Biznes jest słodki, gdy naprawdę do tego dążysz

 

Przed 10 laty Urszula Stępniak zdecydowała się porzucić korporację i pójść na swoje. Słodki Muffin, cukierniczo-szkoleniowy biznes, rozwija się, a jego założycielka szkoli nowe pokolenia. I mówi, że przedsiębiorczość to przede wszystkim sztuka nawiązywania relacji. Zdrowych relacji.  

 

Urszula Stępniak podkreśla, że własny biznes nie jest dla każdego. Na pewno nie dla osób, które mają wątpliwości, czy to już. – Kiedyś myślałam inaczej, jednak doświadczenie nauczyło mnie, że trzeba mieć predyspozycje i umiejętności w różnych obszarach. Chodzi o mobilizację do organizowania się, zaplanowania dnia pracy, do realizacji celów. Bywa, że osoby kreatywne mają problem z dotrzymywaniem terminów, nie mają czasu na formalności. Księgowość jest dla nich abstrakcją – mówi.

 

W jej rodzinie nie było biznesowych tradycji. Zdecydował przypadek. Z korporacyjnej rutyny i pracy 12-14 godzin na dobę wyrwała ją choroba syna – bezobjawowe zapalenie płuc przez które wylądował w szpitalu na prawie miesiąc. Po chorobie stracił apetyt. Nie jadł prawie nic, żadnych warzyw, nawet owoców. Trzeba więc było go zachęcić. Pediatra zasugerował Urszuli, by przemycała warzywa i owoce w postaci babeczek. Swoimi wypiekami dzieliła się też z koleżankami i kolegami z pracy. Ci zachęcili ją, by zrobiła z tego dodatkowe źródło przychodów. I tak się narodził Słodki Muffin.

 

– Rodzice przestrzegali mnie przed rezygnacją z dobrze płatnego etatu. Kiedy jednak to zrobiłam, wspierali jak tylko mogli. Własny biznes daje satysfakcję. Ciągle odkrywam nowe obszary, gdzie mogę coś zrobić, stworzyć coś dodatkowego, nowego – dodaje Urszula Stępniak. I podkreśla, że w jej branży liczą się przede wszystkim relacje.

 

Prawda jest najważniejsza

 

Właścicielka Słodkiego Muffina w biznesie najbardziej ceni stawianie spraw jasno i uczciwie. – U ludzi cenię prawdomówność. Nie lubię kręcenia, kłamania. Wychodzę z założenia, że najgorsza prawda jest lepsza, niż najlepsze kłamstwo. Sama też tą zasadą się kieruję. Nie owijam w bawełnę. Czasem, kiedy sytuacja tego wymaga, trudne wiadomości ubieram w delikatne słowa. Dostosowuję formę do sytuacji, by kogoś nie zranić. Jednak prawda jest najważniejsza. Lojalność też ma ogromne znaczenie – cenię ją na równi z prawdomównością – mówi.

 

A pracowitość? Z tym Urszula Stępniak ma pewien problem: – Znam bardzo pracowite osoby, które osiągnęły sukces. Wiem jednak, że mają tendencję do przesady, robią sobie krzywdę, bo idą w kierunku pracoholizmu. Dążąc stale do „więcej i więcej”, nie doceniają tego co mają tu i teraz.

 

Siebie chwali za umiejętność wychodzenia z opresji. Mówi, że zaradność to jej drugie imię. Owszem, dodaje, że bywała panikarą, ale przy poważnych sytuacjach zawsze bierze się w garść. W minutę ma nowy plan działania i wdraża go w życie. Potrafi się ogarnąć w jednej chwili, gdy trzeba. – Organizacja czasu pracy to też moja mocna strona. Prywatnie nie jestem dobrze zorganizowana. W pracy jestem mega poukładana. Musiałam to wypracować w sobie, nie urodziłam się taka. Osiągnęłam to przez lata ciężkiej pracy. Nie przyszło łatwo, ale właśnie za tę przemianę mogłabym się pochwalić – dodaje.

 

Lider musi delegować

 

Urszula Stępniak przyznaje, że kiedyś miała ogromny problem z delegowaniem zadań. Uważała, że nikt nie zrobi lepiej. Owszem, dziś gdy deleguje nadal zdarza się jej pomyśleć „być może zrobiłabym to lepiej”. Ale już nie poprawia. – Nie przyszło mi to lekko. Jednak praca nad sobą to ciągłe doskonalenie swoich umiejętności i praca nad zmianą przekonań. Byłam perfekcjonistką, a teraz oduczam się tego. Prowadzenie swojej firmy to także praca z  własnymi przekonaniami. Kiedyś dla mnie było nie do pomyślenia, bym w wolnym czasie słuchała podkastów o tym, jak wyleczyć się z perfekcjonizmu – śmieje się.

 

Dziś też o wiele bardziej odnajduje się w roli partnerskiej niż w roli przywódczyni. I takie relacje są dla niej dużo cenniejsze. Pozwala swoim współpracownikom brać sprawy w swoje ręce. Wyjątki? Sytuacja kryzysowe. Jak pandemia. Wtedy wie, że potrzebny jest lider i taką się staje.

 

Epidemia bardzo mocno uderzyła w biznes gastronomiczny i pokrewne. Tradycyjne branże musiały się nauczyć działać w sieci i nawiązywać zdalne relacje. – Komunikacja się zmieniła. Spotkania degustacyjne były kiedyś normą, wiele szczegółów znałam z opowieści podczas spotkań z klientami twarzą w twarz, degustacji i prób. Lubiłam relacje z parami młodymi. Teraz uprościła się cała obsługa. Przez telefon następuje omówienie szczegółów, bez informacji zwrotnej. Czekam na powrót do normy, żebym mogła spotkać klientów osobiście, tak, jak kiedyś – mówi Urszula Stępniak.

 

Dla słodkiego biznesu epidemia była wielką próbą, której wiele podmiotów nie przerwało. Trzeba było się uelastycznić. Pusty kalendarz zmuszał do zdobywania klienta inaczej, niż do tej pory. Odnowienie więzi z klientami i zdobycie nowych nastąpiło dzięki temu, że Słodki Muffin pokazał się od innej strony, niż dotychczas. Dzięki Insta-stories bardzo mocno zaznaczył swoją obecność wśród klientów i zaprezentował kompetencje właścicielki. Klienci zobaczyli jak w Słodkim Muffinie się pracuje. Do 2020 r. znali Urszulę i firmę głownie od strony produktów.

 

Czego nie robić w biznesie…

 

Relacje w biznesie to podstawa. Nie tylko zewnętrzne. Przede wszystkim wewnątrz, bo to jest gra zespołowa. – Doświadczenie nauczyło mnie by swoją złość i frustrację rozładować w „ekologiczny sposób”. Raz przelałam te uczucia na pracownicę, niepotrzebnie podniosłam głos (to mi się raczej nie zdarza, rzadko krzyczę) zupełnie niepotrzebnie. Wybuchłam, bo wtedy nagromadziło się wkoło mnie dużo rzeczy. Każdemu zdarzają się takie momenty.  Wyciągnęłam wniosek – jako właścicielka muszę panować nad sobą. Nie dać się sprowokować. Relacje na tym cierpią. Kilka lat współpracy może się obrócić w niwecz w jednym momencie. Na szczęście moja pracownica podeszła ze zrozumieniem to tej sytuacji i do mojej reakcji. Wnioski pozwoliły mi na udoskonalenie swojego działania na przyszłość – mówi właścicielka Słodkiego Muffina.

 

Były też trudne lekcje. Jak nieuczciwość. Urszula Stępniak z natury ufa ludziom. Zdarzało jej się dać wmanewrować we współpracę, która była korzystna tylko dla tej drugiej strony. Dostała świetną propozycję współpracy – 5 tortów do degustacji za darmo. Uwierzyła w obietnice świetlanej przyszłości i została surowo ukarana za tę naiwność. Nawet kilka razy. To było na początku prowadzenia pracowni cukierniczej. Bardzo mocno podcięło jej to skrzydła. Nauczyło mnie to ostrożności i szukania drugiego dna. Teraz z dużym dystansem podchodzi do „lukrowanych propozycji” i sprawdza oferty po 50 razy. 

 

…i co można jeszcze zrobić

 

Epidemia bardzo mocno rozwinęła szkoleniową gałąź słodkiego biznesu Urszuli Stępniak. Jej biblioteka e-booków, w których dzieli się sposobami na prowadzenie słodkiego biznesu. Czy obawia się, że ktoś skopiuje jej model biznesowy?

 

– Nie podchodzę do tego w ten sposób. Kiedy sama zaczynałam nie było osoby, od której mogłabym czerpać inspirację. A potrzebowałam, by ktoś podzielił się ze mną wiedzą, jak unikać błędów w prowadzeniu pracowni na początku działania. Byłam gotowa zapłacić za tę wiedzę! To była mocna lekcja. Na tyle, że teraz moją misją jest wspieranie kobiet we wchodzeniu do słodkiego biznesu i uczenie jak to robić z głową i bez błędów. Wieloletnie doświadczenie, które mam, jest moim kapitałem. Nikt mi tego nie odbierze. Zatem nie mam się czego obawiać – odpowiada.

 

Urszula Stępniak podkreśla, że sukces w biznesie to satysfakcja z tego co robisz, zarabianie dobrych pieniędzy (mierzone wg swojej miary) i balans między pracą i życiem osobistym. To nie jest praca 24/7. Na pewno nie to jej chodziło, gdy szła na swoje. Równowaga – jej zdaniem – to spełnienie w życiu prywatnym i zawodowym. W tej kolejności. Owszem, jej także ciężko czasem wyrwać się z pracowni. Znaleźć czas, żeby jechać na wakacje. – Wiem jednak, że ciąg na pracę, bez odpoczynku może doprowadzić do wypalenia zawodowego. Kiedy przychodzi kryzys, nic już nie cieszy. Żaden piękny tort, ani zadowolony klient. A to jedna z gorszych rzeczy, jaka może zdarzyć się osobom kreatynym, takim jak ja – dodaje.

Ula Stępniak

Ula Stępniak