Dlaczego tak często stajemy się samotni w związkach?

Jednym z marzeń młodego człowieka jest zdobycie niezależności finansowej, realizowanie marzeń, bycie panem, sterem i okrętem.  W większości jednak przypadków na pytanie, co jest dla nas w życiu najważniejsze wymieniamy zdecydowanie miłość i obecność bliskiej osoby.

Od dziecka widzimy bajki, w których romantyczna miłość zwycięża, jest sama w sobie celem, a zdobycie jej warunkuje pełnię szczęścia. Niewiele osób zastanawia się, co się dzieje w życiu księżniczki i księcia po tym, jak smok i inne przeszkody do zjednoczenia zostały pokonane. Czy księżniczka miewa depresję poporodową ? Czy książę znika z domu a wracając patrzy w ekran smartfona po nocach ? Czy dzieci bywają niewdzięczne, pyskate i znudzone pomimo mieszkania w wielkim zamku ? Czy teściowa wtrąca się w związek książąt i po cichutku podkopuje jego fundamenty ? Czy w ogóle istnieje w ich życiu zwrot „ żyli długo i szczęśliwie”? Czy są bohaterami z bajki czy jednak realnymi postaciami z problemami, wypaleniem, rutyną, chorobami i dylematami po latach ? 

Kiedy spotykamy osobę, z którą pragniemy się zestarzeć bardzo często ziemia zaczyna się trząść. Jeżeli nie ziemia, to najczęściej nasze kolana. Serce bije szybciej, ręce drżą, oczy stają się rozmarzone i widzące coś innego, niż całe otoczenie wokół nas.  Zdolność widzenia staje się wybitna, ponieważ widzimy dobro, a zupełnie nie zauważamy tego, co trudne. Czyż to nie jest idealny moment w życiu pokazujący nam skrawek nieba na ziemi? Tyle dobra w drugim człowieku, a tak znikoma ilość smutnych cech. Chcemy wierzyć, chcemy ufać, chcemy budować, chcemy góry przenosić. Byle z tą osobą, byle z tym człowiekiem. Jak on jest – nie potrzeba niczego innego. Można być głodnym, spać w tanim motelu, bo przecież wspólny podbój świata to tylko kwestia czasu. Miłość nas żywi, karmi, nasyca. Psychologia mówi jednak, że stan ten niestety nie trwa wiecznie. I o zgrozo hormony, wzrok i poczucie realności świata wracają do punktu wyjścia. Jest to tylko kwesta czasu. Co się wówczas okazuje ? Że budzimy się w świecie, który zbudowaliśmy na zwykłym, pięknym co prawda, ale szalonym okresie ograniczonego widzenia. Ślub, dzieci, wyprowadzki, wspólna praca lub zobowiązania, budowy domów i zakupy mieszkań…i nagle widzimy, że przecież ta osoba obok jest zupełnie inna niż ta, z którą szliśmy do ołtarza. Nie chodzi tylko o znaki czasu, jak ubytek włosów czy przyrost kilogramów, ale na poważnie podchodząc do tematu : brak zrozumienia, wysłuchania, wsparcia, pracy nad sobą, kompromisu….i ta okrutna, smutna i tak pozornie nieistniejąca samotność w związku. Często utożsamiamy samotność z byciem samym. Okazuje się jednak, że można być w życiu samym, a mieć poczucie posiadania przyjaciół, spełnienia i wypełnionej codzienności. Można zaś być w związku i odczuwać okrutną wręcz samotność i brak zrozumienia. Najczęściej wchodząc w poważny związek skupiamy się na naszej drugiej połówce do tego stopnia, że ograniczamy inne relacje do koniecznego minimum. Jeżeli ten etap nie minie – często budzimy się zamknięci w czterech ścianach w wielkiej samotności, bo nagle przyjaciół brak, bliskich kontaktów brak a osoba, która miała nam wszystkich zastąpić – okazała się do tego niezdolna. 

Czy to jej błąd ? Nie. To nasz błąd, ponieważ utożsamiliśmy zwykłego, niedoskonałego człowieka z kilkoma osobami w jednej. Miał być naszą przyjaciółką, opiekunką, sponsorem, sprzątaczką, mamą i siostrą. Miał być wszystkim. Tak jednak się nie stanie nawet z bardzo elastycznym charakterem. Ludzie są jacyś i mogą być częścią naszego życia, ale nie całością. Po pierwsze, aby nie być samotnym w związku trzeba mieć swój odrębny świat. Trzeba znaleźć pasję, umieć być ze sobą w ciszy, relaksie, dialogu wewnętrznym. Nie trząść się ze stresu, bo telefon milczy a partner nie odzywa się godzinę. Znaleźć pełnię w sobie. W takiej sytuacji druga strona ma szansę być tylko i aż sobą. Nie wypełniać wielu luk w naszym życiu, nie zakrywać pustki, a być dopełnieniem naszego życia. Bez niej możemy żyć, ale nie chcemy. Bez niej możemy spać, ale nie chcemy. Bez niej możemy budować przyszłość, ale nie chcemy. Wolność wyboru, wolność codzienności. 

Tak wiele par cierpi po wielu latach w swoich murach, każde w osobnej sypialni. Ile razy mąż idzie spać wiele godzin po żonie, a wspólne przytulenie przed zaśnięciem jest wspomnieniem z pierwszych lat związku. Ile razy opowiadamy nasze przeżycia ukochanej osobie, a ona patrzy w ekran kiwając głową jakby słuchała starej audycji w radio….Ile razy bliski robi sobie kawę i nie zapyta, czy Tobie także ją przygotować…Ile razy coś przeżywamy i nie mówimy mężowi, żonie, bo usłyszymy to co zawsze, czyli ciszę lub zbywające słowo…Ile razy łzy kapią kobiecie na poduszkę, kiedy mąż zimno zasypia z drugiej strony obrócony do niej plecami…Ile razy wstajemy czując, że nie mamy sił, ale przecież trzeba wykonać rutynową codzienność, czyli zrobić śniadanie, odwieźć dzieci do szkoły, w korkach dostać się do biura, w pośpiechu wracać, żeby zdążyć być taksówką na zajęcia dodatkowe, zrobić zakupy, kolację i paść na twarz o 23…Dlaczego taki scenariusz staje się w tak wielu różnych domach tak podobny?

Samotność to złodziej, który wkrada się po cichu i z latami. Okrada z dialogu, zaufania, chęci mówienia o wszystkim…zabiera wieczorne przytulanie bez podtekstu seksualnego, patrzenie głęboko w oczy przy porannej kawie, poczucie, że ktoś widzi Twoje uczucia i wewnętrzną potrzebę zmiany…Samotność zaczyna się od drobnych momentów. Nie chce mi się Ciebie wysłuchać, bo zawsze mówisz to samo. Nie chce mi się z Tobą rozmawiać, bo zawsze tylko narzekasz. Nie chce mi się z Tobą wyjeżdżać, bo co będziemy sami robić. Nie chce mi się jechać z Tobą odwieźć dzieci do dziadków, bo będziesz tam i tak zajęta…Nie chce mi się być koło Ciebie…bo i tak cały czas jesteśmy obok i może tak jest lepiej…Nie przytulamy się, bo przecież zarzucałaś mi, że chcę tylko seksu, więc się zamknąłem…teraz nie ma i czułości i seksu…teraz jesteśmy razem, ale od lat osobno….

Czy można wyjść z koła samotności w wieloletnim związku ? Oczywiście, można wszystko. Do tanga jednak potrzeba dwojga. Wiele osób mówi, że można się całkowicie zmienić w związku…ale pod warunkiem, że będzie to związek z inną osobą. Ile razy słyszymy, że mężczyzna sprząta, pomaga, totalnie zaangażował się w pomoc kobiecie a we wcześniejszym związku nie robił niczego i żona była przez niego totalnie ignorowana…Przy innej osobie stał się innym człowiekiem. Jak to możliwe ? Po latach życia z jedną osobą wiemy, jak uruchamiać swoje guziki zachowań, znamy drugą osobę i przestała być ona dla nas pasjonującą tajemnicą…jeżeli nie zmienimy totalnie systemu zachowań – nic się nie zmieni….Jak często jedna osoba chce wyjść ze schematu, a druga chce pozostać w tym, co przez lata działało, nawet jeżeli było niesatysfakcjonujące dla obu stron. W takiej sytuacji osoba, która się rozwija, chce iść w życiu do przodu – często po długiej walce o związek – odchodzi, aby móc się zmienić w innym otoczeniu, środowisku. Zanim jednak dojdzie do rozstania, które zawsze jest trudne po wielu latach – warto spróbować. Warto zawalczyć.

Jeżeli kochasz, ale od miesięcy mijacie się w drzwiach – zrób pierwszy krok do zmiany. Podejdź, zaproponuj wspólny wieczór. Nie musi być drogiej knajpy i wielkich prezentów, wystarczy czas i zainteresowanie. Prawdziwe, szczere. Wyłącz netflixa i zapytaj, co słychać u Twojej żony, męża, co obecnie przeżywa. Powiedz dzieciom, że spędzasz dwie godziny randki z ich tatą, mamą i powiedz, że nie powinny przeszkadzać, bo to ważny czas… Jeżeli kochasz – spróbuj….Zorganizuj randkę, powspominaj, co Was do siebie przyciągnęło, dlaczego wziąłeś ślub z tą osobą a nie z inną…Dopóki obie osoby się kochają, szanują – można wszytko. Badania pokazują, że wspomnienia wspaniałych chwil bardzo pomagają reaktywować poczucie szczęścia w związku. 

Tak wielu z nas bardzo dokładnie archiwizuje trudne momenty i wyciąga je z rękawa przy każdej kłótni, aby przypadkiem nie uciekły..a przecież właśnie zapisywanie w sercu i pamięci dobrych chwil jest drogą do naprawy związku. Co mi się w nim spodobało jak go zobaczyłam ? Czym ona mnie tak pociągała ? Co miał innego niż reszta ludzi wokoło ? Niestety, bardzo często dobre chwile zaczynamy przypominać sobie po rozstaniu i opadnięciu trudnych emocji. Wówczas okazuje się, że nowy partner ma inne wady, trudne cechy a wcześniejszy miał wiele wspaniałych cech, których nie chcieliśmy zauważyć. Wiele osób żałuje, że tak szybko rozstało się lub rozwiodło, bo czują, że warto było zawalczyć do końca, a jeżeli faktycznie nie było już wyjścia – mamy poczucie, że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. Jeżeli pozwolimy, żeby złodziej samotności zagościł w naszym życiu na stałe, on przyprowadzi innych. Rozczarowanie,  frustrację, obojętność, szukanie szczęścia w innych ramionach…a później czeka nas już osobna droga. Odpowiedz sobie na pytanie, czy naprawdę tego chcesz i czy warto. Jeżeli już nie kochasz, nie chcesz budować z tą osobą – szanuj i nie pozwól, by samotność zniszczyła Twoje kolejne relacje, naucz się na tym doświadczeniu i nie żałuj decyzji, jaką podjąłeś…a przede wszystkim bądź szczęśliwy gdziekolwiek będziesz najpierw z samym sobą, a później z drugim człowiekiem.

Agnieszka Zydroń

Agnieszka Zydroń

Psychologia w biznesie ( Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)
Kulturoznawca, rosjoznawca ( Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie)
Licencjonowany pośrednik ( S2/2/P/2016 ) obrotu nieruchomościami
Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości ( CEPI )
Certyfikat ukończenia Certyfikowanego Szkolenia Change Management In
Progress ( Psychologia procesu zmiany)
Praktyk w branży obrotu nieruchomościami oraz wymiany handlowej z Rosją
Autorka 3 książek oraz dziesiątek artykułów do prasy kobiecej oraz
biznesowej
Częsty gość programów telewizyjnych i radiowych