Ufam ludziom, jestem otwarty, ale już nie każdego wpuszczam w swój świat.

Jakie relacje z dzieciństwa były dla Ciebie najważniejsze ? Kto miał największy wpływ na Twoje wychowanie ? 

Zdecydowanie największy wpływ na mój rozwój miała moja mama, z którą jestem bardzo związany. Ona mnie ukształtowała, nauczyła przede wszystkim szacunku do drugiego człowieka, do kobiet. Pokazała mi, jak ważna jest nierozerwalna, wieloletnia więź z osobą, którą się kocha. Nauczyła mnie także konsekwencji w działaniu, szacunku do pracy i wpłynęła na cały mój rozwój. Właśnie w tej chwili wracam z krótkiego obiadu w domu rodzinnym, choć jestem przed wylotem na Florydę a trasa to kilka godzin w jedną stronę. Chociaż godzina, dwie razem – zawsze są najcenniejsze w silnej relacji pomiędzy ludźmi.

Czy w szkole byłeś raczej osobą skupioną na nauce, samotnikiem z życiem w książkach czy duszą towarzystwa ?

Byłem mocno skoncentrowany na nauce. Zawsze jeden z najlepszych uczniów w klasie, troszkę kujon 🙂 Raczej nie imprezowałem, dużo się uczyłem, ale dawałem ściągać, byłem koleżeński, więc umiałem połączyć bycie towarzyskim kumplem z zamiłowaniem do nauki. Tu także mama miała wpływ na moją osobowość – pokazała mi wartość nauki, pracy, konsekwencji. Wiedziałem, że najważniejsze jest wykonywanie swoich obowiązków, co wbrew pozorom nie przeszkadza w byciu lubianym, uśmiechniętym, optymistycznym człowiekiem. Takie podejście pomogło mi także w dorosłym życiu w pracy w medycynie. Zawsze Pacjent, odpowiedzialność była dla mnie najważniejsza.

Czy w młodości marzyłeś o sukcesie ?

Wychowałem się w Dębnie, małej miejscowości w województwie zachodniopomorskim. To były czasy komuny, więc byliśmy wychowani z myśleniem najdalej kategoriami Szczecina w kwestii kariery, wyjazdu. Poznań wydawał się już trochę za daleki. Trzeba pamiętać, że w małych miejscowościach, w tamtych czasach ogromny wpływ na społeczność miał Kościół, szkoła. To były wyznaczniki ludzkich poglądów i działań. U mnie wszystko się zmieniło w wieku 17 lat. Zrozumiałem, że albo zostanę tutaj – w wygodnym życiu, ale bez dalszego rozwoju – albo spróbuje swoich sił w świecie. Kochałem rodziców i nasze życie w Dębnie, ale poczułem wtedy pociąg do wolności, freedom – to było wewnętrzne wezwanie w moim sercu. Chciałem spróbować, wyruszyć w życiową drogę i poczuć coś wyjątkowego – rozwój, marzenia. Postanowiłem dostać się na medycynę, co było ogromnym wyzwaniem. Czasami próbowało się kilka razy, żeby się udało. Czułem jednak, że stać mnie na to, że moją pracą i charakterem jestem w stanie to osiągnąć. Skupiałem się na nauce i osiągnąłem swój cel za pierwszym razem. Dostałem się na medycynę w dużym mieście. Liczyła się wtedy wolność, freedom, cel, nowe życie. Poczułem wiatr w żaglach i miałem świadomość, że ciężką pracą można osiągnąć swoje marzenia, że osoby z małego miasta nie mają mniejszych szans niż np. młodzież z Warszawy, choć było takie powszechne przekonanie. To był moment przełomowy – poszedłem za sercem.

Czy utrzymujesz relacje z ludźmi z młodości, z dawnych lat z twojego województwa ?

Tak, utrzymuje relacje i znajomości z ludźmi z mojej miejscowości, z dzieciństwa. To ważne i wartościowe dla mnie znajomości. Ostatnie lata w biznesie i show biznesie pokazały mi, że w tym świecie relacje są bardziej powierzchowne, nastawione bardziej na obecną chwilę, interes. Dzisiaj są, a jutro – zależy od sytuacji. Przyjaźnie, relacje z dawnych lat są mocniejsze, trwałe . Jestem osobą, która ma przyjaciół np.od 30 lat, więc relacje z ludźmi są dla mnie bardzo cenne i mam je głęboko w sercu.

Jakie cechy u siebie i u ludzi cenisz najbardziej ?

Otwartość, motywację do działania, taką wewnętrzną, dobrą energię. Obecnie chcę żeby ktoś mnie wspierał tak, jak ja wspieram innych. W swoim życiu wsparłem, zmotywowałem setki osób, a od niewielu dostałem takie samo popchnięcie w moją stronę. Często było to jednostronne. Nie mam już czasu na takie relacje. Nie nabieram się – dużo daję ludziom i chcę także dostawać. Cenię u ludzi i u siebie odwagę w podejmowaniu decyzji, poważnych, nowych kroków w życiu. Lepiej żałować, że się spróbowało i coś nie wyszło niż żałować, że się nie spróbowało. Zawsze trzeba iść do przodu. Miałem w Polsce wszystko, mogłem pławić się w sukcesie i luksusie, a podjąłem odważną decyzję, że zaczynam budować nowe życie, nowy projekt w Miami. Trzeba umieć podejmować w życiu ryzyko, mieć odwagę i samozaparcie. Jeżeli coś zaczynam – zawsze to kończę. U mnie zawsze w życiu ważna była konsekwencja. Wiele osób coś zaczyna, a później nie kończy. Zniechęcają się na pierwszych trudnościach. Ja jeżeli coś zaczynam – nie poddaje się. Doprowadzam projekt do końca.

Czy są błędy w relacjach, które popełniałeś i które Cię czegoś nauczyły ?

Obdarzałem zawsze ludzi ogromnym zaufaniem. Dawałem kredyt zaufania, podchodziłem do każdego tak jak do siebie. Nie zakładałem, że ktoś ma na celu wykorzystanie, że nie ma dobrych zamiarów. Zawsze wierzyłem, że każdy chce dobrze. Myślę, że warto jednak wiedzieć, że nie każdy jest taki jak my i nie każdemu należy od razu ufać i wpuszczać go do naszego życia. To dla mnie nauka i teraz staram się nie popełniać tego błędu. Ufam ludziom, jestem otwarty, ale już nie każdego wpuszczam w swój świat. Wybieram ludzi, z którymi chcę spędzać czas i życie. Bywam też apodyktyczny, narzucający swoje zdanie. Nie lubię sprzeciwu. Taki dosyć twardy charakter. Myślę, że to cecha, przez którą niektóre znajomości się zakończyły w moim życiu. Ta cecha jednak pomogła mi w karierze, pracy, sukcesie. Mam także zasadę, że nigdy nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki. Jeżeli coś nie wyszło – nie wracam. Idę w życiu dalej.

Jak oceniasz mentalność Polaków ?

Uważam, że zmieniła się na przestrzeni lat. 30 lat temu była bardziej nastawiona na relacje międzyludzkie. Ludzie, choć było im ciężko, byli ze sobą bliżej. Rozmawiali, wspierali się w swoim otoczeniu. Zawsze jednak była u nas obecna nasza polska zawiść i zazdrość. Ja się z tym zupełnie nie identyfikuje. Mnie kogoś sukces zawsze cieszył i inspirował. U nas zawsze jak ktoś osiągnął sukces – dostawał krytykę, hejt. Trzeba było mu dopisać, że na pewno ukradł, oszukał. Tak ludziom jest łatwiej, bo nie trzeba przyznać, że samemu się nie osiągnęło sukcesu przez brak działania, odwagi. W Polsce każdy jest specjalistą we wszystkim – w polityce, sporcie, medycynie. Jest to jednak raczej zarządzanie i ocenianie z pozycji z kanapy. Ciężko ludziom się ruszyć, ale bardzo łatwo krytykować. Ostatni rok to czas jeszcze bardziej wzmożonego hejtu. Na wszystko. Znam wiele kultur na świecie, mieszkałem na różnych kontynentach i takiego podejścia do sukcesów jak w Polsce – nie spotkałem. Zawsze ktoś coś musi skrytykować – choć ciężko budujemy swój sukces i dochodzimy do celu przez lata ciężką pracą i konsekwencją. Uczymy się latami, budujemy, poświęcamy czas. Pomimo tego – pierwszy milion w naszym kraju na pewno został ukradziony. Tak już tutaj jest.

A jaka jest widoczna różnica w mentalności Polaków i mieszkańców USA ?

W Polsce jak już są zbudowane silne relacje, np. z dzieciństwa, w rodzinie, naprawdę z bliskimi ludźmi – to są one na lata lub na całe życie. Są głębokie. Można na nich polegać. Wokoło jest hejt, wiele zawiści, ale jak mamy głębokie relacje – nie jest łatwo je zniszczyć. Wracamy do nich, wiemy, że mamy w sobie wzajemne wsparcie. W USA wszyscy pozornie się kochają, ale relacje są raczej płytkie, bardziej powierzchowne. Ludzie się inspirują, wspierają w drodze do sukcesu, nie ma obmowy, zawistnego fałszu, ale mniej jest też głębokich relacji. To wszystko oczywiście zależy od konkretnego człowieka, ale mówimy tutaj ogólnie o tym, co spotyka się najczęściej. W Miami mam ludzi, na których mogę zawsze liczyć, mam przyjaciół – bardzo to cenię. Mogę się wśród nich rozwijać, inspirować, iść do przodu. Gdybym jednak miał ocenić, czy są to tak głębokie relacje jak z bliskimi mi ludźmi właśnie z młodości, z Polski – na pewno w Polsce te relacje są głębsze, mocniejsze.

Dlaczego Miami ?

Zawsze byłem trochę amerykański. Lubiłem otwartość, optymizm, radość z życia. 10 lat mieszkałem na Manhattanie w Nowym Jorku, w pięknym apartamencie zaprojektowanym przez Armaniego. Europa to był dla mnie trochę skansen, choć ma przepiękne kraje, np. Grecję. Nie było to jednak miejsce, w którym chciałem się rozwijać, spróbować swoich sił. Los Angeles nie było w moim stylu – po prostu mi się nie podoba. Miami to ciepło, piękne krajobrazy, pozytywny nastrój, otwarci ludzie .Tutaj duży procent mieszkańców to pozytywni Latynosi z optymizmem, uśmiechem, zarażającą radością życia, cieszący się każdym dniem. Tutaj występuje mentalność optymizmu. Jest mało zazdrości i zawiści, ludzie się inspirują, otoczenie nas pcha do życia. Zawsze byłem pozytywny, uśmiechnięty a obecnie chcę też takich ludzi wokół siebie. Nie chcę już żyć w ponurym świecie smutnych ludzi, zawsze narzekających. Eliminuje toksycznych ludzi, którzy zabierają mi energię i to daje mi ogromną siłę do budowania nowych rzeczy.

Jaki jesteś w pracy, w firmie dla swoich pracowników ?

Nie jestem łatwym szefem, ale rozwijającym, motywującym. Uwielbiam uczyć innych. Oczekuję oddania swojej pracy, mojej klinice, identyfikowania się z nią, pasji. Jak ktoś nie chce się uczyć, nie szanuje tego, co robi, nie chce iść do przodu – po prostu musimy się pożegnać. Nie mam czasu na takie osoby. Byłem czasami twardym, apodyktycznym szefem ale Ci, których wykształciłem są po latach wdzięczni, doceniają to. Czasami było ciężko, ale było warto.

Najważniejsze w życiu dla Ciebie jest..

Na każdym etapie życia u człowieka liczy się coś innego. U mnie obecnie, na tym etapie życia najważniejszy jest spokój, pozytywne życie, inspiracja , otoczenie się radosnymi ludźmi, którzy nie ciągną w dół, nie szukają problemów a popychają do przodu. Nie chcę już marnować sił na zmienianie świata, a chce należeć do świata, który daje mi mnóstwo pozytywnej energii. Chce realizować nowe projekty z pasji, a nie dla pieniędzy. Nastawiam się w zdrowy sposób na realizację swojego życia, a już nie na zbawianie świata. Taki zdrowy, pozytywny egoizm. Chcę otaczać się ludźmi, którzy nie zabierają mi energii, a dają po prostu radość z wspólnego przebywania, inspirują mnie i sprawiają, że żyje się pozytywnie, radośnie i cieszy każdym dniem.

Bardzo dziękuje za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Zydroń

Fot. archiwum prywatne 

Krzysztof GojdźKrzysztof Gojdź

Krzysztof GojdźKrzysztof Gojdź