Agnieszka Rylik Chcesz być szczęśliwa czy podziwiana jako trup człowieka i cień samej siebie… czyli odpuść i pozwól sobie na zwykłą słabość.

Ludzie podziwiają sportowców z pierwszych stron gazet, ale także są najlepszymi trenerami za ekranami telewizorów. Wiedzą, jak słabo ktoś się przygotował, jak stał się leniwy, jak gwiazdorzy – skoro nie udała mu się tak łatwa akcja na boisku, na ringu… myślą, że sport wyczynowy to codzienna, standardowa aktywność człowieka, podczas gdy jest dokładnie odwrotnie. Podobnie jest z wszystkim, co przestaje być składową życia, a staje się całym powietrzem, którym oddychamy…Ludzie poświęcają czemuś całe życie, aby osiągnąć szczyty. Tak łatwo ocenia się wielkie pieniądze zapominając, ile lat człowiek na to pracował, ile zaryzykował, ile poświęcił.

Wyczynowy sport to horror. Myślę, że nie ma sportowca, który nigdy nie miał doła. Wielu przeżywało depresję. Nie radziło sobie z ciężką kontuzją czy niespodziewaną porażką. Zachęcam do sportu. Bawcie się nim, ruszajcie się. Nie zachęcam natomiast do sportu wyczynowego.Kiedy mam spotkania z dziećmi, mówię im, że sport to nie wszystko. Myślcie o nauce, o zainteresowaniach innych niż sport. Zawodowy sport to mordowanie organizmu, męczarnia, poświęcenie. 

A przecież sport ma być przyjemnością, ma być zdrowiem. Należy słuchać organizmu. Nie masz ochoty dzisiaj trenować i czujesz to całym sobą, to tego nie rób. Nie walcz z tym. To zawodowiec musi iść się katować i przesuwać granice swoich możliwości. A jeśli nie jesteś zawodowcem, odpuść sobie. Pobaw się z dzieckiem, poczytaj sobie coś, idź na spacer, do kina. To zawodowcy muszą się dręczyć, nie ty. To ich zawód, nie twój. Cieszę się, że ludzie biegają, jeżdżą na rowerze, dbają o siebie. Ale trzeba znać granice. Niestety, dominuje tendencja do zadręczania się. Wpadł mi ostatnio w ręce wywiad ze mną sprzed kilku lat. Skarżę się w nim, że kiedy biegnę, słyszę jak ludzie i ironicznie krzyczą: „Hop, hop, hop, hop!”. Czy teraz ktoś krzyczy podobnie? Nie, bo wszyscy biegają. Powiedziałam wtedy, że mam nadzieję, iż przyjdzie moda na sport i poranny widok biegaczy będzie normalnym, powszechnym zjawiskiem.

Okazałam się prorokiem, zresztą nie tylko ja o tym mówiłam. Tyle że teraz poszło to w drugą, tę złą stronę. Nie ma umiaru. Moja była sąsiadka biegała dużo, nawet maratony. Pytam ją, dlaczego nie biega po pięknej Puszczy Kampinoskiej? Odpowiedziała, że się boi. Biegała po chodniku, przy drodze, po betonie. Czy to jest zdrowe? Czy to jest przyjemne? Kolega (o dość znanej twarzy i równie znanym nazwisku) skończył Iron Mana. Jestem pełna szacunku dla niego, ale na zdjęciu po zawodach widzę trupa. Nie człowieka z żelaza, tylko wycieńczonego do granic możliwości skazańca. Dwa miesiące będzie dochodził do siebie. Rozumiem satysfakcję, że dokonał czegoś wielkiego. Ale ja chcę widzieć, jak na mecie staje z zaciśniętą pięścią i mówi: „Tak, to ja. Ja to zrobiłem”. Fotografia przedstawia jednak całkiem inną rzeczywistość. Zastanawiam się wtedy, po co to wszystko. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że tracą w ten sposób zdrowie. Pokazałam koledze reportaż o biegaczach, którzy pokonali cztery pustynie. Jeden zmarł, inny ma odmrożone nogi. Kolega mówi: „Zajebiste”. Ostrzegłam go, że jeśli wpadnie na podobny pomysł, to poproszę kogoś, by przetrącił mu kolano. Nie udało się. Zaczął starty w biegach dwudziestoczterogodzinnych. Dzięki temu brakuje mu czasu na wszystko, również na spotkania ze znajomymi. Kiedyś nie przyszedł, bo zasnął. Nic dziwnego – przebiegł kilkadziesiąt kilometrów, to zasnął. Tu się kończy zdrowy sport, a zaczyna przesada. 

  Kolejne niebezpieczeństwo rodzi się wraz z rodzicielstwem. Rozmawiałam kiedyś o tym z Krzysztofem Hołowczycem. Gdy zostaje się rodzicem, zmienia się nieco podejście do życia i sportu. Krzysztof mówił: „Przycisnąć pedał gazu na zakręcie czy nie ryzykować? Jest zagrożenie: trójka dzieci zostaje bez ojca. Ale nie można tak myśleć, bo to koniec sportowca”.Ja z kolei nie wyobrażałam sobie siebie w walce, gdybym była matką. Psychicznie bym sobie nie poradziła. Wystarczyło, że wyobraziłam sobie, że moje dziecko akurat ma gorączkę i musi pójść do szpitala. A ja właśnie mam wtedy walkę (pojedynki mistrzowskie toczy się średnio raz na pół roku), do której się ciężko przygotowywałam i pracował na nią sztab ludzi. Nie da rady. U mnie zawsze wszystko musiało być w porządku, spokojnie, bym mogła walczyć. Rodzina musi być blisko, wszystko musi być poukładane. Zawsze otaczałam się grupą ludzi, zawsze chciałam mieć się do kogo przytulić i zawsze miałam priorytety. Najważniejsza jest rodzina i normalne życie – sport jest tylko dodatkiem. Wciąż powtarzam, że nie można mu poświęcić wszystkiego, bo to może się źle skończyć. Ciężka kontuzja i koniec marzeń. Pociąg odjeżdża i zostaje normalne życie. Trzeba sobie z nim poradzić, wcześniej nie zaniedbując jego układania. Szkoła, wykształcenie – to niezbędne zaplecze. Dlatego zawsze twierdziłam, że na dziecko przyjdzie czas po zakończeniu kariery sportowej.

Sport wyczynowy to poświęcenie na granicy wytrzymałości – takie ma założenie. Mamy pokonywać siebie. I jest to piękne. Kiedy jednak zaczynamy tracić zdrowie – warto zastanowić się nad priorytetami. To nie jest dla każdego. Sport powinien służyć zdrowiu, samopoczuciu, a nie katowaniu organizmu. Każdy, kto nie jest zawodowym sportowcem – powinien korzystać z ruchu dla przyjemności pamiętając, że pokonywanie swoich rekordów nie posłuży niczemu oprócz wycieńczenia. Przyniesie to odwrotny skutek i zamiast poprawiać zdrowie – zaczniemy je tracić. Czy można przesadzić ze sportem nie będąc sportowcem? Naprawdę jest wiele przykładów, że jak najbardziej. Mądry ruch to najwspanialsza aktywność i przy niej pozostańmy.

Agnieszka Rylik

Agnieszka Rylik

najbardziej utytułowana polska bokserka, mistrzyni świata w boksie zawodowym, posiadaczka dwóch pasów federacji WIBF i WIBO, wielokrotna mistrzyni świata i Europy w kick-boxingu, reporterka i prezenterka telewizyjna, aktorka, pisarka i osobowość medialna.