo opiekuję się synkiem i nie mogę podjąć pracy.  Wierzę w moc ludzkich serc, które pomogą nam w tej trudnej sytuacji. Za każde wsparcie dziękuję z całego serca” – apeluje mama chłopca.

Zbiórkę Patryka Krzyżewskiego – podopiecznego Fundacji Rycerze i Księżniczki – można wspomóc na stronie https://rik.pl/patrykkrzyzewski/

Rycerze i Księżniczki to fundacja pomocy dzieciom i osobom dorosłym, działająca od 2015 roku. Od początku jej misją jest niesienie pomocy w leczeniu i rehabilitacji oraz zapewnianie wsparcia rodzinom chorych. Do historii i potrzeb każdego z Podopiecznych podchodzi indywidualnie, z empatią i ogromnym zaangażowaniem. Dzięki temu skutecznie pozyskuje środki na leczenie – do tej pory na potrzeby Podopiecznych zebrała ponad 23 miliony złotych. Więcej na: www.rik.pl

Jak zobaczyć twarze innych ludzi? Historia Jasia Wiśniewskiego

Wiele schorzeń na tle neurologicznym zwiastują bardzo niepozorne objawy – niemożność skupienia wzroku, nadmierny spokój niemowlęcia, który na początku z oczywistych powodów bardzo rodziców cieszy. Często pierwsze niepokojące symptomy pojawiają się wyraźnie dopiero po kilku miesiącach. Tak było w przypadku Jasia. Przypadłość, na którą choruje, zdiagnozowano u zaledwie czworga innych dzieci na całym świecie. Nie ma nawet nazwy, nie mówiąc już o jednej i sprawdzonej metodzie leczenia…

„Mam na tę chwilę jedno marzenie – bardzo bym chciała, aby mój mały Jaś był kiedyś w stanie spojrzeć na mnie i rozpoznać we mnie swoją mamę i aby mógł bawić się ze swoją starszą siostrą. Wierzę, że jesteśmy w stanie pomóc naszemu synkowi. Najważniejsze, żeby któregoś dnia mógł zobaczyć, jak piękny jest świat” – tak o dwuletnim już Janku Wiśniewskim mówi jego mama, Daria.

Jaś przyszedł na świat 11 marca 2020 roku i od razu otrzymał 10 punktów w skali Apgar. Aż do trzeciego miesiąca życia nic nie wskazywało na to, że rozwija się inaczej od pozostałych dzieci. Poza jednym, zdawałoby się, drobiazgiem – jego oczka uciekały ku górze. Niestety były to pierwsze sygnały, zwiastujące narastające w kolejnych miesiącach problemy. W wieku czterech miesięcy mama Jasia zaczęła się niepokoić pozornym spokojem swojego synka.

„Oprócz Jasia mamy jeszcze córkę i wiedziałam, że syn powinien być już bardziej ruchliwy. W tamtym czasie jednak jego koordynacja ruchowa była nikła, praktycznie zerowa. Jaś nie był w stanie przekręcić się z boku na bok, o zmianie pozycji z plecków na brzuszek już nawet nie wspominając.”

Wtedy właśnie zaczęła się walka z czasem i nieustające od ponad dwóch lat wizyty u lekarzy i rehabilitacje. Pierwszą diagnozą były opóźnienie motoryczne i zbyt duża masa ciała – z pozoru nic strasznego. Jednak podczas kolejnej wizyty u neurologa diagnoza Jasia została poszerzona o kolejne nieprawidłowości ogólnorozwojowe związane ze wzrokiem, a każda następna konsultacja z lekarzem oraz badania ujawniały nowe problemy. W takich chwilach rodzicom towarzyszy szereg emocji takich jak szok, niedowierzanie i bunt przeciwko złu, które musiało spotkać akurat ich dziecko. Rodzice Jasia od początku wiedzieli, że zrobią wszystko, aby dzieciństwo ich synka było normalne, ale ostatecznie muszą walczyć o jego sprawność na wielu różnych poziomach – rehabilitacja i leczenie skupiają się obecnie wokół wzroku, mowy oraz sprawności ruchowej i koordynacji.

Po przejściu szczegółowych badań genetycznych Jaś został ostatecznie zdiagnozowany na bardzo rzadki zespół wad genetycznych związany z uszkodzeniem genu KIDINS 220. Oprócz chłopca na świecie stwierdzono jedynie 4 inne takie przypadki, co oznacza brak szczegółowych badań, pewnej metody leczenia i przede wszystkim możliwości pomocy specjalistycznej. Jaś ma hipoplazję sierpa mózgu, wodogłowie, krzywą przegrodę nosową oraz rozszczep podniebienia. Przez rozszczep chłopiec nie umie jeść, a w przyszłości może mieć duże problemy z mową. Jaś jest także po konsultacji u neurochirurga. Wodogłowia nie trzeba operować, bo płyn spływa sam z główki Jasia. Niestety, wyniki rezonansu pokazują, że mózg chłopca nie jest prawidłowo rozwinięty. Jaś będzie zatem dzieckiem upośledzonym umysłowo – czas pokaże, w jakim stopniu. Przed tym małym Rycerzem i jego rodziną stoją ogromne wyzwania, którym podołają jedynie dzięki pomocy innych.

Dotychczasowa rehabilitacja pochłonęła wszystkie oszczędności rodziców Jasia. Czeka ich intensywna i systematyczna rehabilitacja synka – liczy się każdy dzień, zmiany zachodzące w ciele wraz z procesem dorastania są zwykle nieodwracalne. Dlatego rodzice Jasia zwracają się z prośbą do każdego, kto może pomóc, aby odwiedził stronę zbiórki na rzecz synka i wpłacił najmniejszą chociażby kwotę na jego konto.

Link do zbiórki na rzecz Jasia Wiśniewskiego można znaleźć tutaj:

https://rik.pl/janwisniewski/Rycerze i Księżniczki to fundacja pomocy dzieciom i osobom dorosłym, działająca od 2015 roku. Od początku jej misją jest niesienie pomocy w leczeniu i rehabilitacji oraz zapewnianie wsparcia rodzinom chorych. Do historii i potrzeb każdego z Podopiecznych podchodzi indywidualnie, z empatią i ogromnym zaangażowaniem. Dzięki temu skutecznie pozyskuje środki na leczenie – do tej pory na potrzeby Podopiecznych zebrała ponad 23 miliony złotych. Więcej na: www.rik.pl

Pełnosprawny w swojej niepełnosprawności

To Krzyś, mały Rycerz, który każdego dnia dzielnie walczy o sprawność dla siebie i o uśmiech na twarzach rodziców. Jego historia zaczęła się od przedwczesnego porodu. Urodził się jako wcześniak w zaledwie 34. tygodniu ciąży. Ważył jedynie 1700 gram i od razu stwierdzono u niego ciężką zamartwicę oraz wylew dokomorowy drugiego stopnia. Wszystko, co poznał w pierwszych tygodniach swojego krótkiego życia, to sale szpitalne, pielęgniarki i lekarze. Minęło dużo czasu zanim mógł wrócić z mamą i tatą do domu, a już w 7. miesiącu życia znalazł się z powrotem w szpitalu, aby podczas operacji na otwartym sercu kardiochirurdzy mogli zamknąć otwór międzyprzedsionkowy w jego małej piersi.

Niestety historia leczenia, która zaczęła się 24 stycznia 2014 roku wraz z narodzinami Krzysia, nie dobiegła końca do dziś. Ciężka zamartwica, operacja serca, rehabilitacja, padaczka – to jego dzieciństwo… Zespół dolegliwości, których doświadczył chłopiec na przestrzeni ostatnich lat, zostały zdiagnozowane jako Mózgowe Porażenie Dziecięce, wzmożone napięcie mięśni wraz z elementami atetozy, a także padaczka. Już w pierwszym roku życia rodzice i lekarze zauważyli, że Krzyś jest opóźniony psychoruchowo w stosunku do innych dzieci – nie mówił, nie chodził, miał problemy z gryzieniem i żuciem stałych pokarmów.

Przez ponad 8 lat swojego życia Krzyś przeszedł niezliczone ilości różnego rodzaju terapii (w tym kilka serii podaży komórek macierzystych) i rehabilitacji – brał udział między innymi w zajęciach z logopedii, neurologopedii, terapii wodnej, integracji sensorycznej, hipoterapii, terapii ręki, dogoterapii, muzykoterapii, komunikacji alternatywnej, z psychologiem czy terapii Masgutowej. Wyjeżdżał wiele razy na leczenie, szukając pomocy w Polsce i zagranicą. Niestety pomoc dalej jest potrzebna. Postępy Krzysia są ogromne (wbrew wszelkim przewidywaniom i prognozom), nie będą jednak możliwe bez dalszego leczenia. W rehabilitacji najważniejsza jest natomiast jej ciągłość, dlatego właśnie rodzice Krzysia zwracają się za pośrednictwem Fundacji Rycerze i Księżniczki z prośbą o wsparcie.

„Nasz Synek to niesamowita iskierka, pełna radości i ogromnej pogody ducha. Uśmiech praktycznie nigdy nie znika mu z buzi, wciąż jest ciekawy świata i ludzi. Jest bardzo otwartym i radosnym chłopcem. Krzyś jest również małym „tytanem pracy”, każdego dnia walczy o siebie i małymi kroczkami dąży do celu, aby BYĆ PEŁNOSPRAWNYM W SWOJEJ NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI” – z miłością opowiadają rodzice.

Obecnie Krzyś ma około 18 terapii w tygodniu. Samodzielność, pełnosprawność, mowa – to wszystko jest bardzo realne, ale wymaga ogromnych nakładów pracy… i pieniędzy. Jak zatem możemy pomóc Krzysiowi?

Wystarczy wykonać przelew na zbiórkę Krzysia Jendrusiaka – podopiecznego Fundacji „Rycerze i Księżniczki” na stronie www.rik.pl/krzys/

Rycerze i Księżniczki to fundacja pomocy dzieciom i osobom dorosłym, działająca od 2015 roku. Od początku jej misją jest niesienie pomocy w leczeniu i rehabilitacji oraz zapewnianie wsparcia rodzinom chorych. Do historii i potrzeb każdego z Podopiecznych podchodzi indywidualnie, z empatią i ogromnym zaangażowaniem. Dzięki temu skutecznie pozyskuje środki na leczenie – do tej pory na potrzeby Podopiecznych zebrała ponad 23 miliony złotych. Więcej na: www.rik.pl

Wieże do zdobycia i potwory do pokonania, czyli Rycerze i Księżniczki w akcji

To już 7 lat działania, 81 podopiecznych i ponad 23 mln złotych zebranych przez Fundację Rycerze
i Księżniczki na potrzeby chorych – przede wszystkim dzieci. Do efektów działań Fundacji można podejść na poziomie pragmatycznym i rozumowo, choć nie tak łatwo rozprawić się z emocjami, które towarzyszą codziennej walce o życie Podopiecznych, i nadać im matematycznego wydźwięku. Na szczęście dobro nie wymaga od nas rozliczeń, a Fundacja działa odważnie dalej, aktywnie szukając ludzi dobrej woli, którzy będą chcieli razem z nią podawać pomoc dalej.

Historia Rycerzy i Księżniczek zaczęła się od Antosia, cierpiącego na poważną chorobę nowotworową – guza mózgu AT/RT. Chłopiec niestety zmarł, ale jego historia stała się impulsem do zwiększenia wysiłków na rzecz kolejnych Podopiecznych. A że Fundacja Rycerze i Księżniczki powstała z potrzeby serca, dlatego stawia na indywidualne podejście oraz głębokie zaangażowanie w walkę o powrót do zdrowia każdego chorego.

Naszą siłą napędową jest wiara w to, że w każdym człowieku tkwi potencjał do wprowadzania pozytywnych zmian w świecie. Chcemy sprawiać, aby niemożliwe stawało się możliwe, a ludzie nabierali nadziei i jednoczyli się w jednym, wspólnym celu – stwierdza Anna Krawczyk, prezes Fundacji Rycerze i Księżniczki.

Mówi się, że ratując jedno życie, ratuje się cały świat. Zakończona sukcesem zbiórka funduszy na leczenie dziecka to zatem nie tylko efekt mierzalny finansowo, to również sukces odniesiony na polu budowania społeczności ludzi wrażliwych na cudze cierpienie – coś, czego nie da się oddać liczbami, co jest nieuchwytne, trudno dostrzegalne, metafizyczne i… jednocześnie chyba najważniejsze.

Gdyby jednak ludzkie współczucie można było poddać ocenie, znawcami w tej materii byliby z pewnością darczyńcy oraz działacze Fundacji Rycerze i Księżniczki. Świadczy o tym rozmach inicjatyw pomocowych, podejmowanych na rzecz Podopiecznych w ostatnich 7 latach.

Wśród działań dobrze wszystkim znanych, takich jak zbiórki środków do puszek czy kampanie informacyjne w internecie, znalazły się także koncerty, pikniki, festyny oraz biegi charytatywne (te ostatnie między innymi przy wsparciu PKO). Apel Fundacji dotarł nawet za granicę i przebił się przez ogromny i charakterystyczny dla naszych czasów szum informacyjny do gwiazd piłki nożnej światowego formatu, występujących wówczas w Realu Madryt. Film z pozdrowieniami dla chorego na siatkówczaka Piotrusia wyświetlono ponad 3 miliony razy, a cała akcja odbiła się w mediach szerokim echem i pozwoliła na zebranie całej potrzebnej na leczenie sumy w niespełna dwa tygodnie. Nic zresztą dziwnego. Sam Cristiano Ronaldo, Gareth Bale czy Luka Modrić w języku polskim przesyłający życzenia siły i wytrwałości choremu chłopcu z Polski to coś, co zdecydowanie zadziałało na emocje i wyobraźnię darczyńców.

Przesłanie i działalność Fundacji odbiły się szerokim echem w świecie mediów również w Polsce, a publikacje opowiadające historie Podopiecznych oraz zachęcające do udziału w zbiórkach pojawiały się w największych portalach i telewizjach w kraju m.in. TVN, TVN24, TVP, Wirtualna Polska, natemat.pl, onet.pl, kobieta.onet.pl, medonet.pl, Radio Eska czy Business Insider, ale także w licznych mediach regionalnych, które z entuzjazmem wspierały zbiórki lokalne na rzecz Podopiecznych.

Na rzecz Fundacji działało również wiele firm w ramach realizacji celów CSRowych, wspierając Podopiecznych finansowo, poprzez wolontariat oraz oferując usługi na rzecz promocji zbiórek. Wśród najlepiej znanych marek znalazł się Rossmann, Biedronka-Jeronimo Martins, Nissan, Clear Channel Polska czy Intercars oraz kilka Galerii Handlowych z całego kraju.

Darowizny na rzecz działalności Rycerzy i Księżniczek zostały przekazane między innymi przez Prezydenta Andrzeja Dudę oraz Pierwszą Damę, Agatę Kornhauser-Dudę, a wsparcie w postaci krótkiego filmiku zachęcającego do udziału w akcjach Fundacji nagrał między innymi Robert Biedroń.

Wsparcie nadeszło również ze strony świata sportu i show-biznesu. Przez ostatnich 7 lat Fundacja Rycerze i Księżniczki zaangażowała w różnego rodzaju działania około 150 celebrytów z wielu odmiennych dziedzin. Wśród sportowców angażujących się w zbiórki na rzecz Podopiecznych można wymienić Kamila Stocha, Piotra Małachowskiego, gwiazdy Gali KSW (które umieściły logo Fundacji na swoich strojach podczas walki wieczoru), piłkarzy Legii Warszawa oraz Ruchu Chorzów.

Działalność Fundacji od lat wspierają artyści, celebryci i dziennikarze. Wśród najbardziej zasłużonych Ambasadorów należy wymienić Rafała Mroczka, Karolinę Gorczycę oraz Leszka Stanka – każde z nich brało udział w wielu akcjach Fundacji, inicjowali nowe oraz pełnili role reprezentacyjne, angażując do pracy koleżanki i kolegów z branży. Oprócz ich nieocenionej pracy Fundacja wiele razy, wyrażając swoją wdzięczność, wymieniała postaci takie jak: Magda Gessler, Monika Olejnik, Doda, Artur Barciś, Michał Szpak, Kayah, Grażyna Wolszczak, Cezary Żak, Kinga Preis, Misiek Koterski, Stachursky, Piotr Rubik, Kamil Bednarek, Barbara Kurdej-Szatan, Katarzyna Zielińska, Katarzyna Wojciechowska, Anna Dereszowska, Rafał Brzozowski, Kamila Polak, Anna Piecaba, Anna Wyszkoni, O.S.T.R., członkowie kabaretu Ani Mru Mru, a nawet Profesor Jan Miodek.

Wsparcie nadeszło także ze strony niesamowicie wówczas popularnego twórcy Youtubowego – Cezika. Bezpośrednia i bardzo prosta w przekazie piosenka o zbiórce dla podopiecznego Fundacji pomogła zebrać aż 1,5 miliona złotych w niespełna trzy tygodnie!

Liczni celebryci wsparli Fundację, biorąc udział w akcji #BransoletkiOdSerca – sam proces tworzenia bransoletek został uwieczniony na filmie, który można obejrzeć na kanale Fundacji. To i wiele innych działań znalazło swoją kulminację podczas obu edycji Gali Rycerzy i Księżniczek. Wówczas to uhonorowano wiele postaci ze świata show-biznesu za ich wkład w zbiórki na rzecz Podopiecznych.

Apele Fundacji powtarzane były zatem w całym kraju oraz za granicą. A wszystko to, paradoksalnie, po cichu… Fundacja bowiem nigdy nie wychodzi na pierwszy plan. Najważniejsi są Podopieczni i to właśnie ich twarze i ich historie wychodzą na światło dzienne. W tle pozostają cisi działacze Fundacji, którzy oddają całe swoje serce na rzecz innych, budując społeczność wrażliwych wolontariuszy.

Aby dołączyć do tych, którzy ratują świat, wystarczy wejść na stronę Fundacji i zapoznać się z aktualną działalnością i listą potrzebujących. Fundacja z radością przyjmie każdego rodzaju pomoc i wsparcie na rzecz Podopiecznych!

Rycerze i Księżniczki to fundacja pomocy dzieciom i osobom dorosłym, działająca od 2015 roku. Od początku jej misją jest niesienie pomocy w leczeniu i rehabilitacji oraz zapewnianie wsparcia rodzinom chorych. Do historii i potrzeb każdego z Podopiecznych podchodzi indywidualnie, z empatią i ogromnym zaangażowaniem. Dzięki temu skutecznie pozyskuje środki na leczenie – do tej pory na potrzeby Podopiecznych zebrała ponad 23 miliony złotych. Więcej na: www.rik.pl