ŚCIEMA PO POLSKU, CZYLI BORAT W POLSKIM SHOW-BIZNESIE

Mariusz Pujszo – człowiek orkiestra. Jego film „Ściema po Polsku“ wchodzi niedługo do kin. Kilka dni po opublikowaniu plakatów, zapowiedzi – spotkał się z bardzo skrajnym odbiorem. Jak widzi to sam twórca i jaki miał cel tworząc taki film? 

Film „Ściema po Polsku“ jeszcze nie wszedł do kin, a już budzi kontrowersje…
Rzetelność dziennikarska, czyli taka „Ściema po Polsku”. Niektórzy dziennikarze „rzetelnie” podchodzą do swojego zawodu i piszą krytykę filmu, którego w ogóle jeszcze nie widzieli! To takie typowo polskie. To tak jakby jakiś mebel, który jeszcze nie istnieje, oceniać na podstawie jego architekta lub wyglądu fabryki.

Tak bywa…
…A że nie lubimy tego architekta i fasada fabryki nam się nie podoba, to już zawczasu, tak na wszelki wypadek, krytykujemy mebel, którego jeszcze nie widzieliśmy i piszemy, że jest bez sensu! Mamy skłonności negatywnie oceniać coś, czego nie rozumiemy albo nie lubimy. Podchodzimy z emocjami – często oceniamy kogoś nie na podstawie tego co stworzył, lecz na podstawie tego czy go lubimy czy nie. Na przykład ktoś jest zabawny, wesoły, towarzyski, a my smętni, zgryźliwi, nikt nas nigdzie nie zaprasza, nie mamy przyjaciół… i co, mamy go kochać? Oczywiście, że nie. Nienawidzimy i musimy go hejtować!

„Ściema po Polsku” to specyficzny rodzaj komedii, która podobnie jak wiele lat temu „Polisz kicz projekt” będzie miała wielu fanów i wielu krytyków.
Dokładnie tak. Lecz ludzie, którzy nie lubią tego typu filmów nie powinni ich oglądać, a już na pewno nie powinni wypowiadać się na ich temat. To przecież coś takiego, jakby osoba nie lubiąca wina, wypowiadała się o jego smaku, zapachu, kulturze picia i jego historii! Przecież ta osoba uwielbiając piwo zawsze skrytykuje, bo nawet najlepsze wino nie będzie jej smakowało. Na całym świecie są różne gatunki filmowe, dla każdego coś miłego, więc chodźmy do kina i oglądajmy to co lubimy, nie zmuszajmy się do niczego. Jak nie lubię horrorów, to ich nie oglądam. No chyba, że jestem dziennikarką, która nie lubi horrorów, ale specjalnie pójdzie do kina, żeby taki film zmasakrować… Czy nie lepiej zostać w domu, z przyjaciółmi, przy lampce wina i super romantycznej muzyce? Ta pewna dziennikarka napisała, że nie jest to ocena filmu, ale zapis trudnych emocji, które nią zawładnęły po obejrzeniu plakatu i zwiastuna. No brawo, zatem oceniamy film na podstawie plakatu… a że plakat jest lekko odjechany to…

Odjechany – dobre słowo. Aktualnie jest na topie robić coś odjechanego. Jesteś znany z niekonwencjonalnych pomysłów.
Zrobiłem kiedyś film, którym zwojowałem świat. Mowa o wspomnianym „Polisz kicz projekt“ – film w stylu „Borata“.

Tymczasem „Borat“ dostał Złotego Globa i ma szansę na Oscara…
Ha… z tym, że ja zrobiłem „Polisz kicz projekt“ wiele lat przed „Boratem“. Gdziekolwiek na świecie „Polisz kicz projekt“ był pokazywany to wywoływał niesamowite reakcje. Od dłuższego czasu nurtowało mnie, że może jest czas zrobić remake tego filmu, czyli coś co będzie w podobnym stylu.

I tak powstała „Ściema po Polsku“?
Tak. Sprzyjają temu dzisiejsze czasy, a żyjemy w czasach bez sentymentów. Dziś najważniejsze jest zaistnieć! I kto pierwszy ten lepszy! Nieważne z jakiego powodu. Ważne jest żeby ludzie o mnie słyszeli, żeby mnie podziwiali. Każdy podatny jest na wszelkie pochlebstwa, wyróżnienia, nagrody. Króluje show-biznes i portale społecznościowe typu Instagram, Facebook, Tik Tok. Ludzie lgną do różnorodnych programów telewizyjnych reality show. Chcą być znani i dla kariery zrobią wszystko.

Faktycznie, programów tego typu jest zatrzęsienie. Chętnych by wziąć udział cała rzesza. Nieważne czy to „Mam talent“, „Hotel Paradise“, czy „Rolnik szuka żony“.
To ciąg na szkło. Żeby być rozpoznawalnym, żeby media o mnie wiedziały i pisały. To też ciąg ku temu żeby mieć więcej obserwujących na Instagramie, więcej lajków na Facebooku. Robimy sobie selfie wszędzie. Każdy wie, że w tej chwili fajna fotka równa się tysiące followersów. A im więcej mam followersów tym jestem ciekawszy, fajniejszy, ważniejszy. Jest to nagminne i zauważalne na całym świecie. Obecnie ludzie już nie zastanawiają się kto dlaczego jest znany, tylko: znam tę osobę, bo jest znana. Pomyślałem, że to idealny temat na film i postanowiłem zrealizować „Ściema po Polsku“.

To na pewno coś oryginalnego i niespotykanego na polskim rynku.
To prawda. Chciałem stworzyć film niestandardowy. Posłużyłem się stylem mockumentary, co znaczy pomieszanie dokumentu z fabułą. Dzięki temu zabiegowi widz ma wrażenie, że od podszewki poznaje sekrety polskiego świata filmu i show-biznesu.

Oglądając film jest wrażenie, że ogląda się making off fikcyjnego filmu.
Zdjęcia filmowe niczym dokument są obrazem rzeczywistości. Częste zwracanie się wprost do kamery daje widzowi wrażenie oglądania making off’u jakiegoś innego filmu. Bardzo dużo scen w filmie jest kompletnie przypadkowych, które były improwizowane i przez to są ogromnie śmieszne. W filmie mamy osoby, które grają siebie albo są tak naturalne, że ludzie myślą, że są sobą. Zależało mi na wrażeniu, by widz – zresztą podobnie jak ja – był pogubiony, czyli że nie wie do końca co jest zagrane, a co spontaniczne i prawdziwe. Grają aktorzy, amatorzy, ludzie z biznesu. Jest kilka bardzo fajnych odkryć – to będą nowe twarze polskiego kina!

Mam wrażenie, że film jest jednak pewną prowokacją.
Film „Ściema po Polsku“ śmieje się z nas wszystkich, z tego co jesteśmy w stanie zrobić, by osiągnąć sukces, sławę, pieniądze. W obecnym świecie nie wiemy co jest dobre, a co złe. Nie mamy autorytetów. Wszystko jest dozwolone. W każdą rzecz „połowa ludzi uwierzy, a połowa nie“. Ludzi można omamić, oczarować i wcisnąć im jakąkolwiek głupotę – na pewno znajdą się ci, co uwierzą.

Niepowtarzalny styl równa się tysiące zwolenników i wielu przeciwników. Jesteś na to gotowy?
Samo życie. Dla mnie najważniejsze jest to, że ludzie lubią tego typu komedie. Niech idą do kina ci, co lubią tego typu filmy. Już widzę te krytyki dziwnych ludzi: „Co to za film? Skandal!” itp. Ot takie polskie bajorko. Najlepszym dowodem na to, że ludzie kochają takie rzeczy jest scenka z naszego filmu wrzucona do Internetu pod tytułem „Nie ślin się gówniarzu”. Mieliśmy przeszło 10 mln wyświetleń! To daje dużo do myślenia. Jestem przekonany, że film ten będzie ciekawą alternatywą dla filmów powstających zgodnie z filmowymi standardami i przyciągnie przed ekrany kin tysiące fanów szukających w produkcjach innowacyjności, świeżości i nieszablonowego humoru.

Życzymy wielu sukcesów!