Relacje w pandemii czyli człowiek zamknięty z drugim człowiekiem

Od początku pandemii minęło wiele miesięcy, wiec zostało napisanych tysiące artykułów na ten temat. Czytałam artykuły na temat przemocy w rodzinie, samotności, chorób psychicznych, a nawet porady jak przygotować się na pierwsze randki na skype. Z tego względu nie będę poruszać tych tematów; szczególnie, że były napisane przez bardzo doświadczonych i odpowiednich do tego ludzi. Relacja w moim życiu, na które pandemia wpłynęła najbardziej – to relacja ze sobą.

Pierwsze co zauważyłam w czasie lockdown*, gdy człowiek jest zamknięty z drugim człowiekiem w domu to fakt, że świat się kurczy. Nagle nie ma spotkań ze znajomymi, nie ma plotek w pracy i całe jestestwo sprowadza się do tej jednej przestrzeni, jednego mieszkania, które dzielimy z drugą osobą. Nagle cotygodniowe wyjścia do sklepu spożywczego urastają do rangi wycieczki do Francji, półgodzinny spacer po parku to plany na miarę wspinaczki Mount Everest. Świat się kurczy. I ten pomniejszony świat ma dwie strony medalu. Pierwsza, ta dobra – człowiek znajduje sens i przyjemność w najoczywistszych, najnudniejszych rzeczach. Obowiązki domowe stają się wręcz celebracją, każde wyjście z domu to jak uczestnictwo w premierze opery w „La Scala”. Druga strona medalu – ten świat zrobił się taki malutki, że zaczyna brakować perspektywy. Bo jak mieć perspektywę, skoro nie wolno wyjść dalej niż 2 metry z domu? I tak jak wycieczki do sklepu są celebrowane jak rozdanie Oscarów, tak małe przewinienia urastają do przestępstw, za które należy się dożywocie. Niewłożone naczynia do zmywarki – kara głodu. Niepościelone łóżko – ostracyzm społeczny. Kiedy już wszystko wróciło do normy – zastanawiałam się, dlaczego się tym tak przejmowałam? Dlaczego takie pierdoły stały tak ogromnie ważne? Po czasie zdałam sobie sprawę, że po prostu świat mi się skurczył. Tak, jak z soczystego winogrona robi się taka smutna, ale słodka rodzynka. Przez to doświadczenie zaczęłam myśleć o kobietach i mężczyznach, których te problemy dotykają codziennie. Czy kobieta, która zajmuje się domem i wychowaniem dzieci też ma takie myśli? Czy jej świat się skurczył do domowego ogniska? Jeśli idziemy tym tropem rozszerzmy świat trochę bardziej. W środku jest dom, następnie rozszerza się do pracy (wyobraźcie to sobie to jak układ słoneczny, gdzie słońce to jest dom i potem są kolejne planety, które reprezentują coraz większe elipsy). Też kiepsko, bo zamiast narzekać tylko na męża, narzekamy na męża i na Kasie z księgowości, która utrudnia nam dostanie urlopu. Sfery są oczywiście indywidualne, może to być religia, sport, grupa przyjaciół, hobby; każdy swoje życie układa i wartościuje osobiście. Moje pytanie brzmi: (bo w tym akapicie nie udzielam odpowiedzi, tylko zadaję pytania), co jest dobre i co jest lepsze? Nie można powiedzieć, że skurczony świat jest zły, ponieważ kto nie lubi być otulony ciepłym kocykiem. Z drugiej strony ta elipsa Plutona jest fascynująca, ale czy oddalając się tak daleko od Słońca nie tracimy trochę ciepła? To zależy od każdego.

Drugą sprawą, którą chciałam poruszyć w tym pandemicznym artykule to osobista relacja ze sobą. Znowu moja własna, subiektywna obserwacja. Czasy pandami są trudne. Czasy pandemii wymagają od nas wszystkich bardzo dużo siły psychicznej. Ciągle zmiany, dostosowywanie się do nowych poleceń i taki okropny brak poczucia bezpieczeństwa. Nie jesteśmy pewni pracy, sytuacji materialnej, relacji romantycznych, a nawet relacji przyjacielskich.

Przez wprowadzenie lockdown przez państwo straciłam pracę i w tym momencie nawet nie miałam nic przeciwko, ponieważ uwiodła mnie wizja słodkiego lenistwa przez jakiś czas. I tak zaczęło się noszenie pidżamki w misie przez cały dzień, oglądanie Netflixa 12 h dziennie, a największym zmartwieniem było: co dzisiaj na obiad? Po paru tygodniach tych przyjemności zaczęło się niestety robić nieciekawie, bez owijania w bawełnę: przestałam lubić siebie. Ta bardziej przytomna strona mnie krzyczała: dziewczyno! Ogarnij się! Zrób coś ze sobą! Ale była szybko zbyta kieliszkiem ulubionego wina i nowym sezonem serialu. I wierzcie czy nie, tak mi minął cały lockdown. Patrzyłam na siebie i czułam beznadzieję, nie było nic we mnie, z czego byłam dumna. Gdybym poświęciła godzinę dziennie robiąc cokolwiek w kierunku samorozwoju, nie byłabym w takiej sytuacji. Z pewnej siebie, przebojowej kobiety stałam się jakąś wydmuszką, która się wszystkiego boi. Zaraz po lockdown, jak tylko zaczęło się wszystko otwierać – dostałam pracę. Kiepską, ale pracę. W dwa dni wróciłam do ‘’starej Pauli’’, która w siebie wierzy. Powodem tego było najzwyklejsze poczucie dumy, ze coś robię. Jest mnóstwo artykułów na temat samorozwoju podczas pandemii, szukaniu nowych hobby itd. A ja dodam coś od siebie. Jeśli akurat nie możecie pracować zdalnie i siedzicie w domu, zróbcie coś, z czego będziecie dumni. Najlepiej jeszcze coś, czym będziecie mogli się pochwalić. Po ludzku, tak płytko pochwalić wszystkim, którzy będą chcieli słuchać. Może to być nauka nowego języka, kurs online programu, który pomoże w karierze, a nawet robótki ręczne. Kiedy zapowiedzieli drugi lockdown w Wielkiej Brytanii, miałam cudowny plan nauczyć się podstaw programowania i uwierzcie mi, ze cudowniej było mówić znajomym i rodzinie o moich planach niż: umyłam łazienkę, wszystko w porządku. Plany niestety nie wyszły, bo po dwóch dniach nauki wezwali mnie do pracy. Tak też bywa. Następnym, na co wpływa pandemia w relacjach ze sobą to są nasze wielorakie Ja. Każdy człowiek ma wiele Ja. Wszystkie Ja są szczere, prawdziwe i absolutnie nieudawane. Każdy ma inne Ja i różne Ja zajmują więcej albo mniej miejsca w naszym podstawowym Ja. Mamy jedno Ja w pracy, jedno w domu, jedno gdy jesteśmy w przyjaciółmi, jedno na wakacjach itd. Na przykład jakiś Pan może być bardzo surowym i wymagającym menagerem, a w domu typowym ciepłym misiem, który płacze na komediach romantycznych. 

Przy znajomych znawca teorii sztuk walki, a na wakacjach fotograf. W czasie lockdown nie możemy być tym wszystkim, na co składa się nasza osobowość. Jesteśmy tylko tym jednym fragmentem, równowaga pomiędzy Ja jest zaburzona. I czasami jest trudno sobie z tym poradzić, a im dłużej Ja jest nieaktywne tym wydaje się mniej wyraźne.  Jak pisałam powyżej, ja zaczęłam tracić te silną część siebie i nie czułam się z tym dobrze. Bardzo pomaga stały kontakt (telefoniczny czy online) z różnymi środowiskami naszych Ja. Rozmowa Skype z koleżanką, z którą zawsze chodzimy na imprezy i która patrzy na nas przez pryzmat przetańczonych nocy, wysłanie wiadomości do przyjaciela z dzieciństwa, który przypomni nam nasze dziecięce Ja. Pozwoli to mieć chociaż namiastkę ‘normalności’. Wspominałam, ze czasy pandemii są trudne, ale niestety wszyscy musimy sobie z nimi jakoś poradzić. Może rady, które przeczytamy w internecie pomogą, może musimy szukać własnych rozwiązań na zasadzie prób i błędów, to jest sprawa indywidualna. W tym artykule bardzo dużo pisałam o sobie ,o tym, jak ja się ze sobą czułam, jak mój wewnętrzny świat się zmieniał. Skupiłam się na tym dlatego, że naprawdę najważniejsza relacja to ta ze sobą i jak my się ze sobą czujemy. Wiem, że jest to napisane na każdym motywacyjnym plakacie i jest strasznie przejedzone, ale to jest prawda. My jesteśmy słońcem naszego świata i to, co się dzieje w jego jądrze wpływa na cały układ. Dlatego ostatnia, nieproszona rada tego artykułu: bądźmy dla siebie samych mili.

*Lockdown – czas nadzwyczajny, który wprowadza rząd podczas pandemii .Wszystkie sklepy, oprócz tych z artykułami pierwszej potrzeby są zamknięte. Restauracje i kawiarnie są otwarte tylko na wynos. Wszyscy pracownicy biurowi pracują zdalnie. Z domu można wyjść tylko do sklepu albo na spacer w calach zdrowotnych. Przebywanie z osobami innymi niż z własnego domostwa jest zakazane.

Paula Felczak

Paula Felczak

Na stale mieszka w Wielkiej Brytanii. Absolwentka Aberystwyth University, Coventry University i University of Hertfordshire. Magister psychologii biznesu i badan w psychologii. Laureatka narodowej nagrody literackiej im. Marka Hlasko. Interesuje sie nowinkami w psychologii oraz kuchniami świata.