Iwona Guzowska Pokochaj zmiany

  Usiadłam na skrawku pustej podłogi, wyczerpana, bliska płaczu. Ze zmęczenia, z bezsilności ale chyba głównie z powodu chaosu, który mnie otaczał. Wszystko wyglądało jak pobojowisko, w które ktoś jeszcze wrzucił granat. Kartony piętrzyły się wokół mnie, a na niebieskie, plastikowe torby zerkałam z obrzydzeniem. I jak ja mam to wszystko ogarnąć? Po co mi to całe zamieszanie? Zachciało mi się przeprowadzki, chociaż obiecałam sobie , że już nigdzie się nie ruszę z mojego ukochanego gniazda. A już na pewno nie do Warszawy!

Bo jak miałabym zamienić cudowne lasy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego , zieloną przestrzeń pełną dźwięków wydawanych przez rozśpiewane ptaki, świerszcze i żaby na betonową dżunglę spowitą smogiem?
Na te zmiany zapowiadało się od pewnego czasu. Tym razem jednak, powodem były nie moje ambicje, ale marzenia mojego męża. Skoro miał okazję je spełnić powiedziałam – zrób to, pojadę z Tobą. Trzynaście przeprowadzek…no cóż, przeżyję i kolejną – myślałam. Ale kiedy sama, wykończona, obolała, brudna, głodna (bo kiedy wpadam w amok roboty, nie myślę o takich przyziemnym sprawach, jak picie czy jedzenie – szkoda mi czasu),siedziałam w samu środku potwornego bałaganu – miałam ochotę teleportować się na najodleglejszy koniec świata – byle daleko od miejsca w którym się znalazłam.
Zamiast się rozpłakać stwierdziłam, że na to też szkoda mi czasu. Niewiele mi to da, zabierze czas i siły, których tak teraz potrzebowałam. No i wstałam, żeby rozprawić się z zawartością otaczających mnie toreb, torebeczek, kartonów i pudełek. Przestrzeń wokół mnie zmieniała się z godziny na godzinę, by wreszcie po czterech dniach być wystarczająco przyjazna. Rano liźnięciem po nosie obudził mnie kot, który chyba jeszcze bardziej przeżył szok związany ze zmianą. Wstałam, przeszłam się po wynajętym mieszkaniu i uśmiechnęłam się. Wreszcie zobaczyłam zmiany. Przyjemne dla oka, efekt mojej kilkudniowej pracy (ze względu na tą swoją wymarzoną pracę, mąż nie mógł mi pomóc w całej przeprawie i dlatego musiałam ogarnąć to sama). Byłam z siebie naprawdę dumna.

Dlaczego o tym piszę? Bo zmiany są nieodłączną częścią życia. I nie należy się ich bać. Tak, przyznaję było mi dobrze i wygodnie w moim domu, wśród bliskich i przyjaciół. Powtarzałam, że to jest moja przystań, której nie mam zamiaru zamieniać na nic innego. Wyprowadzka w ogóle nie wchodziła w rachubę, ale kiedy jednak pojawiło się jej widmo – mogłam zrobić dwie lub trzy rzeczy. Odwodzić męża od zmiany pracy, albo zaproponować życie na odległość. Trzecia – mogłam postawić ultimatum – albo ja, albo praca. Żadna opcja nie jest dobra, bo każda z nich godzi w podstawowe wartości, którymi się kieruję. Pierwsza to wolność. Odbieranie jej komukolwiek bez względu na to, czego dotyczy jest niedopuszczalne w moim kodeksie. W związku z tym musiałam wyjść ze swojej strefy komfortu , wynająć swoje ukochane mieszkanie i zamieszkać w obcym, również wynajętym – mieście, którego nie wybrałabym na miejsce swojego życia. Życiowe zmiany? O tak. Spory wstrząs. Zwłaszcza, kiedy kręcący głową syn smutno powiedział „Nie wierzę, mama się wyprowadza.”

Wyprowadza – owszem. Ale nie opuszcza tych, których kocha. To ważne. Całe moje życie to ciągłe zmiany i to najczęściej wstrząsające całym moim światem w posadach. Jednak z perspektywy czasu każda z nich była ważna i dobra. Na początku, niektóre zmiany wydają nam się końcem świata. Wywołują ból, łzy, żal, a nawet rozpacz. Ale to mija. Czas płynie a my odkrywamy siebie w nowej rzeczywistości, którą przecież sami kreujemy. Zmiany są potrzebne chociażby po to, żeby przewietrzyć swoje życie, pozwolić poczuć mocny podmuch wiatru, który uniesie nasz latawiec wysoko pod niebo. Czego się spodziewam? Niczego. Skupiam się na tym, by to co mam do zrobienia robić jak najlepiej. Nieustannie. I po tym, kiedy najpierw zmagałam się z żalem opuszczenia swojego gniazda, złością że zabieram swoje życie z wybranego przez siebie miejsca i wreszcie totalnym wyczerpaniem i bałaganem związanym z przeprowadzką – przyszedł spokój. I pojawiło się radosne wyczekiwanie na to, co przyniesie kolejny dzień w nowym miejscu. Cieszę się z każdego drobiazgu, który odkrywam wokół. Wczoraj wieczorem, kiedy tylko na chwilę wyszłam wynieść śmieci – zamiast od razu wrócić do mieszkania – pociągnięta zapachem kwitnących drzew, przespacerowałam się po okolicy. I odkryłam że jest cicha, ładna i przyjemna. Nie mogę jej porównać do tego, co miałam w Gdańsku, ale też jest dobrze. Z radością czekam na powrót męża. A przecież to będzie kolejna zmiana.

Czekają Cie zmiany, których nie planowałaś ? Których nie chcesz? Zwłaszcza teraz dzieje się mnóstwo dziwnych rzeczy, pandemia strachu opanowała tak wielu ludzi. Tracą z dnia na dzień poczucie kontroli, bezpieczeństwa. Kolejny raz musimy żyć w narzuconej przez kogoś odległości od siebie, nie możemy robić tego, co kochamy, kiedy i jak chcemy. To są zmiany, które nikomu z nas nie pasują – a i tak przychodzą. Jednak to od Ciebie zależy, jak je wykorzystasz. A co, jeżeli od dawna zastanawiasz się nad jakąś konkretną zmianą, a nawet czujesz ogromną potrzebę coś zmienić – po prostu zrób to. Nie bój się i nie zastanawiaj, jak to będzie. Nigdy nie będziesz musiała rozmyślać o tym, że żałujesz, ponieważ czegoś nie zrobiłaś. Zmiany przynoszą świeżość, dają nową perspektywę. Zmieniasz dietę? Zmieniasz styl życia na zdrowszy? A może warto zmienić coś więcej? I nie martw się tym, co powiedzą, albo pomyślą inni. To nie twój problem. Otwórz się i odkrywaj siebie na nowo. Twórz swoje życie jak artysta , który został natchnięty dawno wyczekiwaną weną.
Pokochaj zmiany a one przyniosą Tobie to co najlepsze!

Iwona Guzowska

Iwona Guzowska

Trenerka biznesowa i mentorka rozwoju, certyfikowana terapeutka metody TimeLineTherapy®, autorka książki „Najważniejsza decyzja”, była posłanka na sejm (VI i VII kadencji). Najbardziej znana jako mistrzyni świata i Europy w boksie zawodowym i kick-boxingu. Zorientowana na dążenie do celu, ale zawsze trzymająca się zasad fair play i budowania dobrych relacji z otoczeniem. Kobieta, żona, matka, teściowa i zachwycona babcia.