Wyjechałam za granicę. Żyję z obcokrajowcem. Jak jest naprawdę ?

Szacuje się, ze około 18-20 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia mieszka za granicą. Jedna trzecia tej grupy to osoby urodzone w Polsce. Biorąc pod uwagę, że w Polsce żyje około 38 milionów ludzi, ilość emigrantów jest ogromna. Emigracja, oprócz wyzwań typu znalezienie mieszkania i pracy, wiąże się także z kompletną zmianą życia towarzyskiego oraz relacji, które mamy z innymi. Często kraje, które wybieramy do zamieszkania, są krajami wielokulturowymi, z przesympatyczną mieszanką ludzi, zwyczajów, kuchni oraz religii. Prawdopodobnie ludzi kuszą zróżnicowane społeczności ponieważ łatwiej jest się wtopić w codzienne życie mieszkańców niż w życie bardzo zamkniętych grup społecznych i kulturowych. Nie będę dyskutowała o wyborach krajów z powodów ekonomicznych, ponieważ nie na tym skupia się ten felieton.

Do Wielkiej Brytanii wyemigrowałam 10 lat temu, w wieku 18 lat. Wyjechałam ze względów edukacyjnych (chociaż prawda jest taka, że moja siostra wyjechała rok wcześniej i chciałam do niej dołączyć). Od tego czasu próbowałam wracać na stałe do Polski, jednak zawsze ciągnęło mnie do ‘drugiego domu’. Najcudowniejszą rzeczą w emigracji jest posiadanie dwóch domów: rozumie się i czuje dwie kultury, kocha fragmenty każdego. Smutną kwestią jest to, ze ponieważ należy się do obydwu, to w zasadzie nie należy się do żadnego domu. Trawa jest zawsze zieleńsza w kraju, w którym się aktualnie nie przebywa. Od czterech lat jestem w związku z Brytyjczykiem; typowym, z dziada pradziada, z typowymi brytyjskimi wartościami. Od półtora roku mam przyjemność mieszkać z moim zagranicznym wybrankiem serca. Pierwszą rzeczą, która mnie zaszokowała (drobiazg ale…) to, że fasolka w pomidorach (tzn. baked beans) jest jak najbardziej akceptowalną sałatką do obiadu. Wyobraźcie sobie kotleta schabowego, tłuczone ziemniaki i zamiast mizerii czy innych buraczków coś a’la fasolka po bretońsku ale bez kiełbasy. Taka fasolka jest też idealnym dodatkiem do śniadania, kolacji albo pizzy. „Ręce opadają”, ale jak tak lubi to niech sobie tę fasolkę je, co mi szkodzi? Druga rzecz, która nas różni to sposoby obrażania się. Każda osoba, która kiedykolwiek w życiu bliżej poznała innego człowieka doznała obrażania się. I w tym świecie obrażania się mój Brytyjczyk musi być niewiarygodnie grzeczny – na sposób brytyjski. Tylko na pozór oczywiście. Dla Brytyjczyków maniery są bardzo ważne: ‘przepraszam’, ‘dziękuję’ to są podstawy. Problem jest taki, że jak coś mu nie pasuje to mi nie powie, tylko czeka aż, tu zacytuję: „mu przejdzie”. Jeśli by mi powiedział, że kapcie mu ustawiłam w niewłaściwym miejscu, to bym mu je przesunęła i koniec tematu. A tak cały dzień chodzi pomarszczony jak suszona śliwka i grzecznie pyta mnie, czy mam ochotę na herbatę!

Mówiąc o mieszkaniu z Brytyjczykiem warto wspomnieć (a mam sporo znajomych Brytyjczyków) o nawykach dotyczących spożywania alkoholu. Brytyjczycy piją dużo. Kultura chodzenia do pubów jest nieodzownym elementem życia, każdy kocha zimny kufel piwa po pracy. Chciałabym podkreślić, że piszę to na podstawie własnych doświadczeń, nie są to reguły ani prawda absolutna. Według mnie Brytyjczycy upijają się troszeczkę bardziej i czasami jest to irytujące. Jeśli trzeba wstać następnego dnia rano, a podpity Brytyjczyk o godzinie 3 w nocy śpiewa sobie beztrosko z Youtubem, naprawdę można zacząć rzucać talerzami z balkonu. Z drugiej strony zauważyłam, ze Brytyjczycy są mniej zaborczy i zazdrośni niż Polacy. Nigdy nie miałam żadnych problemów z wyjściem ze znajomymi czy spędzeniu wieczoru w męskim gronie. Pewnie to kwestia szacunku do drugiego człowieka i właściwej samooceny. Jeśli już nadepnęłam na tę minę i zaczęłam temat różnic miedzy polskimi a brytyjskimi mężczyznami, jedyną słuszną drogą wydaje się kontynuować. Polscy mężczyźni, według mnie, są bardzo męscy w dosyć staromodnym znaczeniu tego słowa. Są silni i będą bronić kobiety przed napastnikami, naprawią kiedyś szafkę w kuchni, przepchają zlew i jeśli samochód się zepsuje to oni na pewno będą wiedzieli co się stało. Z drugiej strony za tę opiekę i poczucie bezpieczeństwa, które ofiarują nam, białogłowom, chcieliby kotleta na obiad (najlepiej dużego) i czysta parę spodni. W moim osobistym i w stuprocentowym subiektywnym porównaniu, Brytyjczycy są mniej tradycyjnie męscy. Od związków bardziej oczekują partnerstwa, tego, że kobieta zapłaci swoja połowę czynszu, a jak trzeba to może naprawić zlew, jeśli wie jak to zrobić. Z tego powodu dynamika związku jest troszeczkę inna. W obu sytuacjach są plusy – przy polskim mężczyźnie kobieta może poczuć się małą kobietką i mieć nadzieję, że wszystko będzie za nią załatwione, a za to brytyjczyk wysprząta mieszkanie i na kolację poda kanapkę z boczkiem i fasolką w pomidorach.

Generalnie życie z obcokrajowcem nie rożni się wiele od życia z Polakiem. Zawsze będą jakieś problemy, jakieś starcia, dobre chwile i własny rytm życia, który ludzie tworzą sami dla siebie. Uważam, że ważniejszy jest dobór charakterów, doza wyrozumiałości i chęć wspólnego życia. O różnicach kulturowych można rozmawiać i nie wpływa to negatywnie na relacje. Wręcz przeciwnie, wzbogaca. Pozwala spojrzeć na wiele spraw z zupełnie innej perspektywy, rozwiązywania problemów, sposobów myślenia. Oczywiście mogę sobie tak pisać, jednak różnice miedzy Polską a Anglią nie są wielkie. Wyobraźcie sobie jaki interesujący byłby ten artykuł gdybym tak zakochała się w Eskimosie….

Paula Felczak

Paula Felczak

Na stale mieszka w Wielkiej Brytanii. Absolwentka Aberystwyth
University, Coventry University i University of Hertfordshire. Magister
psychologii biznesu i badan w psychologii. Laureatka narodowej nagrody
literackiej im. Marka Hlasko. Inetersuje sie nowinkami w psychologii
oraz kuchniami swiata.