Jestem sama a nie samotna. Czekam na namiętność i ogień – nie na obrączkę. Jestem szczęśliwsza niż mężatki błagające o uwagę męża.

Jestem sama a nie samotna. Czekam na namiętność i ogień - nie na obrączkę. Jestem szczęśliwsza niż mężatki błagające o uwagę męża.

Od wieków dziewczyny w młodym wieku musiały mierzyć się z pytaniami : kiedy ślub ? Nie masz jeszcze kandydata ? Lata Ci lecą, zegar biologiczny tyka… Lata walki o wolność wyboru innego, niż tylko zamążpójście sprawiły, że posiadanie obrączki nie jest już marzeniem większości dziewczyn. Miłość – jak najbardziej. Małżeństwo dla zasady – absolutnie. Wiele z nas zdążyło się napatrzeć na nasze piękne mamy, które systematycznie gasły z latami obciążone codziennymi zakupami, sprzątaniem, opieką nad domem, pracą i próbą uzyskania aprobaty swojego męża. Nie był to idealny wzór dla ich młodych córek, które często obiecywały sobie, że nie skończą w ten sposób. Nie chodzi o to, że nie szanowały pracy własnych matek – wręcz przeciwnie. Widziały, ile ona kosztuje, ile czasu zabiera i jak bardzo pochłonęła całą znikającą kobiecość, seksapil i młodzieńcze marzenia. Wydaje się jednak, że w patriarchalnym świecie wyjścia nie było. Bez męża nie było możliwości zdobycia szacunku społecznego, aprobaty rodziny, zdobycia szansy na byt i macierzyństwo.

Po latach kobiety zmieniły swoje losy. Nie coś się zmieniło. Samo nic się niestety nie zrobi. To nasze prababcie i babcie swoją wielką siłą, uporem, przełykanymi łzami przemieniły nasz świat płacąc często najwyższą cenę. Obecnie wiemy już, że nieszczęśliwe małżeństwo to ogromny ból i bardzo bolesna samotność. Każda z nas marzy o szacunku, trosce i prawdziwym wsparciu. Nie, nie rozwodzimy się z nudów i zepsucia. Kobieta pragnie poczucia bezpieczeństwa, spokoju, miłości. Tylko po podjęciu tysięcy prób i zrozumieniu, że nawet gdyby oddała życie, a sytuacji i tak nie zmieni – często z bólem, wstydem i wyrzutami – odchodzi na zawsze…

Nie ma gorszej samotności niż ta, która ma miejsce obok ignorującego nas mężczyzny – mówi Joasia. Jest w małżeństwie od 9 lat. Posiadają dwie córeczki. Dla męża stała się powietrzem. Wykonują zadania, opiekują się dziećmi, ale Joasia coraz częściej patrzy wieczorami w sufit przełykając łzy. Mąż kładzie się plecami z drugiej strony łóżka, pod osobną kołdrą i zasypia. Ona w samotności, spragniona nie seksu, a czułości, troski, wysłuchania – usycha. Ile nadziei jest w dziewczynie, kiedy spotyka miłość życia i pragnie oddać temu chłopakowi wszystko? Urodzić mu dzieci, stworzyć dom, być jego królową. Ile bólu jest w kobiecie, kiedy staje się niewidzialna dla ukochanego. Bo rutyna, bo zmęczenie, bo nie jest już nowością…

Czy taki związek daje szczęście? Asia spotkała niedawno koleżankę ze studiów. Karolina w pięknej garsonce, uśmiechnięta, zrelaksowana. Asia także atrakcyjna, ale w masce szczęścia, pod którą przy najbliższej okazji pokazują się łzy. Boże, jak mi ciężko i jak mi wstyd – zwierza się. Takie miałam nadzieje, taka byłam szczęśliwa, świat stał przede mną otworem – opowiedziała Karolinie. Sama właściwie nie wie jak to się stało, że prawie obcej osobie tak szybko pokazała całą prawdę o ukrywanych uczuciach. Coś zaczęło się przelewać, krzyczeć, wołać o uwagę. Nie daje rady bez rozmowy, bez wysłuchania. Powoli zastanawia się: gdzie jestem ja jako człowiek i ile jestem warta ? Czy naprawdę tyle, ile jestem w stanie unieść bólu i odrzucenia ? Powoli do niej dociera, że oddała siebie drugiemu człowiekowi, a tak zdrowy świat nie jest skonstruowany. Związek to partnerstwo. Jej mąż nie odpisuje na smsy… zawsze nie zauważa lub po prostu jest zbyt zajęty…Kiedyś zawsze miał na to czas, teraz nie ma go nigdy…

Umówiłam się na kawę z Karoliną..ja matka i żona, ona spełniona i piękna singielka. Karolina była w kilku nieudanych związkach. Ostatni zakończyła po wielu latach, bo narzeczony przestał ją szanować. Nie unosił jej sukcesów zawodowych, energii do działania. I choć ona dbała o ich wspólne mieszkanie, szykowała kolacje przy świecach – nie wystarczała. Było ciężko, ale odeszła. Teraz chce pobyć sama, skupić się na marzeniach, ma swoją agencję ekskluzywnych nieruchomości, spełnia się, ma przyjaciół i wypełnione po brzegi swoje dni. Joasia ze łzami w oczach mówi, że także by odeszła, ale są dzieci, wspólny kredyt, rodzina…czy może zachować się jak singielka? Nie da się…po prostu. Brutalne życie – mówi. Nie mam takiego wyboru jak kobieta bez dzieci. Muszę myśleć o wszystkim… Karolina także miała problemy w związkach, także cierpiała, ale miała szansę wyboru. Nie czekam na obrączkę i dzieci, a na miłość i przyjaźń. Inaczej będę żyła w więzieniu jeżeli okaże się, że mężowi się zmieniło tak wiele…

      Kim jesteśmy, aby wchodząc w związek i rodząc dzieci nie móc zawalczyć o siebie…z drugiej strony każda z kobiet, która jest w małżeństwie, ma dzieci i wspólne sprawy – wie, na ile kompromisów musi iść każdego dnia. Ciężko wziąć walizkę, kilkoro dzieci pod pachę i wyjść… bo gdzie, bo jak dzieciom zabrać meble, ukochane zabawki ot tak, zmienić szkołę, kolegów – niby prozaika i da się załatwić, ale jak trudna gdy przychodzi do realizacji… Kobietę w takiej sytuacji zrozumie tylko inna kobieta, która doświadczyła tego samego. Dlatego tak ważne jest wsparcie, rozmowa, kobiece spotkania, inspiracje. Bez siebie nawzajem umieramy, po cichu, w czterech ścianach. Udajemy przed sobą, że wszystko jest dobrze. Ukrywamy porażki i łzy – bo zwyczajnie jest nam wstyd. Boimy się, że nam nie wyszło, że jesteśmy winne, że mogłyśmy jeszcze bardziej zawalczyć. Poczucie winy, niskie poczucie własnej wartości, krzywda, brak zrozumienia ze strony otoczenia – blokują nam szansę na rozpoczęcie nowej drogi. Niekoniecznie z obrączką, niekoniecznie z przymusowym związkiem, ale koniecznie w zgodzie ze sobą. W zgodzie z sercem. Bo jeżeli odnajdziemy prawdziwą siebie, swoje powołanie – nawet jak będziemy same – nigdy nie będziemy samotne. Wspaniale jest mieć przyjaciela – siebie. Nie egoistycznie, ale po to, aby móc pokochać i polubić drugiego człowieka. Dwoje ludzi, którzy nie odnaleźli samych siebie – nie stworzą szczęśliwego związku. Będą obok, samotni i cierpiący. Jeżeli nam nie wyszedł związek, małżeństwo – to nie koniec świata, a lekcja. Czas na przyjrzenie się sobie, nie na samotność, a na pobycie samemu. Ze sobą. Bez obrączki, ale z najwspanialszą miłością i poznawaniem samego siebie. Co tak naprawdę lubię ? Czego pragnę tak prawdziwie, wewnętrznie ? Odpowiedź na te pytania to jedyna droga do stworzenia w przyszłości wspaniałego związku. Umieć być samemu, a nie być samotnym. Kim chcesz być ? Czy umiesz być sam, w ciszy i posłuchać siebie? Nie oczekiwań innych, ale właśnie samego siebie. To trudna i najcenniejsza lekcja. Życzę, żeby każda z nas umiała ją przerobić, kiedy życie przyniesie kolejne wyzwania.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytet Jagielloński w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami ekologicznymi
oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Wyjechałam za granicę. Żyję z obcokrajowcem. Jak jest naprawdę ?

Wyjechałam za granicę. Żyję z obcokrajowcem. Jak jest naprawdę ?

Szacuje się, ze około 18-20 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia mieszka za granicą. Jedna trzecia tej grupy to osoby urodzone w Polsce. Biorąc pod uwagę, że w Polsce żyje około 38 milionów ludzi, ilość emigrantów jest ogromna. Emigracja, oprócz wyzwań typu znalezienie mieszkania i pracy, wiąże się także z kompletną zmianą życia towarzyskiego oraz relacji, które mamy z innymi. Często kraje, które wybieramy do zamieszkania, są krajami wielokulturowymi, z przesympatyczną mieszanką ludzi, zwyczajów, kuchni oraz religii. Prawdopodobnie ludzi kuszą zróżnicowane społeczności ponieważ łatwiej jest się wtopić w codzienne życie mieszkańców niż w życie bardzo zamkniętych grup społecznych i kulturowych. Nie będę dyskutowała o wyborach krajów z powodów ekonomicznych, ponieważ nie na tym skupia się ten felieton.

Do Wielkiej Brytanii wyemigrowałam 10 lat temu, w wieku 18 lat. Wyjechałam ze względów edukacyjnych (chociaż prawda jest taka, że moja siostra wyjechała rok wcześniej i chciałam do niej dołączyć). Od tego czasu próbowałam wracać na stałe do Polski, jednak zawsze ciągnęło mnie do ‘drugiego domu’. Najcudowniejszą rzeczą w emigracji jest posiadanie dwóch domów: rozumie się i czuje dwie kultury, kocha fragmenty każdego. Smutną kwestią jest to, ze ponieważ należy się do obydwu, to w zasadzie nie należy się do żadnego domu. Trawa jest zawsze zieleńsza w kraju, w którym się aktualnie nie przebywa. Od czterech lat jestem w związku z Brytyjczykiem; typowym, z dziada pradziada, z typowymi brytyjskimi wartościami. Od półtora roku mam przyjemność mieszkać z moim zagranicznym wybrankiem serca. Pierwszą rzeczą, która mnie zaszokowała (drobiazg ale…) to, że fasolka w pomidorach (tzn. baked beans) jest jak najbardziej akceptowalną sałatką do obiadu. Wyobraźcie sobie kotleta schabowego, tłuczone ziemniaki i zamiast mizerii czy innych buraczków coś a’la fasolka po bretońsku ale bez kiełbasy. Taka fasolka jest też idealnym dodatkiem do śniadania, kolacji albo pizzy. „Ręce opadają”, ale jak tak lubi to niech sobie tę fasolkę je, co mi szkodzi? Druga rzecz, która nas różni to sposoby obrażania się. Każda osoba, która kiedykolwiek w życiu bliżej poznała innego człowieka doznała obrażania się. I w tym świecie obrażania się mój Brytyjczyk musi być niewiarygodnie grzeczny – na sposób brytyjski. Tylko na pozór oczywiście. Dla Brytyjczyków maniery są bardzo ważne: ‘przepraszam’, ‘dziękuję’ to są podstawy. Problem jest taki, że jak coś mu nie pasuje to mi nie powie, tylko czeka aż, tu zacytuję: „mu przejdzie”. Jeśli by mi powiedział, że kapcie mu ustawiłam w niewłaściwym miejscu, to bym mu je przesunęła i koniec tematu. A tak cały dzień chodzi pomarszczony jak suszona śliwka i grzecznie pyta mnie, czy mam ochotę na herbatę!

Mówiąc o mieszkaniu z Brytyjczykiem warto wspomnieć (a mam sporo znajomych Brytyjczyków) o nawykach dotyczących spożywania alkoholu. Brytyjczycy piją dużo. Kultura chodzenia do pubów jest nieodzownym elementem życia, każdy kocha zimny kufel piwa po pracy. Chciałabym podkreślić, że piszę to na podstawie własnych doświadczeń, nie są to reguły ani prawda absolutna. Według mnie Brytyjczycy upijają się troszeczkę bardziej i czasami jest to irytujące. Jeśli trzeba wstać następnego dnia rano, a podpity Brytyjczyk o godzinie 3 w nocy śpiewa sobie beztrosko z Youtubem, naprawdę można zacząć rzucać talerzami z balkonu. Z drugiej strony zauważyłam, ze Brytyjczycy są mniej zaborczy i zazdrośni niż Polacy. Nigdy nie miałam żadnych problemów z wyjściem ze znajomymi czy spędzeniu wieczoru w męskim gronie. Pewnie to kwestia szacunku do drugiego człowieka i właściwej samooceny. Jeśli już nadepnęłam na tę minę i zaczęłam temat różnic miedzy polskimi a brytyjskimi mężczyznami, jedyną słuszną drogą wydaje się kontynuować. Polscy mężczyźni, według mnie, są bardzo męscy w dosyć staromodnym znaczeniu tego słowa. Są silni i będą bronić kobiety przed napastnikami, naprawią kiedyś szafkę w kuchni, przepchają zlew i jeśli samochód się zepsuje to oni na pewno będą wiedzieli co się stało. Z drugiej strony za tę opiekę i poczucie bezpieczeństwa, które ofiarują nam, białogłowom, chcieliby kotleta na obiad (najlepiej dużego) i czysta parę spodni. W moim osobistym i w stuprocentowym subiektywnym porównaniu, Brytyjczycy są mniej tradycyjnie męscy. Od związków bardziej oczekują partnerstwa, tego, że kobieta zapłaci swoja połowę czynszu, a jak trzeba to może naprawić zlew, jeśli wie jak to zrobić. Z tego powodu dynamika związku jest troszeczkę inna. W obu sytuacjach są plusy – przy polskim mężczyźnie kobieta może poczuć się małą kobietką i mieć nadzieję, że wszystko będzie za nią załatwione, a za to brytyjczyk wysprząta mieszkanie i na kolację poda kanapkę z boczkiem i fasolką w pomidorach.

Generalnie życie z obcokrajowcem nie rożni się wiele od życia z Polakiem. Zawsze będą jakieś problemy, jakieś starcia, dobre chwile i własny rytm życia, który ludzie tworzą sami dla siebie. Uważam, że ważniejszy jest dobór charakterów, doza wyrozumiałości i chęć wspólnego życia. O różnicach kulturowych można rozmawiać i nie wpływa to negatywnie na relacje. Wręcz przeciwnie, wzbogaca. Pozwala spojrzeć na wiele spraw z zupełnie innej perspektywy, rozwiązywania problemów, sposobów myślenia. Oczywiście mogę sobie tak pisać, jednak różnice miedzy Polską a Anglią nie są wielkie. Wyobraźcie sobie jaki interesujący byłby ten artykuł gdybym tak zakochała się w Eskimosie….

Paula Felczak

Paula Felczak

Na stale mieszka w Wielkiej Brytanii. Absolwentka Aberystwyth
University, Coventry University i University of Hertfordshire. Magister
psychologii biznesu i badan w psychologii. Laureatka narodowej nagrody
literackiej im. Marka Hlasko. Inetersuje sie nowinkami w psychologii
oraz kuchniami swiata.

Mój mąż ogląda inne kobiety w internecie. Reagować czy ignorować ?

Mój mąż ogląda inne kobiety w internecie. Reagować czy ignorować ?

Większość amerykańskich poradników poucza, że mając wysokie poczucie własnej wartości żadna z nas nie powinna czuć się niekomfortowo z faktem, że nasz mąż lub partner popatrzy na inne kobiety, szczególnie w internecie. Przecież wszyscy wiemy, że to tylko chwilowa, wirtualna odskocznia i bardziej rozrywka, niż poważne zagrożenie.

Mężczyźni jak to wzrokowcy – tak są skonstruowani i nic tego nie zmieni. Wygląda więc na to, że jeżeli nie do końca czujemy się z tym komfortowo – powinnyśmy raczej milczeć,  jak najszybciej naprawić siebie, swoje poczucie własnej wartości, swoje problemy. I nie byłoby w tym nic trudnego gdyby nie fakt, że temat ten wzbudza wciąż bardzo duże emocje i nadal jest fundamentem poważnych kryzysów w związkach.

Czy to wierność, czy już nie? Czy to, że mąż ogląda kobietę w bieliźnie, a nie pisze z nią na czacie to tylko niewinna odskocznia? Z jednej strony można to ignorować znając swoją wartość, z drugiej strony wiele kobiet zauważa, że bez ich reakcji, czas spędzony przez partnera przed komputerem systematycznie się przedłuża, partner zamiast spędzić wieczór z bliską mu kobietą – tak naprawdę jest nieobecny, spędza go z innymi a wraca do łóżka coraz później w nocy. Nawet jeżeli są to obrazy wirtualne – zabrany związkowi czas staje się jak najbardziej realny a poczucie osamotnienia i spadku samopoczucia partnerki bywa jak najbardziej uzasadnione. Reagować czy ignorować? Kiedy granica zostaje przekroczona? Zdań jest bardzo wiele. Niektóre kobiety jasno wskazują, że nie mają z tym tematem żadnego problemu. Inne są totalnie rozgoryczone i próbują konstruktywnego dialogu. Jeszcze inne poprzez wiarę i światopogląd nie mają żadnych dylematów – jest to niedopuszczalne w ich egzystencji i temat jest zakończony.

Każdy dorosły człowiek odpowiada za siebie i swoje czyny, a zmuszanie go do zmiany zachowania bez jego wyraźnej woli – raczej nie przyniesie długotrwałego rezultatu. Dlatego kontrola, pilnowanie męża, sprawdzanie i śledzenie historii odwiedzanych stron tylko potęguje stres i nieufność, a nie pomaga w rozwiązaniu problemu. Jeżeli czujemy, że jest to dla nas istotna kwestia – bardzo ważna jest szczera rozmowa, komunikacja, choć bywa bardzo trudna. Partner oskarżany o ukrywanie takich aktywności najczęściej zaprzecza, czuje się kontrolowany, oddala się od partnerki i często atakuje. Niektóre kobiety na forach dla kobiet piszą, że metodą było także oddanie tym samym – oglądanie wieczorami rozebranych mężczyzn, co partnera natychmiast otrzeźwiało i często doprowadzało do rozmowy i ustalenia, że żadna ze stron nie poświęca uwagi takim aktywnościom. Czy jednak działanie sobie na złość bez komunikacji zawsze przynosi pożądany efekt? Inne kobiety piszą, że razem z mężem oglądają strony dla dorosłych jako urozmaicenie związku. Kolejne piszą, że próbowały, ale jednak ich poczucie własnej wartości nie szybowało w górę zwłaszcza w momentach, kiedy były chore, zmęczone, miały małe dzieci a mąż także bez żony oddawał się oglądaniu takich stron- przecież zawsze wspólnie to akceptowali i nagły sprzeciw żony był dla mężczyzny czystą hipokryzją. Temat jest trudny, ponieważ nasi dziadkowie nie mieli takich problemów. Dzisiejszy mężczyzna widzi tyle rozebranych kobiet w ciągu dnia, co nasz pradziadek nie widział czasami podczas całego życia. Wszystko to sprawia, że kobiety jeszcze bardziej czują się pod presją sprostania idealnemu wyglądowi, byciu zawsze wypoczętą i zadbaną – bo jeżeli nie będą, mąż natychmiast porówna ją z inną. Nastolatki wchodzą w dorosłość z poczuciem, że mają odgrywać wyimaginowane role a bliskość właściwie opiera się na odegraniu sceny z filmu dla dorosłych. Jak się zachować i czuć spokój w związku w takim świecie?

Czuję się zdradzona. Znalazłam w męża komputerze odwiedzane strony pornograficzne – pisze Ania. Mamy dwoje dzieci, nie mamy problemów z seksem. Czuję się jednak zdradzona i nie wiem, jak z nim o tym porozmawiać – pisze Ewa na jednym z kobiecych forum. Nie jestem pruderyjna, ale jednak mam do niego ogromny żal. Aneta odpowiada, że dla niej to żadna zdrada – według niej każdy mężczyzna to robi. Pytanie tylko, czy ukrywa to przed partnerką, czy szczerze o tym mówi. Jak naprawdę czują się kobiety w takich sytuacjach? Wydaje się, że zdania się bardzo podzielone. Wiele, szczególnie młodych dziewczyn pisze, że czując się atrakcyjnie i dbając o seks z partnerem nie muszą być zazdrosne o inne kobiety z wirtualnego świata. Inne jednak, szczególnie matki w wieloletnich związkach po odkryciu takiego sposobu odpoczynku swojego męża – czują się fatalnie. Można zastanowić się, czy to ugruntowane spojrzenie kobiety na ten temat, czy sytuacja życiowa predysponuje konkretne uczucia. Młode, atrakcyjne dziewczyny bardzo często mogą się skupić na sobie, swoim wyglądzie, marzeniach partnera. Prozaicznie pomaga im w tym chociażby brak zarwanych nocy, totalnego zmęczenia i ogromnej odpowiedzialności za dzieci, dom i milion codziennych obowiązków. W takiej sytuacji, kiedy dziewczyna czuje się ze swoim wyglądem bardzo dobrze, inwestuje w siebie czas i środki – może czuć się dużo mniej zagrożona oglądaniem przez partnera innych kobiet, często czując, że wygląda lepiej od nich.

Oczywiście, nie jest to żadną regułą, ale w jakiś sposób mogłoby wyjaśniać wypowiedzi, w których młode kobiety nie mają dużego problemu z akceptacją takich zachowań swojego partnera. Okazuje się jednak, że jest mnóstwo także młodych, pięknych dziewczyn, dla których oglądanie innych kobiet przez ich ukochanego jest niedopuszczalne i całkowicie negowane. Duży wpływ na to ma światopogląd, wychowanie, doświadczenia życiowe. Zupełnie inaczej czują się kobiety, które każdego dnia od wielu lat tworzą stały związek, oddały dla niego bardzo wiele, nie śpią po nocach dbając o dzieci, wieczorami zamiast mierzyć seksowną bieliznę – odrabiają mało namiętną matematykę, a o 23 padają na twarz. W tym wszystkim dosyć wytłumaczalne jest, że robią to kosztem czasu dla siebie, energii a co za tym idzie wyglądu wampa wieczorami. I robią to wszystko w imię odpowiedzialności za podjęte macierzyństwo oraz rodzinę. I w tej sytuacji, kiedy czują, że oddały tak wiele – odkrycie, że mąż ekscytuje się kobietami, które skupiają się tylko i wyłącznie na wzbudzeniu w nim męskiego pożądania jest ogromnym policzkiem. Jest jeszcze spojrzenie innego typu kobiet, które doszukują się w tej sytuacji braku komunikacji, szczerości, rozmowy. Bo przecież czegoś mężczyźnie musi brakować skoro szuka poza swoim domem?

Świat kobiet w stałych, wieloletnich związkach w obecnych czasach nie jest łatwy. Z każdej strony atakują nas gotowe recepty na to, jak być idealną żoną, matką, kochanką, businesswoman, fit dziewczyną zachowującą równowagę w każdej z tych dziedzin. Przez lata próbujemy prawie każdej z nich, stosujemy się do nich prawie do padnięcia na twarz, szukamy gdzie popełniłyśmy kolejny błąd, skoro znów nie wyszło perfekcyjnie. W końcu dochodzimy do ściany, której nie mamy siły rozbijać zmęczoną głową. W tym wszystkim jeżeli jesteśmy od wielu lat w stałym związku – borykamy się z jego etapami, które nieuchronnie wymagają coraz większej pracy, świadomości i wysiłku. Nie chodzi o to, że mamy na siłę utrzymywać związek – to nigdy nie przyniesie szczęścia. Sęk w tym, że z latami hormony nie wykonują za nas takiej pracy jak podczas pierwszej fazy zakochania i dbanie, podlewanie, staranie się, aby bez różowych okularów dało się z satysfakcją ze sobą żyć – wymaga po prostu zajęcia się tym tematem. Jak to jednak zrobić, skoro od świtu przygotowujemy dzieciom śniadania, odwozimy do szkoły, ogarniamy pracę, zajęcia dodatkowe po szkole, choroby, sprzątanie…gdzie w tym wszystkim jesteśmy my same, a co dopiero temat specjalnego skupienia na związku. Oczekujemy, że partner zrozumie, wesprze, przytuli, sam wpadnie na pomysł wywieszenia kolejnego prania…a tymczasem on siada po pracy z telefonem, znikając bez słowa w swojej jaskini. Najpierw to ignorujemy, wierząc, że to stan przejściowy. Następnie zaczynamy narzekać na swoje życie, na za małe mieszkanie, lenistwo dorastających dzieci, zbyt dużo lekcji zadawanych przez nauczycieli, złą pogodę….wołamy o uwagę i wsparcie. Psychologowie słysząc podczas terapii od mężczyzn, że żona „ wciąż tylko narzeka” często zadają pytanie : „ Ciekawe co żona ma na myśli narzekając”. Bo za naszym utyskiwaniem na cały świat zawsze coś się kryje. Samotność, przemęczenie, rozczarowanie. I w tym wszystkim przychodzi moment, w którym kobiety otrzymują cios w twarz, po którym ciężko się pozbierać.

Nagle bardziej lub mniej przypadkowo żona natrafia w telefonie męża na strony, których nigdy nie chciałaby widzieć. Początkowo nie wierzy, czując gorąco w całym ciele. Następnie ucieka w samotnię płacząc i czując ogromne poniżenie i wstyd. Pojawia się chęć zemsty, zrobienia tego samego, rzucenia wszystkiego, co robiła tylko dla partnera. W kolejnym etapie odczuwa ogromny problem z poczuciem własnej wartości, które w dużym stopniu budowała na zachwycie swojego mężczyzny. Czy to możliwe, że podczas wyciągania jego slipek i dziecięcych skarpetek z pralki on ogląda półnagie, roznegliżowane kobiety? Czy to naprawdę jest jej ukochany? Czy każdy wieczór z telefonem, kiedy ona tłumaczyła go zmęczeniem – on spędzał z innymi kobietami ? Czy on rozumie już, że ją totalnie zdradził? Wiele kobiet tak właśnie opisuje swoje uczucia.

Jeszcze większe poczucie osamotnienia, zdrady, bólu. Bo nie trzeba fizycznej zdrady, aby zdradzać każdego dnia w domu w czasach internetu i wirtualnego świata. Przecież nikt się do tego nie przyznaje, a jednak tysiące osób każdego wieczoru i nocy wpisuje w wyszukiwarkę frazy dotyczące nagich kobiet, ukrytych światów zakazanego seksu i niejednoznacznych treści. Tylko nigdy nie są to nasi mężowie, partnerzy, narzeczeni ani przyjaciele. Kto więc odwiedza takie miejsca? Statystyki pokazują, że naprawdę wiele osób, które są w stałych, wieloletnich związkach. Czego tam szukamy? Rozrywki, urozmaicenia, ucieczki…? Czy zawsze jest to skutek poczucia odrzucenia w związku lub po prostu adrenalina, zakazany owoc a może z czasem zwykłe uzależnienie?

A przecież jest druga strona medalu – kobiety, które deklarują, że im to nie przeszkadza, nie czują się z tym źle, nie muszą reagować i czuć zazdrości. Tylko czy w momencie, kiedy będą przemęczone, w złej formie fizycznej – nadal będą się czuły komfortowo, że mężczyzna ogląda inne, piękne i wyszykowane kobiety zamiast pocieszyć stałą partnerkę na domowym fotelu? Gdzie jest prawda a gdzie jako kobiety udajemy i gramy? Ciężko uwierzyć, że czujemy się wybitnie komfortowo lub, że nasza samoocena i poczucie wartości wzrasta, kiedy nasz mężczyzna ogląda inne, atrakcyjne kobiety. Większość z nas chciałabym być jedyną, na którą on zwraca uwagę i za którą szaleje. Oczywiście, naturalne jest spojrzenie na atrakcyjną osobę, czy kobietę czy mężczyznę i stwierdzenie tego faktu. Żyjemy wśród ludzi, także pięknych i nie należy podchodzić do tego w sposób nienaturalny. Naturalny jest także podziw męski dla kobiecego seksapilu i urody. Nikt tego nie neguje. Problem zaczyna się w momencie, kiedy kobieta czuje się zaniedbywana przez partnera, samotna, wieczory spędza marząc, kiedy jej partner wyłączy komputer lub odłoży telefon. Problem zaczyna się, kiedy partner porównuje ją do innych, atrakcyjnych kobiet próbując ją w tak niefortunny sposób zmobilizować do „wzięcia się za siebie”. Problem jest w momencie, kiedy jedna strona cierpi i nie umie tego zakomunikować lub to robi, ale spotyka mur i brak zrozumienia.

Jak z każdym trudnym tematem w związku także tutaj można pisać godzinami. Jedno jest pewne. Temat ten nie powinien być zamieciony pod dywan. Można zaryzykować stwierdzenie, że każda para powinna odważyć się o tym porozmawiać, aby znać swoje podejście, uczucia i wspólnie ustalić, jak na tym polu będzie funkcjonował ich związek. Nie ma niczego bardziej pogłębiającego samotność niż brak dialogu, kontrola, ukrywanie się, narastające podejrzenia, śledztwa, ponieważ to całkowicie niszczy zaufanie i komfort życia. Czy jest jedna recepta na rozwiązanie dylematów kobiet świadomych, że ich mężczyźni spędzają wieczory w wirtualnym świecie dla dorosłych? Nie ma. Każda z nas ma na ten temat inne zdanie. Od ignorowania, lekceważenia i deklarowania spokoju po ból, osamotnienie i poczucie zdrady. Jest jednak jedna, jedyna droga, która jest skuteczna dla każdej z nas. Odwaga, aby porozmawiać. Bez obwiniania i łajania partnera niczym jego mama. Bez złości i szantażu, że odchodzimy. Bez tłuczenia talerzy i wywieszania nagich torsów na ścianie. Ze spokojem, najlepiej w przyjemnej restauracji, z miłością. Powiedzieć o swoich prawdziwych uczuciach. Nie grać obojętnej ani zimnej. Być prawdziwą. Powiedzieć i wysłuchać. Może się okazać, że partner sam nie był świadom, jakie uczucia wzbudza w jego ukochanej niewinne według niego popatrzenie na inne kobiety. Może się okazać, że oboje znajdziemy wspólny język i płaszczyznę porozumienia. Może się okazać, że ten trudny temat jeszcze bardziej nas zbliży. Najważniejsze- odważnie i z miłością zacząć rozmawiać. Tego życzę każdej z nas.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Jak zatrzymać zainteresowanie i pociąg naszego mężczyzny?

Jak zatrzymać zainteresowanie i pociąg naszego mężczyzny

wersja audio

Temat tak powszechny, a zarazem tak wciąż poruszany. Tak prosty, a tak skomplikowany. Większość kobiet, które zakochują się do szaleństwa zaczyna po cichu myśleć : na kogo on patrzy jak mnie nie ma, kogo i co ogląda jak siedzi ze smartfonem wieczorami, z kim pisze jak słyszę sygnał wiadomości… Zazdrość i lęk. Nie będziemy w tym artykule analizować, jak budować poczucie własnej wartości, niezależności, aby czuć się bezpiecznie i pewnie przy mężczyźnie, ale spróbujemy pokazać kilka bardzo cennych i sprawdzonych metod, jakie na pewno wielu kobietom uratowały spokojny sen.

Większość z nas, kiedy wpada w spiralę obezwładniającej miłości zaczyna odczuwać potrzebę ciągłego przebywania z ukochanym, wiszenia na jego ramieniu, jedzenia z jednego talerza, przebywania z nim w kuchni i łazience…Nareszcie połówka pomarańczy się odnalazła, już zawsze będziemy razem… I tak to, co nasze babcie pokazywały i przeżywały z mężczyznami w dwa lata, my mamy za sobą w dwa miesiące….No cóż, trudno się dziwić, że znudzenie i rutyna także przychodzą dziesięć razy szybciej. Świat fast love jest fascynująco błyskawiczny, ale w podobnym tempie dochodzimy do muru w uczuciach… i nagle zdobywca, pogromca smoka, bohater naszego świata ląduje znudzony na kanapie i przestaje reagować na nasze czułości, trejkotania, zwierzenia…nawet na koronkowe sukienki i dwuznaczne propozycje. Ożywia się i odzyskuje blask w oczach tylko wtedy, gdy widzi atrakcyjną brunetkę na chodniku lub ogląda kolejne filmiki na youtube… Jak go odzyskać ? Jego uwagę, podziw, zainteresowanie ? 

Temat jest zbyt szeroki, żeby opisać go w jednym artykule, niemniej ważne jest, co nas połączyło, czy mamy wspólne tematy, pasje, zainteresowania. Jeżeli opieramy się na samym uczuciu, bez podstaw w przyjaźni i wspólnym świecie – sprawa będzie trudna. Pierwsze podstawowe pytanie brzmi : czy chcemy i czy warto. Po szerokiej analizie, która nadaje się na osobne opracowanie i po uzyskaniu własnych wniosków, że tak, chcemy zawalczyć – należy zmienić naprawdę wiele, ale koniecznie bez widocznej desperacji i nachalności. Po pierwsze kobieta to nie mamusia, nie terapeutka, nie siostra swojego partnera. Cóż, niestety kiedy zaczynamy analizować swoje zachowania, często okazuje się, że jako partnerka i kochanka występujemy w związku w 20 %, a 80 % to zupełnie inne role… Gotujemy, pierzemy, sprzątamy, opiekujemy się totalnie…a następnie wypominamy, padamy na twarz, obrażamy się i frustrujemy…. Gdzie w tym wszystkim jest nasza kobieca mądrość ? Bo czy oddać się całkowicie, podstawiać pod nos, udowadniać, że pieczemy najlepsze ciasto czekoladowe to zdobyć męską uwagę, podziw i pociąg ? Niestety, życie pokazuje, że wbrew przeciwnie. 

Kobiety, które potrafią wywarzyć dawanie i branie, które dbają także o swój czas, swój świat, nie pokazują wszystkiego mężczyźnie – wydają się dużo szczęśliwsze w związkach. Czytając tytuł książki „ Mężczyźni wolą zołzy” zastanawiamy się, czy jest to tylko prowokacja, czy faktycznie sporo w tym stwierdzeniu prawdy. Bo ile razy widzimy naszą znajomą, której mąż po wielu latach nadal za nią szaleje, a ona umiejętnie dba o swój czas z koleżankami, raz na jakiś czas wyjeżdża sama ze znajomymi na odpoczynek, nie zapomina o fryzjerze i kosmetyczce. Mówimy wtedy, że kobieta dobrze trafiła. Spotykamy także kobiety ofiary – zawsze zmęczone, ze smutnym wzrokiem, zagonione, z pięknym porządkiem w domu, z uczesanymi dziećmi i ciepłym obiadem. Męża jakoś nie ma za bardzo w pobliżu. Zawsze pracuje lub odpoczywa w samotności, bo przecież kiedyś musi. Jak to jest możliwe, że to, co powinno budzić wdzięczność, podziw – nie przyciąga tak bardzo jak niezależność, swoje zdanie i swoja przestrzeń. Warto pamiętać, że kiedy kobieta poznaje mężczyznę, ma zazwyczaj swoich znajomych, swoje zainteresowania i swój świat. To pociąga i zaciekawia. Odrobina tajemniczości, świeżości jest wręcz konieczna w związku. Jak często słyszymy stwierdzenia : my po latach jesteśmy jak brat i siostra. Ciężko uznać to za komplement dla relacji, która powinna opierać się także na romantycznych momentach, pociągu fizycznym i zaciekawieniu drugą osobą. Bardzo trudno jest wytłumaczyć młodym dziewczynom, żeby pilnowały swojej przestrzeni nawet jeżeli chłopak pragnie całą dobę spędzać tylko z nią. Jest to często odbierane jako niespotykana, wyjątkowa, szalona miłość. Należy jednak pamiętać, że związki przechodzą różne etapy i w większości każdy przechodzi taki szalony czas scalenia. Później jednak przychodzą kolejne etapy i naprawdę bez rozwoju, bez szansy na patrzenie nie na siebie a w tym samym kierunku – bardzo trudno utrzymać więź i ogień w jednym miejscu. Zatrzymanie uwagi mężczyzny to tak naprawdę umiejętność zatrzymania uwagi na sobie przez kobietę. Zapamiętanie, że kiedy utracę kobiecość, swoją przestrzeń, swoje pasje, swój błysk w oku – najczęściej także utracę podziw swojego partnera. Może on mówić coś zupełnie innego, ale taki schemat powtarza się w bardzo wielu związkach. Wiążąc się z kimś – kobieta często zaczyna oddawać wszystko, co miała swojego i całe życie poświęcać związkowi. To nie jest dobre wyjście, ponieważ traci ona w ten sposób i swoją przestrzeń do odpoczynku, i tajemniczość, która jest bardzo pociągająca dla każdego mężczyzny. Kiedy kobiety zadają pytanie :  jak w ferworze działań znaleźć czas dla siebie – można odpowiedzieć, że zawsze jest taka możliwość. Choćby pól godziny w wannie ze świecą i książką pokazuje, że jesteśmy dla siebie cenne i ważne. Nie musimy natychmiast wyjeżdżać do drogiego SPA na tydzień i rzucać rodziny, aby zainteresować męża swoją osobą na nowo. Chodzi o znalezienie chwili dla siebie, zadbanie o swoje drobne przyjemności, odpoczynek, a jeżeli można – pasję, sport, spotkania z przyjaciółmi. To wszystko sprawia, że zaczynamy na nowo kwitnąć nie tylko w oczach partnera, ale także swoich. Warto pamiętać, że to, jak widzimy same siebie – sprawi, że tak będzie nas widział świat. Jeżeli nie wygospodarujesz chwil dla swojej przyjemności – mąż także ich dla Ciebie nie znajdzie. Jeżeli będziesz mówiła, że wyglądasz nieatrakcyjnie – partner też będzie tak uważał. Kiedy pokochamy i zainteresujemy się sobą jako człowiekiem i kobietą – także mąż nagle zainteresuje się nami. Zmiana ośrodka zainteresowania z próby zwrócenia na siebie uwagi partnera na ośrodek zainteresowania budowaniem siebie – jest najskuteczniejszą metodą na wzniecenie nowego ognia w związku. 

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych

Dlaczego tak często stajemy się samotni w związkach ?

Dlaczego tak często stajemy się samotni w związkach?

Jednym z marzeń młodego człowieka jest zdobycie niezależności finansowej, realizowanie marzeń, bycie panem, sterem i okrętem.  W większości jednak przypadków na pytanie, co jest dla nas w życiu najważniejsze wymieniamy zdecydowanie miłość i obecność bliskiej osoby.

Od dziecka widzimy bajki, w których romantyczna miłość zwycięża, jest sama w sobie celem, a zdobycie jej warunkuje pełnię szczęścia. Niewiele osób zastanawia się, co się dzieje w życiu księżniczki i księcia po tym, jak smok i inne przeszkody do zjednoczenia zostały pokonane. Czy księżniczka miewa depresję poporodową ? Czy książę znika z domu a wracając patrzy w ekran smartfona po nocach ? Czy dzieci bywają niewdzięczne, pyskate i znudzone pomimo mieszkania w wielkim zamku ? Czy teściowa wtrąca się w związek książąt i po cichutku podkopuje jego fundamenty ? Czy w ogóle istnieje w ich życiu zwrot „ żyli długo i szczęśliwie”? Czy są bohaterami z bajki czy jednak realnymi postaciami z problemami, wypaleniem, rutyną, chorobami i dylematami po latach ? 

Kiedy spotykamy osobę, z którą pragniemy się zestarzeć bardzo często ziemia zaczyna się trząść. Jeżeli nie ziemia, to najczęściej nasze kolana. Serce bije szybciej, ręce drżą, oczy stają się rozmarzone i widzące coś innego, niż całe otoczenie wokół nas.  Zdolność widzenia staje się wybitna, ponieważ widzimy dobro, a zupełnie nie zauważamy tego, co trudne. Czyż to nie jest idealny moment w życiu pokazujący nam skrawek nieba na ziemi? Tyle dobra w drugim człowieku, a tak znikoma ilość smutnych cech. Chcemy wierzyć, chcemy ufać, chcemy budować, chcemy góry przenosić. Byle z tą osobą, byle z tym człowiekiem. Jak on jest – nie potrzeba niczego innego. Można być głodnym, spać w tanim motelu, bo przecież wspólny podbój świata to tylko kwestia czasu. Miłość nas żywi, karmi, nasyca. Psychologia mówi jednak, że stan ten niestety nie trwa wiecznie. I o zgrozo hormony, wzrok i poczucie realności świata wracają do punktu wyjścia. Jest to tylko kwesta czasu. Co się wówczas okazuje ? Że budzimy się w świecie, który zbudowaliśmy na zwykłym, pięknym co prawda, ale szalonym okresie ograniczonego widzenia. Ślub, dzieci, wyprowadzki, wspólna praca lub zobowiązania, budowy domów i zakupy mieszkań…i nagle widzimy, że przecież ta osoba obok jest zupełnie inna niż ta, z którą szliśmy do ołtarza. Nie chodzi tylko o znaki czasu, jak ubytek włosów czy przyrost kilogramów, ale na poważnie podchodząc do tematu : brak zrozumienia, wysłuchania, wsparcia, pracy nad sobą, kompromisu….i ta okrutna, smutna i tak pozornie nieistniejąca samotność w związku. Często utożsamiamy samotność z byciem samym. Okazuje się jednak, że można być w życiu samym, a mieć poczucie posiadania przyjaciół, spełnienia i wypełnionej codzienności. Można zaś być w związku i odczuwać okrutną wręcz samotność i brak zrozumienia. Najczęściej wchodząc w poważny związek skupiamy się na naszej drugiej połówce do tego stopnia, że ograniczamy inne relacje do koniecznego minimum. Jeżeli ten etap nie minie – często budzimy się zamknięci w czterech ścianach w wielkiej samotności, bo nagle przyjaciół brak, bliskich kontaktów brak a osoba, która miała nam wszystkich zastąpić – okazała się do tego niezdolna. 

Czy to jej błąd ? Nie. To nasz błąd, ponieważ utożsamiliśmy zwykłego, niedoskonałego człowieka z kilkoma osobami w jednej. Miał być naszą przyjaciółką, opiekunką, sponsorem, sprzątaczką, mamą i siostrą. Miał być wszystkim. Tak jednak się nie stanie nawet z bardzo elastycznym charakterem. Ludzie są jacyś i mogą być częścią naszego życia, ale nie całością. Po pierwsze, aby nie być samotnym w związku trzeba mieć swój odrębny świat. Trzeba znaleźć pasję, umieć być ze sobą w ciszy, relaksie, dialogu wewnętrznym. Nie trząść się ze stresu, bo telefon milczy a partner nie odzywa się godzinę. Znaleźć pełnię w sobie. W takiej sytuacji druga strona ma szansę być tylko i aż sobą. Nie wypełniać wielu luk w naszym życiu, nie zakrywać pustki, a być dopełnieniem naszego życia. Bez niej możemy żyć, ale nie chcemy. Bez niej możemy spać, ale nie chcemy. Bez niej możemy budować przyszłość, ale nie chcemy. Wolność wyboru, wolność codzienności. 

Tak wiele par cierpi po wielu latach w swoich murach, każde w osobnej sypialni. Ile razy mąż idzie spać wiele godzin po żonie, a wspólne przytulenie przed zaśnięciem jest wspomnieniem z pierwszych lat związku. Ile razy opowiadamy nasze przeżycia ukochanej osobie, a ona patrzy w ekran kiwając głową jakby słuchała starej audycji w radio….Ile razy bliski robi sobie kawę i nie zapyta, czy Tobie także ją przygotować…Ile razy coś przeżywamy i nie mówimy mężowi, żonie, bo usłyszymy to co zawsze, czyli ciszę lub zbywające słowo…Ile razy łzy kapią kobiecie na poduszkę, kiedy mąż zimno zasypia z drugiej strony obrócony do niej plecami…Ile razy wstajemy czując, że nie mamy sił, ale przecież trzeba wykonać rutynową codzienność, czyli zrobić śniadanie, odwieźć dzieci do szkoły, w korkach dostać się do biura, w pośpiechu wracać, żeby zdążyć być taksówką na zajęcia dodatkowe, zrobić zakupy, kolację i paść na twarz o 23…Dlaczego taki scenariusz staje się w tak wielu różnych domach tak podobny?

Samotność to złodziej, który wkrada się po cichu i z latami. Okrada z dialogu, zaufania, chęci mówienia o wszystkim…zabiera wieczorne przytulanie bez podtekstu seksualnego, patrzenie głęboko w oczy przy porannej kawie, poczucie, że ktoś widzi Twoje uczucia i wewnętrzną potrzebę zmiany…Samotność zaczyna się od drobnych momentów. Nie chce mi się Ciebie wysłuchać, bo zawsze mówisz to samo. Nie chce mi się z Tobą rozmawiać, bo zawsze tylko narzekasz. Nie chce mi się z Tobą wyjeżdżać, bo co będziemy sami robić. Nie chce mi się jechać z Tobą odwieźć dzieci do dziadków, bo będziesz tam i tak zajęta…Nie chce mi się być koło Ciebie…bo i tak cały czas jesteśmy obok i może tak jest lepiej…Nie przytulamy się, bo przecież zarzucałaś mi, że chcę tylko seksu, więc się zamknąłem…teraz nie ma i czułości i seksu…teraz jesteśmy razem, ale od lat osobno….

Czy można wyjść z koła samotności w wieloletnim związku ? Oczywiście, można wszystko. Do tanga jednak potrzeba dwojga. Wiele osób mówi, że można się całkowicie zmienić w związku…ale pod warunkiem, że będzie to związek z inną osobą. Ile razy słyszymy, że mężczyzna sprząta, pomaga, totalnie zaangażował się w pomoc kobiecie a we wcześniejszym związku nie robił niczego i żona była przez niego totalnie ignorowana…Przy innej osobie stał się innym człowiekiem. Jak to możliwe ? Po latach życia z jedną osobą wiemy, jak uruchamiać swoje guziki zachowań, znamy drugą osobę i przestała być ona dla nas pasjonującą tajemnicą…jeżeli nie zmienimy totalnie systemu zachowań – nic się nie zmieni….Jak często jedna osoba chce wyjść ze schematu, a druga chce pozostać w tym, co przez lata działało, nawet jeżeli było niesatysfakcjonujące dla obu stron. W takiej sytuacji osoba, która się rozwija, chce iść w życiu do przodu – często po długiej walce o związek – odchodzi, aby móc się zmienić w innym otoczeniu, środowisku. Zanim jednak dojdzie do rozstania, które zawsze jest trudne po wielu latach – warto spróbować. Warto zawalczyć.

Jeżeli kochasz, ale od miesięcy mijacie się w drzwiach – zrób pierwszy krok do zmiany. Podejdź, zaproponuj wspólny wieczór. Nie musi być drogiej knajpy i wielkich prezentów, wystarczy czas i zainteresowanie. Prawdziwe, szczere. Wyłącz netflixa i zapytaj, co słychać u Twojej żony, męża, co obecnie przeżywa. Powiedz dzieciom, że spędzasz dwie godziny randki z ich tatą, mamą i powiedz, że nie powinny przeszkadzać, bo to ważny czas… Jeżeli kochasz – spróbuj….Zorganizuj randkę, powspominaj, co Was do siebie przyciągnęło, dlaczego wziąłeś ślub z tą osobą a nie z inną…Dopóki obie osoby się kochają, szanują – można wszytko. Badania pokazują, że wspomnienia wspaniałych chwil bardzo pomagają reaktywować poczucie szczęścia w związku. 

Tak wielu z nas bardzo dokładnie archiwizuje trudne momenty i wyciąga je z rękawa przy każdej kłótni, aby przypadkiem nie uciekły..a przecież właśnie zapisywanie w sercu i pamięci dobrych chwil jest drogą do naprawy związku. Co mi się w nim spodobało jak go zobaczyłam ? Czym ona mnie tak pociągała ? Co miał innego niż reszta ludzi wokoło ? Niestety, bardzo często dobre chwile zaczynamy przypominać sobie po rozstaniu i opadnięciu trudnych emocji. Wówczas okazuje się, że nowy partner ma inne wady, trudne cechy a wcześniejszy miał wiele wspaniałych cech, których nie chcieliśmy zauważyć. Wiele osób żałuje, że tak szybko rozstało się lub rozwiodło, bo czują, że warto było zawalczyć do końca, a jeżeli faktycznie nie było już wyjścia – mamy poczucie, że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. Jeżeli pozwolimy, żeby złodziej samotności zagościł w naszym życiu na stałe, on przyprowadzi innych. Rozczarowanie,  frustrację, obojętność, szukanie szczęścia w innych ramionach…a później czeka nas już osobna droga. Odpowiedz sobie na pytanie, czy naprawdę tego chcesz i czy warto. Jeżeli już nie kochasz, nie chcesz budować z tą osobą – szanuj i nie pozwól, by samotność zniszczyła Twoje kolejne relacje, naucz się na tym doświadczeniu i nie żałuj decyzji, jaką podjąłeś…a przede wszystkim bądź szczęśliwy gdziekolwiek będziesz najpierw z samym sobą, a później z drugim człowiekiem.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych